Siła jest kobietą

Grażyna Korzeniowska o spektaklu ONE SAME w Teatrze Żydowskim:

Pola Nireńska mogłaby do nich dołączyć, pomyślałam po przeczytaniu artykułu o niej… Była odważna, niezależna, oddana swojej pasji. Musiała wiele zwalczyć, by odnieść sukces… Tak jak dziewczyny z przedstawienia „One same”, które obejrzałam poprzedniego wieczora w Teatrze Żydowskim w Warszawie.

Spektakl wymyśliła i wyreżyserowała Karolina Kirsz. Wyobraziła sobie, jak wyglądałoby spotkanie kobiet, które za życia nigdy się nie zetknęły. A łączyło je wiele…

Na niedużą przestrzeń Sceny na Piętrze reżyserka zaprosiła Helenę Rubinstein, Irenę Krzywicką, Stephanie von Hohenlohe, Annę Held i Sophie Tucker.

 

Zdecydowanie najwięcej miejsca w polskiej, a i globalnej świadomości zajmują Rubinstein i Krzywicka. Poświęcano im sporo miejsca w mediach. Publikowano biografie. Wśród nich np. książkę autorstwa Michele Fitoussi „Helena Rubinstein. Kobieta, która wymyśliła piękno”. W istocie. Stworzyła imperium kosmetyczne (1902 rok), które nieprzerwanie do dzisiaj wspiera urodę kobiet całego świata.

„Długie życie gorszycielki. Losy i świat Ireny Krzywickiej”, dzieło pióra Agaty Tuszyńskiej, to opowieść o intelektualistce – pisarce, tłumaczce, dziennikarce, ale też feministce, kobiecie, która pragnęła wyrwać inne przedstawicielki swojej płci z piekła niechcianych ciąż, podporządkowania mężczyznom, propagując świadome macierzyństwo, edukację seksualną, antykoncepcję. Miała odwagę żyć, jak chciała. Mężatka, nie kryła swojego romansu z Tadeuszem Boyem-Żeleńskim. Za swoje poglądy i sposób życia była atakowana przez ówczesne elity intelektualne. Napisała autobiografię „Wyznania gorszycielki”…

Opowieści pod takim tytułem mogłyby właściwie wyjść spod ręki wszystkich bohaterek spektaklu „One same”. Bo czyż takim nie było życie Anny Held? Piosenkarki, aktorki, tancerki, gwiazdy Broadwayu, pełnej wdzięku i sexappealu, którym umiała władać, oczarowując mężczyzn, by użyć ich do realizacji swoich celów, a jej skandale opisywała ówczesna prasa… Czyż nie zgorszyła Sophie Tucker? Piosenkarka, która dla śpiewania, muzyki porzuciła dom i wyrzekła się własnej twarzy… Czy wreszcie – księżna von Hohenlohe, Żydówka, zapatrzona w Adolfa Hitlera, intrygująca wśród największych przywódców ówczesnej Europy?

Ale reżyserce nie o zgorszenie chodzi. Ono było tylko jednym z elementów życia tych pięciu kobiet, wydarzało się jakby mimochodem; było konsekwencją ich życiowych wyborów, którymi wyprzedzały swój czas.

Bohaterki przedstawienia w białych sukniach, które mają sugerować, że to spotkanie już nieziemskie, niemal symultanicznie opowiadają dzieje życia swoich bohaterek. Trochę w tej symultaniczności reżyserskiej niekonsekwencji, bo długie milczenie i późne rozpoczęcie historii Sophie Trucker, powoduje, że spektakl traci rytm. Na szczęście dynamizm opowieści Tucker i magnetyzm jej wykonawczyni, sprawia, że spektakl powraca na właściwe tory.

Bo sensem tego spektaklu jest właśnie równoczesność tych kobiecych zwierzeń. Mają być katharsis dla każdej z nich. Muszą opowiedzieć siebie pozostałym, porównać swoje losy, a może dzięki temu, zrozumieć własne wybory i decyzje… Dlatego opowiadają, spierają się, przeglądają w oczach towarzyszek, szukając w nich zrozumienia, akceptacji, czasem nawet nagany, by odbyć swoistą pokutę…

Siła jest kobietą, powiedział ktoś. To prawda. Przekonują o tym opowieści Heleny, Ireny, Stephanie, Anny, Sophie, kobiet, które musiały udowadniać, że są więcej warte niż mężczyźni, a były naznaczone nie tylko płcią, co w maskulinizowanym społeczeństwie stawiało je na przegranych pozycjach, także – niskim statusem społecznym i żydowskim pochodzeniem.

Siłą spektaklu o kobietach są kobiety, aktorki, które przyjęły na siebie poszczególne role: Alina Świdowska (Rubinstein), Ewa Dąbrowska (Krzywicka), Sylwia Najah (Held), Ernestyna Winnicka (von Hohenlohe), Ewa Greś (Tucker). Stworzyły wyraziste, przejmujące postaci, które już chyba nie opuszczą naszych serc…

 

Grażyna Korzeniowska

_________________

One same

Scenariusz i reżyseria Karolina Kirsz

Scenografia i kostiumy Aleksandra Szempruch

Muzyka Jacek Mazurkiewicz

Światło Monika Sidor

Teatr Żydowski im. Estery Rachel i Idy Kamińskich

Premiera 4 listopada 2015 roku.

Dodaj komentarz