Skupić się na sensach, znaczeniach, emocjach, zagrać wyobraźnią….

XIX Festiwal Szekspirowski, dzień piąty. O „Hamlecie” z londyńskiego The Flute Theatre przywiezionym, terapeutyczno – psychologicznym, wedle metody twórczej Kelly Hunter zrealizowanym, opowiada Anna Rzepa Wertmann:

Potrafię czekać na inscenizacje naprawdę długo, cierpliwie i żarliwie. Jednak bywa tak, że czekam, szukam, cieszę się i… Znajduję: permanentny brak szacunku dla widza, wrzask, krzyk, pisk sceniczny, „granie na scenografię” (przecież wanna na scenie winna być mniej ważna od Widza – to dla Niego się gra, on winien być głównym adresatem i weryfikatorem tego, co widzi i odbiera ze sceny!), fatalną dykcję (o intonacji nie wspomnę przez resztki taktu i szacunku!). Wtedy, w moim wypadku, jest tylko jedno wyjście: kciuk w dół i do wyjścia z widowni. Nie oznacza to jednak, że znika niesmak i wściekłość, mija rozczarowanie; zaraz, za chwilę doznania spotęgują się jeszcze bardziej „in minus”! Trzeba wtedy znaleźć się jak najszybciej tam, gdzie jeszcze wiedzą jak grać, mają szacunek do widza i odbiorcy, zależy im na wzajemnej chemii pomiędzy sceną a widownią. Ten lek zawsze skutkuje, choć bywa coraz trudniejszy do znalezienia i właściwego zastosowania. We wtorek miałam to szczęście: jeden wyczekiwany spektakl niwelował „kaca teatralnego” po drugiej koszmarnej pomyłce…

U podstaw istnienia i działania londyńskiego The Flute Theatre leży zamysł terapeutyczny – i chwała im za to! Otwieranie sztuką i teatroterapią umysłów i dusz zmrożonych syndromem Aspergera, jakimkolwiek stopniem zespołu Downa, haczonych krzykiem jako jedynym medium przy Cri de Chat czy zamkniętych na głucho kluczem autyzmu jest dla mnie nieodmiennie czymś na pograniczu magii i duchowości. Ludziom z Flute, Ohio State University czy Wexner Center for the Arts po prostu się chce, mają na to pomysł, patent, „Boży pazur”: nazwijcie to jak chcecie. Prywatnie arteterapeutów i choreoterapeutów zwę ludzkimi aniołami, dla takich ludzi zaś jak Anna Dymna mam po prostu bezbrzeżny szacunek. Kelly Hunter można by śmiało określić jej angielskim odpowiednikiem. Niewysoka, filigranowa, wręcz porcelanowo drobniuteńka; wobec słów Williama i „osób obdarzonych bardziej geniuszem”i staje się „scenicznym zwierzęciem” i zaraża ich siła twórczą, otwierając przy tym i krusząc ich mury dusz i umysłów.

Do Gdańska na Festiwal przywieźli chyba najtrudniejsze ze swoich „teatralnych dzieci” – „Hamlet: Kto tam?”. Wymyślony przez Kelly Hunter i Marka Quartley’a, skierowany do osób z depresjami po stracie bliskiej osoby, borykającymi z depresją dwubiegunową lub (szatańsko trudnym do prawidłowego zdiagnozowania i niestety tylko za-leczalnym) BLS, czyli syndromem osobowości granicznej. „Hamlet” londyński w zamierzeniu rozgrywa się w ciągu jednej nocy; zapalnikiem łańcucha nieszczęść staje się decyzja matki o ponownym zamążpójściu, wedle syna zbyt szybkim jak na wdowę. Nie daje sobie z tym rady, ucieka, osacza się we wnętrzu własnego umysłu, serca i duszy słowami, wspomnieniami, dziką żądzą pomsty, oczyszczenia świata. Uwierzcie mi, o tego rodzaju strachu nie da się pisać, nawet nie należy go sobie próbować wyobrażać; on po prostu jest, bierze człowieka we władanie, a przeżycie w takim piekle (i nie wybranie drogi takiej jak Ian Curtis, Annie Sexton, Sylvia Plath lub Gary Pickford-Hopkins) staje się aktem hiper-odwagi, mało komu niestety danej. Potwór zwany depresją lub popularniej obłędem zabiera wszystko, ale robi to stopniowo, czasem nawet niedostrzegalnie. Najpierw klarowność myśli i wzroku, potem wewnętrzny spokój, banalnie piękne codzienne szczęście chwil najprostszych, apetyt, relaks, sen. Dalej, czy wystarczy? Wszystko staje się szare, brudne, dzikie, wynaturzone, oddarte z ludzkiej prostoty i zwykłego piękna; umielibyście tak żyć, chcielibyście?

Jaki jest ten spektakl? Minimalistyczny, wręcz ascetyczny – ale to dobry minimalizm, wspomagający pracę wyobraźni, potęgujący moc słów Wiliama, wyostrzający sensy, podteksty. Nawet moje ukochane „Czas stał się kością wyłamaną w stawie” brzmi, smakuje i znaczy tu zupełnie co innego, niż zazwyczaj. Skupiony na uczuciach i emocjach, ale pozwalający nienachalnie zajrzeć widzowi wewnątrz przez szparę w drzwiach na te Elsynorskie pokoje, gdzie kłębi się Zielonooki Demon Zemsty. Dla mnie, rozczarowanej i jeszcze gdzieś tam wściekłej za wieczór poprzedni, stał się wytchnieniem, przygodą intelektualną. Uwaga, to nie jest łatwy spektakl, tym bardziej przyjemny; dewizą Flute Theatre jest „Shakespeare for Inclusive Audiences”, a tekst „Hamleta” wyreżyserowany przez Kelly Hunter jest na to dowodem. Mimo wszystko: teatralna jazda obowiązkowa.

Potem nagle, 4 sierpnia o 9 wieczorem stały Mikołajki i dostałam w prezencie niespodziankę (nie ja jedna zresztą). Otóż podreptałam na wewnętrzny dziedziniec Teatru Szekspirowskiego, usiadłam na wskazanym wygodnym krzesełku i czekałam. Zwykle jest scena, teraz stanął biały namiot fotoplastikonu, podświetlony od wewnątrz. Pośrodku pojawiły się dwie sylwetki (Ona i On) w marynarkach, wełnianych czapkach, getrach, z ubielonymi twarzami mimów – no i się zaczęło! Najlepsze w pantomimie jest to, że gesty zastępują tu słowa, a dużo pełniej i dokładniej emulują przez wrażliwość widzów emocje, uczucia, sensy. Wczoraj widziałam pierwszy odcinek „Sekretów Szekspira. Fotoplastikonu 004” , zaraz ruszam na część wtórą. Proszę, nie przegapcie Teatru Sztuk/ NAWA św. Jerzego w Oleśnicy: Ewelinę Ciszewską i Krzysztofa Roszko należy wspierać mentalnie, oglądać i podziwiać; są naprawdę wyjątkowi.

Anna Rzepa Wertmann

Hamlet: Kto tam?”, reżyseria i adaptacja Kelly Hunter, scenografia Anthony Limble, asystent reżysera Jamie Bilings, inspicjent Paula Salmon, Kostiumy Cat Smith, casting: Annelie Powell; obsada: David Fielder (Polonius, Grave Digger), Greg Hicks (Claudius), Kelly Hunter (Gertrude), Finlay Cormack(Laertes), Mark Quartley (Hamlet), Francesca Zoutewelle (Ophelia); GTS europejska premiera 4 sierpnia 2015, spektakl zrealizowany w kooperacji The Flute Theatre z English Touring Theatre oraz Arts Council England

Sekrety Szekspira. Fotoplastikon 004”, według pomysłu Roberta Balińskiego, reż. Ewelina Ciszewska, muz. Marcin Krzyżanowski – electric cello, projekcje Robert Baliński; obsada: Ewelina Ciszewska, Krzysztof Roszko; spektakl w kolejnych odsłonach był prezentowany w Polsce , Czechach i Włoszech, GTS dziedziniec 4- 6 sierpnia 2015 r. prezentacja, Teatr w Oknie 8 sierpnia 2015 r. prezentacja

icudowne określenie autorstwa Hanny Pasterny, niewidomej osoby, która aktywizuje społecznie i współpracuje terapeutycznie z osobami „genetycznie obdarzonymi” syndromem Aspergera lub zespołem Downa. Więcej? Polecam wydaną nakładem wydawnictwo Credo książkę „Tandem w szkocką kratkę”

Dodaj komentarz