PAMFLET NA POLAKÓW I CARÓW XIX I XX WIEKU

1. Zawarł ten pamflet Juliusz Słowacki w dramacie pt. „Kordian”, a pokazał w Teatrze im. Stefana Żeromskiego w Kielcach inscenizator i reżyser Piotr Szczerski.

Pomagali mu znakomici współpracownicy. Mateusz Rzeźniczak, student czwartego roku Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi, który gra tytułowego Kordiana. Zespół aktorów, których postaci Szatanów i Aniołów z „Przygotowania” czy tłumu z Placu Zamkowego zamkniętego „W szpitalu wariatów” na zawsze pozostaną w pamięci widzów tego przedstawienia. Muzyka Zygmunta Koniecznego i chóry, których pieśń „Ziemia to plama // Na nieskończoności błękicie” przypominać się będzie nie raz, gdy myśl pobiegnie do rozważań o naszych polskich losach narodowych – w historii i dzisiaj – wobec obrotów Ziemi i tajemnic Wszechświata.

Juliusz Słowacki rozpoczął pisanie „Kordiana” w marcu 1833 roku. W rok później „Kordian” był wydrukowany. Była to pierwsza część zamierzonego dzieła, bo tytuł brzmiał: „Kordian. Część pierwsza trylogii. Spisek koronacyjny”.

Akcja tej pierwszej części dotyczyła spisku mającego na celu zamordowanie cara Rosji Mikołaja I, który w roku 1828 przybył do Warszawy i koronował się na króla Polski, co oburzyło polskie społeczeństwo a zwłaszcza młodzież.

Ta „Część pierwsza trylogii” ma trzy akty.

Pierwszy jest złożony z trzech scen: rozmów Kordiana z Grzegorzem, starym Sługą (latem, na wiejskim dziedzińcu), Kordiana z Laurą (jesienią w ogrodzie), monologów Laury. Drugi pt. „Wędrowiec” ukazuje Kordiana w roku 1828 w James Parku w Londynie, w Dover podczas lektury Szekspirowskiego „Króla Lira”, we włoskiej willi i na publicznej drodze z kochanką Wiolettą, w Watykanie podczas audiencji u Papieża oraz na szczycie Mont Blanc. Akt trzeci, zatytułowany – jak cała Część pierwsza dramatu – „Spisek koronacyjny” obejmuje dziesięć scen w Warszawie roku 1828: na Placu przed Zamkiem Królewskim, gdzie tłum ludu oczekuje na pojawienie się ukoronowanego cara Mikołaja I, w Katedrze Św. Jana podczas koronacji, ponownie na Placu przed Zamkiem, w lochach Kościoła Św. Jana wśród Spiskowych, na Zamku Królewskim w Warszawie przed sypialnią cara Mikołaja I, do której zmierza Kordian, by dokonać zamachu oraz sceny po aresztowaniu Kordiana – w szpitalu wariatów, na Placu Saskim , w więzieniu, na Zamku Królewskim (rozmowa cara Mikołaja I i Wielkiego Księcia Konstantego zabiegającego o ułaskawienie Kordiana), na Placu Marsowym na Powązkach (przed rozstrelaniem Kordiana).

Umieszczone na początku dramatu motto z „Lambra”, Prolog i scena pt. „Przygotowanie” (starcie Zła i Dobra – Szatanów i Aniołów – na przełomie wieków, nocą 31 grudnia 1799 roku) zapowiadały w drugiej i trzeciej części trylogii dalszy ciąg wypadków historycznych w Polsce: klęskę Powstania Listopadowego, czasy popowstaniowe, odrodzenie Polski. Odrodzenie – zrodzone z wiary w porządek i sprawiedliwość świata a w dramacie uosobione w Chórze Aniołów, spędzających korowód szatanów ze scenicznych progów, i w Archaniele, pozytywnym pierwiastku historii, dziejowej sprawiedliwości, orędowniku Polski przed Stwórcą.

W „Kordianie” bowiem Juliusz Słowacki opisuje nie tylko losy tytułowego bohatera „Grafa. Polaka.” (tak Szwajcar anonsuje Kordiana Papieżowi w akcie I pt. „Rok 1828. Wędrowiec”), jego „spowiedź” „dziecięcia wieku” i „bayronowskiego buntownika” i niedoszłego zabójcy cara. Zajmuje się także przyczynami niepowodzenia spisku na życie cara Mikołaja I. Analizuje głębsze a złożone uwarunkowania sytuacji Polski. Ukazuje samotność człowieka idei, niezdecydowanie spiskowców, nieumiejętność, tchórzostwo i zdradę przywódców powstania i sprawców jego klęski. Ale najsurowiej osądza niedojrzałość polityczną ludu – narodu w części pogodzonego z utratą wolności, w części „chorego na polskość”, ale niezdolnego do działania, w części doświadczonego w bojach i wewnętrznie zbuntowanego, ale nie znajdującego już posłuchu wśród współbraci, jak Żołnierz spod Maciejowic, Starzec z Ludu, Nieznajomy).

O tych planach treściowych pisał Jan Kott w recenzji z historycznego przedstawienia „Kordiana” w reżyserii Erwina Axera przy współpracy Jerzego Kreczmara w Teatrze Narodowym (21 kwietnia 1956) i stwierdzał: „ (…) jest jeszcze w Kordianie (…) pamflet mierzący dalej niż w samo powstanie. I głębiej. To pamflet na Polaków. (…) Kordian jest pamfletem na Polskę (…) oportunistyczną i serwilistyczną, (…) jest pamfletem na Polskę małych ambicji i wielkiego strachu, patriotycznego gestu i pogodzenia z niewolą; na Polskę pustego gadania, łatwych wzruszeń, podchorążackich zrywów i lęku przed rewolucją.” (Jan Kott „Niech się Polaki modlą, czczą cara i wierzą”, w: „Poskromienie złośników”, Warszawa 1957, s. 152).

 

2. Piotr Szczerski, inscenizator i reżyser, odrzucił recytację Motta i Prologu. Pominął cały akt pierwszy. Z aktu drugiego zostawił tylko scenę ostatnią – na szczycie Mont Blanc.

Ale zagrał cały akt trzeci – z niewielkimi w sumie skrótami, z pewnymi przestawieniami scen, kilkakrotnie, nie kłócąc się z materią, problematyką i słowami utworu, przeprowadził współczesne aktualizacje (rozkładanie i darcie czerwonego płótna, bratające się w uścisku postacie współczesnych polityków obu narodów – nie wiadomo sojuszników czy zdrajców interesów Polski, zilustrował na podeście rzuconym od sceny ku środkowi widowni bulwersujące dziś polskie społeczeństwo ulegle lub zażyłe kontakty przedstawicieli polskiego i rosyjskiego rządu.

Ale ostrzejsza od współczesnych sylwetek polityków Polski i Rosji a niemal prorocza w stosunku do dzisiejszej imperialnej polityki Rosji okazała się wypowiedź cara Mikołaja I. Z najwyższego planu dekoracji – jakiś urzędniczych labiryntów pokoi i korytarzy, we współczesnym garniturze dzisiejszych samowładców mówi słowa przenikliwie proroczo sformułowane przez Juliusza Słowackiego:

„Z dala trup tego kraju zdawał mi się groźny…

Marzące o podbojach myśli nieraz zwichnął…

Przyjechałem …trup zadrżał, nawet się uśmiechnął…

Łez nie widziałem… domy kobiercami kwietne?

Dalej więc… Europę jak jabłko rozetnę

A nóż zatruty obie zatruje połowy. (…)

Ha! Ha! Albom ja wielki? Albo świat ten mały?

Albo głupi świat cały? Albom ja rozumny?… (…)

Na Zachodzie stugłowa wyrasta poczwara,

Lecz wkrótce w petersburskiej każę ulać hucie,

Łoże (…) z kryształu, dla ludów zachodu;

Miarę na długość wezmę z moskiewskiego rodu,

A który naród dłuższy nad łoża okucie ,

Kryształu nie rozciągnę, lud skrócę o głowę.

Ludy! Poszlę wam!, poszlę łoże kryształowe. (…)” (akt III, scena IX, w. 1040-1060).

 

3. Przedstawienie „Kordiana” w Teatrze im. Stefana Żeromskiego rozpoczyna „Przygotowanie”. Rozgłośnie trzaskając drzwiami, pospiesznie, przez widownię wdziera się na scenę Król Szatanów (Dawid Żłobiński). Rozpoczyna dialog z Czarownicą. Zwołuje szatany. Zjawiają się wśród błysków ognia, oparów mgły i huku gromów. Król Szatanów wydaje rozkazy. Sprawdza koła w wiekowym zegarze. Naśmiewa się ze świata „trupa chaosu w trumnie zamkniętym błękitów”. Szydzi z ludzi, porównując ich do „robaków, co mu łono toczą. I myślą.”

Wreszcie wyrywa do działania Mefistofela. Wskazuje mu cel – naród, który zmartwychwstaje. „Idź tam” (…) „Pomóż im” (…) „Oni na ojców mogiłach usiedli, // I myślą o zemsty godzinie. //Ten naród się podniesie, zwycięży i zginie; // Miecze na wrogach połamie,// A potem wroga myślą zabije, // Bo myśl jego ogniste ma ramię (…)”

Mefistofel proponuje: „Więc temu narodowi stwórzmy dygnitarzy, // Aby niemi zapychał każdą rządu dziurę.” No, i zniszczył tę „ognistą myśl, a z myślą związaną wolę działania i możliwość zwycięskiego działania!

Widziałam kilkanaście inscenizacji „Kordiana”. Studia teatralne na seminarium profesora Jana Kotta na Uniwersytecie Warszawskim zaczynałam od dyskusji o „Kordianie” w Teatrze Narodowym w inscenizacji Erwina Axera i Jerzego Kreczmara, w scenografii Władysława Daszewskiego, z Tadeuszem Łomnickim w roli tytułowej (21 IV 1956). Ale takiego „Przygotowania”, jak w reżyserii Piotra Szczerskiego i w Teatrze Kieleckim na scenach polskich jeszcze nie było. Ani w inscenizacji – w rozplanowaniu przestrzeni sceny i „multimedialnej” aranżacji szatańskich praktyk, ani w rozegraniu ruchu szatanów w scenach zbiorowych, ani w recytacji tekstu – prostej a wyrazistej, mówionej zwyczajnie a wstrząsającej do głębi. Mało jest dziś w Polsce teatrów, w których , nie poszczególni aktorzy a całe zespoły potrafią tak znakomicie mówić pod względem artykulacji, dykcji i akcentacji, a przede wszystkim wyrazistości sensu słowa i jego zawartości emocjonalnej.

I nie było „Przygotowania” tak spójnego z resztą dramatu Inscenizacja tej sceny, sposób gry aktorów i recytacji decydują o poważnym a nawet tragicznym zastanawianiu się nad postaciami naszych rządzących dawniej i dziś – z poręki chyba nie innej jak szatańskiej – dowódców, dyplomatów, publicystów, uczonych wychowawców narodu, posłów, działaczy rządowych…

Tragiczne konstatacje tej sceny łagodzi pełne wygranie nastroju zakodowanego przez Juliusza Słowackiego w ostatnich sekwencjach „Przygotowania” – w wypowiedzi przerażonej szatańskim dziełem Czarownicy, w zjawieniu się „anielskiego rycerza” Michała Anioła w postaci Archanioła, który wskazuje na konieczność porzucenia cierpiętnictwa i ofiary, na obowiązek ostrej, jawnej, zdecydowanej walki ze złem – w naszym polskim przypadku z tymi wytworzonymi przez diabla nieudacznikami a przez to zdrajcami wysiłków i interesów narodu.

Przemyślana w najdrobniejszych szczegółach kompozycja inscenizacyjna „Przygotowania” zamyka tę część, jak potem całe przedstawienie, pieśnią Chóru Aniołów – poważnie nastrojową. „Ziemia to plama// Na nieskończoności błękicie.” trafia do wszystkich widzów – niezależnie od ich przekonań, wyrażając sąd filozofii, wiary religijnej czy naukowej wiedzy o Wszechświecie. Muzyka Zygmunta Koniecznego i muzyczna inscenizacja tego „Kordiana” – pieśni i chóry (przygotowanie wokalne Beaty Wojciechowskiej i Łukasza Mazura) w dużym stopniu przyczyniają się do wstrząsającej wymowy tego przedstawienia.

Na scenę pogrążoną w takim nastroju wchodzi Kordian. Gra go Mateusz Rzeźniczak, jeszcze student, debiutant. Wdrapuje się na podest wysunięty pomiędzy rzędy widowni, jak na Mont Blanc. Słynny monolog mówi cicho, spokojnie, rozważnie, bez patosu i deklamacji. Poznajemy Kordiana, którego rozterki wewnętrzne zostały zwyciężone przez ustalone przekonania – o konieczności poświęcenia i walki w imię dobra ludzi, narodu, ludzkości wg „myśli wielkiej” „z ziemi lub z błękitu”.

Potem, jak w dramacie (czy Chmura gada do Kordiana „Siadaj w mgłę – niosęć … Oto Polska – działaj teraz!…”, czy sam o tym decyduje) Kordian w Teatrze Kieleckim wraca ze szczytu Mont Blanc do Polski. Nie krzyczy entuzjastycznie „Polacy!!!”, ani nie biegnie biegiem do rampy, wołając „Polacy!!!”, jak Tadeusz Łomnicki. Świadom powagi sytuacji i konieczności walki, która może okazać się tragiczna, podchodzi na podeście bliżej widowni i wita widzów jak dobrych, bo niedawno opuszczonych znajomych: „Polacy”.

Ten Kordian jest jednym z nich, jednym z nas. Pełnym radości z powrotu i przepełnionym smutną powagą swojej… misji. Jak młodzi Polacy idący do walki wiele razy w naszej przeklętej i wielkiej historii. Jak młodzi dziś zatroskani o swój los i przyszłość Kraju. Osobisty urok młodego aktora, trudna do opisania prostota mówienia i żar wewnętrznej prawdy sprzyjają takiemu rozumieniu postaci tego bohatera. Jego romantyzm czyta się jak współczesny autentyzm poglądów i prawdę przekonań.

Z dalszych planów inscenizacji, choć scen z aktu trzeciego jest dziesięć, pozostały już właściwie tylko cztery.

Najpierw scena „W szpitalu wariatów”. Szóstka Pacjentów Zakładu (Teresa Bielińska, Beata Pszeniczna, Zuzanna Wierzbińska, Mirosław Bieliński, Marcin Brykczyński, Janusz Głogowski) śpiewa, jak my, głośno i z werwą pieśni Powstania Warszawskiego. Potem obserwuje i komentuje wydarzenia związane z koronacją cara Mikołaja I. Tam są wszyscy Polacy – i ci „chorzy na Polskę”, pełni poświęcenia a zawiedzeni przez Historię i, jak zawsze, przez sojuszników, i ci zwyczajni obywatele żądni rozrywki a obojętni na sprawy ogółu czy sprawy powszechne; są tu też dawni bojownicy, co nie stracili wiary, jak Żołnierz spod Maciejowic czy Starzec z Ludu, a także inni, może … Pierwszy z Ludu, Szewc, Szlachcic…

Ze „szpitala wariatów” aktorzy i bohaterowie obserwują Plac przed Zamkiem Królewskim, gdzie trybuny dla widzów niektórym kojarzą się z szafotem. Tu grozę wywołuje zabójstwo dziecka i śpiew Nieznajomego „człowieka w czarnym płaszczu”.

Tu trafia Kordian aresztowany przed komnatą cara na Zamku Królewskim w Warszawie i dwukrotnie skazany – na zabójczy skok przez piramidę karabinów z nasadzonymi ostrzami bagnetów i na rozstrzelanie.

To miejsce akcji przerywają tylko trzy inne sceny, kształtowane i ustawiane niemal niepostrzeżenie na oczach widza: scena spisku w podziemiach Katedry Św. Jana, scena w komnatach cara, gdy Kordian idzie zabić cara i sceny z udziałem księcia Konstantego: parada na Placu Saskim przed skokiem Kordiana przez piramidę karabinów (niepotrzebnie ustawionej na scenie – maleńkiej, którą przeskoczy kilkuletni chłopiec a może i dziewczynka, skoro Wielki Książę Konstanty widzi skok Kordiana w zupełnie innej stronie), starania księcia Konstantego o ułaskawienie Kordiana, Plac Marsowy na Powązkach – miejsce rozstrzelania Kordiana.

Krzysztof Grabowski gra Wielkiego Księcia Konstantego jak człowieka całkowicie oddanego wojsku, żołnierzom, broniom i koniom. Czuje się to w jego mowie i zachowaniu. Pastwi się nad Kordianem, ale umiejętności jeździeckie potrafi docenić. Cieszy go skok Kordiana, choć ważniejszy jest jego koń („niech wyparska”). Te skrajności w charakterze i zachowaniu Konstantego aktor wygrał we wszystkich scenach, nie wpadając w przesadę, odrzucając zwyczajową charakterystykę Konstantego pozbawiającą go zupełnie cech ludzkich a właśnie podkreślając rozpiętość dramatycznych sprzeczności.

Nowością w interpretacji aktorskiej jest postać Cara w wykonaniu Wojciecha Niemczyka. Nacisk padł nie na cechy bezwzględnego władcy, ale na podkreślenie cech urzędniczego satrapy, który – zwłaszcza na skutek przebrania we współczesny garnitur – przypomina dzisiejszego zimnego, bezdusznego, skrupulatnego planistę międzynarodowej biurokracji.

„Kordian” Słowackiego, nie dokończony jako trylogia, jest dramatem pełnym myślowych zagadek. Nasycony realiami obyczajowymi, historią i polityką, ma wiele planów znaczeń w akcji i wiele metaforycznych sensów w poetyckim słowie. Przedstawienie w inscenizacji i reżyserii Piotra Szczerskiego, mimo skrótów, ocaliło czy może lepiej – uwydatniło to, co w dramacie Juliusza Słowackiego najistotniejsze: ukazanie samotności ludzi idei, uwydatnienie interesowności, kunktatorstwa, opieszałości i tchórzostwa przywódców, zwrócenie uwagi na niedojrzałość polityczną ogółu obywateli, których wszystkich Piotr Szczerski umieścił nie w przenośni a dosłownie w „szpitalu wariatów”. Bo – jedni są „chorzy na polskość” a niezdolni do czynu, drudzy kryją swoje poglądy w słowach, aluzjach, kalamburach, pieśniach; niemała część należy do pogodzonych ze statusem quo jako nieodpowiedzialni, pazerni, wygodni.

Wyeksponowanie tego planu to wielka zasługa Piotra Szczerskiego jako inscenizatora i reżysera przedstawienia. Tak skomponowana całość stała się ostrym gryzącym pamfletem czasów historycznych i dnia dzisiejszego. Publiczność kielecka śledzi przedstawienie w milczeniu. Po zakończeniu przedstawienia zapada przejmująca cisza. A po tej ciszy zrywają się spontaniczne i długo nie milknące oklaski.

Bo przedstawienie „Kordiana” w Teatrze im. Stefana Żeromskiego jest przedstawieniem wstrząsającym. Wstrząsającym – przez oddanie prawdy historycznej i przez swoją dzisiejszą aktualność – pośród szatańskich dygnitarzy, których ślamazarność, nieodpowiedzialność, nieudolność można klasyfikować jako świadome szkodnictwo. Wyraźne, gdy porównać dwudziestoletnie osiągnięcia II i III Rzeczpospolitej choćby wedle tylko podsumowania z ostatniej książki wybitnego historyka Stanisława Kutrzeby „Polska Odrodzona”.

 

Bożena Frankowska

Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach: „Kordian” Juliusza Słowackiego.

Inscenizacja i reżyseria: Piotr Szczerski. Muzyka: Zygmunt Konieczny. Scenografia: Jerzy Sitarz. Współpraca scenograficzna: Iwona Jamka i Tomasz Smolarczyk. Wizualizacje: Michał Jankowski i Przemysław Brynkiewicz. Reżyseria świateł: Damian Pawella. Wykorzystanie projekcji filmowej: fragmenty filmu „Pre Mortem” Konrada Łęckiego. Przygotowanie wokalne: Beata Wojciechowska i Łukasz Mazur.

Premiera 3 maja 2015.

Program przedstawienia pod redakcją Jerzego Sitarza z zespołem (Paulina Drozdowska, Marta Rytel-Kuc, Piotr Szczerski).

Przedstawienie zgłoszone do udziału w „Konkursie na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka Żywa”, zorganizowanego przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Instytut Teatralny imienia Zbigniewa Raszewskiego dla uczczenia 250 rocznicy założenia (1765) przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego teatru narodowego w Polsce – stałego, zawodowego, publicznie dostępnego, grającego po polsku.

Dodaj komentarz