„Aktorzy żydowscy” w reżyserii Anny Smolar

Premiera Aktorów żydowskich (29 maja 2015) w Teatrze Żydowskim w Warszawie, kolejne pokazy 30–31 maja i 9–10 czerwca.

W Teatrze Żydowskim chyba nareszcie spektakl dla nowej widowni: opowieść o miejscu szczególnym, o teatrze żydowskim pielęgnującym pamięć o przeszłym świecie, ale pielęgnującym tę pamięć poprzez ludzi, którzy tu pracują. Opowieść o aktorach Teatru Żydowskiego. I też o widzach, którzy przychodzą do tego teatru albo go omijają. A także zapewne o krytykach teatralnych, którzy swoje wyobrażenie o teatrze żydowskim często czerpią ze stereotypów. I o zderzeniu legendy z rzeczywistością, o historiach indywidualnych na tle dziejów zbiorowości.

Twórcy spektaklu – autor scenariusza Michał Buszewicz i reżyserka Anna Smolar – zaprosili do współpracy sześcioro aktorów Teatru Żydowskiego, żeby pokazać to miejsce i ludzi z dwóch perspektyw: zewnętrznej i wewnętrznej, od strony aktorów i widzów. Jeśli dobrze zrozumiałam, będzie to coś w rodzaju fikcji utkanej z faktów, z rzeczywistych opowieści prawdziwych ludzi. Ich losy jako ilustracja szczególnej sytuacji, w której się znajdują (z własnej i z cudzej woli), a zarazem klucz do zrozumienia tej sytuacji – uwięzienia w stereotypie, w tej jakiejś niemożności przekroczenia progu teatru żydowskiego, który nie wiadomo, czy jest dla Żydów czy nie tylko. Czy jest szansa na uwolnienie się z tego zaklętego kręgu? Czy aktorzy wspólnie z widzami będą mogli utkać tę nić, dzięki której wszystko wydaje się proste?

Na scenie sześcioro aktorów: Ryszard Kluge, Mariola Kuźnik, Joanna Rzączyńska, Izabella Rzeszowska, Małgorzata Trybalska i Jerzy Walczak, a także perkusistka i autorka muzyki do spektaklu Dominikę Korzeniecką. Autorką wymyślnej scenografii jest Anna Met.

A tu przedsmak „Aktorów żydowskich”, fragment scenariusza Michała Buszewicza:

Ryszard:

Wyszedłem kiedyś z teatru

Wchodzę do sklepu i kupuję to co zwykle

Płacę, wydają mi resztę

Jak zwykle o grosik za mało

Jeden

Kolejny jeden.

Pytam, ile mi się już uzbierało groszy

Żartem niewinnym

Jak duży kredyt pani kasjerka u mnie zaciągnęła

Sklepikarka patrzy na mnie

Zamurowało

Gapi mi się na łysinę

Wpatruje się uważnie

I milcząc wydaje

Pięć groszy

Zgadzając się z losem

Który jej nie oszczędza

I nie pozwala zaoszczędzić

Moim kosztem

Nie mierzyłem do niej z broni palnej

Nie ważyłem słów, to prawda

Nie liczyłem na to, że mi wyda

Ale wydała

Ale tak wydawała, jakby wydawała zbawiciela pana, który jej na krzyżyku urozmaica krajobraz nad biustem

I wtedy sobie uświadomiłem

Że nie zdjąłem po próbie mycki z głowy

I ona już wie

Że jestem Żydem

A nie wie

Że przez zasiedzenie.

I nie wiem

Czy się tłumaczyć że to kostium

Ale nie zdecydowałem się

Na to tłumaczenie

Bo to już by było jak tłumaczenie z jidysz

I to było dla mnie jasne

I już wiem

Że ona wie

Więcej wie niż wie naprawdę

A ja wiem

Że ten kostium noszę znacznie częściej niż mam ochotę

I oczywiście

Mnóstwo zalet, bo z panią sklepikarką jesteśmy na czysto

Przynajmniej finansowo

Ale jednak w naszej relacji się trochę pozmieniało

Żeby nie powiedzieć popsuło

Choć wiem, że zawsze mi wyda co do grosza

Ale ja już tych srebrników nie mam ochoty kolekcjonować

Trzydzieści się nie uzbiera

Ja już do tego sklepu nie przyjdę na pewno.

Albo tak będę zakupy dobierał, żeby zawsze równą kwotę mieć na paragonie.

Do sklepów już tylko prosto z domu będę chodził

Nigdy z teatru

Najlepiej w piżamie

W piżamie

Nie

W piżamie też nie

Nie będę do sklepu chodził

Zostałem skolonizowany

Przez panią sklepikarkę

A wcześniej przez myckę

I przez swoje przyzwyczajenie do mycki

Już jej nie czułem

Kiedyś mnie parzyła, a teraz już nie czułem

Czujność straciłem na amen

Już nie jestem amatorem żydostwa

Co to jest za słowo

Amator

Podobno od miłości

Co to jest za słowo

Żydostwo

Prawie jak dziadostwo

Zasiedziałem się

Za bardzo się zasiedziałem

Przecież ja do moich kolegów i koleżanek z zespołu nie mam nic,

Jesteśmy jak rodzina

Kochająca się

Trudna

Czasem patologiczna

Czasem toksyczna

Ale jednak

Może nie z jednej krwi.

Ale rodzina.

Za bardzo się zasiedziałem

Nie mam do nich nic

Ale niech mnie nie traktują tak jak ich

Bo sobie na to nie zasłużyłem

W teatrze mnie nie traktują lepiej

To niech mnie poza teatrem nie traktują gorzej

Bo co ja jestem winny

Że REKWIZYT

REKWIZYT mi się do głowy przyczepił

 

 

 

Dodaj komentarz