KSIĄŻKA AKTORKI DO CZYTANIA „NA WYRYWKI”

Anna Lutosławska, wybitna aktorka krakowska i wrocławska, zawsze zajmowała się także wieloma innymi dziedzinami działalności. Była pedagogiem w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie. Brała udział w jury rozmaitych konkursów recytatorskich dla młodzieży. Udzielała się w pracy charytatywnej. Interesowała się fotografią. Ale przede wszystkim malowała akwarele i pisała książki.

W literaturze ma już pokaźny dorobek. Nie trafiłam na wiersze, ale czytałam dramaty i prozę. Ostatnio nawet recenzowałam jej wspomnienia pt. „Moje skojarzenia zapisane w brulionie”, wydane przez Wydawnictwo WAM (Kraków 2014). W 2015 roku wydawnictwo WAM opublikowało jej „NIE-dyskretnie prawdziwe historie”. Są to opowieści różnych ludzi – bliskich, kolegów z pracy w teatrze, telewizji czy filmie, przyjaciół, znajomych i przypadkowospotkanych nieznajomych. Były opowiadane głośno lub w cichych zwierzeniach. Czasem są „z drugiej ręki” relacjonowane przez innych. Bywały zasłyszane przypadkiem albo niedyskretnie podsłuchane.

 

Ojciec Jacek S. Siepsiak J S napisał do książki „Kilka słów tytułem wstępu”. Zebrane teksty nazwał „przypowieściami”. A przypowieści to albo przysłowia czy sentencje, albo dydaktyczne bajki zwierzęce, albo parabole, a więc krótkie utwory narracyjne o pouczającej treści. Ale zastrzegł, że przypowieści nie są instrukcjami, przepisami, wskazówkami postępowania. Ich zadaniem jest ukazać jakąś sytuację czy zdarzenie (dobre lub złe, przynoszące szczęście i zadowolenie lub niepowodzenie i tragedię) i przy ich obrazowej pomocy wyłożyć jakąś ogólną prawdę moralną. Czasem także religijną jak w Biblii – Księga przysłów w Starym Testamencie przypisywana Salomonowi czy w Nowym Testamencie przypowieści o synu marnotrawnym czy bogaczu i Łazarzu. Jej zadaniem jest uruchomić nasze uczucie i myśl, serce i rozum. A potem wpłynąć na nasze decyzje i zachowanie w różnych dziedzinach życia – na stosunek do rodziny i bliskich, do świata, Boga i ludzi, do kraju ojczystego, jego bohaterów, historii, kultury, tradycji…

„Przypowieści” Anny Lutosławskiej-Jaworskiej jest 46, wydrukowanych na 145 stronach książki małego i poręcznego formatu, do czytania w każdych warunkach – w domu, w autobusie czy tramwaju, w metrze i w pociągu, w oczekiwaniu w kolejce i na plaży…

Tłem opowieści o życiu codziennym ludzi jest w tych przypowieściach bardzo często historia, Międzywojenne Dwudziestolecie, okres II wojny światowej i okupacji, czas powojenny i obecne dzisiaj. Miejscem opowieści bywa dom rodzinny Autorki, kawiarnia w Krakowie, Londynie czy Wrocławiu, miejsce przed planem filmowym czy telewizyjnym, restauracja w pociągu i teatralna garderoba. Bohaterami lub narratorami bywa młodzież i dorośli, kobiety i mężczyźni, panny, mężatki, wdowy, kawalerowie i mężowie, osoby rozwiedzione i zakochani…. Akcja opowieści rozgrywa się we dworach szlacheckich i w mieszczańskich kamienicach, na wsi i w nowych miejskich osiedlach, w Polsce, w Stanach Zjednoczonych, w Wielkiej Brytanii, Związku Radzieckim, w Krakowie, Londynie, Nowym Jorku, Wrocławiu, zagarniając Lenino, Lwów, Syberię i Walię. Ale głównie dotyczący losów Polaków i Żydów, choć bywa, że czasem charakteryzuje Anglików, Francuzów, Niemców, Rosjan, Ukraińców, mieszkańców Algierii i Maroka.

Historie są dramatyczne, smutne i tragiczne, wesołe i zabawne, czasem wyraźnie pouczające z nutką moralizowania. Najwięcej dotyczy spraw serca i zmysłów, brawurowych miłosnych podbojów, miłości po grób, perypetii męsko-damskich, zdrad i rozwodów powodujących rany dorosłych i wielkie żale dziecięcych serc opuszczonych przez matkę lub ojca. Ale bywają historie ułożone przez II wojnę światową, wywózkę w głąb Rosji lub do niemieckich obozów koncentracyjnych, Powstanie Warszawskie, powojenną tułaczkę.

Są tu opowieści o wielkiej miłości mężczyzny do kobiety „na zawsze” („Nie popłyniesz”). I o kochających się trójkątach powstałych ze zrządzenia losu („Jędrek”).

Są opowieści o losie Żydów podczas wojny („Brat”,Ślub”) i honorowych (czy „dobrych”) niemieckich gestapowcach, jak zdarzenie pani Eweliny w parku dworskim rozpoznanej jako ukrywająca się Żydówka po kształcie ucha („W parku dworskim”), albo o cwanych niemieckich wykorzystywaczach kobiet i dorobkiewiczach („Olejny obraz” – Nimfy i Satyra). Ale są też relacje o dramatycznych przejściach wojennych dzieci, których tragiczne ślady pozostały na całe życie („Po „Kredowym kole”), relacje o przeżyciach Polaków zesłanych na Syberię, przejściach wojennych i polach bitewnych, ponad które wybija się znana ocena zwykłych Rosjan: „(…) wiele razy przekonałam się o życzliwości Rosjan. Pomagali. Wszędzie są dobrzy ludzie. Na szczęście.” („Pani Helenka” – Helenka Figura, urodzona w 1923 roku we wsi Horodyska, mieszkająca w Złoczowie pod Tarnopolem, skąd została wywieziona na Syberię a potem z I. Polską Dywizją im. Tadeusza Kościuszki brała udział w bitwie pod Lenino, gdzie została ranna).

Niektóre mówią o niespodziewanych dla otoczenia ludzkich decyzjach, co trudne są nie tylko ze względu na własne dalsze życie, ale także przekreślają nadzieje bliskich i kochających („Dyplom”). Są tam opowieści o przypadkach losowych, jak niepodziewane uratowanie w Ostrawie słowackiego aktora Vila Zaborskiego z „Narodnego divadla” z Bratysławy przez obecnego na przedstawieniu studenta medycyny z Nigerii – „On jeden podczas przedstawienia zorientował się, że aktor nie gra już roli, a ma zawał” („Vilo Zaborsky”).

Są tu opowieści o egoistach, o ludziach nieżyczliwych innym, złym „z natury” („Na jednym rowerze?”), których nawrócenie przyjmuje się jak jeszcze jedną złą intencję pod adresem żyjących („Wdowa w dużym dworze”). I są opowieści o niespodziewanych ocenach charakteru dziewcząt przez młodych mężczyzn, jak wybór kulawej a mądrej i dobrej Meli przez Krzysztofa „marynarza słodkich wód” („Jedna pąsowa róża”) i dziwne charaktery nie umiejące zrozumieć drugiego i przebaczać, jak w opowieści o wiernym Zbyszku z Powstania Warszawskiego w „Dwa razy „Batorym”.

Anna Lutosławska opowiadając życiowe przygody dzieci, kobiet i mężczyzn, najczęściej staje po stronie dzieci i kobiet, najsilniej oskarża mężczyzn. Ukazuje ich nierozwagę i lekkomyślność („Obietnica”), egoizm i wygodnictwo. „On – urzędnik bankowy, wysportowany, zainteresowany zawodami, „typowy Anglik, dosyć zamknięty, dobrze wychowany, wdaje się człowiekiem chłodnym”. Wyraża zgodę na adopcję dziecka z Polski pod warunkiem, że będzie to chłopiec i już odchowany. Żona, polska pianistka, spełnia wszystkie warunki. A potem dowiaduje się, że mąż cofa decyzję w ostatniej chwili „Jak tu będzie to dziecko, to się wyprowadzam. Chowaj je sama. Na mnie nie licz”. Żona rezygnuje z adopcji sieroty o imieniu Jurek. Zapewne z życiowych powodów zostaje przy mężu, który – widać to jak na dłoni – kocha tylko siebie, swój spokój i wygodę, a starania adopcyjne traktuje jak baśniowe opowieści skoro w porę nie ujawnia swego stanowiska. („Dziecko z Polski”).

Ale kobietom też niczego złego nie brakuje. Jedna wyżej ceni duże mieszkanie i lekceważy prośby o wspólne dziecko dla rodziny – kochanka, przyjaciela, niemal męża i dwóch chłopców jak braci Wiktora i Witka – po niewczasie żałuje („Miasto nad rzeką”). Inna grzeszy głupotą, nierozwagą i wścibstwem, które powoduje ucieczkę sieroty z domu przybranych rodziców („Po „Kredowym kole”), jeszcze inna zdradza kochającego ją męża a wspaniałego ojca dla ich córki („Gosia gra na skrzypcach”).

Ale dostrzega też związki małżeńskie, w których i przybrana matka, i przybrany ojciec potrafią pokochać i dbać o adaptowane dziecko innej narodowości jak o własne („Rok w Anglii”).

Na mnie największe wrażenie wywarły opowieści „Po „Kredowym kole”, „Dziadek Mróz”, „Komórka”.

Opowiadał kiedyś aktor Jan Plewako, mistrz teatru lalki, przedmiotu i formy, że w czasach PRL u sugerowano aktorom rozdającym gwiazdkowe prezenty (od 6 grudnia do 6 stycznia), by przedstawiali się jako Dziadek Mróz. Na nic jednak zdały się państwowe zabiegi anty-Mikołajowe. Na pytanie Dziadka Mroza: kto ja jestem? dzieci zawsze zgodnym chórem odkrzykiwały: Święty Mikołaj. Ta opowieść jest żartem wobec tragedii sierocych dzieci, które w Telewizji Polskiej obdarowano prezentami przed audycją „ na żywo”, a po audycji wydzierano im prezenty i krwawiono serca.

Potem trzeba przeczytać opowieści wzruszające („Gogo numer 1”, „Kuzyn”, „Marlena”, „Cnota”), smutne („Magda z jasnym warkoczem”) i rozśmieszające („Dwa opowiadania na jednym spotkaniu towarzyskim”, „Koncert w Wiedniu”, „Szajna” „Osobiste, „Myśli pana Eustachego”), opisy zdarzeń i przypadków z dalszym dobrym ciągiem („Wyspa Raj”, „Gumka do włosów”, „W starym kalendarzyku”, „Gosia gra na skrzypcach”), czasem zakończeniem przypadkowym („InterCity”, „Trzy piwka” ) lub zrodzonym z żartu („Dobry żart?”). Niemal każda przypowieść budzi refleksje. W dodatku refleksje niejednoznaczne, sprzeczne, trudne.

A po przeczytaniu książkę zacząć trzeba od początku albo – „na wyrywki”. Stron 146.

Bożena Frankowska

 

Anna Lutosławska-Jaworska „NIEdyskretnie prawdziwe historie”, Wydawnictwo WAM, Kraków 2015. Na tylnej okładce podziękowanie: „Zebrałam tutaj prawdziwe historie z różnych czasów, miast, a nawet krajów. Oczywiście zmieniłam imiona bohaterów. Dziękuję tym wszystkim, którzy zechcieli powierzyć mi swoje tajemnice życia… Anna [Luosławska-Jaworska].

 

Dodaj komentarz