Marząc o udziale w telewizyjnym show…

Trwają 35. Warszawskie Spotkania Teatralne, wśród przedstawień, które będzie mogła zobaczyć warszawska publiczność, jest też „Iwona, księżniczka Burgunda” w reżyserii Agaty Dudy-Gracz z łódzkiego Teatru im. Jaracza.

Gombrowiczowa „Iwona” w interpretacji Agaty Dudy-Gracz to historia zwyczajnej dziewczyny, mamionej telewizyjnym blichtrem, atakowanej zewsząd rozmaitymi „koniecznościami”: jak się zachowywać (być ładną i miłą, uśmiechać się i wdzięczyć, uprawiać modne sporty), o czym marzyć (o księciu z bajki)… Opowieść o młodej kobiecie szantażowanej wizerunkiem kreowanym przez dyktatorów i dyktatorki medialnej wrzawy. W sam raz na dziś…

Agata Duda-Gracz przeniosła akcję przedwojennego dramatu z królewskiego dworu do studia telewizyjnego, w którym odbywa się właśnie głośne show z publicznością klaszcząca w rytm muzyki. W głębi pustej sceny dwa wielkie ekrany, na których migają świetlne dekoracje i spomiędzy których wyłaniają się kolejni bohaterowie przedstawienia (niczym goście takiego czy innego programu). Wychodzący poza scenę trap, puszczony nad rzędami foteli jest jak wybieg dla modelek albo gwiazd rocka.

Reżyserka, nie zmieniając samego tekstu, wprowadziła drobne korekty, przestawiła nieznacznie początek dramatu – zaczęła od prezentacji głównej bohaterki. Publiczność wchodząca na widownię ma przed oczami siedzącą na krześle na końcu podestu dziewczynę, bosą, w niedbałym dresie, od niechcenia rozglądającą się po przybyłych. Oto Iwona (w tej roli Agnieszka Skrzypczak), młoda osoba karmiona nadziejami i poddana presji środowiska. Jeszcze bezpieczna w swojej naiwności, broniąca się obojętnością i znudzeniem przed ponurym zrzędzeniem matki (rolę matki – zamiast ciotek – reżyserka powierzyła Katarzynie Cynke). Presja oczekiwań wywierana przez rodzinę, otoczenie i media jest jednak tak wielka, że nawet najbardziej zamknięta osoba zaczyna odczuwać dyskomfort, mimo dobrowolnej emigracji wewnętrznej uwiera ją świadomość, że jednak nie pasuje i nie nadąża. Iwona głośnym klaśnięciem rozpoczyna przedstawienie (i podobnie potem je kończy), sugerując rozpoczęcie i zakończenie jakiegoś seansu hipnotycznego albo może właśnie wybudzanie się z niego? Czy to w końcu wiadomo, gdzie sen, gdzie jawa? Czy to jeszcze prawdziwe życie, czy wymarzona chwila sławy w światłach reflektorów?

Jak w prawdziwym show jest i muzyka: Agata Duda-Gracz powierzyła muzykę duetowi incarNations. Maja Kleszcz (w roli Elvisa oraz Artysty Celebrującego) i Wojciech Krzak (jako Walenty i Artysta Aspirujący) wykonują muzykę na żywo. Maja Kleszcze wyśpiewuje swoim nieprawdopodobnym głosem komentarze do wydarzeń rozgrywających się na scenie. Pierwsza pieśni rozkręca spektakl-show: „Artysta nie może być smutny, smutny może być pogrzeb. Artysta nie może być słaby, słaby może być barszcz”…

Kiedy na scenie zjawia się książę Filip (Krzysztof Wach) ze swoją świtą (wszyscy odziani w jakieś fikuśne stroje, półnadzy i wystylizowani, o nieokreślonej płci) i zaczepia Iwonę, by za chwilę oświadczyć, że się z nią ożeni (nie prosi jej o rękę!), wiemy już, że nie o żart czy bunt pokoleń tu idzie, ale o nudę i głupotę. Kolejną rozrywkę cynicznego celebryty. Nie pomogą nieśmiałe ostrzeżenia ze strony współbawiących się ani wymówki królewskiej pary rodzicielskiej – koło poszło w ruch… Zawrócili dziewczynie w głowie, nie dostrzegła w porę, że przekroczono granicę niewinnej zabawy, nie zaprotestowała na czas, a młodzi ludzi nie znali hamulców. Z niewinnej nastolatki stała się Iwona kobietą dojrzałą, kobietą-w-bieliźnie, kobietą-obiektem-seksualnym, Iwoną ubraną w przezroczystą koronkową ni to halkę, ni to sukienkę w kolorze popiołu – w kolorze dobrze oddającym jej sytuację.

Królewska para (Milena Lisiecka i Ireneusz Czop – oboje w niedopasowanych i dziwacznych ubraniach, sugerujących rękę jakiegoś słynnego projektanta ubierającego gwiazdy telewizji) zostaje postawiona w trudnej sytuacji – widzi głupotę synowskiego gestu, ale nie pozostaje jej nic innego, jak odgrywanie swoich ról. Świat patrzy. Bawmy się! Kochajmy się! „Nie bacząc na liczne jej wady, kochamy ją za to, że cię kocha” – deklaruje królowa. Trzeba zagłuszyć pustkę oraz bolesne wspomnienia z młodości, które nie dają spokojnie spać (samobójcza śmierć młodej szwaczki spowodowana niewinną zabawą na kanapie z przyszłym królem i „projektem na szambelana”). Umarłych kobiet najlepiej nie pamiętać, martwe kobiety sprawiają przykrość, „umarła kobieta nie jest kobietą” – zgrzytają słowa Szambelana (w tej roli Mariusz Jakus). W takim świecie pozbycie się Iwony, kiedy wreszcie zacznie księcia uwierać i drażnić, będzie koniecznością… Nie dziwi też w tym kontekście kwestia Cyryla – odpowiedź na słowa księcia o konieczności pozbycia się Iwony: „Do czego ona cię zmusza… łajdaczka!”.

Iwona w interpretacji Agaty Dudy-Gracz silnie wpisuje się w obecną rzeczywistość medialną, w doniesienia o mobbingu i molestowaniu seksualnym w jednej z redakcji telewizyjnych, w niekończące się dyskusje wokół Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej oraz kontrowersje, które wzbudza sam tekst konwencji. To głos przeciwko przemocy wobec kobiet: słownej i fizycznej, ale także tej medialnej, wpędzającej nieodporne na nią jednostki w kompleksy, poczucie winy i wstyd, a odporne skazujące na samotność i izolację.

Marzena Dobosz

fot. Greg Noo-Wak

IWONA, KSIĘŻNICZKA BURGUNDA Witolda Gombrowicza, reż., przestrzeń, kostiumy Agata Duda-Gracz, muz. Maja Kleszcz i Wojciech Krzak, reż. światła Katarzyna Łuszczyk, choreografia Tomasz Wesołowski, projekcje Karol Rakowski, asystenci reż. Agata Schweiger i Łukasz Wójcik, obsada: Agnieszka Skrzypczak (Iwona), Katarzyna Cynke (Mama), Milena Lisiecka (Królowa Małgorzata), Ireneusz Czop (Król Ignacy), Mariusz Jakus (Szmbelan), Hubert Jarczak (Cyprian), Marcin Korcz (Cyryl), Krzysztof Wach (Książę Filip), Marcin Włodarski (Cyprian 1) premiera 19 stycznia 2014 r. na Dużej Scenie Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi; prezentacja na 35. WST: 1 kwietnia 2015 r. na Scenie im. Gustawa Holoubka Teatru Dramatycznego w Warszawie.

Dodaj komentarz