KOŃ, KOBIETA, KANAREK

MOCNY akcent WST – spektakl Teatru Zagłębie z Sosnowca:

To nie jest miła rodzina we wnętrzu. Obraz tradycyjnej rodziny śląskiej, który malują twórcy tego przedstawienia, sytuuje się daleko od mitycznych filmów Kazimierza Kutza. Porządek życia reguluje tu przemoc. Mężczyźni, ludzie ciężkiej górniczej pracy, rządzą twardą ręką. Każdy pretekst jest dobry, aby zademonstrować swoją władzę: miejscowy lekarz pomiata żoną pielęgniarką, z nieukrywaną nienawiścią szydzi z jej niezaradności i powolności, ojciec rodziny, sztygar, gasi każdy gest przyjazny ze strony żony, zabija wzrokiem i ostrym tonem, jego zięć strofuje swoją żonę z byle powodu, sąsiad żonę bije, toteż ciągle przybywa jej sińców. Takie jest tło tego życia w atmosferze przymusu i strachu. Sztuka jak ulał wpisuje się w kampanię na rzecz podpisania konwencji o zwalczaniu przemocy w rodzinie. Jeśli ktoś miał wątpliwości, po tym przedstawieniu już nie powinien.

Ale autorzy spektaklu nie poprzestają na prostym opisie obyczajowego tła. Osią dramatycznego konfliktu czynią odmowę podporządkowania się tradycyjnemu modelowi rodziny katolickiej i powinnościom żony-matki. Młoda kobieta nie chce zostać matką. Zachodzi w ciążę, ale nie jest do roli matki przekonana. Nie chce być matką. Odmawia. Wywołuje to szok w rodzinie, zgrozę w sąsiedztwie i gwałtowne gromy ze strony księdza. Kościół, rodzina, środowisko podają sobie ręce i tworzą wspólny front nacisku. Ze sceny padają nawet sławne słowa Karola Wojtyły, porównującego aborcję do zbrodni ludobójstwa, do wybuchu bomby jądrowej.

 

Obramowanie konfliktu tworzą groteskowo ujęte epizody kultu świętej Barbary. Jej figurze ułamała się ręka i stąd pod wodzą ambitnego księdza rozpoczyna się odbudowa gigantycznej figury patronki górników, na scenę wjeżdżają w przypadkowej kolejności fragmenty jej olbrzymiej postaci: dłoń, w której bez trudu mieści się człowiek, ucho jak szafka nocna i nos jak teatralny żyrandol. Żaden to wymysł, dość przypomnieć niedawne dzieje wznoszenia największego pomnika Jezusa w Świebodzinie. Liczy 33metry wysokości, ten Barbary zaplanowano na 50 metrów Pomnik pnie się w górę, ale kobieta pozostaje nieuległa – nie ustępuje i w końcowym monologu (bardzo naturalnie wygłasza go Edyta Ostojak) zapowiada, że wybuch bomby lada chwila nastąpi, zachęca wszystkich do wyjścia, do zamknięcia się w schronach.

Mocne, odważne i bardzo potrzebne przedstawienie, z kilkoma wyrazistymi postaciami, m.in. Sztygara (Zbigniew Leraczyk), jego Żony (Maria Bieńkowska), Doktora (Wojciech Leśniak), Pielęgniarki (Małgorzata Sadowska). Szkoda, że nie udało się uniknąć mikroportów i błędów w reżyserii dźwięku – to zresztą zmora w dzisiejszym teatrze, i dłużyzn w scenariuszu. Ale nie wdając się w marudzenia, oddać trzeba reżyserowi, autorowi i zespołowi w Sosnowcu, że ich dojrzały myślowo spektakl wywiera silne wrażenie.

 

KOŃ, KOBIETA I KANAREK Tomasza Śpiewaka, reż. Remigiusz Brzyk, scenografia: Remigiusz Brzyk, Iga Słupska, Szymon Szewczyk, kostiumy Iga Słupska, oprac. muz. Maciej Midor, Teatr Zagłębia w Sosnowcu, prapremiera 5 kwietnia 2014, występ gościnny WST, 25 marca 2015

 

Dodaj komentarz