Wycinka w Awinionie

Spektakl Teatru Polskiego we Wrocławiu spotkał się ze świetnym przyjęciem na festiwalu w Awinionie. Publikujemy polskie tłumaczenia recenzji spektaklu Wycinka Holzfällen w reżyserii Krystiana Lupy po prezentacjach w czasie 69. edycji festiwalu w Awinionie (4–8 lipca 2015), udostępnione dziśki uprzejmości Teatru:

Źródło: Midi Libre, 7 lipca 2015, Jean-Marie Gavalda

Dwa wydarzenia otwarcia 69. edycji festiwalu w Awinionie

Fascynująca stypa

Krystian Lupa adaptuje Wycinkę zgryźliwego Thomasa Bernharda

Wydarzenie przez duże „W” nie zawsze ma miejsce tam, gdzie się go spodziewamy. W sobotę uwaga była skierowana na Króla Leara wystawianego na dziedzińcu honorowym, ale pierwszy mocny punkt 69. edycji festiwalu w Awinionie wyznaczył Krystian Lupa w sali La Fabrica.

 

Wybitny polski reżyser zaadaptował powieść Wycinka zgryźliwego Thomasa Bernharda, szatkując ją na kawałki i podkreślając uniwersalny charakter tego pamfletu na wiedeńską elitę artystyczną i intelektualną lat 80. Bo ta kolacja w pełnym rozkładzie, nocą ukazująca zmęczenie jednych, ambicje drugich, rywalizację, wypieranie się, nie straciła na swojej aktualności.

W mieszczańskim salonie Auersbergerów para gospodarzy, już nieco nie na czasie, zebrała młodych modnych autorów: zgorzkniałą pisarkę alkoholiczkę, surrealistycznego małomównego malarza, wielkiego aktora, pożądanego, ponieważ gra w teatrze (w Dzikiej kaczce Ibsena), który z trudnym do zniesienia komedianctwem recytuje przed współbiesiadnikami, a następnie popada w rozczarowanie.

 

Aktorzy szepczą

Atmosfera podczas kolacji jest ponura: grupa tego samego ranka pochowała przyjaciółkę, tancerkę, która się powiesiła. Krystian Lupa dodaje do zaproszonych Thomasa Bernharda. Jest on obserwatorem, wyłączonym z tego rozpadającego się koła artystów. Stoi za witrażem – pomysłowym fragmentem scenografii, łączącym obrotową dekorację i materiały wideo, co pozwala na uzyskanie efektu nakładania się przeszłości i teraźniejszości. A wariacje na temat Purcella tworzą rozdzierający muzyczny klimat.

 

Lupa akcentuje degenerację przez nadanie postaciom pewnych cech duchów: aktorzy szepczą, a ich wściekłość, kiedy wybucha, jest jeszcze bardziej dotkliwa. Czasami irytuje powolność, ale gra aktorów jest prawdziwie imponująca. Rzadko widuje się francuskich aktorów o takiej sile wyrazu.

JEAN-MARIE GAVALDA jmgavalda@midilibre.com

 

Źródło: Agence France Presse Mondiales, 6 lipca 2015, mpf/jcc

Wielki mistrz teatru polskiego Krystian Lupa zachwyca Awinion

Paryż, 5 lipca 2015 (AFP) – w wieku 71 lat polski reżyser Krystian Lupa, jeden z mistrzów teatru europejskiego, nie miał do tej pory na swoim koncie sztuki wystawionej w Awinionie. Zrobił to teraz swoją zachwycającą adaptacją powieści Thomasa Bernharda Wycinka.

Wystawioną w La Fabrica (nowej sali festiwalu) i trwającą ponad 4 godziny sztukę nagrodzono owacją na stojąco. Będzie można ją oglądać do 8 lipca.

Krystian Lupa już od lat jest związany z twórczością Thomasa Bernharda, austriackiego pisarza gardzącego swoim ojczystym „katolicko-nacjonalistycznym” krajem i bezlitosnego dla swoich rodaków.

Sztuka przedstawia „kolację artystyczną”. Para gospodarzy sama w sobie jest barwna: on, cyniczny kompozytor alkoholik, ona, niewolnica pozorów tego wydarzenia towarzyskiego, zupełnie jak Proustowska pani Verdurin.

Wokół nich zebrał się narcystyczny światek, aktorzy, malarz, pisarki. Zebrali się, aby „upamiętnić” przyjaciółkę z młodości, Joanę, która się powiesiła.

20 czy 30 lat wcześniej każdy z nich myślał, że będzie kolejnym Rimbaudem lub Virginią Woolf. Teraz są starzy, zawarli kompromisy z różnymi instytucjami, żyją swoim mieszczańskim życiem, a ich marzeń już nie ma.

Każda z tych postaci, znakomicie oddana przez każdego z 13 aktorów trupy, jest zarazem patetyczna i poruszająca. Odniesienie do Austrii zostało zatarte i ci zagubieni „artyści” mogliby być każdym z nas.

Krystian Lupa wychodzi poza pamflet na zepsute przez kompromisy środowisko, schodzi w najgłębsze zakątki ludzkiej duszy, dalej niż próżność, tam, gdzie każdy czuje się samotny i blisko śmierci.

Wieczór ciągnie się w nieskończoność, zaproszeni stopniowo popadają w degrengoladę, maski opadają. Grupa jest zamknięta w szklanej klatce, która obraca się wokół własnej osi, ukazując dekoracje: pokój Joanny, która przed popełnieniem samobójstwa tonie w alkoholu, salon i duży stół, przy którym odbywa się kolacja. Opowiadaną historię pomagają utkać subtelnie wprowadzone projekcje wideo.

Z boku, w skórzanym fotelu, siedzi Thomas Bernhard. Obserwuje i komentuje całą sytuację z pewnej odległości. Na odchodnym pani domu każe mu obiecać, że niczego z tego, co widział, nie opisze… Pisarz rzecz jasna obietnicy nie dotrzymuje.

Źródło: Le Figaro, 6 lipca 2015, Armelle Héliot

 

Krystian Lupa: najczystszy Thomas Bernhard

ARMELLE HELIOT aheliot@lefigaro.fr

blog.lefigaro.fr/theatre

Jak z grubej, zwartej powieści, będącej przede wszystkim wewnętrznym monologiem człowieka obserwującego artystyczną kolację, zrobić materiał na zdumiewający spektakl, na czysty teatr? Takiej lekcji udzielają nam polski mistrz Krystian Lupa i jego aktorzy.

Inscenizacja Wycinki, jednego z wielkich tekstów Austriaka Thomasa Bernharda, otworzyła 69. edycję festiwalu w sobotę o godz. 15, na scenie La Fabrica […]. To bardzo mocny akcent: Krystian Lupa, pochodzący, podobnie jak Kantor, z Krakowa i podobnie jak on, zarówno reżyser, jak i plastyk, do Awinionu został zaproszony po raz pierwszy. Znamy tu jego teatr – przyjeżdżał do Francji ze swymi produkcjami (Bułhakow, Dostojewski, fascynujące podróże do Ameryki XX wieku z postaciami Marilyn czy Warhola), pracował też z francuskojęzycznymi aktorami (Salle d’attente w Fourvière w 2011 roku czy Perturbation w La Colline w 2013).

Krystian Lupa, urodzony w listopadzie 1943 roku, nawiązuje bardzo głęboką relację z dziełem Thomasa Bernharda. W Wycince mamy do czynienia z bardzo płodnym schematem: przyjaciele spotykają się na kolacji wydanej przez parę artystów – Auersbergerów. On był kompozytorem, ona liryczną piosenkarką. Ona na kolację zaprosiła pewnego aktora, którego jednak dobrze nie zna. Tego, który odnosi sukcesy w Teatrze Narodowym w sztuce Dzika kaczka Ibsena. A tego samego ranka wszyscy zaproszeni wzięli udział w pogrzebie Joany, kobiety o bardzo wrażliwej naturze, która nigdy nie odniosła sukcesu ani jako aktorka, ani jako tancerka i w końcu popełniła samobójstwo. Znany aktor każe na siebie czekać. Towarzystwo zaczyna dopadać nuda, a gorycz i stare żale pączkują jak drożdże. Kilka pokoleń odgrzewanej nienawiści, ekstrawaganckich pretensji, głupoty artystycznego światka, kolizji między artystami a władzą. Wszystko, co potępiał Thomas Bernhard. W powieści bezlitośnie rozliczył się z Wiedniem. Ale artystyczna bohema jest wszędzie taka sama.

Bardzo trafne użycie materiałów wideo, dźwięku, muzyki (od Klausa Nomiego i Purcella po Bolero Ravela), światła, mistrzowski rytm – wszystko robi wrażenie. Trzynastu aktorów brało czynny udział we wzbogacaniu spektaklu o improwizacje i propozycje. Efekt jest rozdzierający i na mistrzowskim poziomie. Spektakl wyjątkowy, do obejrzenia w trybie natychmiastowym!

 

Źródło: Figaro Blog, 4.07.2015, Armelle Héliot

Awinion: nadzwyczajny teatr w wykonaniu Krystiana Lupy i jego aktorów

W Awinionie ma właśnie miejsce wielkie wydarzenie 69. edycji festiwalu. To mistrzowska i odważna adaptacja powieści Austriaka Thomasa Bernharda pt. Wycinka. Wyjątkowe przeniesienie powieści na scenę, pełne inwencji i zarazem wierne, jak zawsze mistrzowskie pokierowanie grą aktorów i sami aktorzy, zapierający dech w piersiach. Opowieść wysnuta z myśli jednej postaci, Thomasa, włożonych w usta grupy przyjaciół i znajomych z artystycznych i intelektualnych kręgów Wiednia. Fascynujące i bulwersujące wrażenie wzmagają projekcje wideo.

Pierwsza część, w oczekiwaniu na „wielkiego aktora” za szklaną przegrodą

Piszemy krótko, wrócimy jeszcze do tej sztuki w poniedziałkowym „Le Figaro”. Ale przedstawień jest tylko pięć, a Wycinkę Holzfällen absolutnie trzeba zobaczyć. I niech nie zniechęcą Was ani długość sztuki (4,5 godziny, z antraktem), ani język polski (napisy są doskonałe). Zbyt rzadko ma się do czynienia z teatrem tak mocnym, tak głębokim i zarazem tak radosnym.

Lupa to ostatni mistrz swojego pokolenia, młody siedemdziesięcioparolatek. Mistrz, który sygnuje adaptację, dodatkowe teksty, scenografię, oświetlenie i reżyserię.

Zgłębia i rozwija, na samym początku nadaje rozrywającą obecność Joanie, która właśnie popełniła samobójstwo. Adaptacja urzeka inteligencją i prawdziwością, tak jak i gra trzynastu aktorów, w tym Piotra Skiby w roli Thomasa. Tutaj zidentyfikowanego wprost jako Thomas Bernhard!

Wymieńmy nazwiska i oddajmy cześć także pozostałym aktorom: Bożenie Baranowskiej, Krzesisławie Dubielównie, Janowi Fryczowi – aktorowi mówiącemu o „wycince”, Annie Ilczuk, Michałowi Opalińskiemu, Marcinowi Pempusowi, Halinie Rasiakównie, Adamowi Szczyszczajowi, Andrzejowi Szeremecie, Ewie Skibińskiej, Marii Ziębie, Wojciechowi Ziemiańskiemu.

Biegnijcie! Biegnijcie rezerwować bilety!

 

Źródło: Libération, 6 lipca 2015, Hughes Le Tanneur

Lupa w krok za Thomasem Bernhardem

Polski reżyser odtwarza to, co kryje się w samym sercu Wycinki, ze zdumiewającą empatią i pomysłowością. Spektakl zarazem wizjonerski i sarkastyczny

Autor: HUGHES LE TANNEUR, specjalny wysłannik w Awinionie

 

Ciężka, przeładowana Wycinka Thomasa Bernharda wydaje się napisana jednym tchem. Krystian Lupa zamiast inscenizować powieść jako całość, wydaje się zanurzać we wnętrze tekstu i rozkładać go na części pierwsze z wielką pomysłowością. I to ta pomysłowość najbardziej uderza podczas oglądania spektaklu – siła wyobraźni zarówno aktorów, jak i reżysera. W efekcie powstaje dzieło nowe i idealnie oddające duch autora.

Zainspirowany Screen Test Andy’ego Warhola, Lupa powołuje do życia Joanę jako bohaterkę wywiadu wyświetlanego na ekranie w czasie, gdy publiczność zajmuje miejsca. Joana, aktorka i tancerka, mówi dziennikarzowi o swojej sztuce. W swojej wypowiedzi wyraża pewne elementy teorii zapożyczone od samego Lupy. Ekran znajduje się nad mieszczańskim salonem, w którym ma miejsce „kolacja artystyczna” wydana przez małżeństwo Auersbergerów, a goście właśnie zajmują miejsca. Od publiczności oddziela ich szklana ściana, co sprawia wrażenie, że są w czymś na kształt szklanej klatki lub w witrynie. Wrażenie to podkreśla dodatkowo sarkastyczny ton mężczyzny (Thomas Bernhard), siedzącego w wygodnym fotelu na zewnątrz salonu, a co za tym idzie, poza klatką, który oddaje się bezlitosnej analizie współbiesiadników. Jego wewnętrzny głos czasami nakłada się na dialogi innych postaci, ale nigdy nie wychodzi na pierwszy plan.

Nikt tak jak Lupa nie potrafi jednocześnie oddać w tej samej przestrzeni różnych poziomów świadomości lub wymieszać przeszłości z teraźniejszością. Wieczór zaczyna się przeciągać, goście czekają na aktora z Burgtheater, grającego tam rolę Ekdala w Dzikiej kaczce Ibsena. Kolacja została wydana na jego cześć. Ale nastrój wieczoru jest zakłócony przez wspomnienie Joany, która popełniła samobójstwo i której pogrzeb odbył się tego samego ranka.

Sandacz

W salonie Auersbergerów mieszają się niezliczone motywy. Bernhard nie bywał tu już od dwudziestu lat i mniej więcej od tego samego czasu nie miał kontaktu z Joaną. Następuje więc zanurzenie w czeluść pamięci: Bernhard widzi Joanę zniszczoną alkoholem, dążącą ku upadkowi.

Przestrzeń nabiera wymiaru onirycznego. Mogliby być Adamem i Ewą, gdzieś w jakimś kościele. Joana oddaje się szalonej spowiedzi, w której stara się wytłumaczyć, dlaczego nie powiodła się jej kariera artystyczna. Bernharda ze snu wyrywa przybycie oczekiwanego aktora z Burgtheater. Wszyscy czekają na danie główne – sandacza. W tym czasie aktor skupia na sobie uwagę, wychwala swój występ jako Ekdala w Dzikiej kaczce. Atakują go najpierw Jeannie, pisarka, a później sam Auersberger.

Wysoki las”

Podczas suto zakrapianej kolacji zapada nagle atmosfera ogólnego moralnego upadku, w rytm Bolera Ravela. Postacie, na granicy snu i czuwania, ze zmąconym umysłem, albo na długo milkną, albo mówią naraz, jakby głośno myśleli. Te właśnie fragmenty, kiedy wydaje się, że nic się na scenie nie dzieje, są momentami czystego teatru, pełnego szczegółów na temat przejmującej do głębi natury ludzkiej.

Nagle aktor Burgtheater, nie mogąc już znieść tego dłużej, „strąca” swoją apatię i wykrzykuje: „Las, wysokopienny las, wycinka”. Bernhard, który do tej pory uważał aktora za postać całkowicie śmieszną, teraz zauważa w nim „filozofa chwili”, bawiąc się tym balansowaniem swojej myśli, która bez uprzedzenia przechodzi od odrzucenia do akceptacji. Za pomocą tego 4,5-godzinnego spektaklu, bardzo dokładnego i czułego w najdrobniejszych szczegółach, granego przez aktorów niemających sobie równych, Lupa pokazuje oszałamiające przetłumaczenie powieści na język sceny. Świat Bernharda, jego język i filozofia znajdują w Lupie pewien rodzaj pośrednika mediumicznego, zdolnego odtworzyć w swojej reprezentacji elementy odpychającego transu kryjącego się w tekście.

 

Źródło: Libération, Hughes Le Tanneur, 6 lipca 2015

Relacja mediumiczna

Spotkanie z wielkim polskim reżyserem o niewyczerpanej inwencji wobec swojego ulubionego pisarza, którego teksty nieprzerwanie przenosi na scenę

 

Krystiana Lupę po raz pierwszy zaproszono do Awinionu w 2003 roku. Miał wtedy pokazać sztukę Dei Loher Przypadek Klary. Ale festiwal odwołano z powodu protestów artystów. Lupa, z pewnością jeden z największych europejskich reżyserów, pojawia się w mieście papieży dopiero 12 lat później ze swoją adaptacją powieści Thomasa Bernharda Wycinka. Bernhard to ulubiony autor reżysera, który już w 2001 roku pokazał mistrzowską inscenizację Wymazywania. Relację między Lupą a Bernhardem można wręcz nazwać pełną pasji, nawet jeśli nie zdążyli się ze sobą spotkać.

Wszystko zaczęło się pod koniec lat 80. od stosu trudno sprzedających się książek w pewnej księgarni. Jedna z okładek przykuwa oko reżysera. Nazwisko autora nic mu nie mówi i zaintrygowany kupuje książkę. To był Kalkwerk. Odkrycie tego świata, tego języka było dla mnie szokiem. Zbliżałem się do pięćdziesiątki i myślałem, że znam już wszystko, co można określić nowym w dziedzinie literatury. Poznałem już wielkie intuicje, młodzieńcze inicjacje. Ale wszystko to zostało zakwestionowane przez tę książkę. Ingeborg Bachmann powiedziała, że Bernhard nie stworzył nowej jakości stylistycznej czy nowego podejścia formalnego, ale nowy sposób myślenia i używania języka. To właśnie odczułem, czytając Kalkwerk.

List szaleńca”

Zafascynowany Lupa od razu pisze do autora gorący list, prosząc o zgodę na adaptację sceniczną powieści. Pod wpływem Konrada, bohatera książki, napisałem szaleńczy list, w którym wyraziłem mój absolutny zachwyt nad jego dziełem. Otrzymałem odpowiedź miłą, ale negatywną. Bernhard wyjaśnił, że nikomu nie udziela zgody na inscenizację jego powieści i że sam ma zamiar wystawić Kalkwerk w teatrze. Niedługo później, 12 lutego 1989 r., Bernhard umiera. Lupa, zaproszony wtedy na festiwal we Włoszech, postanawia pokazać tam swoją wersję Kalkwerk. Napisałem drugi szaleńczy list, tym razem do brata Thomasa Bernharda, prosząc go o zgodę. To był początek naszej przyjaźni. Dzisiaj jesteśmy w stałym kontakcie, a ja zostałem nawet wiceprzewodniczącym Fundacji im. Thomasa Bernharda.

Lupa wystawił między innymi Immanuela Kanta, Wymazywanie czy Plac Bohaterów i dalej drąży w twórczości, która odzwierciedla jego własną ewolucję. Tego 72-letniego reżysera cechuje nadzwyczajna umiejętność wznoszenia teatru na coraz to nowe wyżyny. W 2007 roku zaprezentował zawrotną adaptację wg Nietzschego Zaratustra, w której szaleństwo i upadek filozofa mają swój punkt kulminacyjny. Po dojściu do tego momentu, zarazem genialnego, jak i niemożliwego do zniesienia, reżyser nie mógł już iść dalej tą samą drogą. Kolejny spektakl reprezentuje radykalny zwrot. Lupa wystawia Factory 2, według i na temat Andy’ego Warhola i jego Fabryki. Pojawiają się projekcje wideo, a praca aktorów jest widocznie inspirowana Screen Tests Warhola. To nowe podejście jest widoczne także w Zaburzeniu (Perturbation), zagranym w 2013 roku przez francuskich aktorów. Czasowość jest tu niemal hipnotyczna, rozciągnięta do granic możliwości, z jej serca wychodzą na powierzchnię wizje zaczerpnięte z materii powieści, ale tylko pogłębiona lektura i praca nad odtworzeniem pozwalają im się ukazać.

W twórczości Bernharda można zaobserwować dwuznaczną relację między powieścią a teatrem. Mówi się czasem, że jako autor dramatów nie osiągnął tego samego poziomu co jako powieściopisarz. Tak jakby teksty powieściowe rzucały cień na jego teatr. Lub jakby sztuki stanowiły mniej istotną część jego dorobku. To jednak przeczy wszechobecnej obsesji Bernharda na temat teatru, tej relacji gdzieś pomiędzy miłością a nienawiścią.

Według Lupy ten burzliwy związek pisarza ze środowiskiem teatralnym ogólnie i sztuką dramatyczną w szczególności bierze się z jego nienawiści do wiedeńskiej instytucji, jaką jest Burgtheater. W Wycince Bernhard wścieka się na Burgtheater, ale jego opinia radykalnie się zmienia, kiedy kierownictwo teatru obejmuje Claus Peymann. Peymann przeprowadził rewolucję, także przez wystawienie na deskach sztuk Bernharda, które, tak zjadliwe wobec ówczesnej Austrii, były dla publiczności prowokacją. Ale ogólnie mówiąc, podejście Bernharda do teatru jest pełne sprzeczności. Studiował śpiew liryczny i miał zostać śpiewakiem operowym, ale choroba płuc i pobyt w szpitalu w Steinhof zaprzepaściły te plany. W jego przypadku możemy mówić o definitywnym przewartościowaniu. Teatr współczesny Bernhardowi jawił się jako forma mieszczańska, anachroniczna. I to z tym teatrem walczył. Nie znamy pierwszych sztuk, o których autor sam mówił, że są nic nie warte. W Wycince robi aluzje do tych krótkich sztuk, które pisał dla Joany, swojej przyjaciółki aktorki, o samobójstwie której dowiaduje się na początku powieści.

Poeta wyolbrzymienia”

Lupę charakteryzuje taka empatia dla dzieła Bernharda, że wchodzi on z nim w niemal mediumiczną komunikację. Co jednak nie oznacza odrzucenia zmysłu krytycznego. I tak, mówiąc o Wycince, reżyser podkreśla konieczność polemiki z autorem. Bernhard mówi, że jest poetą wyolbrzymienia. Aby coś odczuć, trzeba to wyolbrzymić, wyjaśnia. Narrator wraca do towarzystwa, od którego wcześniej się odciął przy okazji „kolacji artystycznej”, której gość honorowy się spóźnia. Obserwuje współbiesiadników, samotnie siedząc w fotelu, z którego nie może się ruszyć, jakby był przyciągnięty przez magnes. Narrator patrzy na gości bardzo krytycznie, jakby przeprowadzał ich sekcję. Ale w rzeczywistości te postacie, które istniały lub nadal istnieją, nie odpowiadają takiej przesadnej wizji i muszą na scenie walczyć z punktem widzenia Bernharda, zaistnieć samymi sobą, swoimi marzeniami, życiowymi instynktami. Energia tego spotkania rodzi się właśnie z napięcia między tymi dwoma perspektywami. Pierwszy raz poczułem konieczność wyrwania postaci ze szponów autora podczas pracy nad Placem Bohaterów.

H.L.T (z Awinionu)

Źródło: Le Monde, 7 lipca 2015, Fabienne Darge

Lupa ożywia potwory Bernharda

Polski reżyser z maestrią adaptuje Wycinkę austriackiego autora

TEATR

Awinion: wysłannik specjalny

Jakie to szczęście, że właśnie tak rozpoczął się tegoroczny Festiwal… Jak się okazuje, Święty Graal nie zawsze kryje się na dziedzińcu honorowym Pałacu Papieskiego. Tegoroczne odkrycie Festiwalu w Awinionie miało miejsce poza murami Pałacu, w sali La Fabrica usytuowanej w mało dystyngowanej dzielnicy Monclar. To tam, w sobotę 4 lipca po południu, Krystian Lupa zaprezentował pierwszy spektakl Festiwalu: Wycinkę na podstawie powieści Thomasa Bernharda. Arcydzieło, co potwierdza owacja na stojąco na koniec przedstawienia trwającego 4 i pół godziny, w języku polskim z napisami. W wieku 72 lat, ten mistrz polskiego teatru sygnuje zachwycający manifest artystyczny, będący komedią ludzką jednocześnie drapieżną i pełną humoru.

Wspólna przygoda Lupy i Bernharda trwa już od dwudziestu lat: to już szósty tekst austriackiego autora przeniesiony na deski przez polskiego reżysera. Obaj mają tę samą radykalną potrzebę odkrycia prawdy, ściągnięcia masek, wyciągnięcia na światło dzienne tego, co niedopowiedziane. Pisząc ten tekst w 1984 roku, na pięć lat przed śmiercią, Bernhard – pogromca austriackiej korupcji i gnuśności – po raz kolejny inspirował się własnym doświadczeniem. A także rzeczywistymi postaciami z artystycznego austriackiego światka, pokazanymi w tekście z wielką siłą satyry, w całej okazałości swojej przeciętności i kompromitacji. Gra, która kosztowała autora głośny proces o zniesławienie, nagonkę medialną i konfiskatę egzemplarzy powieści przez policję, manifestacje przeciw tłamszeniu wolności artystycznej, co wszystko w efekcie przyczyniło się do spektakularnych wyników sprzedaży.

Wycinka – podtytuł Ekscytacja – to przede wszystkim wyzwanie dla teatru. Powieść jest ciągłym monologiem, bez podziału na akapity, bez chwili na zaczerpnięcie powietrza przez całe dwieście stron. Wewnętrzny monolog, przepływ myśli narratora – tylko odrobinę przebranego sobowtóra Bernharda – który przyszedł do swoich dawnych znajomych na „kolację artystyczną” wydaną po samobójczej śmierci ich wspólnej przyjaciółki Joany, pięknej, ale niespełnionej artystki. Lupa adaptuje ten materiał z mistrzowską inteligencją i robi z niego prawdziwy i wielki teatr z udziałem postaci i z dialogami (o ile można użyć tego słowa, postacie tak bardzo zdają się niezdolne do jakiejkolwiek komunikacji). Reżyser wykorzystywał liczne improwizacje aktorów, aby nadać tym postaciom, ledwie przez Bernharda wspomnianym, prawdziwe istnienie z krwi i kości. I to z jakim efektem!

A zatem oto i oni: światek artystyczny, jaki można spotkać zawsze i wszędzie – Lupa z pewnością rozlicza się tu po trosze także z Polską. Małżeństwo Auersbergerów, figury oficjalnej sztuki, które oddały swoje człowieczeństwo, duchowość i etykę, podejmują pisarkę, która uważa się za austriacką Virginię Woolf i inną, która uważa się za austriacką Gertrudę Stein, dwóch młodych pisarzy nazywanych James i Joyce oraz… narratora o nazwisku Thomas Bernhard.

Hipnotyczne crescendo

Wszyscy czekają na aktora wiedeńskiego Burgtheater, który ma dołączyć do nich po przedstawieniu Dzika kaczka Ibsena. Ale to inna postać prześladuje spektakl podczas tego popadającego w chaos wieczoru. Chaosu, którym Lupa kieruje mistrzowską ręką, spokojną intensywnością, w rytm Bolera Ravela, który mógłby posłużyć za metaforę całego spektaklu: to jednocześnie hipnotyczne crescendo, dzieło chcące być zarazem lekkie i uczone, a staje się refrenem, jak i refleksja na temat wariancji.

 

Przez postać Joany Lupa buduje wspaniały grobowiec dla młodej artystki, która szukała swojej drogi, ale nie odniosła „sukcesu” w socjalnym znaczeniu tego słowa. Grobowiec także dla sztuki w ogóle, tej prawdziwej, która została w kupieckim społeczeństwie zniżona do poziomu użytkowego, politycznego i ekonomicznego. Osią całego spektaklu, w którym pojawiają się także cienie Amy Winehouse i Sarah Kane (która także popełniła samobójstwo w 1999 r., w wieku 27 lat), jest właśnie ta młoda, uświęcona kobieta, której wykadrowaną twarz widzimy na ekranie już od pierwszych minut spektaklu. Piękna niczym w filmach Bergmana, bez upiększeń, w całej bulwersującej sile obnażenia. Kierując dialogiem między scenami filmowymi i tym, co dzieje się na żywo na scenie, Lupa po raz pierwszy wykazuje się wirtuozerią na takim poziomie. Sceny filmowe, jak tę z pogrzebu Joany, cechuje ponadto wewnętrzne piękno.

Aktorzy Lupy są niezrównani w tej grze, w której sztuka przeciwstawia się z całych sił sztuczności rządzącej naszym życiem. Niesprawiedliwością jest, że nie możemy tu wymienić ich wszystkich. Wspomnimy nadzwyczajnych Martę Ziębę (Joana), Piotra Skibę (Thomas Bernhard), Jana Frycza (aktor z Burg) i Wojciecha Ziemiańskiego (Auersberger) – potwory, które w lustrze ukazują sobie nawzajem oblicza złości, mizantropii, narcyzmu i cierpienia.

Ten spektakl jest manifestem nie tylko samego Lupy, ale także dyrekcji Festiwalu, która nim właśnie postanowiła otworzyć tegoroczną edycję. Mamy nadzieję, że po Awinionie i reszta Francji będzie miała okazję zobaczyć to przedstawienie: wychodzi się z niego jednocześnie głęboko wzruszonym, jak i paradoksalnie pokrzepionym. Wycinka sama w sobie udowadnia duchową moc sztuki.

FABIENNE DARGE

 

Źródło: L’Humanité, 7 lipca 2015, Marie-José Sirach

Lupa sublimuje złość Thomasa Bernharda

Polski reżyser Krystian Lupa wzbudza entuzjazm swoja adaptacją Wycinki austriackiego powieściopisarza. To teatr, który ma znaczenie.

Awinion, wysłannik specjalny

Krystian Lupa nieprzypadkowo zabrał się za twórczość Bernharda. Nie była to też uległość wobec chwilowego kaprysu. W Wycince bez ogródek i bez fałszywych pozorów kwestionuje się miejsce sztuki, artysty i instytucji politycznych. Tak jak i współczesne wyrzeczenia, kompromisy i tchórzostwo. Bo nawet jeśli powieść napisano w 1984 r., to 30 lat później nie straciła ona niczego ze swojej trafności, ostrości, siły i impertynencji. „Zaprzedać swą duszę politykom kultury” wściekle pisze Thomas Bernhard, który aż gotuje się wobec dezintegracji sztuki i myśli, tak w Wiedniu, jak i w całej Europie…

Jesteśmy u Auersbergerów. Mają oni w zwyczaju wydawać „kolacje artystyczne” dla stałych bywalców, którzy niegdyś tworzyli grupę artystów, a obecnie są już cieniami samych siebie i odłożyli na półkę wszystkie ambicje. Pani domu krąży wokół stołu między gośćmi, każdemu mając coś do powiedzenia. Czas mija. Kieliszki stale są pełne. Wszyscy czekają na aktora, gwiazdę Teatru Narodowego, mającego do nich dołączyć po przedstawieniu Dzika kaczka Ibsena, w którym gra główną rolę, Ekdala. W zamkniętej przestrzeni, czymś na kształt akwarium, w którym aktorzy ewoluują, rozmowy się rozpoczynają, dostają zadyszki i się wyczerpują. Żyją przeszłością, aby uciec od teraźniejszości, która podsyca wyrzuty sumienia. Cień samobójczej śmierci Joany, jednej z nich, wytrąca ich z bezpiecznej sytuacji. Siedzący w głębokim fotelu narrator/obserwator żałuje, że przyszedł: Myślałem, że przyjęcie zaproszenia Auersbergerów było kardynalnym błędem. Tym narratorem jest Thomas Bernhard i tak będą go nazywać przez całą sztukę jego akolici. To on jest motywem przewodnim tego lecącego na łeb na szyję wieczoru. Jest zawsze poza planem – rozbawiony i zirytowany świadek upadku elity. Thomasss, siedząc w swoim fotelu, rozmyśla, aż w końcu wybucha i przemierzając scenę, wygłasza monolog nieoszczędzający niczego i nikogo. Ani artystów, ani tych licznych „polityków kultury”, ani widzów – tak dziki i pełny blasku jest protest przeciw hipokryzji, cynizmowi i utracie znaczenia.

Już od dawna nie odczuwaliśmy takiego entuzjazmu, takiego współodczuwania odważnej i pełnej inwencji przygody teatralnej, w której etyka i estetyka stają razem i podsycają płomień inteligencji. W tej zabawie w lustro weneckie Krystian Lupa nie zadowala się samym oddaniem słów austriackiego dramatopisarza. Wykorzystuje tekst, by pokazać na scenie swoje wątpliwości, które w obecnym czasie komercjalizacji sztuki i kultury biorą pod włos mdłe rozmowy na ten temat. Razem z wymagającym artystycznie reżyserem jego wspaniali, zaprawieni w bojach aktorzy, ukazujący swój talent nawet w najmniejszych, ledwo zarysowanych gestach (ach, ta partytura klikających zapalniczek…). Co za gra! Co za siła przekonywania! Sam Lupa jest przy scenie przez cały czas przedstawienia. Jest stale w kontakcie z aktorami i ze swojego miejsca obserwacji gwiżdże, szepcze, narzeka, tworząc partyturę dźwiękową pozostającą w całkowitej osmozie z aktorami. Nie wiadomo, kiedy mija czas (4 godziny 20 minut). Zapomina się o polskich napisach. Wielka i piękna lekcja teatru. Tak, tak!

MARIE-JOSÉ SIRACH

Źródło: Vaucluse Matin, 7 lipca 2015

Wycinka” Krystiana Lupy wyznacza wielkie wydarzenie Festiwalu

Już poprzednicy Oliviera Py chcieli zobaczyć Krystiana Lupę w Awinionie, ale do tej pory nie doszło to do skutku. Reżyser w końcu pojawia się na 69. edycji Festiwalu, a jego nowe przedstawienie to prawdziwe wydarzenie. Mocna i poruszająca adaptacja powieści jego ulubionego autora Thomasa Bernharda. Krystian Lupa rozmnaża myśl tego genialnego prowokatora, przywłaszcza ją sobie i rekonstruuje z zapierającą dech w piersiach wirtuozerią. Kubistyczna, obracająca się scena, przytłumiona atmosfera, nadzwyczajne wykorzystanie projekcji wideo. Aktorzy całkowicie wcielają się w grane postacie, nadając scenie niesłychaną głębię i intensywność. Jesteśmy ponad teatrem, ponad kinem, ponad pisarstwem. To odrodzenie nie tak dawnej epoki austriackich artystów z lat 80., którzy spotykają się na kolacji, wspominając swoją przyjaciółkę Joanę, artystkę, która popełniła samobójstwo. Jej śmierć ujawnia pustkę ich własnej egzystencji artystycznej.

Publiczność z zapartym tchem daje owację na stojąco!

 

Przekład Jadwiga Cook

Dodaj komentarz