Chcę się bawić

Rozszerzona wersja recenzji monodramu Zofii Wichłacz „Porozmawiajmy po niemiecku”, opublikowanej w tygodniku PRZEGLĄD ( nr 22/25.05, 28-05-2015):

Tak pisze i i tak próbuje żyć bohaterka monodramu opartego na autentycznym pamiętniku z czasów okupacji Hanny Zach, który trafił w ręce reżysera za pośrednictwem kolekcjonera varsavianisty Krzysztofa Jaszczyńskiego. Dostrzegł on w tym tekście unikatowy przekaz, samoswoją opowieść o wewnętrznej wolności, demonstrowanej niezależnie od okoliczności. Jak sama pisze: „kto ma szesnaście lat, to wszystko wypada”. Wypada objadać się słodyczami, pędzić na rowerze na oślep i oglądać się za chłopakami. Spisująca pamiętnik nastolatka notuje swoje fascynacje młodymi mężczyznami, przed wszystkim młodymi Niemcami w elegancko odprasowanych mundurach. Szczególnie gustuje w lotnikach, to z nimi podejmuje przelotne flirty, na ogół niewinne, choć zdarzają się głębsze zauroczenia. Takim młodzieńcem jest Günter, o którym ciągle myśli, ale którego po latach już nie będzie pamiętać. Pociąga ją także niemiecka kultura, z upodobaniem szlifuje język, często udaje Niemkę, choćby po to, by wygodnie przejechać się w wagonie tylko dla Niemców. Nie zamierza jednak wyrzekać się swojej polskości, to tylko taka gra, sztubacki psikus.

Hanka wie, że wojna, że się biją, chce żeby to się skończyło i usiłuje nie przyjmować wojny do wiadomości, choć od czasu do czasu zagląda jej w oczy. Tekst to prawdziwe objawienie, ukazujące nieznany obszar przeżyć, jakich próżno szukać w literaturze martyrologicznej czy choćby patriotycznej. Jego sceniczna realizacja wnosi do obrazu okupacji zupełnie nieznany, inny akcent, a fakt, że w roli Hanki występuje Zofia Wichłacz, młoda dziewczyna, ledwie po szkole średniej, ale za to utalentowana, co potwierdziła nagroda za jej rolę z Mieście 44 Jana Komasy na festiwalu w Gdyni, sprawia, że opowieść tchnie autentyzmem. Jej dziewczęce, pensjonarskie chciałoby się powiedzieć, jak z Gombrowicza wyjęte, reakcje, energia, zapał i zmienność nastrojów i w pewnym sensie także zagubienie przemawia za prawdą, którą ma do przekazania. Jej Hanka płoni się, śmieje, tańczy, ćwiczy na pianinie, przewraca na otomanie, złości i śmieje, a przede wszystkim oddaje marzeniom o pięknej przygodzie, jaką jest życie swobodne, bez ograniczeń i bez żadnej wojny. Reżyser jednak pamięta o kontekście, od czasu do czasu na ścianach teatralnych pojwiają się ruchome obrazy okupowanej Warszawy, czasem fotokopie ówczesnych gadzinowych gazet, a także powiększone stronice intymnego pamiętnika Hanki.

Ważnym komentarzem, wpisanym w spektakl, jest rozmowa z nieżyjącą już autorką pamiętnika, nagrana przed kilku laty. Okazuje się, ze tryskająca energią dziewczyna, która chce się bawić, u zmierzchu swego życia, niewiele już pamięta, że przeszłość staje się dla niej mgłą. Tym bardziej przywołanie tego tekstu na scenie, odsłonięcie świata dziewczyńskich przeżyć, będących udziałem budzącej się do życia kobiety, to wyjątkowa chwila, kiedy otwiera się przed nami zupełnie nieopisane doświadczenie, do tej pory omijane przez pisarzy i kronikarzy okupacji.

Tomasz Miłkowski

POROZMAWIAJMY PO NIEMIECKU Hanny Zach, monodram Zofii Wichłacz, reż. Łukasz Kos, scenografia Małgorzata Domańska, muz. Adam Świtała, reż. świateł Bary&Hary, projekcje Bartosz Głodek, konsultacja historyczna Krzysztof Jaszczyński, Teatr Polonia, premiera 14 maja

Dodaj komentarz