Naznaczeni

Dziwny zbieg teatralnych okoliczności… „Morfina”, spektakl Teatru Śląskiego im. S. Wyspiańskiego z Katowic zaprezentował się na tegorocznych 35 Warszawskich Spotkaniach Teatralnych. Następnego dnia TVP Kultura przedstawiła inscenizację „Broniewski” Teatru Wybrzeże z Gdańska.

 

Dziwny zbieg okoliczności, pomyślałam, bo oba te spektakle splatają się w dwugłos o Polsce, polskości, determinacji narodowej, losie pokoleń ojców i dziadów, których doświadczenia oddziałują na ich potomków.

 

BOHATER 1

Spektakl „Morfina”, w reżyserii Eweliny Marciniak, powstał na kanwie powieści Szczepana Twardocha pod tym samym tytułem.

Opowiada historię Konstantego Willemanna. Urodził się na długo przed II wojna światową, z ojca Niemca, matki Ślązaczki, ale czującej się Polką, która opuszcza Śląsk wraz z synem, wówczas chłopcem, i osiada w Warszawie.

W tym mieście Kostek dorasta, z tym miastem wiąże swoje życie. Żeni się, zostaje ojcem. Ale nie dba o rodzinę. Pędzi życie hedonisty, pełne barwnych lokali, kobiet, alkoholu, narkotycznego haju.

Willemann nie zastanawia się kim jest Niemcem, Ślązakiem, Polakiem? Zresztą jego żona wzięła na siebie odwieczną rolę polskiej matki-cierpiętnicy, dołączając do długiego szeregu matek-Polek, poświęcających swój żywot rodzinie, ojczyźnie, Bogu…

A Kostek chce spędzić życie, tak jak lubi, wycisnąć z niego co najlepsze…

BOHATER 2

Spektakl „Broniewski”, wyreżyserował Adam Orzechowski na podstawie dramatu Radosława Paczochy. Opowiada życie Władysława Broniewskiego, poety, urodzonego na Mazowszu, w Płocku. W polskiej rodzinie o szlacheckich i patriotycznych tradycjach. Władek jest Polakiem, patriotą, gdy ojczyzna wzywa, wyrusza z Legionami marszałka Piłsudskiego na wojnę polsko-bolszewicką. Wraca z niej z krzyżem Virtuti Militari. Umie pić wódkę, lubi kobiety i ma pewność, że jego powołaniem jest poezja. Jej chce się ofiarować. Poza tym jest socjalistą, wierzy w sprawiedliwość społeczną, wierzy w wolność, równość, braterstwo…

***

Powie ktoś, jak można porównywać te dwie postaci? Jak można zestawiać bohatera literackiego, fikcyjnego z postacią historyczną?

A przecież Kostek, mimo iż jest bohaterem dzieła literackiego, został zapewne ulepiony z losów, z charakterów autentycznych ludzi.

Zarazem osadzenie jego życia w konkretnym czasie, skonfrontowanie z wydarzeniami historycznymi Śląska, Warszawy, Polski, sprawia, że jego historia przestaje być jednostkowa nabiera rysu ogólnego, symbolicznego, staje się alegorią losu człowieka zrodzonego w kraju nad Wisłą…

Podobnie z rzecz ma się z Broniewskim. Jest postacią historyczną – zgoda, ale przeniesienie jego losu w dramat, w spektakl teatralny, sprawia, że staje się bohaterem literackim. Podobnie jak w przypadku Kostka, jego los jednostkowy staje się opowieścią o losach pewnego pokolenia.

BOHATER1

Wybucha druga wojna światowa. Kostek nie chce się angażować w walkę, w podziemną działalność, w tajne misje. Nie chce deklarować: jestem Polakiem, Ślązakiem, jestem patriotą… Chce żyć jak lubi, na własnych warunkach. Łudzi się, że mu się to uda… Wierzy, że kieruje swoim życiem. Dlatego lawiruje między kobietami, między udawanym zaangażowaniem w sprawę, między narodowościami. Ten złoty chłopiec – w spektaklu co pewien czas sypie się złoty proszek jako symbol, nie tylko narkotyku, także jako beztroskiej egzystencji Kostka – nie ustrzeże się kół historii. Porwą go w swoje tryby. Będą zagarniać, mleć, miażdżyć. Bez względu na to kim się określi – Polakiem, Ślązakiem, Niemcem… Jego rozdzierający wrzask: „Ich bin Deutsche!”, jest wołaniem człowieka, który tonie…

BOHATER 2

Władek znów zostanie żołnierzem. Jego też zagraną tryby historii. Życie strzaskane przez drugą wojnę światową, nie sklei się. Ideały pierwszego państwa sprawiedliwości społecznej, na którego wzór będą stroić powojenną Polskę, szybko zaczną się rozpadać. Tylko alkohol może uśmierzyć ból rozczarowania. Dać złudne poczucie panowania nad własnym życiem. Nawet poezja zostanie mu wydarta. Broniewski, łudząc się, że jest jego tarczą, obraca ją przeciw sobie. Na żądanie komunistycznych władców, pisze wierszem za wierszem, poemat za poematem, dytyramb za dytyrambem. Myśli, że się wykupi… Że zostawią go w spokoju… Ale oni żądają coraz więcej i więcej… W spektaklu obrazuje to przejmująca scena tzw. ścieżki zdrowia (w PRL tworzyli ją milicjanci). Poeta przebiega wśród szpaleru po dwóch stronach ustawionych osób, które jakby biczując go czerwonymi chorągiewkami, skandują żądania kolejnych utworów ku czci, ku chwale, ku pamięci…

Władek już nie panuje nad własnym życiem. Pije. Tylko po alkoholu, wierzy, że jeszcze trzyma je w garści. Dlatego pije coraz więcej, coraz częściej, bez przerwy…

***

Oba spektakle zrealizowane zostały w zbliżonej stylistyce. Opowiadane poprzez niby luźno związane ze sobą obrazy. Rozgrywają się na dużej przestrzeni, niemal bez rekwizytów, lub z niewielką ich liczbą, niemal bez kostiumów lub z zaznaczeniem niezbędnych, by określić postać, jej charakter, umiejscowić w czasie.

Tyle że mają inny rytm. „Morfina” wsparta muzyką i wokalami, jak z przedwojennych tingel-tanglów, jest gwałtowna, gorąca, nasączona seksualnością i sensualnością, jak życie Kostka. Narracja wybiega wprzód, by za chwilę wrócić do przeszłości. Bohaterowie, grani początkowo z groteskowym przerysowaniem, w miarę rozwijania się opowieści zbliżają się ku pewnej rodzajowości, nie porzucając jednak wyrazistości interpretacji. Ten zabieg podkreśla pękanie życia głównego bohatera, rozpad jego świata, i świata w ogóle, aż po gwałtowną ciemność, znacząca tyle, co – dokonało się!

*

W „Broniewskim” opowieść prowadzona jest niemal chronologicznie, linearnie, w sposób przywodzący na myśl spektakle rapsodyczne. Na deskach sceny, jak dywan, rozpięty jest wielki krzyż Virtuti Military z jednym strzaskanym ramieniem i z – niemal bez przerwy – obracającą się jego środkowa częścią. Ten ruch ma być zapewne symbolem toczącego się koła historii, karuzelą życia, a pęknięte ramię odznaczenia, przyznawanego za bohaterstwo, zdeptanymi ideałami młodości…

Siłą obu spektakli, „Morfiny” i „Broniewskiego”, jest kunszt aktorski. Szczególne wyróżnienie w „Morfinie” należy się Violetcie Smolińskiej za rolę Matki, a także Annie Kadulskiej za Helę.

W „Broniewskim” kreacjami aktorskimi są oba wcielenia Władka – Michała Jarosa (Broniewski młodszy) i Roberta Ninkiewicza (Broniewski starszy).

„Morfina” i „Broniewski” to spektakle zrealizowane konsekwentnie, świadomie, żarliwie.

Dwie gorzkie opowieści o polskim losie…

Grażyna Korzeniowska

Dodaj komentarz