KRĘGI PIEKŁA W „DON JUANIE” MARCINA BARTNIKOWSKIEGO

1. „DON JUAN” W ROMANCACH I DRAMACIE

Don Juan był bohaterem ludowych romanc hiszpańskich z prowincji Galicja i Leone. Bywał w nich beztroskim, lekkomyślnym i niestałym uwodzicielem. Jego postać stała się popularna w teatrze okresu Baroku, m.in. za sprawą Tirso de Moliny (1584?-1648, właśc. Gabriel Tellez) i jego dramatu Zwodziciel z Sevilli (El Burlador de Sevilla, ok. 1618). W dramacie tym został pokazany w serii scen uwodzicielskich odkrywających jego psychikę i poddany karze boskiej sprawiedliwości. Przekonany o bezkarności zaprosił na ucztę ducha zamordowanego przez siebie ojca swojej porzuconej kochanki Anny. Kamienny posąg Komandora przyjął zaproszenie i wymierzył mordercy i uwodzicielowi straszliwą karę – Don Juan zginął rażony pozaziemską siłą, jak prądem, bo uścisk dłoni Komandora sprawił, że ziemia rozwarła się i wciągnęła go w ziejące ogniem piekielne płomienie.

Pozostał w literaturze, muzyce i teatrze do naszych czasów – w powieści i opowieści, dramacie, poezji – choć ulegał rozmaitym odkształceniom. Następca Tirsa de Moliny – Antonio de Vazques de Zamora (1664-1728) w dramacie Gość kamienny (Trzeba dotrzymać terminu i spłacić dług, czyli Gość kamienny [No hay plazo que no se cumpla, ni deuda, ni deuda que no se pague y Convidado de poedra]) pokazał Don Juana nie tylko jako malowniczego uwodziciela, ale także wulgarnego kochanka pozbawionego skrupułów i bezwzględnego mordercę, przekonanego o całkowitej bezkarności.

 

Po Tirso de Molina i Antonio Zamora był bohaterem Moliera (Don Juan, 1665, w Polsce wydany po raz pierwszy po stu latach w 1781), Carla Goldoniego (1780), George’a Byrona (w latach 1819-1824), Ch. D. Grabbe` go (1822), Aleksandra Puszkina (1830), Prospera Merimee (Les ames de pourgatoire, 1834), Jose Zorrilla y Moral (Don Juan Tenorio, 1844), L. Lenaua (1854), Aleksandra Tołstoja (1872), Ryszarda Straussa (1888) i niezliczonego zastępu poetów. Niektórych przypomniał program Don Juana na scenie Przodownik (Charles Baudelaire, Aleksander Błok, Bolesław Leśmian, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Jan Brzechwa). W ich utworach bywał Don Juan postacią bardziej, i rozmaicie, złożoną. Obok upodobania do popisywania się przygodami miłosnymi, zabijania ludzi, okazywał się zdolny do wiernej miłości, która mogła odkupić jego zbrodnie. Bywał nawet – jak w okresie Romantyzmu – postacią o cechach prometejskich. Ale najczęściej stawał się symbolem negacji wszelkich przykazań boskich i wszelkich ludzkich praw moralnych. I jako taki najczęściej kojarzy się z tytułem Don Juan. O taki też jest na scenie Przodownik. Ale ma w tym przedstawieniu także pewne cechy jakby pogłębione, a może nawet rysy nowe, gdy rozważa za Bergmanem sprawy Piekła na Ziemi nie tylko w przestrzeni wszelkiego zaspokojenia lub niezaspokojenia zmysłowego, uczuciowego, a nawet – za Bergmanem – twórczego, ale także w sferze ograniczeń stworzonych ludziom przez ludzi i prowadzących do piekielnych konwulsji ciała, myśli i serca nie w Piekle a na Ziemi.

 

2. DON JUAN MARCINA BARTNIKOWSKIEGO WEDŁUG MOLIERA I BERGMANA

Premierę Don Juan, albo Nasze własne Inferno Marcina Bartnikowskiego przygotował zespół Teatru Malabar Hotel, anonsowany zachęcająco w programach Teatru Dramatycznego m.st. Warszawy: „Spektakl (…) to kolejna produkcja okrzykniętej jedną z najciekawszych alternatywnych grup teatralnych Malabar Hotel”. Teatr Malabar Hotel na scenie Przodownika pokazywał już wiele swoich przedstawień, zrealizowanych w poprzednich latach: Baldanders (premiera 7 X 2006), Wesele (na podstawie Akropolis”, Wyzwolenia Stanisława Wyspiańskiego i listów Lucjana Rydla, premiera 18 XII 1912), Bacon (premiera 17 V 2013), Mistrz i Małgorzata Michaiła Bułhakowa (premiera 17 I 2014 – koprodukcja Malabar Hotel i Teatr Dramatyczny m.st. Warszawy).

Don Juan z Teatru Malabar Hotel nie jest inscenizacją żadnego ze znanych dramatów pod tym tytułem. Scenariusz tego przedstawienia napisał Marcin Bartnikowski na podstawie dramatu Moliera i tekstów Bergmana (może trochę z przymieszką innych wątków). W nowym scenariuszu Don Juan, jak dawniej, neguje wszelkie przykazania boskie i wszelkie ludzkie prawa moralne, ale drwiąc z Piekła pozaziemskiego, w które nie wierzy, rozważa sprawy Piekła na Ziemi – ludzkiego tu i teraz, lekko traktując życie własne, ale jakby nieco poważniej otoczenia, czyli i nasze – widzów.

Rozważa sprawy życia i śmierci, chrześcijańskiej wiary w Boga i w życie pozagrobowe, kary i nagrody za życia oraz kary i nagrody po śmierci – w Niebie lub Piekle, rozważa zagadnienia Śmierci i Nicości. Wszystkie zagadki Bytu i Ducha z punktu widzenia wierzących oraz w imieniu ateistów i libertynów. Tłumaczy nam, że pierwsi już na Ziemi tworzą sobie własne Inferno. Przekraczając w życiu przykazania boskie sformułowane przez największe, najzagorzalsze umysły chrześcijaństwa i siebie samych tworzą sobie Piekło na Ziemi „pomiędzy zwątpieniem, pragnieniem absolutu i niemożnością sprostania surowym i okrutnym prawom narzuconym w imię posłuszeństwa Stwórcy”. Narzuconym – wg Marcina Bartnikowskiego – w postaci świadomości (w obawie przed słowem: sumienie). Drudzy, a więc ateiści czy libertyni, zostali wydani na pastwę wątpliwości, które przyjmują postać nieuchronnego lęku i strachu przed Śmiercią – czyli przed Nicością, a nie przed tym, co tam jest dalej. Nie wierzą ani w karę i w Diabła (bo on kojarzy się z odrzuconą, ale jednak wiarą, a wątpliwość przed tym, co jest tam dalej też zawracałaby ateistów czy libertynów w obszar… wierzących). Wynika z tego, że w życiu szczęście daje tylko zaspokojenie pragnień. Każdych: fizycznych, psychicznych („intymna” obecność duszy bratniej), twórczych (w tym aktorskich), a niezaspokojenie jest przyczyną nie tylko udręk Don Juana, ale wszystkich udręk ludzkich – także ludzi na widowni. Splot zagadnień rozważanych w scenariuszu, w przedstawieniu Don Juana na scenie Przodownik i w artykule Marcina Bartnikowskiego zamieszczonym w programie teatralnym Nasze własne Inferno zmierza do jednej konkluzji, że droga do satysfakcji z życia, spokoju, szczęścia, jeśli one są w ogóle możliwe, prowadzi przez zaspokojenie ludzkich żądz – zmysłowych, psychicznych, twórczych. Przez usunięcie przeszkód w postaci nakazów i zakazów społecznych (religijnych i moralnych) i indywidualnych, własnych, przez siebie wytworzonych. Choć Don Juan, dywagując, wspominając i zwierzając się, dyskutując ze Sganarelem, eksperymentując – powątpiewa w to, czy to w ogóle jest możliwe…

 

3. PROBLEMY „DON JUANA” I REŻYSERIA EWY PIOTROWSKIEJ

Przedstawienie Don Juana na scenie Przodownik wyreżyserowała Ewa Piotrowska. Jest to zawodowa reżyserka, wykształcona na specjalistycznym wydziale reżyserii w wyższej szkole teatralnej. A także – po ukończeniu Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie – dyrektorka jednej z warszawskich scen, scen trudnych do prowadzenia, bo uprawiających teatr formy. Mimo młodego wieku, jest inscenizatorką wielu nagradzanych przedstawień i laureatką prestiżowych wyróżnień.

Nie miała łatwego zadania wobec otrzymanej do realizacji podstawy tekstowej mieszającej rozliczne wątki Don Juana i zamierzającej, wg tekstu scenarzysty Marcina Bartnikowskiego, zamieszczonego w programie przedstawienia, ukazać kręgi piekła stworzonego na Ziemi przez samych ludzi – bez różnicy: ateistów, libertynów, wierzących.

Rozumiem fachowego reżysera – utalentowanego i wykształconego w swoim rzemiośle, że czuje się wykonawcą na scenie zaproponowanego tekstu i zawartej w nim idei i myśli. Choć może warto było pewne braki scenariusza wyretuszować głównie z punktu widzenia jasności rozważanych w nim kwestii – dość zawile wyłożonych.

Melanż słów i wątków zestawionych z różnych tekstów – Molierowskich i Bergmanowskich – ich nakładanie, przenikanie, zawieszanie, powracanie zapewne utrudniał przełożenie ich na działania postaci, sceny, sytuacje, obrazy. A dodatkowe trudności stwarzała realizacja w przestrzeni sceny Przodownik – o wielu planach (główny, głębny z rozsuwanymi drzwiami jak „kurtyna”, co najmniej dwa boczne i otaczające całość zakulisie) oraz inscenizacja – z udziałem nie tylko aktorów, ale także figur i lalek.

Pani Ewa Piotrowska doskonale sobie z tymi trudnościami poradziła. Zespoliła te warstwy inscenizacji w zborną całość, sprawnie toczącą się na scenie między rozważaniami Don Juana i jego dyskusjami ze Sganarelem, wydarzeniami na planach teatralnych i dyskursami w przestrzeni Bergmanowskiej – filmowej, telewizyjnej czy prasowej, a może też literackiej czy prywatnej. Zespoliła je wszystkie, nie gubiąc nawet dalekiego tła w postaci wątków i legendarno-historycznych i filozoficznych, wrzuconych w teatralne tu i teraz (na scenie, na widowni, za kulisami) oraz realia scen Molierowskich i Bergmanowskich – gdy scenariusz wymagał, by między żywych aktorów wchodziły postacie dawnych kochanek, obrazy erotycznych praktyk, płonąca symbolicznie figura świątynna. Jak na jedno przedstawienie tych wyzwań reżyserskich czy inscenizacyjnych było dość. Pani Ewa Piotrowska sprostała tym wyzwaniom. Mimo nadmiaru i pogmatwania wątków ułożyła je wszystkie na wszystkich planach sceny, aranżując przedstawienie fachowo i logicznie w układzie przestrzennym, w obrazach inscenizacyjnych i grze aktorskiej, łącznie z inkrustującymi przedstawienie efektami wizualnymi.

Przyznać trzeba, że miała utalentowanych współpracowników, projektujących scenografię (Marcin Bikowski i Marcin Bartnikowski), lalki (Marcin Bikowski), kostiumy (Ewa Woźniak) i muzykę (Anna Świętochowska).

W przedstawieniu występuje piątka aktorów grających siedem postaci. Postać tytułowa i pierwszoplanowa zarazem czyli Don Juan został zagrany przez Marcina Bikowskiego. Wykonawca Don Juana nie od dziś jest znany jako utalentowany aktor (dość wspomnieć jego role w Bandarders i w Sprawie Dantona). Zagrał tę postać, legendarną i znaną w literatury i teatru, niemal jak postać (mimo kostiumu) dzisiejszą, która sposobem poruszania się po scenie, bezpośredniością wypowiedzi, a zwłaszcza bardzo współcześnie podawanymi rozważaniami o życiu pozwoliła widzom jego dywagacje i rozterki uznać niemal za swoje i niemal utożsamiać się z teatralną postacią. Irena Jun w roli Krytyka kunsztem swego mówienia zmuszała do namysłu nad trudnymi zagadnieniami życia i sztuki postrzeganymi z punktu widzenia filozofii i artyzmu – nie tylko z epoki filmów Bergmana. Zawsze śliczna Natalia Sakowicz (Aktorka) i Bartosz Budny (Aktor) doskonale pamiętany z roli Kordiana w Reinterpretacjach, choć mieli trudne zadania „współczesnej obsługi teatralnej” pośród wielości realnych i przenośnych planów tego Don Juana, wywiązali się z nich nie tylko zawodowo, ale zaistnieli dla widza jako postacie wyraziste i interesujące z racji wykonywanego zawodu.

Z pomieszczenia za rozsuwanymi drzwiami na wprost widowni wychodziły podczas przedstawienia lub tam znikały natrętne postacie różnych autoramentów – dobre i złe, wspominane i przywoływane przez Don Juana, realne i fantastyczne. Może to zatem nie tylko wyjście z teatru czy wejście za kulisy, a wyjście ze sceny wymoszczonej ziemią jak na cmentarzu w Świat, do Czyśćca, Nieba, Piekła, w Nicość. Tam znikały ofiary Donjuanowych grzechów, lalkowe symbole zmysłowego użycia, płonąca figura z kościoła, ołtarza, przydrożnej kaplicy, symbolizująca koniec wiary. Wszystkie zostały zagrane przez aktorów i lalki tak, że widownia pointowała je gromkim śmiechem lub ciszą pełną napięcia, nagradzając dyskursy przedstawione przez twórców przedstawienia i ich dystans do Donjuanowych i Bergmanowskich wywodów.

Przedstawienie ma myślowy sens, co teraz w teatrze post-dramatycznym (bez myśli, z nadmiarem audio-wizualnych efektów i amatorskiego aktorstwa bez rzemiosła) nie zdarza się co dnia. Zagrane i inscenizowane fachowo daje wiele do myślenia. Nie tylko o Don Juanie jako postaci legendarnej i literackiej, ale także o wielu szerszych postawionych tam problemach życia i użycia oraz z dziedziny filozofii, nauki, religii, sztuki. W tych rozważaniach widzów pozostała zapewne, jak chciał scenarzysta Marcin Bikowski: także arytmetyka, która stworzyła Wszechświat. „Hasło arytmetyka jako religia nadal brzmi współcześnie i pociągająco”. Zwłaszcza że zaraz – choć w przedstawieniu spłonęła efektownie wiara jak przydrożna święta figura – zapytamy: „skąd się wzięła arytmetyka i matematyczne zasady grawitacji (fizyczne, oparte na matematyce)? Ciekawe są zawsze śmiałe wywody ateistów i libertynów. Także dlatego że precyzyjniej zdają się dowodzić istnienia Stwórcy niż przedstawiciele Wiary. Nie tylko libertyński Don Juan w uścisku Komandora, ale także teatr swoimi obrazami, więc dla dzisiejszego widza nawet bardziej przystępnie – w okresie kultury nietekstowej, a właśnie obrazowej. Warto tego Don Juana zobaczyć, warto nawet pozłościć się, szkoda, że trzeba zostać bez dowiedzionej naukowo odpowiedzi. Ale skoro poddał się nawet Albert Einstein wedle wstrząsającej relacji australijskiego dziennikarza.

 

Bożena Frankowska

 

DON JUAN, ALBO NASZE WŁASNE INFERNO Marcina Bartnikowskiego, reż. Ewa Piotrowska, muz. Anna Świętochowska, scenografia Marcin Bartnikowski, Marcin Bikowski, kostiumy Ewa Woźniak, lalki Marcin Bikowski; obsada: Irena Jun (Śmierć/Krytyk), Marcin Bikowski (Don Juan), Marcin Bartnikowski (Sganarel/Bergman), Natalia Sakowicz (Aktorka), Bartosz Budny (Aktor), Teatr Dramatyczny m. st. Warszawy – Scena Przodownik/ Teatr Malabar Hotel, premiera 30 stycznia 2015

Dodaj komentarz