Rzecz o wolności

Jakim zniewoleniem może być pochodzenie, przynależność do określonej grupy społecznej, zwłaszcza gdy jest się jednostką niezwykłą, wychodzącą poza schematy nie tylko tej grupy, lecz w ogóle poza wszelkie ramy? Karolina Kirsz postanowiła opowiedzieć o tym w spektaklu „One same” ustami pięciu kobiet – silnych, radykalnych, skandalistek, Żydówek. Kobiet nieprzeciętnych, które mogły się spotkać wyłącznie w teatrze.

 

Przestrzenią do tego spotkania jest niewielka scena Teatru Żydowskiego, z minimalistyczną, białą scenografią, bardziej dotykającą jakiejś sennej wizji niż realizmu, przypominającą trochę poczekalnię, może czyściec… W tej nieziemskiej perspektywie znalazły się One, kobiety totalne, niemogące trafić na siebie w realnym świecie; jak gdyby wybudzone z letargu zaczynają snuć swoje historie. Powolna opowieść zamienia się stopniowo w bitwę na losy, każda próbuje przebić się przez inne głosy, by opowiedzieć o sobie, przekrzyczeć pozostałe, by zostać dostrzeżoną. Jean Paul Sartre sformułował teorię, w myśl której człowiek istnieje tylko poprzez innych. „Staje się rzeczywisty w momencie, gdy jest spostrzeżony”. A te piękne i niebezpieczne kobiety mają siłę, by walczyć o swój los.

Niezwykłe są to opowieści, jak i niezwykłe są ich bohaterki – emancypantka Irena Krzywicka (Ewa Dąbrowska), która w latach przedwojennych walczyła o świadome macierzyństwo, antykoncepcję, edukację seksualną i legalną aborcję; agentka Hitlera księżna Stephanie von Hohenlohe (Ernestyna Winnicka), intrygantka i manipulantka, o której Roosevelt powiedział, że jest szpiegiem niebezpieczniejszym niż tysiące mężczyzn; gwiazda Broadwayu początku wieku, aktorka, tancerka i piosenkarka Anna Held (Sylwia Najah), słynna amerykańska śpiewaczka Sophie Tucker (Ewa Greś) oraz „cesarzowa piękna” Helena Rubinstein (Alina Świdowska), najbogatsza kobieta świata, ortodoksyjna żydówka z Kazimierza. Łączy je żydowskie pochodzenie, zdeterminowanie, które pozwoliło pokonywać kolejne ograniczenia w drodze do zamierzonego celu, i …samotność.

Jednocześnie każda jest inna, ukształtowana przez różne doświadczenia i przywiązanie do różnie pojmowanej przez siebie wewnętrznej wolności. „Każda z nich żyła po swojemu i zapłaciła za to swoją cenę. Żadna nie mogłaby powiedzieć, że to ktoś inny decydował za nią” – mówiła o swoich bohaterkach Karolina Kirsz. Każda także podchodziła do swojego pochodzenia odmienny sposób.

Spektakl „One same” nie jest dokumentem opowiadającym ich biografię, a jedynie luźną wariacją zainspirowaną faktami z życia bohaterek. Opowieścią o potrzebie społecznej aprobaty, o pokonywaniu ograniczeń, o zerwanych więziach i o samotności jako cenie za wewnętrzną wolność. Jednocześnie jest także portretem minionego stulecia z jego najważniejszymi wydarzeniami.

Prawdziwym motorem przedstawienia są jednak same aktorki – ich kunszt, wirtuozerskie niemal popisy, ogrom pracy nad postacią i nienaganna dykcja (co wcale nie jest takie oczywiste). Drażni co prawda utrzymująca się dynamika fortissimo w przedstawieniu, ale łagodzą to nieprzyjemne wrażenie wykonania muzyczne wspaniałych głosów. Gdy do tego dodamy świetną charakteryzację, nastrojową muzykę w tle, graną na żywo przez Jacka Mazurkiewicza, światło z nią współistniejące, ascetyczną scenografię Aleksandry Szempruch, to mamy przed oczami naprawdę mocny spektakl, który wpisuje się znakomicie w dobrą passę Teatru Żydowskiego.

 

Katarzyna Michalik-Jaworska

 

One same”. Scenariusz i reżyseria: Karolina Kirsz, scenografia i kostiumy: Aleksandra Szempruch, kierownictwo muzyczne: Jacek Mazurkiewicz, światła: Monika Sidor, obsada: Ewa Dąbrowska (Irena Krzywicka), Ewa Greś (Sophie Tucker), Sylwia Najah (Anna Held), Alina Świdowska (Helena Rubinstein), Ernestyna Winnicka (Stephanie von Hohenlohe), Jacek Mazurkiewicz (gościnnie) – muzyka na żywo; premiera: 4 listopada 2015, Teatr Żydowski im. im. Estery Rachel i Idy Kamińskich w Warszawie

Dodaj komentarz