Jan Englert o krytyce:

Już tylko dwa tygodnie dzielą nas od terminu nadsylania prac na konkurs im. Andrzeja Żurowskiego. Tymczasem przypominamy, co sądzi o recenzjach i recenzentach Jan Englert:

Powiedział pan niedawno, że widz boi się przychodzić do teatru z obawy, że nie zrozumie, o co tu chodzi.

– Jest coraz większe zamieszanie między publicznością a teatrem. Spotkałem się nawet z takim przypadkiem, kiedy pewien reżyser nie tylko napisał scenariusz, sam się obsadził, to jeszcze potem napisał na swoim blogu entuzjastyczną recenzję. Pełna samoobsługa. Okazuje się, że można i tak funkcjonować.

– Można?

– Ironizuję

. To, co zostaje po latach po przedstawieniu, to recenzje. Stąd rola krytyki, niestety. Mówię „niestety”, bo często my, aktorzy czujemy się zlekceważeni. Pańscy koledzy, nie wszyscy, ale jednak wielu, pisze nie na temat, nie o przedstawieniach, ale o ich sprawach. Najczęściej o aktorach pisze się zdawkowo albo w ogóle. Krytycy piszą o tych zjawiskach rzeczywistości, które ich interesują. Kogo obchodzi napisanie rzetelnej recenzji z komedii Fredry? Krytyka pisze do tezy, a nie do przedstawienia.

 

– Nie wszyscy.

– Nie cała oczywiście, ale taki jest. trend Jak jest coś nie po drodze dla tezy, to w ogóle to lekceważy.

(Fragment wywiadu, opublikowanego w „Przeglądzie”)

Dodaj komentarz