Tyrmand wyśpiewany

O musicalowym Złym w Gdyni pisze Alina Kietrys:

Pierwszy spektakl w nowym sezonie w Teatrze Muzycznym w Gdyni jest bardzo długi (ponad trzy godziny), ale ma imponujący rozmach scenograficzno-wizualny. Artyści tego teatru udowodnili po raz kolejny, że są świetni w scenach zbiorowych, szczególnie gdy nad choreografią(gr. choreia = taniec + grapho = piszę), sztuka tworzenia u... czuwa Jarosław Staniek, który potrafi z zespołu wycisną ogromną energię. Muzyka Piotra Dziubka nie przynosi żadnego szlagwortu, ale wpada w ucho i piosenki z tekstami Rafała Dziwisza mogą się podobać. Szkoda, że wyraźnie słychać wsparcie z playbacku. W Gdyni zagościł na kilka lat – jak mniemam – musicalowy Zły wg powieści Leopolda Tyrmanda.

 

Kultowa, klimatyczna, na topie, w której wszystko „lśni, tryska, brzmi” – jak pisał Gombrowicz, ale też balladowa (o mieście po kataklizmie), reportażowa, bo pokazuje Warszawę lat 50. ubiegłego wieku, czyli opowieść, która powstała na zamówienie.

Wydawnictwo Czytelnik wyciągnęło z mroków powojennej Warszawy zdołowanego, chorego i dość ubogiego Leopolda Tyrmanda wypłacając mu zaliczkę na napisanie „historii detektywistycznej”. Tak narodził się Zły. Powieść – legenda, owiana mitami często powtarzanymi przez tych, którym nie udało się Złego dość uważnie przeczytać. Ma ta powieść i Tyrmand wiele dobrych notowań wśród admiratorów i utrwalaczy polskiego symbolu bikiniarzy, swoistego playboystwa tamtych czasów, któremu Tyrmand niewątpliwie przewodził. Nie bez powodu źródła operacyjne bezpieki donosiły, że „u Tyrmanda popularna była gra w butelkę, a rozbierali się nawet zachodni dyplomaci”. Kochali Tyrmanda teoretycy jazzu – wszak był to „papież jazzu”. Nie brakuje jednak ocen wstrzemięźliwych i dość sprawiedliwych, w których wartościowaniu podlega warstwa literacka Złego i oceniany jest z umiarem tekst a nie kontekst. Ale też nic dziwnego, że taka powieść nęci i nęciła twórców teatralnych. Dotykali jej przenosząc na scenę w teatrach dramatycznych Jacek Głomb w Legnicy i Jan Buchwald w Teatrze Powszechnym w Warszawie.

W Teatrze Muzycznym w Gdyni Złego przygotował adaptacyjnie i wyreżyserował Wojciech Kościelniak. To twórca dobrze znany nie tylko w Gdyni. Jego spektakle takie jak Hair, Bal w operze Tuwima, Lalka czy Chłopi zostały bardzo wysoko ocenione przez krytykę i publiczność.

W Złym z ponurego, szaro-mrocznego światła wyłaniają się, na imponującej wielkości scenie gdyńskiego teatru, mury i metalowe konstrukcje budującej się Warszawy lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Na moment zawiśnie na budynku portret Bieruta, pojawi się bryła wznoszonego pod niebo Pałacu Kultury i Nauki, wyświetlą się komunistyczne hasła, a na lodowisku pojawią się łyżwiarze. Do baru Społem zajrzy ten i ów, a w redakcji Expressu Wieczornego będą działy się rzeczy ważne. Kiosk, piwnica a także kilkupiętrowe domy bez ścian zajmą scenę. W tej bogatej i różnorodnej przestrzeni – to bardzo ciekawe i wielopłaszczyznowe dzieło scenograficzne i animacyjne Damiana Styrna, które dodaje blasku tej musicalowej realizacji Złego, pojawią się agresywni i okrutni chuligani, żule i bandziory tamtych czasów. Ich brutalność utrudnia i dezorganizuje codzienne życie. Walczyć będzie z tym Zły, czyli powieściowy Henryk Nowak (w Gdyni w tej roli Krzysztof Wojciechowski), który postanawia odkupić popełnioną zbrodnię – morderstwo w pociągu na inwalidzie wojennym. O tym, dlaczego Zły jest zły dowiadujemy się w finale spektaklu, w fatalnym niestety monologu. Krzysztof Wojciechowski jest bardzo ciekawie prowadzony przez reżysera w tym spektaklu. Sprawny fizycznie, świetnie poruszający się aktor(łac. actor), osoba grająca jakąś rolę w teatrze lub fi... (imponujące sceny walki), ma poważne problemy z wygłoszeniem tak trudnego i emocjonalnie skomplikowanego tekstu. To pseudo romantyczny monolog, w którym gubią się sensy. Niestety, to zły finał ciekawego spektaklu.

Ale jest kilka postaci, które na pewno warto zapamiętać. Martę Majewską, dziewczynę zakochaną w doktorze Halskim (Tomasz Więcek poprawny i ciągle taki sam) zagrała z wdziękiem urodziwa i dobrze śpiewająca Mariola Kurnicka. Na premierze gościnnie w roli redaktora Kolanko wystąpił Tomasz Steciuk, aktor który rozpoczynał karierę w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Dojrzałość i opanowanie pozwoliły ciekawie zagrać tę postać. Dobrze też ogląda się i słucha Zbigniewa Sikory jako kioskarza Kolodonta i Mateusza Deskiewicza jako Jonasza Drobnika, buchaltera i detektywa-amatora. Może za dużo w tej postaci cytatów z Chaplina, ale niewątpliwie widać tę indywidualność w dużym zespole. Czasami miałam wrażenie, że reżyserowi bardzo zależało, by każdej postaci nadać jakiś charakterystyczny rys, co w tej mnogości ról doprowadziło do niepotrzebnych, czasami chaotycznych, przerysowań szczególnie wśród aktorów z bandy Filipa Merynosa. W tej roli wystąpił Bernard Szyc, jak na mój gust zbyt dobrotliwy i misiowaty. Zabrakło tego draństwa i okrucieństwa prezesa-bandziora, owej bezwzględności przedwojennego właściciela burdelu, a powojennego postrachu Pragi i Śródmieścia Warszawy. W swoistym kontrapunkcie do tej postaci był Andrzej Śledź jako Albert Wilga. Aktor zmienił zupełnie swoje emploi(fr. = użytek), pewien typ ról, szczególnie dobrze pasuj.... To profesjonalista w każdym calu – świetnie mówi, śpiewa i porusza się w musicalowej formie.

Ciekawie zaśpiewały i stworzyły dobre role „złych kobiet” – Romy Leopard – Katarzyna Kurdej, śpiewająca czysto, świetnie tańcząca, budująca postać konsekwentnie i również zawodowo ciekawa, naprawdę obecna Ewa Gierlińska jako Aniela, ongiś kochanka Merynosa, a potem jego służąca. Wyrazista o czystym, donośnym głosie i aktorskich umiejętnościach godnych uwagi.

W spektaklu grają też adepci Studium Wokalno-Aktorskiego im. Danuty Baduszkowej. Reżyser i choreografautor układu tanecznego w spektaklu baletowym albo w innego... wiedzą jak ważne są sceny zbiorowe, jaki efekt można osiągnąć precyzyjnym ustawieniem i morderczą dyscypliną sceniczną. W tym spektaklu naprawdę sceny zbiorowe należą do najciekawszych również dzięki bardzo dobremu przygotowaniu wokalnemu zbiorówek, to zasługa Agnieszki Szydłowskiej i Anny Domżalskiej.

Czy Zły jest doskonałym spektaklem w Teatrze Muzycznym w Gdyni? Nie, to interesujące przedstawienie, ale nie wolne od potknięć reżyserskich (za dużo komiksu) i aktorskich, jak również muzycznych. Zdecydowanie zabrakło mi w warstwie muzycznej dominanty jazzowej nawiązującej do leitmotivów lat 50. światowego jazzu, którego Tyrmand był świetnym znawcą i popularyzatorem. Myślę, że wówczas pozostawałyby w pamięć widzów muzyczne frazy, których słucha się do dziś ze wzruszeniem i świadomością, czym był jazz w tamtych latach i że również dzisiaj jesteśmy spadkobiercami tamtych mistrzów.

Teatr Muzyczny do spektaklu Zły przygotował znakomity merytorycznie i graficznie program. Warto go przeczytać i obejrzeć. To dzisiaj swoisty ewenement teatralny, bowiem programy najczęściej są nudnymi broszurkami z obsadą. Wydano też płyty z muzyką do dwóch spektakli: Chłopów i Złego – to nowy pomysł promocyjny Teatru Muzycznego w Gdyni.

Alina Kietrys

 

 

 

 

Dodaj komentarz