Rozdroże, czyli o interdyscyplinarności w sztuce

Jak co roku, na przełomie października i listopada, odbyły się – już po raz 22 – Międzynarodowe Spotkania Sztuki Akcji Rozdroże 2015, których organizatorem jest Fundacja Sztuka i Współczesność oraz CSW Zamek Ujazdowski.
I jak co roku, twórca programu tego festiwalu Janusz Marek udowadnia, iż nie wszystko jeszcze w sztuce wymyślono, a nowe pokolenia odkrywają coraz to inne przestrzenie wypowiedzi artystycznej: ideowej i formalnej.

W tym roku pogranicze teatru, tańca i sztuk wizualnych pokazywały zespoły polskie i brytyjskie, począwszy od mającego światową już renomę Company Wayne McGregor z Londynu (taniec), poprzez Teatr Stan’s Cafe z Birmingham (performance), Scenę Plastyczną KUL Leszka Mądzika (sztuki wizualne), aż po Warszawski Teatr Tańca (performance) Aleksandry Dziurosz.

Spektakle odbywały się na różnych warszawskich scenach z racji warunków technicznych, jakich wymagał każdy z nich, toteż zespół McGregora wystąpił na scenie Teatru Wielkiego-Opery Narodowej, Stan’s Cafe – w Stodole, a Scena Plastyczna KUL oraz Warszawski Teatr Tańca – w Zamku Ujazdowskim. Program występów obudowany został prelekcjami dotyczącymi twórców spektakli oraz spotkaniami artystów z publicznością.

Niewątpliwie najbardziej rozbudowanym pod względem formy był spektakl FAR (premiera w 2010 r.) w choreografii Wayne’a McGregora, tańczony fenomenalnie przez jego 10-osobowy zespół. Nazwa spektaklu pochodzi od pierwszych liter tytułu książki Roya Portera – Flesh in the Age of Reason (Ciało w wieku rozumu), w której autor opisuje historię XVIII-wiecznych badań nad ciałem i duszą.

To, że McGregor zainteresował się taką tematyką nie było przypadkiem, gdyż jest on chyba jedynym z najbardziej znanych współczesnych choreografów, który w sposób czynny uprawia naukę (psychologia eksperymentalna w Cambridge) – kognitywistykę. Od lat zajmują go relacje między umysłem a ciałem („kompletnie odrzucam pomysł oddzielenia umysłu od ciała”), co przejawia się w tworzonej przez niego choreografii. Stawia w niej wysokie wymagania tancerzom, których ciała – falujące, wijące się, rozciągające i kurczące, niezwykle gibkie, jakby pozbawione kości, starają się przekraczać dotychczasowe możliwości ruchowe i własne ograniczenia cielesności.

Ten nowatorski sposób poruszania się tancerza współgra z równie nowatorską scenografią (studio projektowe Random International oraz Lucy Carter) i muzyką (Ben Frost). Tancerze tańczą na tle długiej, prostokątnej ściany światła – raz jaśniejącej (tworzą wówczas na jej tle ciemne sylwetki), raz ciemniejącej, niekiedy rozbłyskującej setkami ledowych diod tworzących określony przestrzenny ornament geometryczny, czy wyświetlających cyfry. Widok to iście kosmiczny, futurystyczny, zwłaszcza że wsparty minimalistyczną muzyką, podkreślającą formę tanecznej wypowiedzi choreografa.

Zupełnie inny wymiar ma spektakl The Cleansing of Constance Brown (Wymazywanie Constance Brown) z 2007 roku w reżyserii Jamesa Yarkera, muzyką Niny West i wykonaniu Teatru Stan’s Cafe. Jego forma wymyka się dotychczasowej klasyfikacji – nie jest to bowiem ani teatr tańca (choć ruch odgrywa tu istotną rolę), ani teatr (praktycznie nie ma tekstu), ani widowisko plastyczne (choć scenografia pełni istotną rolę). Moim zdaniem, najbliżej mu do formy performance’u, zwłaszcza z uwagi na zaskoczenie i tajemnicę, jakie niesie.

Kameralna sztuka rozgrywa się w 14-metrowym, wąskim korytarzu (z tego względu spektakl grany był pięć razy, gdyż na widowni mogło zasiąść tylko kilkudziesięciu widzów), do którego wchodzą i z którego wychodzą przez liczne drzwi coraz to inne postacie z różnymi rekwizytami, w różnych kostiumach – mijają się, coś do siebie mówią lub nie, gestykulują, biegają, kłócą się. Widz musi rozwiązać te zagadki: gdzie to się dzieje, kim są ci ludzie i… co się może za chwilę stać.

Akcja sztuki zaczyna się – sądząc po atrybutach aktorów (togi, więzień, policjant) w sądzie, po czym widzimy hotel tuż przed przyjazdem vipa, następnie biuro firmy plajtującej i ucieczkę sprawcy tej plajty, życie korporacyjne, balangi, narkotyki, egzorcyzmy, morderstwa, Abu Ghraib, etc. , etc.

Z jednej strony, pewne symbole, dekoracje, rekwizyty to tropy w określonym kierunku, a z drugiej – wszystko co się dzieje za tymi zamkniętymi drzwiami w korytarzu jest tajemnicze, niedopowiedziane, mroczne, nie do odgadnięcia. Ale choć nie umiemy tego rozszyfrować, to widzimy, że cały czas obecna jest w tym korytarzu jedna postać.
To tytułowa Konstancja Brown, której nie można pominąć, wymazać z życia, gdyż to ona stabilizuje ten świat pełen niepięknych postępków i ludzi, niemy świadek – a czasami aktywny uczestnik – wydarzeń. To postać drugiego planu, który – jeśli mu się dokładniej przyjrzeć – jest ważnym podglebiem tego niepokazanego pierwszego, i bez którego ów pierwszy by nie mógł istnieć.

Niezwykłej urody to spektakl, mimo że stworzony przy pomocy minimalnych środków.
Ten minimalizm, a właściwie ascetyzm formy właściwy jest także teatrowi Leszka Mądzika, choć pokazany na tegorocznym „Rozdrożu” jego spektakl Lustro, którego inspiracją była twórczość Bruno Schulza wydaje się bardziej rozbudowany niż poprzednie.
Przede wszystkim pojawia się słowo – jest to wypowiadany na wstępie przez Jerzego Radziwiłowicza wiersz Schulza Samotność z 1937 r. Poza tym – rekwizyty i maski oraz cytaty z rysunków Schulza. Stałym elementem jest oczywiście ciemność, z której wyłaniają się owe maski, twarze, ciała (czy ich fragmenty), niekiedy w erotycznym uścisku – raz bliżej, raz dalej od widza (przesuwana scena).
Spektakl o wielkiej urodzie plastycznej, kryjący w sobie tajemnicę, ale i śmierć, smutek, fatalizm, obsesje i bezbrzeżną samotność. To obraz twórczości Schulza wyrażony poprzez sztuki plastyczne, teatr i przejmującą muzykę Piotra Klimka.

Oceniając tegoroczne zespoły zaproszone na Rozdroże* trudno znaleźć dla nich wspólny mianownik. Może wielość używanych środków wyrazu artystycznego? Forma, która wynika z bogactwa współczesnej technologii (na podkreślenie zasługuje operowanie światłem)? Może afabularność (choć to niezupełnie prawda – wszak w każdym spektaklu można było odczytać określone treści)?
A może nie ma sensu doszukiwać się wspólnych cech tak różnych i osobnych zjawisk artystycznych? Wszystkie one budują przecież barwny pejzaż sztuki, która jak wiadomo – cenniejsza niż złoto.

Anna Leszkowska

 

*Niestety, nie mogłam obejrzeć spektaklu Warszawskiego Teatru Tańca, stąd dla porządku podam, iż Kolarz. Niepowtarzalne zderzenie z czasoprzestrzenią (premiera) Aleksandry Dziurosz to interdyscyplinarne, multimedialne zdarzenie sceniczne łączące taniec współczesny, ruch, grę aktorską, muzykę i projekcje video. Ruch, dźwięk, tekst i filmy video są kompatybilne i w wielu fragmentach tworzone w czasie rzeczywistym na zasadzie improwizacji. Na oczach widzów toczy się gra, w której biorą udział twórcy – uczestnicy scenicznego zdarzenia, z których każdy działa według indywidualnej mapy/planu.

Dodaj komentarz