To już koniec

O próbie „aksamitnej” likwidacji Teatru Sceny Prezentacje przez stołeczny ratusz w „Dzienniku Trybuna” pisze Tomasz Miłkowski:

Na zaproszeniu, które otrzymałem na premierę „Pokrewieństwa dusz” w warszawskim Teatrze Scena Prezentacje, było napisane: „Pożegnalna premiera Teatru Scena Prezentacje w Norblinie”. A więc to tak, pomyślałem, najpierw developer, który wszedł w posiadanie tego atrakcyjnego terenu, twórca koncepcji Art Norblin, obiecywał złote góry, nowy teatr miał wystawić na tym miejscu i wpisać w koncepcję zagospodarowania całości, a teraz wyszło szydło z worka, będzie jak zawsze, czyli na obietnicach się skończyło.

 

W tym gniewnym przekonaniu począłem sprawę drążyć i ku swemu zdumieniu dowiedziałem się, że to nie właściciel, okrutny kapitalista bez serca dla kultury, ale warszawski ratusz rozmyślił się i już tego teatru nie chce. Wprawdzie wcześniej podpisał wstępną deklarację, że przystaje na pomysł zachowania Sceny Prezentacje na tym samym miejscu, wprawdzie właściciel za własne pieniądze przygotował koncepcję architektoniczną, wprawdzie złamanego szeląga nie chciał za wybudowanie teatru, ale ratusz uznał, że przyszły czynsz kosztowałby miasto zbyt wiele i wobec tego od porozumienia odstępuje, żadnego teatru nie chce, Scenę Prezentacje zamyka, ale żeby to nie wyglądało tak brutalnie, to ją łączy z Teatrem Komedia. Jest taka uchwała stołecznych radnych o zamiarze połączenia, które przypomina projekt połączenia pralni chemicznej z Teatrem Ateneum, chociaż to mogłoby być bardziej racjonalne, bo Ateneum potrzebuje usług pralniczych.

W Komedii, jak wiadomo, sceny kameralnej nie ma, a na dużej granie tych kameralnych, niewielkich form, jakie Scena Prezentacje kultywuje, w ogóle nie wchodzi w rachubę. Połączenie zatem to nic innego jak likwidacja zamazana innym określeniem. Likwidacja po 35 latach istnienia i wyraźnego wpisania w pejzaż kulturalny stolicy. Obecne władze kulturalne stolicy głuche są na tradycję, dorobek i adres tego teatru – za Szejdem poza jego dorobkiem nikt nie stoi, żadne lobby, żadna partia, łatwo go się pozbyć i odnotować błyskotliwy sukces menadżerski. Wygląda na to, że dla ratusza kultura to balast.

Ponieważ warszawskie władze cierpią na postępującą amnezję przypomnę kilka faktów z dziejów Sceny Prezentacji, które kilkakrotnie opisywałem przy okazji kolejnych jubileuszy: jej droga zaczęła się 29 października 1979 w Społecznym Domu Kultury na warszawskim Żoliborzu adaptacją Heloizy i Abelarda w wykonaniu Krystyny Jandy i Andrzeja Seweryna. Szejd postawił wówczas wszystko na jedną kartę, ryzykując także własnymi, skromnymi funduszami. Zaufało mu na początku kilka osób, a lokal wypatrzyła Kalina Jędrusik. Spartańskie warunki, kłopoty finansowe, poszukiwanie mecenasa i swojego miejsca na teatralnej mapie Warszawy – tak to się zaczęło i tak to się kończy. W spektaklach „grały” prywatne sprzęty Romualda Szejda, na przedstawienia aktorzy przychodzili z własnymi rzeczami w walizkach. Wanda Stanisławska-Lothe przychodziła z suknią, która należała niegdyś do Hanki Ordonówny, a Hanna Skarżanka przywoziła w garnkach jedzenie.

Musiało być coś magnetycznego w tym maleńkim teatrze, istniejącym na wariackich papierach, że aktorzy z nazwiskami decydowali się firmować jego działalność, przecież nie skuszeni ani apanażami, ani widokami na wielki rezonans. Zawsze grano tu dla niewielkiej liczby publiczności, choć zapewne ten kameralny charakter kontaktu z widzem stanowił pokusę i rzadką dla aktorów okazję prowadzenia rozmów na scenie: w tym teatrze zawsze ceniono sztukę konwersacji. Upodobanie do repertuaru francuskiego także robiło swoje, Warszawa zawsze chętnym okiem zerkała na Paryż, stąd wielkie powodzenie wieczorów piosenki francuskiej, a wybitni soliści i zespoły z Francji, którzy gościli w Norblinie przy uroczystych okazjach, m.in. Catherine Sauvage (1981), Marie Paule Belle (2005), Nicole Croisille (2006) dodawali tej scenie splendoru.

Kiedy Prezentacje przeniosły się do byłych Zakładów Norblina, ugruntowała się już opinia, że to teatr gwiazd. Głośne nazwiska na afiszu – Ryszardy Hanin, Mirosławy Dubrawskiej, Magdaleny Zawadzkiej, Ewy Żukowskiej, Anny Seniuk, Jerzego Zelnika, Władysława Kowalskiego przyciągały publiczność. Na scenie spotykali się artyści wielu pokoleń, obdarzani wielką sympatią i szacunkiem publiczności (m.in. Nina Andrycz, Ewa Wiśniewska, Joanna Szczepkowska, Mariusz Benoit, Bronisław Pawlik, Ignacy Gogolewski) z utalentowanymi debiutantami.

Wnętrze zabytkowej hali fabryki Norblina okazało się miejscem idealnym (i prekursorskim, bo to Szejd jako jeden z pierwszych reżyserów nad Wisłą docenił atrakcyjność przestrzeni postindustrialnych dla teatru). Szejd, wspierany przez dyrektora Muzeum Techniki wychodził środki na remont i adaptację z funduszów na ochronę zabytków, choć i tym razem nie obyło się bez osobistego wkładu pracy.

Scena Prezentacje to teatr, w którym niepodzielnie rządzi publiczność. Tu nie można sobie pozwolić na granie do pustej sali. Na ogół nie ma z tym żadnych problemów, niektóre spektakle są sprzedawane na pniu, w ciągu paru godzin. Takim powodzeniem cieszyła się Niecierpliwość zmysłów (1993), dwie jednoaktówki ukazujące perypetie uczuciowe dwu par – grane przez dwie doborowe pary: Marię Pakulnis i Bogusława Lindę oraz Adriannę Biedrzyńską i Cezarego Pazurę. Nie brakowało również publiczności na przedstawieniach Julio, jesteś czarująca Gilberta Sauvajon (1992) z Ewą Wiśniewską w roli gwiazdy francuskiego teatru, czy ostatnio Diable w purpurze Antoine’a Raulta (2009) z Ignacym Gogolewskim w roli kardynała Mazarin, nie wspominając o flagowych spektaklach tego teatru, czyli jednoaktówkach Ionesco, Łysej śpiewaczce (1982) z Mirosławą Dubrawską, Anną Seniuk, Ryszardą Hanin, Witoldem Skaruchem, Markiem Bargiełowskim i Henrykiem Talarem – sztuka szła przez kilkanaście sezonów!, czy Lekcji (1987) z Joanną Szczepkowską, Mariuszem Benoit i Ryszardą Hanin (którą zastąpiła Eugenia Herman). Może ktoś powiedzieć, że to było dawno i nieprawda, że czas tego teatru przeminął i być może to jest niewypowiadany powód rezerwy ratusza. Gdyby tak rzeczywiście było, to nie byłoby sukcesów tej sceny z aktorami młodszych pokoleń, by tylko wspomnieć świetne spektakle Procy z Bartoszem Opanią czy Martwej królewny Kolady (2013) z rewelacyjną Natalią Sikorą.

Nie o dokonania Sceny Prezentacje zatem idzie? Więc o co? O pieniądze (dotacja miejska niewiele przekracza półtora miliona)? Skąd taka determinacja w likwidowaniu tej sceny i zacieraniu po niej śladów. Po ewentualnym połączeniu z Komedią nazwa Scena Prezentacje zniknie tak jak jej samodzielność, czyli faktycznie przestanie istnieć. Próby podejmowane przez Szejda, aby znaleźć inne miejsce w Warszawie, także zostały przez ratusz storpedowane. Twórca teatru w Norblinie zastanawia się, co takiego uczynił niegodziwego, że tak jest traktowany? Bo nikt z nim poważnie nie rozmawiał, nie podejmował dyskusji, nie było też próby wyjaśnienia, dlaczego ratusz nie chce „prezentu” od właścicieli Norblina, czyli nowego nowoczesnego teatru.

Wszystko to odbywa się w paskudnym, dobrze znanym stylu. Nawet jeśli są jakieś ukrywane powody finansowe, merytoryczne (nie wiem, jakie), aby z samodzielności tego teatru rezygnować, ratusz zachowuje się wykrętnie, unikając otwartej rozmowy z artystami i widzami. Najlepszy dowód to niedawny jubileusz Teatru Scena Prezentacji, na który nie pofatygował się z ratusza nawet pies z kulawą nogą. Jedno jest pewne: tego teatru tam się nie lubi tak dalece, że urzędnicy powołani podobno do tego, aby tworzyć warunki rozwoju, pomagać, otwierać możliwości działania, usuwać przeszkody, sami te przeszkody mnożą, zachowując wyniosłe milczenie. Chociaż nie do końca – nowy wiceprezydent Warszawy Jarosław Jóźwiak w wywiadzie udzielonym GW połączenie Komedii i Sceny Prezentacji policzył do swoich największych sukcesów. Nie wyjaśnił jednak dlaczego, a pytający go dziennikarze nie byli ciekawi.

Szejd urzęduje jeszcze w Norblinie i rozmyśla, co zrobić ze zgromadzonym archiwum: dokumentacją, zdjęciami, plakatami, afiszami, pamiątkami. Spalić? Zniszczyć? Podrzucić w Kampinosie?

 

Tomasz Miłkowski

 

 

Dodaj komentarz