Dyrektor konkursowy

Historia sporów o konkursy dyrektorskie jest długa. Najgłośniejszy był spór o brak konkursu, bez którego na szefa koncernu teatralnego w Warszawie (Teatr Dramatyczny – Na Woli – Laboratorium Dramatu) został powołany przez ratusz Tadeusz Słobodzianek. Został powołany, bo mógł być. Ustawa zawiera furtkę dla władzy, którą może zawsze uchylić i powołać dyrektora bez konkursu, podobnie jak z wyników konkursu nie musi korzystać. Po co więc ta cała zabawa w kotka i myszkę? – na marginesie „afery toruńskiej” pyta Tomasz Miłkowski w Trybunie.

W Toruniu zawrzało. Marszałek województwa kujawsko-pomorskiego unieważnił konkurs na stanowisko dyrektora Teatru im. Wilama Horzycy, który wygrał Romuald Wicza-Pokojski.

Komisja konkursowa, w skład której wchodzili kompetentni przedstawiciele środowiska teatralnego (m.in. Jerzy Satanowski, Paweł Szkotak, Dorota Buchwald, szefowa Instytutu Teatralnego) zarekomendowała jego kandydaturę niemal jednogłośnie stosunkiem głosów 8:1. Wydawało się więc, że nominacja Pokojskiego będzie już tylko formalnością.

 

Tak się jednak nie stało. Urząd marszałkowski wydał komunikat, że inaczej sobie wyobrażał miejsce tego teatru, jego misję i przyszłość. Dokładnie, ustami swej rzeczniczki, stwierdził: „Przedstawiona przez osobę rekomendowaną koncepcja nie odzwierciedla oczekiwań samorządowych władz województwa co do misji i repertuaru jedynej prowadzonej przez samorząd województwa sceny dramatycznej”. Jakie to oczekiwanie, tego nie wyjaśniono. Ponieważ za dwa miesiące kończy się kontrakt wieloletniej dyrektorki teatru Jadwigi Oleradzkiej, zespół znalazł się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Program teatru w najbliższym sezonie stanął pod znakiem zapytania.

Rozhulała się fala protestów, listy jeden za drugim płyną do Urzędu z wyrazami oburzenia i niepokoju, a urząd milczy, bo, co wiedział, to powiedział. Zaprotestowały wszystkie organizacje i stowarzyszenia teatralne, nawet tak zacne instytucje jak katedry teatrologiczne, zorganizowano debaty, powstała nawet strona internetowa „Teatr jest nasz”. Z apelem do minister Małgorzaty Omilanowskiej, aby położyła kres tej niesmacznej awanturze i podobnym praktykom w przyszłości, zwróciła się grupa przedstawicieli środowiska teatralnego z całego kraju

Nie wiem, jak się to skończy, ale najprawdopodobniej jak zawsze, czyli protesty nie odniosą oczekiwanego skutku. Władza musiałaby się wycofać, a przecież tego najbardziej nie lubi. Zwłaszcza, że nie wszyscy są wielbicielami wyłonionego kandydata. Kim jest zatem Pokojski [na zdjęciu]?

Skończył Wydział Wiedzy o Teatrze Akademii Teatralnej, prowadził teatr offowy w Toruniu (Teatr Wiczy), teraz jest dyrektorem gdańskiego Teatru Lalek Miniatura (przedłużono z nim kontrakt rok temu z pewnym ociąganiem) [błąd, nazwa teatru brzmi: Miejski Teatr Miniatura – przyp. e-teatr], nie ma formalnego wykształcenia reżyserskiego, co jest powodem dystansu okazywanego jego kandydaturze ze strony przewodniczącego Sekcji Reżyserów ZASP, Andrzeja Pawłowskiego. ZASP jednak zaprotestował przeciwko unieważnieniu konkursu. Nawet nie do końca przekonany do samego kandydata, zaprotestował przeciw praktyce lekceważenia wyników pracy komisji.

Historia sporów o konkursy dyrektorskie jest długa. Najgłośniejszy był spór o brak konkursu, bez którego na szefa koncernu teatralnego w Warszawie (Teatr Dramatyczny – Na Woli – Laboratorium Dramatu) został powołany przez ratusz Tadeusz Słobodzianek. Został powołany, bo mógł być. Ustawa zawiera furtkę dla władzy, którą może zawsze uchylić i powołać dyrektora bez konkursu, podobnie jak z wyników konkursu nie musi korzystać. Po co więc ta cała zabawa w kotka i myszkę?

Maciej Prus, wybitny reżyser, a ongiś także dyrektor teatru, nie jest wielbicielem konkursów. Uważa, że drzewiej bywało lepiej: najpierw ktoś zostawał dyrektorem na głębokiej prowincji, jeśli się sprawdzał, obejmował dyrekcję w większym mieście, a na koniec rządził w Warszawie albo Krakowie. Prezes ZASP Olgierd Łukaszewicz jest zwolennikiem konkursów, organizacja aktorska chce mnie mieć realny wpływ, kto będzie kształtował oblicze polskiego teatru, ale dostrzega wadę w systemie, który pozwala wyniki konkursu uznać lub nie. Tak jak jest – zdanie władzy zawsze na wierzchu. Jeśli chce mieć konkursowe alibi, to konkurs ogłasza. Wynik jej się podoba, to go akceptuje. Albo na odwrót. Żyć nie umierać.

 

Dodaj komentarz