Bryk z dziejów państwa M., czyli nie bać się Tej Thanini to ciężki błąd…

XIX Festiwal Szekspirowski, dzień dziesiąty. Perceval, czyli wszystkie za i przeciw teatru artystyczno – eksperymentalnego.

Luk Perceval jest luminarzem teatru, nowatorem, bywa określany geniuszem teatru plastycznego przez niektórych spośród moich moralno – zawodowych autorytetów. Mimo tego podchodziłam do jego spektakli „jak pies do jeża”. Postanowiłam się przemóc, przewalczyć: zaczęłam szukać, czytać, oglądać zdjęcia, fragmenty spektakli… Wtedy już wiedziałam, że „Makbet III” (przygotowany wespół z aktorami Domu Bałtyckiego w Sankt Petersburgu, mający premierę 30 maja 2014) będzie spektaklem otwarcia.

Potem był pierwszy z moich „kluczy intelektualnych”: zdjęcie promocyjne. Olbrzymi zwalisty, dumny, silny mężczyzna – puszy się swoją siłą, władzą, pozycją. Przed nim klęczy filigranowa, drobniuteńka kobieta; kaskada jej czarnych włosów jak puklerz, szkaplerz, rozłożona na jego potężnej klatce piersiowej. Twarz jak u porcelanowej lalki albo aktorki kabuki. Tylko te oczy i usta jak kreska: pełne wściekłości, dzikiej żądzy, dumy graniczącej z brawurą, nieuleczalnie chore na władzę. Nie wolno jej prowokować; nie ma żadnych skrupułów, zabije niezależnie od więzów krwi, jeśli coś lub ktoś zagrozi jej władzy, bezpieczeństwu jej planów.

 

Drugim z kluczy był wywiad z red Moniką Pilch i wypowiedź o znaczeniu klasyki dla jego spektakli:

(…) Wydaje mi się, że przedstawione przez nich portrety ludzkie są pełniejsze i bardziej obiektywne.(…) Dramaty wystawiane na scenie powinny sprawiać, że coraz więcej dowiadujemy się o sobie samych – powiedział. – Człowiek stanowi tajemnicę, którą cały czas staramy się zgłębiać, nie tylko jako artyści, lecz także jako ludzie. To odkrywanie człowieka w społeczeństwie, w grupie, wśród innych, z odmiennymi zachowaniami i emocjami, nieustannie mnie pochłania.(…)” i

Czekałam na tego 9 sierpnia 2015, zupełnie nijak nie wiedząc, czego się spodziewać, jaki spektakl zobaczę, co mnie właściwie na widowni Szekspirowskiego czeka. Wtedy Moja Wyższa Część Życia spuentowała: „Nie analizuj, mnie przewiduj, po prostu poczekaj”; była to najlepsza rada, jaką można było mi ofiarować.

Poczekałam, choć doczekałam się niezupełnie tego, na co czekałam. Prawie pusta mroczna scena, kilka sztankietów opuszczonych i dyndających pod różnym kątem, pelengujące po tym wszystkim pasma reflektorów. Na proscenium mniej więcej 40 litrowe pełne wiadro (Czy ktoś wie, co współcześni reżyserzy mają ostatnio z wodą? Nowa modna, darmowa scenografia?). Tyłem, na boso wchodzą, przesuwając się pod poręczami sztankietów, trzy nagie piękne długowłose kobiety (jak się okazało trzy z siedmiu Wiedźm), powoli pojawia się reszta bohaterów. Leonid Alimov jako główny bohater tej historii czeka na nich na środku proscenium. Za moment dołączy do niego jego sceniczne żeńskie Alter Ego – Maria Shulga, najbardziej niebezpieczna i złowieszcza kobieta w tej historii i na tej scenie. Światłocienie pełgają, pelengują, przeczesują scenę jak czarny ocean. Historia się wysnuwa, zło się jątrzy, mnoży, pleni – wszędy tu czerń, posoka, strach i wiedźmi poszum.

Pozytywy tej inscenizacji? Prawie pusta scena, inscenizacja grająca światłem i przestrzenią. Trudno nie docenić plastyki tańca Wiedźm (koniec końców, jest ich sześć i piękna Hekate w piątym – szóstym miesiącu ciąży, wszystkie rusałkowo długowłose i szczuplusieńkie), dynamizmu i szału Lady M., tańca cieni rozhuśtanych sztankietów. Finalna scena koronacji małego Fluence’a.

Minusy? O, aż się roi! Pierwszy to swoista „brykowatość” tej inscenizacji: krótka, trwa zaledwie 100 minut, akurat skomasowanie tekstu i wątków bardziej zaszkodziło niż pomogło. Rwana akcja, wielość postaci przy cięciach tekstu. Jeśli ja, znająca „Mackbetha” prawie na pamięć, w pewnym momencie zgubiłam wątek w tym eksperymentalnym prowadzeniu widza przez meandry Lasu Birnamskiego, to jak miał się nie zagubić zwykły widz laik? Nie łaska było zrobić porządnej roboty, dać widzom klarowny, czytelny spektakl, świetne widowisko warte zapamiętania w każdym fragmencie? Czy to naprawdę jest aż tak trudne? O wywrzaskiwaniu przez Leonida Alimova kluczowych, ważnych i ważkich kwestii Makbeta zmilknę. Szumy i przestery basowe tak głośne, iż nawet druga galeria przypłaciła to w kilku wypadkach ostrymi bólami głowy. Starczy?

Jak dla mnie spektakl zmarnowanych szans; a tak oczekiwany.

Anna Rzepa Wertmann

Makbet III, przekład T. Brasch M. Koreneva, reż Luk Perceval, choreografia Ted Stoffer, scenografia Annette Kurz, kostiumy Irina Riabov, oświetlenie Mark van Denesse, muzyka na żywo Pavel Mikheyev; obsada: Anatolij Dubanov, Leonid Alimov, Maria Shulga, Dmitrij Girev, Yurii Elagin, Aleksander Muravitschii, Yulia Gorbatenko, Anna Budanova, Natalia Kolesnichenko, Evgenia Chetvertkova, Anastasiia Savina, Natalia Zhestovskaya, Yulia Rodina, troje dzieci; Baltic House, premiera 30 maja 2014; GTS, prezentacja 9 sierpnia 2015.

i(1) „O wszystkim z kulturą” prowadzi red. Jacek Wakar, data emisji: 18.11.2014, godzina emisji : 18,00, źródło:http://www.polskieradio.pl/24/3664/Artykul/1292602,Luk-Perceval-teatr-jest-dla-mnie-ludzkim-laboratorium?gclid=Cj0KEQjwgoKqBRDt_IfLr8y1iMUBEiQA8Ua7XYdyQUt1Z4hvmlB0Ja_aYC7z0I2D57gSyS7DlG2Vg6YaAq678P8HAQ

Dodaj komentarz