Pani X przeprasza

Tomasz Miłkowski o książce Xymeny Zaniewskiej-Chwedczuk, jak się okazało pożegnalnej – ale w jakim stylu!

Może ktoś jeszcze pamięta – był taki show w telewizji, a wcześniej inny – Stawka większa niż szycie, poświęcony modzie.

Zaraz po transformacji Xymena Zaniewska-Chwedczuk stworzyła ten telewizyjny magazyn, w którym prezentowano rozległe możliwości polskiego przemysły tekstylnego i oferty modowej, zakorzenionej w rodzimej tradycji, a zarazem nowoczesnej. Program wabił kolorem, rozmachem, urodą kolekcji, zadziwiał. Zachęciła pomysłodawczyni i autorka polskie fabryki tekstylne do współudziału w tworzeniu tego magazynu i wyglądało na to, że może wyjdą one z zawieruchy ekonomicznej transformacji obronną ręką. Inny jednak los przewidział dla nich pan Balcerowicz i fabryki poznikały jedna po drugiej, a wraz z nimi program Zaniewskiej. Po polskim włókiennictwie, słynnym na cały świat pozostały tylko wspomnienia.

 

Teraz Pani X wraca w wielkim stylu. Nie, nie, nie wraca magazyn telewizyjny, co to to nie, zresztą, co miałby pokazywać? Puste hale po fabrykach lnu w Żyrardowie? Wraca w wysmakowanej formie w książce „Xymena”, a w podtytule „Xymena Zaniewska Chwedczuk, zapiski i rysunki”. Tytuł taki sobie, ale wygląd i wnętrze same cuda!

Takiej książki jeszcze w Polsce nie było. Bo to i coś więcej niż książka, właściwie galeria sztuki, rodzaj wystawy zamkniętej w książce. Po jej otwarciu każda dowolnie wybrana rozkładówka wygląda jak z wielkim wyczuciem formy i koloru zakomponowany obraz albo fragment jakieś hipnotyzującej wystawy. Iwo Zaniewski, syn pani Xymeny, sam artysta niezwykły, opracował graficznie tę księgę, nadając jej absolutnie unikatowy charakter(gr. charakter = wizerunek), postać literacka o wyraźnie i.... Dzięki jego wyobraźni i umiejętności selekcji możemy cieszyć oko projektami mieniących się wszystkimi kolorami tęczy ubiorów, teatralnych kostiumów, scenografii, szkiców. Rozległość talentu bowiem i niepospolita energia Xymeny Zaniewskiej-Chwedczuk sprawiła, że jej dorobek jest zaiste imponujący. Przypominamy go sobie dzięki cudownym i tak gustownie dobranym ilustracjom, będącym jądrem tego imponującego albumu. Ale przypominamy sobie także dzięki napisanemu z talentem i pasją (jak wszystko, co wyszło spod jej ręki) tekstowi, z którego wygląda osobowość artystki, organizatorki, animatorki, nawet bizneswomen i sprawczyni ważnych kulturalnych przedsięwzięć.

Mało kto wie, że bohaterka księgi jako studentka architektury brała udział we wnoszeniu MDM (Marszałkowska Dzielnica Mieszkaniowa), jednego ze sztandarowych osiedli w odbudowanej po wojennej pożodze Warszawie – projektowała wnętrza i niewiele brakowało, a po otwarciu zabudowy wokół placu Konstytucji zostałaby szefową budowy drugiego etapu. Wtedy jednak wybrała Akademię Sztuk Pięknych, postanowiła oddać się swojej miłości pierwszej: malowaniu, rysowaniu. To właśnie na egzaminie na ASP na pytanie jednego z profesorów, dlaczego chce studiować na Akademii miała odpowiedzieć: „Bo lubię rysować”. Wtedy profesor Kazimierz Nita, który dobrze już znał kandydatkę, przyszedł jej z odsieczą i powiedział: „Proszę państwa, a w ogóle to ona jest inteligentna”.

Przypomina autorka swoje wielkie dzieło telewizyjne. To za jej sprawą powstała cała nowa gałąź polskie scenografii, czyli scenografia telewizyjna, a „przy okazji” przepastne magazyny dekoracji i kostiumów, szytych na potrzeby spektakli i widowisk rozrywkowych, kształtowała się finezja twórczości plastycznej wykorzystującej oko kamery. Razem z Adamem Hanuszkiewiczem budowali wielkość Teatru Telewizji (bagatela, co tydzień 5-6 premier!), a potem towarzyszyła jego poszukiwaniom w teatrze żywego planu.

Pracowała najczęściej w duecie ze swoim drugim mężem Mariuszem Chwedczukiem, znakomitym scenografem, i w parze tworzyli fantazyjne tło niejednego spektaklu teatralnego czy operowego, w Polsce i w Niemczech. Jakie to przynosiło oryginalne wyniki, odtwarza ta księga, gdzie można choćby zobaczyć niezwykłe efekty zastosowania aksamitu w inscenizacji „Cyda” na deskach Teatru Ateneum czy nieprzytomnie zachwycający ogród w „Miesiącu na wsi” Iwana Turgieniewa na deskach Teatru Małego w Warszawie (obie premiery w reżyserii Adama Hanuszkiewicza).

To nie jest książka jednorazowego użytku, to wydawnicze arcydzieło, w którego wnętrzu kryje się wyjątkowy świat wybitnej polskiej artystki Xymeny Zaniewskiej-Chwedczuk, kobiety odważnej, nieustępliwej, aż zatrważająco pracowitej, niekryjącej swoich lewicowych wyborów, o których zresztą pisze w tych wspomnieniach z lekkością i dowcipem: „I jak tu się teraz dziwić moim lewicowym poglądom? Dwie wyższe uczelnie za darmo i za mąż wychodziłam za kogo chciałam”.

Iwo Zaniewski na spotkaniu promocyjnym, poświęconym tej księdze powiedział, że w domu rodzinnym żyło mu się jak w raju, jak w jakiejś cudownej enklawie, że w ogóle artystom żyło się w PRL-u jak w raju.

Jak żyje się po wygnaniu z raju, każdy widzi.

Tomasz Miłkowski

Xymena Zaniewska-Chwedczuk, „Zapiski i rysunki”. Grafika Iwo Zaniewski, Wydawnictwo Bernardinuum, Pelplin 2015

PS. Tekst opublikowany w „Dzienniku Trybuna” 11 lutego 2016

Dodaj komentarz