HENRYK BIENIEWSKI. Portret krytyka

Wchodzę do mieszkania. W centralnym miejscu pokoju stoi biurko, na nim stoi nieśmiertelna maszyna do pisania i urzęduje leniwy, pręgowany kot – nieodłączny towarzysz swego pana w chwilach weny twórczej. Moją uwagę przyciąga niesamowita ilość książek. Większość z nich to literatura dramatyczna, wszystkie numery ,,Dialogu” od 1956 roku, pozostałe półki zajmują pozycje ,,wokół teatru”.Osobne miejsce w pokaźnej, domowej bibliotece wypełniają książki o Powstaniu Warszawskim. Pokaż mi swoje księgozbiory, a powiem Ci, kim jesteś. Księgozbiór Henryka Bieniewskiego znakomicie charakteryzuje jego właściciela, któremu pozazdrościć można kondycji intelektualnej, przedwojennej klasy, skromności i ogromnej wiedzy, ale także doskonałej orientacji w bieżącym życiu teatralnym.

We wstępie do jednej ze swoich książek napisał: ,,Magiczny świat teatru […] może wypełnić nie tylko jeden wieczór, ale może stać się siłą przewodnią na długie lata”1. Z całą pewnością potwierdza tę tezę swoim życiem. [Na zdj. pierwszy z lewej podczas uroczystości wręczenia Nagrody im. StefanaTreugutta]

 

Henryk Bieniewski urodził się w Warszawie 21 kwietnia 1925 roku. Jego matka, z pochodzenia Rosjanka, była lekarzem, ojciec inżynier, pochodzący z drobnej kresowej szlachty – pracował przed wojną w Ministerstwie Spraw Wojskowych, w czasie Powstania został rozstrzelony przez Niemców. Już z domu przyszły wybitny krytyk i człowiek teatru wyniósł zamiłowanie do sztuki.

W 1943 roku, ukończywszy szkołę średnią na tajnych kompletach, zdał maturę i wstąpił w szeregi Armii Krajowej. Przyjął pseudonim ,,Heniek”. W czasie Powstania walczył w Kompanii ,,Grażyna” w Zgrupowaniu „Harnaś” w Śródmieściu i na Przyczółku Czerniakowskim. Przeżył dzięki dramatycznemu przepłynięciu Wisły w nocy z 23 na 24 września 1944 roku. Po wojnie, inwigilowany przez SB za działalność w AK, imał się różnych prac zarobkowych: był korektorem w ,,Ekspresie Poznańskim”, do którego zaczął także wkrótce pisać krótkie recenzje, pracował w Wojewódzkim Urzędzie Kontroli Prasy, a nawet…. grał w teatrze marionetek. Z pewnością miało to duży wpływ na wybór jego późniejszej drogi, na pisanie o teatrze.

,,Każde doświadczenie teatralne później się bilansuje. Później w jakiś sposób się z tego czerpie, człowiek otrzaskuje się z fikcją sceniczną. Nawet jak pani pójdzie i na początek zostanie garderobianą, to posłucha pani co mówią aktorzy, poczuje pani tę specyficzną teatralną atmosferę…”2

W 1950 roku na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu ukończył polonistykę. Bakcylem teatru zarazili go także tamtejsi profesorowie – profesor Szweykowski i profesor Polak.

O przyszłej karierze Bieniewskiego zaważyły także jego częste wizyty w Teatrze Polskim w Poznaniu. Teatr ten przeżywał wówczas swój rozkwit (dyrektorem był Wilam Horzyca, a kierownikiem literackim Stanisław Hebanowski, z którymi Bieniewski utrzymywał kontakt aż do ich śmierci). Na scenie Polskiego występowali wówczas również wybitni aktorzy, m.in. Adam Hanuszkiewicz.

Po ukończeniu studiów Bieniewski przez 15 lat z godną podziwu determinacją samodzielnie dokształcał się, uważając się za laika w sprawach teatru, ,,polonistę”. Zrobił sobie szczegółową listę dramatów od starożytności do współczesności do przeczytania i ,,połykał” kolejne dzieła od klasyki po awangardę.

,, Skoro pani pyta jak zostaje się krytykiem teatralnym, to powiem pani, że trzeba narzucić sobie ostry reżim. Ja narzuciłem sobie taki, choć musiałem już wtedy utrzymać żonę, która nie pracowała, studiowała.”

Następnymi ,,lekturami obowiązkowymi” przyszłego dyrektora Teatru TV były także opracowania, literatura wokół teatru.

Później z Poznania Bieniewski wyjechał do Warszawy, gdzie pracował w Państwowym Instytucie Wydawniczym – jednym z największych wydawnictw warszawskich, w redakcji literatury współczesnej. Dyrektorem PIWu był wówczas Stanisław Witold Balicki, który zaproponował Bieniewskiemu założenie tam Redakcji Teatralnej. Wtedy krytyk odnowił kontakt ze swoim studenckim kolegą z roku – Zbigniewem Raszewskim, który w Warszawie pracował w ,,Pamiętniku Teatralnym”. Dzięki temu wkrótce stworzył m.in. serię monografii aktorskich (zwanych ,,białą serią”), wydał wiele ważnych dla teatru pozycji, m.in. Polską plastykę teatralną Zenobiusza Strzeleckiego. W latach 1968-75 kierował Teatrem Telewizji, był to jeden z najlepszych okresów teatru szklanego ekranu, telewidzowie zobaczyli wtedy naprawdę wiele doskonałych przedstawień. Za jedne z najwybitniejszych wieloletni dyrektor uważa Romeo i Julię w reżyserii Jerzego Gruzy i dejmkowskich Niemców.

W latach 1975 -1981 był redaktorem naczelnym dwutygodnika ,,Teatr”. Od 1985 roku przez trzy kolejne lata prowadził popularny cykl felietonów pt. Fotel w czwartym rzędzie w 4 Programie Polskiego Radia. Dwukrotnie był dyrektorem Departamentu Teatru w Ministerstwie Kultury i Sztuki (w latach 1963-68 i 1981- 85).

,,Równocześnie nieustannie chodziłem do teatru. Ile widziałem spektakli w swoim życiu? Niemal kilka tysięcy. Chodziłem do teatru 2, 3 razy tygodniowo. Dzięki temu mogłem obserwować, jak rozwija się cały powojenny teatr polski, a jednocześnie nabierałem umiejętności przedstawień”.

Miał wówczas kontakt ze znanymi, wybitnymi krytykami teatralnymi jak Edward Csato, Konstanty Puzyna, Zygmunt Greń, Jan Paweł Gawlik, Roman Szydłowski….

,,Był to kontakt na zasadzie mistrz – uczeń w dużej mierze. Chociaż miałem 30 lat, byłem człowiekiem wchodzącym dopiero do teatralnej branży”.

Dziś Henryk Bieniewski sam uchodzi za mistrza. Jest autorem trzech książek – tomu wspomnień, z których znaczna część poświęcona jest powstańczemu etapowi w życiu, Z deszczu pod rynnę (Warszawa 2001), charakterystycznych dla jego twórczości esejów o aktorach – Sto twarzy aktora (Kielce 2004), a także najnowszej, poświęconej największej, zdaje się jego namiętności – Teatr Telewizji i jego artyści (Warszawa 2009). Warto wspomnieć, że przetłumaczył także z rosyjskiego m.in. pisma Wachtangowa pt. Poszukiwania (Warszawa 1967). Działa w AICT, jest członkiem zarządu Klubu Krytyki Teatralnej. Organizował różne inicjatywy kulturalne w kraju i za granicą, zasiadał w wielu jury.

,,Widziałem wiele wybitnych przedstawień. Kantora, począwszy od Umarłej klasy. Dejmka – Historyję o chwalebnym Zmartwychwstaniu Pańskim, jego historyczne Dziady, Grotowskiego – najbardziej interesujące z punktu widzenia procesu ich powstawania… Z czasów nam bliższych, nie można z pewnością zapomnieć o głównych spektaklach Jarockiego, Grzegorzewskiego, Szajny… W okresie PRL-u był ogromny rozkwit teatru. […]

Z podróży zagranicznych, wspominam świetne niemieckie inscenizacje Brechta, ale najbardziej utkwiło mi w pamięci ,,Na dnie” Gorkiego widziane w Moskwie w końcu lat 70. w Teatrze na Tagance. Przedstawienie przeraźliwie wołające o wolność. Publiczność doskonale odczuła, że było zapowiedzią zmian. To było głęboko poruszające przeżycie.”

Bieniewski pisze dla ,,przeciętnego” czytelnika, nie dla specjalistów, lecz po prostu miłośników teatru. Stoi na straży kultywowania pewnych tradycji, oswaja ze światem teatru. Jego książki są pisane ze swadą, barwnie, zawierają wiele anegdot, jednocześnie jednak ich autor wykazuje się erudycją i rzetelną wiedzą. Wydaje mi się, że głównym celem Bieniewskiego jest utrwalenie śladów ulotnej sztuki aktorskiej, przyświeca mu coś w rodzaju idei przekazywania ich z pokolenia na pokolenie, niczym w aktorskich rodach, o których pisze w Stu twarzach. Nie kreuje podręczników naukowych skierowanych do wąskiego grona. Zależy mu na pokazaniu pewnej uniwersalnej ciągłości.

We wspomnianym już Wstępie do Stu twarzy aktora napisał:

,,Obserwacjom i ocenom sztuki aktorskiej w jej różnych fazach i okresach poświęciłem całe swoje zawodowe życie. Przez wiele, wiele lat towarzyszyłem artystom sceny […] Opisywałem ich dokonania, cieszyłem się z ich sukcesów. Niektórzy z nich zostali moimi przyjaciółmi”3

Ceni styl gry aktorskiej wywodzący się z czasów międzywojennych, jaki reprezentowali Eichlerówna, Jaracz, Osterwa, a który kontynuowali niektórzy wielcy aktorzy po wojnie, np. Jan Świderski, Tadeusz Łomnicki, Zbigniew Zapasiewicz. Szczególnie bliskie jest mu aktorstwo charakterystyczne, gdy aktor za każdym razem przechodzi transformację, tworząc odrębne indywiduum, jest ostry, wyrazisty na scenie.

,,Oni tworzyli styl osobowy, postaci o określonej strukturze psychologicznej i określonym wyglądzie zewnętrznym, żywe, złożone, pokazywali i sylwetkę i wnętrze człowieka. […]

Aktorzy wolą negatywne postaci. Ale zawsze starają się ich bronić. Jan Świderski, z którym byłem zaprzyjaźniony, grając nawet najgorszą postać, próbował z niej wydobyć człowieczeństwo i te cechy ludzkie pokazać.

Jednocześnie Bieniewski opowiada się więc za humanizmem w teatrze, za ukazywaniem prawdy o człowieku, autentyczności. Krytycznie odnosi się do współczesnego, zbyt jego zdaniem ,,publicystycznego” teatru:

,,Jeśli chodzi o współczesny teatr – ostatniego dwudziestolecia – poszedł on w zupełnie innym kierunku. Czy to jest dobrze, czy źle – pokaże historia, ocenią go kiedyś historycy teatru, tak jak dziś oceniają teatr międzywojenny i powojenny. […] Muszę przyznać, że nie chodzę już teraz do teatru bardzo często, nie pozwala mi na to wiek. Jednak można powiedzieć, że dzisiejszy teatr charakteryzuje się znaczną dozą publicystyki, buduje spektakl wokół jakiejś publicystycznej tezy. Nie pokazuje człowieka jako takiego, uwikłanego w historię. Aktor nie buduje tu postaci, tylko przenosi pewne idee, relacjonuje myśl autora. […]

Teatr publicystyczny nie jest żadną nowością, ale uważam, że teatr ten, który koncentruje się na zagadnieniu, sprawie, a nie człowieku – stosunkowo szybko się wypali. Widownia zmęczy się problemami społeczno – politycznymi na scenie. Miarą wielkości dramaturgii jest kwestia jej przetrwania, to, czy się do niej wraca. Dramaturgia ,,doraźna” bardzo szybko pójdzie w zapomnienie. Co nie znaczy, że nie powstają i dziś wielkie utwory dramatyczne – np. w literaturze amerykańskiej […]
Wydaje mi się, że teatr powróci do swojego zasadniczego nurtu. Weźmie na warsztat wielką dramaturgię światową i
wróci do zainteresowania aktorem, który jest w nim główną postacią. Była epoka reżyserów, scenografów. Myślę, że nastąpi restauracja wybitnego aktorstwa typu psychologicznego.”

I dodaje:

Podstawą dramaturgii jest dialog, rozmowa. We współczesnym teatrze dominują monologi.

Jest dość konserwatywny w swoich gustach, jest tradycjonalistą:

,,Ostatnio podobały mi się dwa spektakle w Teatrze Polskim, który teraz różnie sobie radzi – Moliera i Claudela – obmyślane w szczegółach, pięknie poprowadzone aktorsko, a także wieczór poświęcony twórczości Wisławy Szymborskiej.”

Pytany o ,,dekalog krytyka teatralnego”, o zadania, jakie stoją dziś przed krytyką odpowiada:

,,Każde młode pokolenie uważa, że obala to, co było, i buduje coś zupełnie nowego, nie ma poczucia ciągłości. Tymczasem wszystko już było. Szekspir grany we współczesnych strojach pojawił się mniej więcej sto lat temu (we frakach i długich sukniach). Krytyk musi sobie zdawać z tego sprawę. Musi mieć dystans wobec odkryć, nowości w teatrze, skalę porównawczą. Musi też znać się trochę na psychologii ludzkiej, estetyce, filozofii i wreszcie mieć cierpliwość – oglądać możliwie jak najwięcej przedstawień, a po nich robić notatki. Mogą się bardzo przydać w przyszłości. […]

I wreszcie najważniejsze jest, żeby krytyk teatralny lubił teatr. Żeby szedł z nadzieją, że zobaczy dobre przedstawienie. Są krytycy, którzy na wszystko, co zobaczą, wybrzydzają […] Jednym słowem, jak ktoś nie lubi teatru, niech się nie zabiera za krytykę…”.

Zuzanna Liszewska

H. Bieniewski, Sto twarzy aktora, Kielce 2004, Wstęp.

Ten i pozostałe cytaty zaznaczone kursywą są wypowiedziami H.Bieniewskiego, pochodzącymi z rozmowy z nim

autorki, przeprowadzonej 4 stycznia 2013 roku; nagranie w prywatnych zbiorach autorki.

H. Bieniewski, op.cit.

Praca semestralna powstała pod kierunjkiem Tomasz Milkowskiego, Wydizal Wiedzy o Teatrze, kurs pisania o teatrze

1

2

3

Dodaj komentarz