Kordian, czyli Polacy

Na koniec roku wracam do KORDIANA w inscenizacji Jana Englerta w Teatrze Narodowym, który aż natrętnie rezonuje ze współczesnością. Kwestia Szatana – „Jak się rozejrzeć, wszystkie takie same” nie chce odkleić się od pamięci. Oto poszerzona wersja recenzji opublikowanej wcześniej na łamach tygodnika „Przegląd”:

Kordian, czyli Polacy

Takie przedstawienie zdarza się raz na dziesięć lat albo i rzadziej. Przedstawienie, które podtrzymuje wiarę, że teatr nadal jest zdolny wadzić się z tym, co najważniejsze, że posiada wewnętrzne siły, dające szansę tworzenia wielkich, sugestywnych wizji. Tak jest tym razem. Inscenizacja „Kordiana” wedle scenariusza i w reżyserii Jan Englerta w Teatrze Narodowym, przygotowana z myślą o jubileuszu 250-lecia teatru, jest takim właśnie wyjątkowym przedstawieniem. Choć jubileuszowe, to nie ma nic wspólnego z okolicznościową celebrą. Żywe, nawet drapieżne, teatralnie zachwycające i mądre.

 

Sam scenariusz mógłby być tematem odrębnej, poważnej analizy. Englertowi udało się zawrzeć w dwugodzinnym widowisku wszystkie najistotniejsze tropy tragedii, otworzyć ją na dopływy zewnętrzne (wiele tu cytatów z innych utworów, także Wyspiańskiego), zakotwiczyć w dziejach scenicznych i silnie związać ze współczesnością.

Kordianów jest w tym spektaklu trzech: Stary (Jerzy Radziwiłowicz) i dwóch młodych, Kordian I (Marcin Hycnar) i Kordian II (Kamil Mrożek), Laury są dwie, starsza (Ewa Wiśniewska) i młodsza (Anna Grycewicz), a Wiolett aż pięć. To nie dla kaprysu, ale aby wydobyć powtarzalność polskich pytań, ich uporczywy pochód przez pokolenia, aby zderzyć ze sobą młodość i doświadczenie. To nie przypadek, że Stary Kordian przejmie w tym spektaklu rolę Prezesa spiskowych, przestrzegającego przed ślepym pędem ku zemście. Z jednej strony bohaterskie, straceńcze plany, z drugiej, pozłotka, hipokryzja i lizusostwo, ciągłe piekło zastoju myśli: „Jak się rozejrzeć, wszystkie takie same” mówi na początku Szatan (Mariusz Bonaszewski), błędne koło, z którego nie ma ucieczki. Stąd jak refren kilka razy powtarzają się w tym spektaklu słowa monologu Kordiana na Mont Blanc.

To szczególne rozdwojenie między dobrem i złem symbolizują przypowieści Grzegorza, służącego Kordiana, które w tym przedstawieniu opowiadają bohaterowi Archanioł (Danuta Stenka) i Szatan. Archanioł przypomina męczeńską śmierć bohaterskiego zesłańca, Szatan barwnie opowiada o Janku, co psom szył buty. Oto polskie dylematy: szalona zatrata w imię honoru, pozorna kariera u boku tyrana.

Swego rodzaju przekornym zaprzeczeniem tezy, że Polacy nie są w stanie działać ku wspólnemu pożytkowi, jest ten spektakl, który zespołowością stoi. Harmonizacja scen zbiorowych, przygotowanie chórów, te bez liku przemarsze, pląsające pary, przebiegające grupy, widma w komnatach zamkowych, spiskowi, i bawiąca się stolica, wielka scena koronacyjna czy audiencja u papieża pokazują moc zespołu, który działa dla wspólnego celu.

Doskonały zespół pozwala wydobyć walory solistów, a wszyscy przedniej marki, obok już wymienionych trzeba wspomnieć o Mateuszu Rusinie (Mefistofel), który wstrząsająco śpiewa pieśń Nieznajomego. Ogromne wrażenie czyni monolog Kordiana I na Mont Blanc, a potem jego skok z wysokości w przepaść sceny, a także scena na Placu Saskim – skok Kordiana nad bagnetami i szaleństwo podnieconego Wielkiego Księcia (Grzegorz Małecki). Do tego dodać trzeba liczne aluzje teatralne do wcześniejszych realizacji „Kordiana”, jest i drabina Adama Hanuszkiewicza, i krzesło Jerzego Antczaka, i lampeczki kolorowe okalające otwór sceniczny jak w teatrze jarmarcznym Janusza Wiśniewskiego, i cytat z „Samuela Zborowskiego” Jerzego Jarockiego. Na spektaklach premierowych mogliśmy oglądać i słuchać Ignacego Gogolewskiego, który powiedział raptem kilka linijek (jako Starzec z Ludu w scenie spisku), ale tak, że dreszcz przechodził. Tak, to jest przedstawienie, którego dźwięki i obrazy zostaną w pamięci na długo.

Tomasz Miłkowski

KORDIAN Juliusza Słowackiego, opracowanie tekstu i reżyseria Jan Englert, scenografia Barbar5a Hanicka, muzyka Stanisław Radwan, choreografia Tomasz Wygoda, światło Jacqueline Sobiszewski, animacja Michał Jankowski, efekty kaskaderskie Andrzej Słomiński, Teatr Narodowy, premiera 19 listopada 2015

Dodaj komentarz