Być w tym, co jest, tym, co jest

W Miesięczniku Literackim TOPOS (2015 nr 1) ukazała się recenzja książki Tomasza Miłkowskiego Zakochany pielgrzym. Samogry Bogusława Kierca – Janusz Ryszkowski pisze:

Pod koniec 1976 r. rozbiegliśmy się po mieście w poszukiwaniu właśnie co wydanych w 10-tysięcznym nakładzie i od razu legendarnych Utworów zebranych Rafała Wojaczka. Szczęście dopisało tylko jednej z naszych koleżanek, która weszła przypadkiem do księgarni specjalizującej się w literaturze… rolniczej. Utwory opracował 33-letni wówczas Bogusław Kierc, poeta, krytyk, aktor, reżyser. Zapewne ten fakt wydawniczy spowodował, ze przez wielu został zaszufladkowany głównie jako przyjaciel autora Innej bajki i Którego nie było. Zresztą nie bez powodu – utrwalały to kolejne edycje utworów Wojaczka (ostatnia w 20161 r.) z jego stemplem oraz biografia poety jego pióra. I jeszcze można dodać jedno istotne powiązanie z Julianem Przybosiem. W tymże 1976 r. Kierc wydał poświęcony mu tomik szkiców.

 

Zajmował się wówczas postaciami ze skrajnych biegunów. Przyboś uchodził już za klasyka, Wojaczek raczej za sezonowa gwiazdę. A dziś? Początki literackiej i aktorskiej przygody Kierca łączą się właśnie z Przybosiem, który stał się od razu dla niego niedoścignionym Mistrzem. Zidentyfikował się z jego światem poetyckim tak dalece, tak dobrze przyswoił sobie charakter pisma (dosłownie i w przenośni), że mógł stać się – jak Han van Meegeren, fałszerz holenderskich malarzy XVII w. – kopistą nie do odróżnienia. Zresztą, kiedy wysłał swoje wiersze do redakcji „Współczesności”, Bohdan Drozdowski odpisał… Przybosiowi, że poznał się na jego dowcipie.

Kierc opublikował 22 tomiki poetyckie, a przy okazji Manatków (2013) Stanisław Bereś z niekłamanym podziwem dla świeżości 70-latka zauważył, że „śnieżna kula języka toczy się jakby sama, z tą co dawniej energią”. I – dodajmy –zabierała ze sobą i tradycję awangardy krakowskiej, i elementy liryki obywatelskiej, konkret i zaświat. Sądzę, że ta wielowektorowość nie zachęca krytyków do podążania jej tropem, po prostu za nią nie nadążają. Inna rzecz, że w przedzieraniu się przez gąszcz warstw tej liryki potrzeba chyba takiego stopnia samoidentyfikacji, jak niegdyś Kierca z Przybosiem.

Czekając na pracę wywiedzioną z takiego ducha, otrzymaliśmy inną i równie cenną. Zakochany pielgrzym. Samogry Bogusława Kierca Tomasza Miłkowskiego ukazała się w ,,Czarnej Książeczce z Hamletem” – serii wydawniczej ukazującej się w ramach Wrocławskich Spotkań Teatrów Jednego Aktora. Ten fakt narzucał optykę opisu, który – choć podporządkowany perspektywie jego jednoosobowego teatru – okazał się wielowymiarowy.

„W wielu próbach sportretowania artysty [. . .] – pisze Milkowski – pojawia się dręczące pytanie: aktor to czy poeta, kogo w nim więcej i który był z nich pierwotny, który komu więcej zawdzięcza. To prawda, że mnogość talentów artystycznych Kierca może zdumiewać, bo do tego trzeba dodać jeszcze dramatopisarstwo, reżyserię, pedagogikę, czasem scenografię. Z punktu widzenia ideału teatru jednego aktora w jego heroicznej, najczystszej postaci Bogusław Kierc wydaje się wzorcem absolutnym”. Pytanie: aktor czy poeta sam Kierc opowiada, ze jest źle postawione. Bo to przecież nie żadne „czy”, lecz „i”, po prostu jedność obu ról.

Łatwo napisać, że Kierc jest dzieckiem szczęścia. Napotykał na swojej drodze osobowości takie jak Przyboś czy Wojaczek i to samo dla wielu wystarczało, aby promieniować światłem odbitym. Dodajmy, że na studiach zagrał w filmie – Andrzej Wajda powierzył mu rolę Krzysztofa Cedry w ,,Popiołach”. I znowu – prawie debiut marzeń. Ale swojemu szczęściu, jeśli już przy tym określeniu zostajemy, Kierc „pielgrzym” jak chyba niewielu, wychodził naprzeciw – w stronę nieznanego, poszukiwań, przekraczania granic. Znamienne plany z czasów dojrzewania ucznia bielskiego liceum technik plastycznych: zostać tancerzem albo mnichem. Aktorstwo mogło być w tym przypadku jakimś kompromisem, wyborem zaakceptowanym przez rodziców (ojciec pracował w przemyśle włókienniczym, mama prowadziła dom) rozmiłowanych w teatrze.

Tomasz Miłkowski kreśli to wszystko delikatną, nieco drżącą kreską, jak to w przypadkach, gdy materia płynna. l tak będzie prawie do końca jego eseju. Bo zdaje sobie sprawę, że Kierc jest i pozostaje nieprzekładalny, tajemny, zjawiskowy. Czy da się łatwo zrozumieć, żeby po sukcesie „Popiołów”, owocującym nie tylko nominacją do nagrody Złotej Kaczki, ale i repetą roku, priorytetem było skończenie studiów, a potem gra w teatrze? Dla niego rozstał się także z krakowskim Zespołem Młodych Wykonawców Muzyki Współczesnej (MW2). Grał w duecie z Janem Peszkiem w tekście skrojonym ze Snów Marii Dunin Karola Irzykowskiego.

Po szkole teatralnej Kierc zostaje zaangażowany do wrocławskiego Teatru Rozmaitości, który niebawem przeobraża się w Teatr Współczesny. To nie tylko zmiana szyldu, ale ucieczka od dotychczasowego „teatru prowincjonalnego”. Młody aktor debiutuje jako asystent reżysera Jerzego Jarockiego, wreszcie przechodzi do dziejów polskiego teatru jako jeden z pierwszych, który „użył nagości jako kostiumu” w sztuce Helmuta Kajzara, swojego krajana z Bielska. Nie czuł się do końca spełniony, skoro rozważał przejście do redakcji „Odry”, miesięcznika, który przestał płynąć tylko regionalnym nurtem i stał się ważnym pismem ogólnopolskim.

Opuszcza Wrocław, mając w dorobku reżyserię 120 przygód Koziołka Matołka (robienie teatru dla dzieci stanie się wkrótce dla niego ważne), stworzenie tomiku Nagość stokrotna, niebawem Ciemnego chleba. Dwa kolejne sezony spędza w teatrach Zielonej Góry, Rzeszowa i Lublina. Nie podzielił na szczęście doli aktorów prowincjonalnych. W 1976 r. wraca do Teatru Współczesnego na zaproszenie nowego dyrektora Kazimierza Brauna. Wtedy to już nie tylko dojrzały, ukształtowany aktor, ale i, co tu kryć, ustalona marka.

Odchodzi z Wrocławia w stanie wojennym, na znak protestu. Jak pisze Miłkowski: „polityka nigdy nie była żywiołem Kierca”, ale i „nietrudno odnaleźć w jego biografii świadectwa silnej wrażliwości społecznej”. Kiedyś raczej daleki od rówieśników – poetów Nowej Fali, w nowej sytuacji zamienia zaimek „ja” na ,,my”. Drugoobiegowe tomiki w robotniczym wydawnictwie Feniks, niezależny teatr…

Dorobkiem Bogusława Kierca można byłoby obdzielić kilku twórców, i to bardzo dobrych. Tomasz Miłkowski napisał o tym ze swadą i dociekliwością, unikając modnego dziś plotkarstwa i nużącej naukowości. Celowo w omówieniu pominąłem wątek tytułowej „samogry” i jednoosobowego teatru Kierca. Po prostu trzeba sięgnąć po tę książkę.

Janusz Ryszkowski

 

Tomasz Miłkowski, Zakochany pielgrzym. Samogry Bogusława Kierca, Wrocławskie Towarzystwo Przyjaciół Teatru, Ośrodek Kultury i Sztuki we Wrocławiu Instytucja Kultury

Samorządu Województwa Dolnośląskiego, Wrocław 2014.

Dodaj komentarz