Laudacja na cześć Haliny Łabonarskiej

Podczas uroczystości wręczenia Nagrody im. Ireny Solskiej pani HALINIE ŁABONARSKIEJ krótką laudację na cześć laureatki wygłosił prezes Klubu Krytyki Teatralnej SD RP dr Tomasz Miłkowski [na zdj.]. Tekst tego wystąpienia publikujemy bez skrótów:

Szanowni Państwo,

witam serdecznie na dzisiejszej uroczystości w gościnnych progach ZASP-u, której główną bohaterką jest pani Halina Łabonarska. Witam także w imieniu pana prezesa Olgierda Łukaszewicza, który za moim pośrednictwem przekazuje gratulacje naszej laureatce i bukiet kwiatów wraz z najlepszymi życzeniami. Pan Łukaszewicz z żalem nie może uczestniczyć w dzisiejszym spotkaniu, bo właśnie trwa w Teatrze Lalka zjazd ZASP-u.

Pozwólcie państwo, że zanim w imieniu polskiej sekcji AICT, przekażę tegorocznej laureatce Nagrody im. Ireny Solskiej dyplom i pamiątkową grafikę autorstwa Janusza Golika, wygłoszę kilka zdań tytułem wstępu.

 

Otóż to „najmłodsza” spośród Nagród AICT, które zawsze stanowiły próbę wskazania na zjawiska najwyższej miary artystycznej, a czas najczęściej pozytywnie weryfikował dokonywane wybory. Nagroda im. I. Solskiej została utworzona zaledwie 5 lat temu, ale już za sprawą rangi patronki i rangi dokonań laureatek zdobyła uznanie. Jej inicjatorką była Justyna Hofman-Wiśniewska, nieżyjąca już wieloletnia współredaktorka kwartalnika AICT „Yorick”, wiele lat pełniąca obowiązki sekretarza polskiej sekcji AICT.

Ustanowienie tej nagrody wyrastało z przekonania, że w teatrze od czasów bardzo dawnych aktorki zazwyczaj pozostają na drugim planie, wciąż mniej dla nich ról, wciąż muszą czekać dłużej na uznanie, mimo że, jak przekonuje Wiesław Komasa, są od nas, mężczyzn, zdolniejsze. Nie mamy złudzeń, że jedną nagrodą zmienimy obraz i skalę ocen, ale przynajmniej niechaj będzie świadectwem, że się staramy. Staramy się także i w ten sposób, aby laureatkami tej Nagrody były artystki o ważącym dorobku, których sztuka w wyrazisty sposób wpływała i wpływa na kształt polskiego teatru. Znakiem tych starań był wybór pierwszej laureatki, którą w roku 2010 została pani Danuta Szaflarska. Najświeższym znakiem zaś tegoroczny werdykt, który laur im. Ireny Solskiej przyznaje jednej z najwybitniejszych artystek polskiej sceny, Halinie Łabonarskiej.

Tegoroczna laureatka jest z rodu artystek o wyrazistym profilu, dalekim od celebryckiego blichtru. Od początku swej drogi artystycznej szuka odpowiednich do zadań aktorskich środków wyrazu, których zdumiewająca trafność i różnorodność świadczy o sile talentu i intelektualnym wysiłku, w kreowaniu postaci scenicznych. Szlifowała ten talent, kiedy po studiach związała się z teatrem Izabelli Cywińskiej i skupionymi wokół niej ówczesnymi „młodymi zdolnymi” najpierw w Kaliszu a potem w Teatrze Nowym w Poznaniu. To z tamtego okresu pochodzą jej pamiętne role Polly w „Operze za trzy grosze” czy Spiki w „Onych” Witkacego. Od roku 1977 związała się z teatrami warszawskimi, początkowo z Teatrem na Woli Tadeusza Łomnickiego (z tego czasu wywodzi się Idalia w „Fantazym”), potem Ateneum, Dramatycznym i Polskim, z którymi współpracuje do dzisiaj.

Ten związek z teatrami stolicy nie zawsze odpowiadał skali jej możliwości, czasem wyraźnie brakowało propozycji, choć i tak zdołała artystka zaznaczyć swoją odrębność takimi rolami jak tytułowa „Katarantka” w sztuce Tomasza Mana czy Elżbieta w „Ryszardzie III” na deskach Teatru Polskiego.

„HALINA ŁABONARSKA – pisałem w tygodniku „Przegląd” 10 lat temu – prawie nie istnieje w teatrze, filmie ani telewizji, ale dzięki roli Pani Heleny w telewizyjnym „Kluczu” Ludmiły Razumowskiej (reżyseria Wojtek Smarzowski) przypomniała, że należy do prawdziwej klasy mistrzowskiej. Subtelnymi środkami ukazała autentyczną wychowawczynię, która doznając upokorzenia od swych wychowanków, nie traci ani godności, ani wiary w sens uprawianego zawodu. Brzmi to patetycznie (sztuka w końcu radziecka), ale Łabonarska zrobiła to bez patosu, zwyczajnie, „po tichońku”.

To paradoks: zdecydowanie i delikatność splatają się w jej aktorstwie, odwaga i nieśmiałość – nawet, kiedy się uśmiecha, jest w tym uśmiechu nuta przeprosin. Te szczególne cechy dały o sobie znać w kreacjach ostatnich sezonów, w których grając niejako przeciw swoim dyspozycjom – jako Neron w „Quo vadis” czy też w zgodzie z sobą – jako Kate we „Wszystkich moich synach”, dowodzi głębi artystycznej swego aktorstwa, na co przy okazji przyznania tej nagrody wskazała ostatnio Temida Stankiewicz-Podhorecka, przypominając opinię Gustawa Holoubka o istocie jej sztuki aktorskiej, który powiedział, że: „Halina Łabonarska wyróżnia się spośród innych aktorek przede wszystkim cechą poczucia tragizmu i że w jej budowaniu roli znajduje coś z mistyki”.

 

Proszę państwa, pora dokonać ceremonii, odczytam więc formułę werdyktu:

 

„Nagrodę im. Ireny Solskiej’ 2015 otrzymuje HALINA ŁABONARSKA za wybitne osiągnięcia aktorskie, ze szczególnym uwzględnieniem kreacji w spektaklach „Quo vadis” Janusza Wiśniewskiego i „Wszyscy moi synowie” w reżyserii Wawrzyńca Kostrzewskiego”.

 

Serdecznie gratuluję i dziękuje za doznania, które Pani dostarcza nam, widzom.

 

Tomasz Miłkowski

Dodaj komentarz