Taki dialog

Może to upał, ale powołanie przez prezydenta Komorowskiego ostatnim rzutem na taśmę przed zakończeniem kadencji Rady Dialogu Społecznego nie wywołało wielkiego wrażenia. To dobrze, że dialog się wznawia, ale jaki będzie, jak zwykle, zadecyduje praktyka.

A jak wiadomo, to właśnie praktyka rozmowy wedle reguły „mówił dziad do obrazu” sprawiła, że poprzedniczka Rady, czyli Komisja Trójstronna zakończyła swój żywot. Jak będzie tym razem, zobaczymy. Tymczasem jednak doświadczenie dialogu na innych szczeblach i forach nie są nazbyt krzepiące. Pani premier peregrynuje po kraju sama albo w otoczeniu rządu i wygłasza monologi, które nazywa dialogiem. W odpowiedzi słyszy, jak się podejrzewa, zorganizowane a szpetne wyzwiska (a to nieładnie), które przyjmuje z zadziwiającą pokorą, a nawet pewną satysfakcją: oto, powiada, dowód jak krzepnie w Polsce wolność, każdy może na rząd pokrzyczeć, o czym mu się tylko zachce. Tak właśnie wygląda i ma wyglądać fundament wolności i demokracji: rząd, władza swoje, obywatele swoje. Ci drudzy pokrzyczą, bo jest wolność, ale my i tak zrobimy swoje.

Wygląda na to, że ten właśnie model obowiązuje w lekceważonym przez obecną ekipę obszarze kultury. Niech sobie artyści, intelektualiści pokrzyczą, pofiglują, oprotestują, a my i tak zrobimy swoje, bo władza ma zawsze rację.

 

Spektakularnym potwierdzeniem tej metody jest rozstrzyganie przyszłości wydawnictwa PIW, o wielkich zasługach dla kultury narodowej, które najpierw postawiono w stan likwidacji, a teraz ostatecznie dobito. Nic to, że 5 tysięcy ludzi kultury protestowało przeciw takim zamysłom, że broniło instytucji krzewiącej dobrą literaturę i klasykę. Kiedy protest trwał, minister Skarbu zmienił likwidatora. Wiadomo dlaczego: Rafał Skąpski ostatni dyrektor, PIW, a potem likwidator, dążył do zniesienia stanu likwidacji i uratowania wydawnictwa (z dobrymi skutkami), nowy likwidator zaś ma za zadanie likwidację dokończyć. Skąpski był nieposłuszny, musiał więc odejść.

W odpowiedzi na taki obrót sprawy pakiet listów protestacyjnych złożono w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego), na które nadeszła odpowiedź wykrętna i – jak oceniają organizatorzy protestu będąca pokazem, w jakim stopniu „ministrowie ignorują społeczeństwo”. Okazuje się, że ministrowie nic nie mogą oprócz likwidacji, która okaże się błogosławieństwem dla polskiej kultury – tak by można streścić sens tej odpowiedzi. Pani minister w wywiadzie radiowym uskarżała się, że nie może „przebić się z przekazem”, jak to zabiega o uratowania dorobku PIW. Rzecz w tym, że nikt w to nie chce uwierzyć.

Podobny przebieg miały lub mają inne akcje protestacyjne, czy też zabiegi o poważne traktowanie opinii artystów. Przykłady? Pisałem o nich o niedawno: pomysł warszawskiego ratusza na połączenie Sceny Prezentacje z Teatrem Komedia, który jest w istocie zamaskowaną likwidacją tej Sceny; zamysł zniesienia samodzielności Muzeum Karykatury, unikatowej tego typu placówki w Europie; przypadki ignorowania konkluzji komisji konkursowych na obsadzenie stanowisk dyrektorskich w instytucjach kultury; dziwna obojętność ratusza warszawskiego na przyszłe losy Teatru WarsSawa, któremu grozi utrata siedziby. Nie wypominam już wcześniejszych, lekceważonych strat, jak likwidacja w stolicy Teatru Małego (sceny Teatru Narodowego utworzonej w domu towarowym przez Adama Hanuszkiewicza), kina Relaks czy Teatru Nowego na Puławskiej. Wszystko to odbywało się z towarzyszeniem gestów bezradności ratusza, bo przepisy, bo nie można, bo… brak wyobraźni.

Prawdę mówiąc, brakuje najwyraźniej narzędzi porozumienia,. Tak bowiem skonstruowano rozmaite przepisy, że nie możliwości skutecznego prowadzenia dialogu. Powołany dyrektor teatru publicznego może być tylko nękany kontrolami i w ich wyniku odwołany, ale brakuje forum, na którym można by uzgodnić stanowiska właściciela (czyli samorządu) i dyrektora (to zresztą tylko fragment większej całości)

W PRL istniała taka szacowna instytucja jak Narodowa Rada Kultury – może to było i gadatorium, może bardziej fasada niż realnie działające lobby kultury, ale wywierała nacisk na władze, dokonywała oceny sytuacji, inspirowała powstawanie analiz, raportów, prac legislacyjnych. Istniejąca przy mistrze Kultury Rada Organizacji Pozarządowych nie może zastąpić takiej instytucji i inne ma cele.

Co tu zresztą prawić o dialogu, skoro przez dwie kadencje rządów PO i PSL nie zdołano nawet uregulować zasad płatności abonamentu radiowo-telewizyjnego – ciągle obowiązują rozwiązania przejściowe.

Chociaż… Czasem się udaje. Próba pozbawienia dotacji Teatru Dzieci Zagłębia w Będzinie (pod pretekstem, że umowa sprzed kilkunastu lat nie była pod względem formalnym nieskazitelna w ocenie władz powiatu) spaliła na panewce. Protesty środowiska, wsparte przez władze nadrzędne przyniosły pozytywny efekt. I tym razem nie jest to rozwiązanie trwałe, ale na razie skuteczne – teatr pozostał.

Tomasz Miłkowski

Tekst opublikowany w „Dzienniku Trybuna” 7 sierpnia 2015

Dodaj komentarz