NASZA KLASA po litewsku

Jeszcze dzisiaj zobaczyć można w Teatrze Narodowym w Warszawie „Naszą klasę” Tadeusza Słobodzianka po litewsku. Kto się zagapił wczoraj, niechaj się śpieszy i przybywa dzisiaj.

Wczorajszy spektakl zakończył się owacją na stojąco, mimo kłopotów z polskimi napisami, które – niewiele brakowało – udaremniłyby wykonanie drugiej części. Widzowie czekali cierpliwie na usunięcie usterek, ale opłacało się.

 

Spektakl w reżyserii Yany Ross przywieźli do Warszawy artyści Litewskiego Teatru Narodowego. Wśród ponad już 20 realizacji tego niezwykłego dramatu inscenizacja Ross zajmuje miejsce szczególne za sprawą jej odrębnego języka. Wiąże w nim artystka charakterystyczną mroczność „szkoły litewskiej” z indywidualną wrażliwością i wyobraźnią. Stąd obecne w tym spektaklu elementy cyrku, błazenady, obecność orkiestry dętej i pochylony sufit ni to kościoła, ni to synagogi z dziurą pośrodku, która w pewnym momencie okaże się okiem opatrzności. Tu nawet nie chodzi o pomysłowość reżyserki, której nie brakuje rozwiązań czy sugestywności stosowanych środków, ale o to, że posiadła umiejętność wydobywania z nich chwil wzniosłych, budzących zgrozę i skłaniających do refleksji.

Świetne przedstawienie, zupełnie inne od niemal minimalistycznego spektaklu w teatrze na Woli czy „świetlicowego” spektaklu ze Sztokholmu. To trzeba koniecznie zobaczyć.

tm

Dodaj komentarz