TATO

Kameralny spektakl krakowskiej Bagateli, Tato w reżyserii Małgorzaty Bogajewskiej dobrze się wpisał w program zakończonych niedawno Warszawskim Spotkań Teatralnych. Publiczność oklaskiwała przedstawienie gorąco.

Sztuka Artura Pałygi powstała na zamówienie lubelskiej Sceny in Vitro. Początkowo jednak nosiła tytuł Ojcze nasz i pod takim tytułem została opublikowana w grudniowym numerze „Dialogu” w roku 2008. Ale już rok później Łukasz Witt-Michałowski, wystawiając sztukę Pałygi użył nazwy Ostatni taki ojciec, a Małgorzata Bogajewska poszła w inną stronę, ocieplając dramat tytułem Tato. Znamienne przesunięcia znaczeń – od tytułu nawiązującego do jednej z najważniejszych modlitw katolika (Ojcze nasz właśnie), a po łacinie Pater noster, co nie tylko jest apostrofą do boga, ale i nazwą ojcowskiego napomnienia, a co więcej tytułem ważnej sztuki Helmuta Kajzara, przed kilkudziesięciu laty określającej stosunki ojca i syna.

Artur Pałyga, jak sam to wyznawał, zaczął pisanie tej sztuki jako swego rodzaju uscenicznienie relacji Franza Kafki z ojcem, na podstawie jego listów – ślady tego zamysłu pozostały w utworze, w ważnym cytacie: „Niedawno spytałeś mnie, czemu twierdzę, że odczuwam przed Tobą lęk. Jak zwykle nie wiedziałem, co ci odpowiedzieć”.

To tymi słowy Pałyga utwór kończy, ale to niemal wszystko, co pozostało z pierwotnego zamysłu. Sztuka skręciła w inną stronę, bodaj z korzyścią dla rezultatu. Powstał obraz trudnego związku syna z ojcem namalowany na tle realiów gomułkowskiego PRL-u.

 

W prapremierowym spektaklu lubelskim ojciec został mianowany „ostatnim takim”, co dowodzi, że intencją twórców spektaklu był rodzaj sondy socjologicznej, ukazanie modelu ojcostwa, odchodzącego nieodwołalnie w przeszłość, opartego na posłuchu, autorytecie wzmocnionym przemocą i przypisaną mu szorstkością w obejściu, co nie znaczy, że pozbawionego miłości. Znacznie silniej wyeksponowała ten wątek Bogajewska, nie tracąc nic z wizerunku ojca tyrana, nie zdolnego do okazywania dobrych uczuć (przekonuje o tym m.in. mocna scena rodzinnego spożywania arbuza), ale tych uczuć nie pozbawionego, Dramatyczna scena, kiedy ojciec na wiadomość o zagrożeniu życia dziecka popada w stan bez mała szaleństwa, gotów cały świat przewrócić, aby syna uratować, jest erupcją tych skrywanych latami uczuć (scena w wykonaniu Marcela Wiercichowskiego głęboko poruszająca).

Bogajewska nie tylko tytułem ociepliła postać ojca, najwyraźniej nie zainteresowana publicystyką czy socjologią, ale stworzeniem pełnokrwistych postaci i relacji między nimi, wizerunkiem pewnej rodziny z trudem układającej wewnętrzne związki uczuciowe. Idealnie dopasowanym do tych intencji pomysłem okazało się uczynienie z muzyki współbohatera przedstawienia. Zachęcała do tego sztuka, w której role komentarzy, kontr czy swoistych miraży marzeń spełniały piosenki, śpiewane przez Matkę (Ewelina Starejki wywiązuje się z tego zadania bez zarzutu), ale reżyserka poszła dalej – całą obsadę zaangażowała także jako członków kapeli z solistką Matką, w której każdemu przypadnie odrębna rola: Ojciec jest wiolonczelistą, Syn (Adam Szarek) kontrabasistą. Kapela to zmienna, niekiedy okazuje się Tercetem Egzotycznym czasem grupą dansingową towarzyszącą biesiadnikom w wojskowej kantynie, czasem jazzującym tłem lęków i obsesji bohaterów. Pomysł okazał się przedni, nadając opowieści wewnętrzny dystans, rodzaj echa, które pozwalało rodzajowość podnieść do rangi metafory. Doskonale sobie z tym poradzili aktorzy Bagateli, przyzwyczajeni do repertuaru muzycznego, muzycznie bardzo wyrobieni. Dzięki tym zabiegom spektakl od czasu do czasu olśniewał bujnością, tryskał humorem, aby po chwili wprowadzić na scenę nastroje liryczne i zwątpienie. I tak obyczajowa sonda stała się pełnym życia pytaniem o istotę więzi ojcowsko-synowskich, temat wcale ważny w czasach, kiedy dawny model rodziny odchodzi w przeszłość, a nowy unika definicji.

Tak więc występ ze wszech miar udany, do sensu i sensem, ale nie ma miodu bez dziegciu: czasem szwankowały mikroporty. Ten diabelski wynalazek w teatrze działa na nerwy.

 

TATO Artura Pałygi, reż. Małgorzata Bogajewska, scenografia Dominika Skaza, muz./aranżacja muz. Bartłomiej Woźniak, światła Marek Oleniacz i Małgorzata Bogajewska; orkiestra: Adama Szarek – kontrabas, Marcel Wiercichowski – wiolonczela, Wojciech Leonowicz – skrzypce, trąbka, gitara, bango, Przemysław Branny – akordeon, pianino, Patryk Kośnicki – perkusja, cajon, Ewelina Starejki – wokal; Teatr Bagatela, Scena na Sarego, premiera 1 października 2014, występ gościnny w Warszawie, 28 marca 2015, WST

Dodaj komentarz