Urodziny w przejściu

Tomasz Miłkowski pisze w „Dzienniku Trybuna” (11 września) o urodzinach Olgierda Lukaszewicza na spotkaniu sympatyków Ruchu Sprawiedliwości Społecznej:

Czy są jeszcze jacyś społecznicy wśród artystów? Oprócz Olgierda Łukaszewicza. Bo można by stworzyć takie artystyczne „komando” walki o sprawiedliwość.

Tak zażartował, a może i serio zapytał Piotr Ikonowicz po spotkaniu z artystą we wtorkowy wieczór, które odbyło się w bramie domu przy ulicy Elektoralnej 26 w Warszawie, a właściwie w przejściu na podwórze, tuż obok wejścia do siedziby Ruchu Sprawiedliwości Społecznej. Do obszernego przejścia wyniesiono składane krzesła, dopożyczono część z pobliskiej parafii św. Józefa. Olgierd Łukaszewicz osobiście zawieszał małe reflektorki, żartowano, że do swoich harcerskich sprawności może teraz dodać sprawność montera. Wystawiono głośnik, laptop i rozwieszono ekran.

Łukaszewicz i Ikonowicz poznali się niedawno, nawet ku zaskoczeniu Ikonowicza, że aktor trafił akurat do niego. Rzecz jasna nie w swojej osobistej sprawie. Szybko okazało się, że może być im po drodze.

Aktor, znany ze swej pasji przeciwstawiania się niesprawiedliwości, nie po raz pierwszy postanowił ruszyć z pomocą – tym razem pokrzywdzonemu Tomaszowi Jaśkiewiczowi, rolnikowi z Gębic pod Czarnkowem z wojewodztwa wielkopolskiego, którego omotał i wykorzystał lichwiarz. Wspomniany lichwiarz miał przyjść rolnikowi z pomocą w trudnej sytuacji kredytowej, a tak naprawdę wciągnął pana Jaśkiewicza w pułapkę i pozbawił wszelkiej własności. Mieszka nadal w swoim-nie-swoim gospodarstwie, z którego w każdej chwili może być eksmitowany. Prokuratura i sąd rozłożyły ręce, bo przecież każdemu wolno… dać się oszukać. Na to nie ma przepisu.

Sąd i prokuratorzy stanęli po stronie oszusta – komentuje artysta. – To taka parodia sprawiedliwości. Jakby rolnik świadomie i podstępnie pozbył się swego gospodarstwa. Ale w papierach się zgadza, człowieku, jesteś sam sobie winien. Na taką sprawiedliwość się nie zgadzam.

Łukaszewicz nie mógł tej ryczącej niesprawiedliwości darować i rozwinął szeroką akcję protestu, interwencji i pomocy. I to w jej wyniku musiały się się skrzyżować ścieżki artysty i niestrudzonego w bojach o sprawiedliwość Piotra Ikonowicza.

Szybko rozpoznali w sobie wzajemnie pasje społeczne, toteż wspólnie wybrali się do gospodarstwa pokrzywdzonego rolnika, spotkanie z nim i jego żoną zostało zarejestrowane na wideo, film nakręciła towarzysząca akcjom Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej Małgorzata Borkowska wraz z młodym kamerzystą. Sam Łukaszewicz dotarł do Prokuratora Generalnego Andrzeja Szeremeta. I uzyskał zapewnienie, iż sprawa zostanie wnikliwie zbadana, że Prokurator Generalny nie pozostanie obojętny na krzywdę rolnika. U boku rolnika znalazł się też adwokat zachęcony przez artystę mecenas Nowak. Przed ograbioną rodziną Tomasz Jaśkiewicza pojawiła się szansa odzyskania odebranego im podstępem mienia.

Coraz częściej rzeczywistość normatywna – komentował Piotra Ikonowicz – nie zgadza się z naszym doświadczeniem i przeżywaniem naszych podstawowych wartości ludzkich. Ludzie sądzą, że podłość, niegodziwość są karalne, tymczasem one są jak najbardziej legalne. Po instrumenty prawne sięgnęli ludzie ze świata przestępczego.

„Mafia dawno się zorientowała, że za handel amfetaminą idzie się do więzienia. A za odbieranie ludziom mieszkań nie” – ktoś takiego mema z cytatem z Piotra Ikonowicza wypuścił. Nic dziwnego, że w Internecie zrobił sporą karierę.

Od przedstawienia tej sprawy i wspólnych zabiegów Łukaszewicza i Ikonowicza o sprawiedliwe jej rozstrzygnięcie rozpoczął się ten niezwykły wieczór w bramie. Wokół toczyło się zwykłe życie, przechodzili ludzie, przejeżdżały samochody, raz nawet na sygnale z pobliskiej remizy wyjechał wóz strażacki – dla Łukaszewicza to przecież nie nowina, w Helu przed niemal 10 laty utworzyli wraz z żoną, znaną aktorką, Grażyną Marzec, letni Teatr w Remizie, i to w czynnej remizie!

To był zaledwie początek tego dwugodzinnego spotkania z artystą, a pretekstem były jego urodziny. Mistrzem ceremonii był Piotr Ikonowicz, na początku zaproponował burzę oklasków (burza, oczywiście, była).

– Przedstawiam wam naszego specjalnego gościa – mówił Piotr – dzięki któremu dzisiejsze spotkanie jest szczególnie uroczyste i liryczne, Olgierda Łukaszewicza, wybitnego aktora i niesamowitego społecznika. Wygląda na to, że nie jest możliwy bunt społeczny bez sprzymierzenia uczonych i artystów, a jednocześnie uczeni i artyści wymrą z głodu, jeżeli lud się nie zbuntuje. Ale spotykamy się także w innym uroczystym celu, aby uczcić 69. urodziny Olgierda (które obchodził dzień wcześniej, 7 września).

Było „Sto lat”n a stojąco. A zaraz potem pokaz wybranych fragmentów z nieśmiertelnej „Seksmisji” Juliusza Machulskiego, w której Olgierd Łukaszewicz wystąpił w roli porządnego Albercika u boku super cwaniaka Maksia (Jerzy Stuhr). Musiały paść pamiętne słowa Maksia: „Ciemność widzę. Widzę ciemność”. Potem były zdjęcia z wielu innych filmów Łukaszewicza, w tym, oczywiście, z „Soli ziemi czarnej” Kazimierza Kutza. Na zdjęciach próbnych do tego filmu aktor jako główny bohater, Gabriel, przychodzi do ojca i miał powiedzieć, że jego brat zginął. Jest też głodny i sięga po kartofel na piecu, ma go w ręku i tak się mierzy wzrokiem z ojcem, żeby mu tę wiadomość przekazać. Na zdjęciach próbnych tym ojcem był sam Kazimierz Kutz i pod wrażeniem wzruszenia, jakie w sobie młody artysta wzbudził, i walki z tym wzruszeniem, a okazało się to bardzo filmowe, postanowił dać mu tę rolę.

To jednak była tylko wizytówka gościa, po której doszło do głównego punktu programu wieczoru. Artysta zamierzył bowiem przedstawić sympatykom i członkom Ruchu Sprawiedliwości Społecznej fragmenty społecznych przemyśleń kardynała Wyszyńskiego. Grywał Prymasa kilkukrotnie, m.in. w warszawskim Teatrze Polskim w spektaklu „Polacy” – młody scenarzysta tego przedstawienia zmontował z prawdziwych wypowiedzi dialog kardynała z Witoldem Gombrowiczem, dialog, który w rzeczywistości się nigdy nie odbył. Brał też udział w widowisku telewizyjnym „Prymas w Komańczy”. „Dotknąłem historii, dotknąłem spraw bohaterów – mówił. – Kardynał Wyszyński wydał w roku 1946 książeczkę „Duch pracy ludzkiej”, w której pisze o „wyzwoleniu proletariatu”, „wydźwignięciu człowieka z bytowania proletariackiego”.

Pisze też o bankach, o tym, że „niesprawiedliwie oprocentowują albo przywłaszczają sobie oszczędności, zwłaszcza drobne, przez sztuczne bankructwa”. Zabrzmiało to jak publicystyka cytowana ze współczesnych gazet – a to przecież tekst sprzed 70 lat. Czytał te słowa aktor przy łagodnej muzyce: „To pokazuje tę postać od strony lirycznej. On był marzycielem. Każdy z nas jest zobowiązany do tego, aby ograniczać siebie i szukać sprawiedliwości społecznej, pielęgnować ją w sobie jako cnotę”. Słuchano aktora w skupieniu.

– Kiedy słuchałem Olgierda – komentował na koniec Ikonowicz – patrzyłem na wasze twarze. Widziałem uśmiechy, widziałem zdumienie, a chwilami zachwyt. Dotknęliśmy czegoś uniwersalnego. Po pierwsze, doszliśmy do tego, że niczego nie wymyśliliśmy, tylko wszystko już było. A po drugie, że sojuszników można szukać w różnych niespodziewanych miejscach, w historii i w społeczeństwie.

Wspominał czasy, kiedy jako radykalni działacze PPS z dodatkiem Rewolucja Demokratyczna zaprzyjaźnili się z młodymi misjonarzami, kombonianami. Wydawali pismo, skąd zapamiętał modlitwę z Rwandy: „Boże, chroń mnie przed ciasnotą umysłu”.

– Kiedy my – mówił Ikonowicz – ludzie lewicy słuchamy z zachwytem słów Prymasa, to może jest jakaś egzotyka. Ale jeszcze trudniej sobie wyobrazić, żeby któryś z proboszczów okolicznych parafii dał się namówić na czytanie tych tekstów Wyszyńskiego. A może ja się mylę? Może poprosimy któregoś z kapłanów, żeby zaprosił Olgierda z takim czytaniem. Tam jest bardzo wielu zwykłych, prostych ludzi, którym się miesza w głowie. To dlaczego nie użyć słów, które nie mogą być bardziej wiarygodne, żeby ich nawrócić na humanizm?

Kiedy Olgierd Łukaszewicz przygotował wieczór złożony z myśli kardynała w jubileuszowym Roku Prymasa Wyszyńskiego, liczył na szerokie echo w parafiach w całym kraju. Ale „zapotrzebowanie” zgłosiła tylko jedna parafia z Bielska-Białej.

Tomasz Miłkowski

Dodaj komentarz