Artysta czy menadżer

Kto powinien stać na czele instytucji artystycznej?Artysta czy menadżer? Po naradzie w ZASP-ie zastanawia się Tomasz  Miłkowski:

To pytanie, jak powracająca melodyjka powraca w dyskusjach środowiskowych, zwłaszcza wśród ludzi teatru. Nie wiadomo bowiem – nie ma tu ustalonych jednolitych kryteriów i nawet nie wiadomo, czy takie być powinny – kto jest pożądanym zwycięzcą rozpisywanych konkursów na dyrektora teatru: artysta czy menadżer? Reżyser czy geolog, choreograf czy inżynier? Pytania można mnożyć, ale nie rzecz w takich czy innych zgrabnych figurach stylistycznych, ale o namysł, kto jest gwarantem poziomu artystycznego teatru. Wiadomo, że każdy mówiąc o Teatrze Narodowym w Warszawie nie wskaże dyrektora-menadżera Krzysztofa Torończyka, ale Jana Englerta jako lidera tej sceny. Już nieco inaczej będzie i bardziej zawile w przypadku Teatru Polskiego im. Arnolda Szyfmana, w którym funkcję dyrektora pełni artysta, Andrzej Seweryn [na zdj.]. Mimo to dyrektor pracuje z pomocą dwóch zastępców, jednego d.s. artystycznych (jest nim Jarosław Gajewski) i drugiego d.s. administracyjnych. W tym przypadku mamy więc do czynienia z duumwiratem kierownictwa artystycznego.

 

Takich przykładów można by podać więcej wśród 114 teatrów publicznych, w tym 3 państwowych i pozostałych samorządowych. Ustawa o instytucjach artystycznych nie precyzuje, jak być powinno, raczej stanowi, że tak a tak być może. Nawet w przypadku konkursów na stanowiska dyrektorów organizator (czytaj: samorząd) może wziąć pod uwagę rekomendację komisji konkursowej, ale może też nie wziąć jej pod uwagę albo i konkurs unieważnić bez podania przyczyny. Miewamy więc do czynienia z sytuacją niejasną, dwuznaczną, a czasem wręcz deprymującą, kiedy kompetentna komisja konkursowa wyłania kandydata do objęcia funkcji dyrektora, który w rezultacie tej funkcji nie obejmuje. Po co więc komu ta cała robota?

Zdarza się również i tak, że rodzą się konflikty na linii dyrektor i jego zastępca d.s artystycznych i wtedy powstaje wątpliwość innego rodzaju: kto tu właściwie rządzi? Nie kto zarządza finansami i administruje,. Ale kto odpowiada za kształt programowy teatru? Okazuje się, że dyrektor, który nie musi mieć przygotowania artystycznego, może samodzielnie decydować o repertuarze, zatrudnianiu artystów, zwalnianiu i zatrudnianiu swego zastępcy d.s. artystycznych. To sytuacja niezdrowa.

Wiedziony takimi wątpliwościami, a często angażowany do rozstrzygania konfliktów Zarząd Główny Związku Artystów Scen Polskich i osobiście jego Prezes, Olgierd Łukaszewicz, który niczym straż pożarna gasi wybuchające pożary, uspokaja nerwy i doprowadza do porozumienia, zwołał debatę pod hasłem „Artysta czy menadżer” (30 listopada). Dodatkowym impulsem do jej zwołania było rosnące przeświadczenie o malejącej roli szefów artystycznych teatrów, coraz silniej podporządkowywanych dyrektorom-menadżerom. Okolicznością naglącą poniekąd stał się konflikt w warszawskim Teatrze Studio, którego natura polega na rozminięciu się języka menadżera i języka artysty. Na początku debaty grupa aktorów Teatru Studio zainscenizowała fragmenty opracowania przygotowanego przez uczonych ze Szkoły Głównej Handlowej, którzy językiem „projektowym”, bliskim sercu menadżerów, opisują sposób zarządzania Teatrem Studio. Fragmenty te zabrzmiały na scence w sali klubowej ZASP jak jakiś ponury żart, wywołując salwy śmiechu – pasowały bowiem do teatru jak wół do karety.

W rozmowie uczestniczyła duża reprezentacja marszałków samorządów wojewódzkich i to budzi nadzieję na zmiany, mające na celu umocnienie pozycji szefów artystycznych teatrów. Takie sugestie wysuwa ZASP, postulując obowiązek zatrudniania w teatrach szefów artystycznych, jeśli na jego czele jako dyrektor nie stoi kompetentny twórca. Jak powinny wyglądać te zmiany, to nadal kwestia dyskusji. Może warto sprawdzić, a to nie takie trudne, czy istnieje jakiś realny związek między wynikami pracy artystycznej teatru a tym, kto nim kieruje (artysta czy menadżer). Może też warto sprawdzić w jakiej mierze fakt, że kieruje teatrem dyrektor z konkursu wpływa na jakość pracy instytucji artystycznej. Po rzetelnej ocenie tych relacji przyjdzie pora na udokumentowane wnioski. Dzisiaj poruszamy się jedynie w kręgu własnych przeświadczeń i przekonań. Jedni uważają, że stawianie na menadżerów w teatrach sprawia, że stają się one przedsiębiorstwami nastawionymi na zysk, komercjalizują się, coraz bardziej marginesowo traktując zadania artystyczne i misję. Drudzy sądzą, że stawianie na artystów jako liderów teatrów ma opłakane skutki finansowe, pięknoduchy bowiem nie potrafią się trzymać realiów i stąpać po ziemi. Jak wobec tego udawało się uniknąć tych artystowskich niebezpieczeństw wielkim dyrektorom: Kazimierzowi Dejmkowi, Januszowi Warmińskiemu czy Erwinowi Axerowi? Tak czy owak, trzeba poddać analizie stan faktyczny, aby nie dać się ponieść fantazji. Być może dylemat: artysta czy menadżer jest tylko figurą stylistyczną, a dla publiczności teatralnej nie ma żadnego znaczenia.

Tomasz Miłkowski

Dodaj komentarz