Dyrektor Henryk Bieniewski

Pamiętam jego rumianą twarz i sympatyczny uśmiech. Witał każdego w swoim gabinecie dyrektorskim telewizji polskiej jakby mu to sprawiało przyjemność i satysfakcję. Przychodziło się do niego jak w odwiedziny do dobrego i życzliwego znajomego.

 

Przymierzałem się do Mieszczanina szlachcicem. Wiadomo było, że to dla Kobieli. Ale z Kobielą nie było łatwo. Najpierw musiał wiedzieć, czy pan Jourdin to dużo tekstu. Mówiłem, że skrócę. Zresztą pan Jourdin powtarza wszystko za innymi. Aha, to dobrze. Będę tylko powtarzał. Zgoda. Uzgadniam z dyrektorem termin realizacji. Dostosowujemy go do zajętości głównego aktora. Żmudnie uzgadniamy to z innymi, bo tam jest plejada gwiazd: Gołas, Rudzki, Krafftówna, Zawadzka, Pawlik… Kilkakrotnie odwiedzam pana Henryka w tej sprawie… Wszystko dla sztuki. Wreszcie mamy termin.

Po czym okazuje się, że Kobiela w tym czasie występuje u Wojewódki w Ameryce. Od początku „apiać” z dyrektorem nasiadówki. Ale ciągle z życzliwością i uśmiechem. Na szczęście udało się.

Warto było.

 

Jerzy Gruza

Dodaj komentarz