LETNIE OSY KĄSAJĄ NAS NAWET W LISTOPADZIE

Ostentacyjnie długi tytuł okazuje się refrenem dramatu, który zawiera swego rodzaju przestrogę: Nie ma ucieczki przed zapłatą, złe uczynki (jak kto woli: grzechy) zostaną policzone, nie jesteś bez winy, każda/każdy dokłada swoją cząstkę do zbliżającej się apokalipsy. Pozornie zabawny dramat, komedia (bo krew się nie leje), w której dochodzi do krótkiego spięcia między przyjaciółmi i w małżeństwie o solidnym już stażu, niesie ze sobą głębokie treści, staje się obrazem naszych czasów przesilenia i naszego świata wewnętrznego, demonstracyjnym pokazem osobności każdego człowieka i bez szans na porozumienie z tym drugim.

Wyrypajew jest pisarzem i reżyserem wyjątkowym, buduje swój obraz świata, operuje słowami jak lancentem, nie szuka łatwych rozwiązań. Ukazuje okrucieństwo świata, bezradność ludzi i daremność poszukiwania wyjścia z pułapki, jaką stanowi życie z nieuchronną przegraną na końcu. Mało to krzepiące, ale może dlatego tak silnie przestrzega przez życiem bezrefleksyjnym, z dnia na dzień, pozbawionym moralnej kotwicy.

 

Letnie osy to sztuka wybitna, skonstruowana z wyczuciem muzycznej frazy, o zmiennych rytmach i spiralnej konstrukcji, która powraca do tych samych punktów, ale niczego nie rozstrzyga. Początek jest banalny jak codzienność – Robert (Witold Dębicki), mąż Sary (Katarzyna Herman) pyta, jak to możliwe, że jego brat Markus, w ubiegły poniedziałek był jednocześnie u nich w domu i w domu ich przyjaciół Donalda (Zdzisław Wardejn). Przy czym Donald upiera się, że Markus był u niego, a Sara nie zamierza ustąpić. Wygląda na to, że jesteśmy świadkami małżeńskiego nieporozumienia, że zazdrosny mąż bada lojalność żony. Ale to dopiero początek, chociaż pytanie, gdzie był Markus nie zostanie rozstrzygnięte. Ważniejsze jednak pozostaje pytanie, gdzie byli bohaterowie sztuki, gdzie my byliśmy, że letnie osy nie mogą nam dać spokoju.

Półtorej godziny gęstej od znaczeń, czasem ironicznej, a nawet groteskowej konwersacji trzyma widza w napięciu, kierując uwagę na najważniejsze pytania o sens egzystencji i szanse wspólnego życia. Aktorzy idą za tekstem Wyrypajewa, doskonale stawiają akcenty, tworzą postacie ludzi zagubionych w bezładzie świata, nadając poszukiwaniom tego sensu wymiar tragedii losu. A pytania unosimy do domu.

 

Tomasz Miłkowski

 

LETNIE OSY KĄSAJĄ NAS NAWET W LISTOPADZIE Iwana Wyrypajewa, tłum. Agnieszka Lubomira Piotrowska, reż. Wojciech Urbański, scenografia i kostiumy Anna Tomczyńska, reż. światła Ewa Garniec, muz. Dominik Strycharski, Teatr Dramatyczny, Scena na Woli, prapremiera polska 24 kwietnia 2015

 

Dodaj komentarz