WOJCIECH SZELACHOWSKI PRZED 30 ROCZNICĄ DEBIUTU

Szybko znalazł się wśród reżyserów, którzy – zajmując w zespołach artystycznych stanowiska reżyserów lub pełniąc funkcje kierownicze – zaczęli wywierać coraz większy wpływ na kształt artystyczny nie tylko swojego teatru, ale także całego teatru lalek w Polsce – o Wojciechu Szelachowskim pisze Bożena Frankowska.

 

Wojciech Szelachowski jest reżyserem teatralnym, autorem scenariuszy inscenizacji, wierszy i tekstów piosenek dla teatru lalek i teatru literacko-muzycznego, wykładowcą na Wydziale Sztuki Lalkarskiej w Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. W latach 1992-2003 był dyrektorem artystycznym Białostockiego Teatru Lalek (BTL) za dyrekcji Wojciecha Kobrzyńskiego. W 2014 roku minęło 30 lat od Jego debiutu, którym było przedstawienie warsztatowe (jeszcze studenta) Pan Fajnacki (Białostocki Teatr Lalek, 10 II 1984). W roku 2015 minie 30 lat od premiery przedstawień dyplomowych (Krasnal Odsapka, Białostocki Teatr Lalek, 26 V 1985; Pan Fajnacki, Teatr lalek „Arlekin” w Łodzi, 18 III 1986).

Wojciech Szelachowski kończył wówczas studia reżyserskie na Wydziale Teatru Lalkowego w białostockiej filii Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie (1979/80 – 1985/1986) i miał za sobą różnorodne doświadczenia w pracy dydaktyczno-pedagogicznej i dziennikarskiej w dziedzinie kultury, literatury, muzyki, teatru – jako nauczyciel języka polskiego w szkole podstawowej i w liceum oraz jako reporter i recenzent gazety codziennej, redaktor w wydawnictwie książek, zastępca redaktora naczelnego białostockiego informatora kulturalnego, tłumacz na angielski i z języka słowackiego, lektor w filmie, organizator miejskich imprez…

Podczas studiów był w Białostockim Teatrze Lalek (BTL) asystentem reżysera Krzysztofa Raua przy inscenizacji Nim zapieje trzeci kur Wasilija Szukszyna (premiera 23 III 1983) i Wojciecha Wieczorkiewicza przy realizacji sztuki Pan-To i Pan-Tamto Henryka Bardijewskiego (premiera 4 IX 1983). Pan Fajnacki był Jego warsztatem pod opieką Krzysztofa Raua. Potem realizował przedstawienia dyplomowe: Krasnal Odsapka w BTL -u (26 V 1985) wg własnego tekstu, inscenizacji i reżyserii (nieuznane za dyplom – jako „nie lalkowe”) i drugą inscenizację Pana Fajnackiego w Teatrze Lalek „Arlekin” w Łodzi (8 III 1986, obrona 15 VI 1986).

BTL zapowiadał premierę Pana Fajnackiego następująco: „Debiut literacki wydaje się obiecującą propozycją kabaretu dla dzieci. Sprawne pióro, dowcip i tempo zaproponowane w tekście wróżą udaną realizację sceniczną. Realizacja reżyserska Wojciecha Szelachowskiego to praca warsztatowa pod opieką pedagogiczną Krzysztofa Raua. Scenografię – przygotowuje Edward Lutczyn, oprawę muzyczną Jerzy Derfel.”

Trzy kolejne inscenizacje Pana Fajnackiego były nie tylko pierwszymi przedstawieniami w teatrze zawodowym, ale także pierwszymi przedstawieniami Jego teatru autorskiego, który – jak dziś widać z perspektywy lat – miał 3 odrębne nurty.

Pierwszy stworzyła właśnie seria przedstawień o Fajnackich: Pan Fajnacki (BTL, 10 II 1984; Teatr Lalek „Arlekin” w Łodzi, 7 VI 1987; Teatr „Lalka” w Warszawie, 29 X 1988), Pan Fajnacki dwa! (BTL, 7 VI 1987), Państwo Fajnackich (BTL, 1 VI 1997; Teatr „Lalka”, 8 XII 2001). Białostocka inscenizacja Pana Fajnackiego odniosła wielki sukces i w ciągu pierwszych lat tekst miał 3 premiery: po Białymstoku, w Łodzi (scen. Zbigniew Waszczeniuk, muzyka Grzegorz Dąbkowski) i w Warszawie (scen. Edward Lutczyn, muzyka Grzegorz Dąbkowski).

Przedstawienia cieszyły się wielkim powodzeniem u publiczności. W Białymstoku w pierwszym sezonie Pan Fajnacki został zagrany 124 razy (101 razy w siedzibie i 23 razy w objeździe) i pozostawał w repertuarze przez kilka lat. Podobnie było w Łodzi i w Warszawie. Na festiwalach inscenizacje zostały obsypane nagrodami, a wyróżnieniami w plebiscytach publiczności. Dzieci identyfikowały się z bohaterami i niejako wymusiły na Autorze dalsze przygody Pana Fajnackiego: Pan Fajnacki dwa! (BTL) i Państwo Fajnackich (BTL, Teatr „Lalka”).

Wojciechowi Szelachowskiemu udała się też rzecz nie często już dzisiaj spotykana w literaturze czy teatrze – wykreowanie bohatera, jak znane postacie z bajek i baśni czy współcześnie Miś Tymoteusz Rym-cim-ci Jana Wilkowskiego albo Tygrys Pietrek Hanny Januszewskiej. A ponadto jako autor, inscenizator i reżyser w jednej osobie okazał się nieprzeciętnym znawcą psychiki dziecka i mądrym mentorem dorosłych widzów. A także utalentowanym autorem dowcipnego tekstu i świetnym inscenizatorem. Było to widać w akceptacji scenografii prostej a nadzwyczaj pomysłowej (m.in. animacja lalek przywiązanych do prawdziwej szyi i oblicza aktora), muzyki uwydatniającej aktorskie talenty wokalne oraz nadaniu całości świetnego tempa i rytmu komediowej zabawy z przymieszką pouczenia pod adresem dorosłych na temat problemów i trosk wieku dziecięcego.

Po pierwszych premierach, po zaangażowaniu na etat reżysera w BTL – u za dyrekcji Krzysztofa Raua (od 1 IX 1984) i po uzyskaniu dyplomu reżysera (1986), Wojciech Szelachowski od roku akad. 1990/1991 rozpoczął także regularne etatowe zajęcia na Wydziale Lalkarskim w Białymstoku jako asystent prof. Wojciecha Kobrzyńskiego. Od tego czasu do dziś uczył „elementarnych zadań aktorskich” i „techniki pracy z aktorem”, prowadził zajęcia z piosenki aktorskiej i małej formy, był kierownikiem seminarium i proseminarium reżyserskiego, sprawował opiekę nad przedstawieniami warsztatowymi studentów reżyserii, pełnił funkcję pełnomocnika rektora do spraw teatru szkolnego. Wykładał też na Wydziale Aktorskim w Warszawie (1997/1998) oraz w Policealnym Studiu Wokalno-Aktorskim w Białymstoku (proza i wiersz).

Te zajęcia pedagogiczne zaowocowały właśnie drugim nurtem teatru autorskiego – teatru śpiewanego: jakby kabaretu, sceny piosenki, rewii, śpiewogry, wodewilu… Tworzonego dla dzieci i dla dorosłych, dla teatru lalek i dla teatru literacko-muzycznego. Złożyły się nań teksty i reżyserie takich przedstawień o charakterze kabaretowym, jak Krzesło (Wydział Lalkarski, 1 IV 1990), Kabaret Da-Da (BTL, 26 V 1990), Miecz (BTL, 1 IX 1991; Teatr „Lalka”” w Warszawie, 23 V 1993, BTL, 7 I 1997), Żywa Klasa (BTL, 28 II 1993; Teatr Studyjny Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej, Telewizyjnej i Filmowej w Łodzi, 30 I 1999), Wielka tajemnica – Spotkanie pierwsze – Dozwolone do lat dwunastu (BTL, 29 XI 1994), „esej sceniczny” Odkrycie (Teatr „Lalka” w Warszawie, 10 XII 1995), Brzdące (BTL, 26 IX 2004) oraz teksty i reżyserie przedstawień teatru piosenki, czyli – cykl „krótkich kursów…”, coraz to czego innego: a to „piosenki aktorskiej” (BTL, 5 XI 1995, 7 XII 1996; Teatr „Baj Pomorski” w Toruniu, 29 IX 2007), a to „wychowania seksualnego” (BTL, 13 IX 1998), a to „poezji dziecięcej” (Koncert galowy Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu, 5 III 2003 – dla uczczenia 50 rocznicy śmierci Juliana Tuwima; BTL, 21 III 2003; Teatr Lalki i Aktora „Pinokio” w Łodzi, 16 IX 2006), a to „dobrego smaku” (BTL, 24 X 2004)…

Ten nurt rozpoczął się na Wydziale Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku „rewią intelektualną” Krzesło (1 IV 1990) stworzoną do spółki z kompozytorem i pedagogiem Krzysztofem Dziermą, autorem muzyki i akompaniatorem „na żywo”. Było to przedstawienie dyplomowe trzech studentek – Małgorzaty Abramowicz, Małgorzaty Chojnowskiej i Beaty Petelskiej. Wojciech Szelachowski napisał dla nich scenariusz i teksty piosenek oraz – razem z kompozytorem Krzysztofem Dziermą – roztoczył opiekę artystyczną.

„Piosenki i scenariusz rodził się w trakcie prób. I to było absolutnie komfortowe” – wspominał Krzysztof Dzierma. A Wojciech Szelachowski dodawał: „Tęsknię za takim teatrem. Tak pracował Jan Wilkowski, przygotowując Dekameron 8,5 i Zieloną Gęś w BTL-u, tak też mogliśmy pracować i my (…). Liczył się ostateczny wyraz artystyczny, a nie gospodarka planowa” (Wojciech Szelachowski i Krzysztof Dzierma Krótki kurs krótkich kursów, w: Nasz BTL, Białystok 2013, s. 124).

Spotkanie artystów przy inscenizacji Krzesła rozpoczęło wieloletnią przyjazną współpracę na Wydziale Sztuki Lalkarskiej Krzysztofa Dziermy i Wojciecha Szelachowskiego oraz dokooptowanego później scenografa Andrzeja Dworakowskiego, czyli autorskiego Triumwiratu czy Autorskiego Teatru Trzech – wg alfabetu: Andrzej Dworakowski wytyczał przestrzeń do gry, projektował scenografię – malarstwo, kostiumy, lalki, przedmioty, Krzysztof Dzierma był kompozytorem i zależnie od potrzeby akompaniatorem „na żywo” lub aktorem albo autorem nagrań na rozmaitych i współcześnie szybko się zmieniających „maszynach” (syntezatorach czy jak im tam). Ten triumwirat z czasem przeniósł swoje pole działania do BTL-u, realizując Kabaret Da-Da (25/26 V 1990, zamiast Andrzeja Dworakowskiego był jeszcze Wiesław Jurkowski), „bajkę sensacyjną” Miecz (1 IX 1991, zamiast Andrzeja Dworakowskiego był Ryszard Kuzyszyn), niby anty-Kantorowską „rewię intelektualną” „Żywa Klasa (28 II 1993), a następnie owe liczne wesołe „kursy…” umiejętności praktycznie zbędnych.

Dodać należy, że Wojciech Szelachowski wielokrotnie pisał także teksty piosenek do przedstawień innych inscenizatorów, jak Zbigniew Lisowski, Ireneusz Maciejewski, Andrzej Rozhin, Waldemar Śmigasiewicz, reżyserujący aktorzy (Andrzej Beya –Zaborski) i reżyserzy z zagranicy (Marian Pecko, Ondrej Spisak). W sumie do około 20 przedstawień w różnych miastach i teatrach jak Białystok, Bielsko-Biała, Lublin, Łódź, Opole, Toruń, Warszawa (Teatr „Lalka”, Teatr „Guliwer”). Zawsze w recenzjach chwalone jako lekkie i mądre, prościutkie i pełne humoru (m.in. Liliana Bardijewska w recenzji Duch mistrza Dickensa, „Teatr” 1996 nr 3).

Trzeci nurt ukształtowały inscenizacje tekstów pisarzy polskich i obcych, zarówno klasycznych jak współczesnych: Rzeźnia Sławomira Mrożka (Teatr im. Aleksandra Węgierki w Białymstoku, 16 V 1988), Kobiety u grobu Michela de Ghelderode’ a (Teatr Szkolny Wydziału Sztuki Lalkarskiej , 31 VIII 1992), Stuk-Puk Philippe Dorina (BTL, 26 IX 1993), Rozmowy z diabłem wg Leszka Kołakowskiego, BTL, 18 VI 2000), Scrooge, czyli Opowieść wigilijna o Duchu wg Opowieści wigilijnej” Karola Dickensa (BTL, 7 I 2000), Publiczność z…[zwymyślana] Petera Handkego (Teatr Szkolny, 18 V 2003), opowieści barona Borries von Munchhausena (BTL, 13 XI 2005; 22 VI 2008; Teatr „Baj Pomorski” w Toruniu, 21 XI 2010), Spalona powieść Jakowa Gołosowkera, BTL, 17 II 2007), Cztery bliźniaczki Raul Damonte Botana-Copiego (Teatr Szkolny, 8 VII 2008) oraz scenariusze na motywach znanych wątków – o Świętym Mikołaju (Za sto tysięcy załatwiam prezenty, BTL, 21 XII 1993; Mamy Świętego Mikołaja, BTL, 10 II 2001; Choroba jasna Świętego Mikołaja, BTL, 6 XII 2008), Punchu i Judy (Niech żyje Punch! wg Anonima, BTL ,10 III 1995; wersja francuska – Theatre de la Coupe d’ Or w Rochefoport we Francji, 10 XI 2004), Merlini Czarodzieju (Merlin Czarodziej, czyli Jak Rycerz bez imienia powoli doszedł do znaczenia, Teatr „Lalka” w Warszawie, 24 XI 2002).

Zastanawiające, że przez fachowców oceniane wyżej niż charakterystyczne dla Jego sztuki przedstawienia o charakterze kabaretu i piosenki: „(…) miałem wrażenie, że osiąga nieporównanie lepsze efekty, reżyserując cudze teksty…” (Wojciech Kobrzyński w: Cwany jestem!…, Nasz BTL, Białystok 2013, s. 117).

Spośród reżyserów wykształconych na białostockim Wydziale Lalkarskim Wojciech Szelachowski szybko dał się poznać jako utalentowany artysta, świetnie znający lalkarskie i reżyserskie rzemiosło, znakomicie władający piórem, odważny w poczynaniach artystycznych, tworzący przedstawienia zabawne, ale nie bezmyślne, teatr o oryginalnym stylu, ale szanujący widza i wyraźnie respektujący społeczne zadania sztuki teatru. Szybko też nalazł się wśród reżyserów, którzy – zajmując w zespołach artystycznych stanowiska reżyserów lub pełniąc funkcje kierownicze – zaczęli wywierać coraz większy wpływ na kształt artystyczny nie tylko swojego teatru, ale także całego teatru lalek w Polsce.

Swój program teatralny Wojciech Szelachowski formułował jasno i przejrzyście, charakteryzując wyraźnie jego poetykę: „Od początku moich związków ze sceną interesuje mnie teatr autorski (…), a w nim zderzenie różnych sposobów narracji, kolaż stylistyk, czasami bardzo odległych i pozornie do siebie nieprzystających. Stąd w podtytułach realizacji pojawiają się: „rewia intelektualna”, „bajka sensacyjna”, „igraszka świąteczna”. („Teatr Lalek” 1994 nr 1).

Podkreślał bliską mu metodę dochodzenia do inscenizacyjnego rezultatu na scenie – w konkretnej przestrzeni, z wybranymi aktorami o określonych predyspozycjach, w czasie prób, ale nie na kształt awangardowego „pisania na scenie”: „Poznając teatr stopniowo odchodzę od schematu – najpierw powstający przy biurku tekst, a potem jego konkretyzacja sceniczna. Coraz silniej odczuwam potrzebę budowania scenariusza w trakcie realizacji teatralnej, pisania pod określony zespół aktorski czy wręcz pod konkretnych aktorów, z myślą o danej przestrzeni scenicznej”. I dodawał: „Istotnie, to jest moja choroba. Piszę pod nich. To jest zarazem łaska, Dar Boży i zobowiązanie. Znając ich doskonale, w jakiś sposób wykorzystuję ich emploi, ale też staram się stawiać im wysoko poprzeczkę. (…) Czasami inspiracja wychodzi od aktora, a czasem to treść i forma są decydujące.” (Nie tylko dla brzdąców. Z Wojciechem Szelachowskim, dyrektorem artystycznym Białostockiego Teatru Lalek, rozmawia Henryk Hrynkiewicz, „Stąd”, 2004 nr 5, s. 10).

Ale zawsze mocno akcentował szacunek dla sensu w teatrze, literatury i widza: „Eksperymentuję bezpiecznie, starając się zawsze pamiętać o widzu. W samej rzecz jasna literaturze eksperymentowałbym zapewne odważniej. (…) Literatura, o której, nie chciałbym zapominać, staje się w ten sposób służebna wobec istoty samego teatru.”(Teatr Lalek” 1994 nr 1). Zwłaszcza w sztuce dla dziecka, w której rozpoznał dwie rzeczy najistotniejsze i – wydaje się – bezdyskusyjne: „O sztuce – a w szczególności sztuce dla dziecka – wiem z całą pewnością, że powinna być bardzo prosta, a to jest szalenie skomplikowane.” (Tamże).

Mając wysokie poczucie społecznego znaczenia teatru, poszanowanie widza, sensu teatralnej wypowiedzi zawsze, eksperymentując, starał się tworzyć przedstawienia ciekawe, intrygujące, zabawne, żywe, nie nudne, ale i nie bezmyślne, lecz uczące i wychowujące nie przez moralizowanie a poprzez wzruszenie i pobudzenie do myślenia. Zwracał przy tym uwagę na rzecz bardzo w teatrze istotną – wielowarstwowość wypowiedzi inscenizacyjnej: „Ja z kolei często myślę o wielopoziomowości wypowiedzi artystycznej. Ona jest dla mnie niezmiernie ważna. (…) stworzyć widowni możliwość odbierania sztuki na różnych poziomach. (…) jawnych i ukrytych sensów” (Wojciech Szelachowski, Krzysztof Dzierma Krótki kurs krótkich kursów, w: Nasz BTL, s. 131).

Do tego trzeba dodać nieustannie obecną, żywą, przestrzeganą zasadę, aby: „Po pierwsze oczywiście nie nudzić. To jasne. Nie ma nic gorszego niż nuda w teatrze. Uważam to za skandaliczne, kiedy jeden reżyser z udziałem kilku lub kilkunastu aktorów przynudza ze sceny i marnuje drogocenny czas kilkuset osób, zarabiając na tym pieniądze. To przecież pachnie kryminałem. Zatem nie nudzić powtórzę.” (Tamże, s. 131). A następnie dotrzeć do każdego widza: „Bo przecież ta hydra jaką potrafi być widownia ma wiele głów. Warto byłoby wszystkie głowy czymś zająć, wszystkie głowy nakarmić, wszystkie zaciekawić” (Tamże, s. 131) Zaciekawić na dwa sposoby – jednych bardziej powierzchownych i mniej przygotowanych do odbioru teatru – zabawić, innym dać materiał do zastanowienia, pomyślenia, nauki. W obu wypadkach celowi temu służy wyraźna dwuwarstwowość przedstawień Wojciecha Szelachowskiego: efektowne, lekkie, urocze opakowanie, w opakowaniu tym istotne, mądre, ważkie treści – dla widzów, do widzów, o widzach…

Toteż każde przedstawienie Wojciecha Szelachowskiego miewało wiele warstw znaczeń i sensów. Jedne podane wprost – jakby na tacy, inne ukryte – ujawniały się dopiero po namyśle, jeszcze inne dawało się czytać jako nauki płynące z przedstawienia przez analogię czy porównanie. To skomplikowanie przekazu, przesłania i ta pojemność jest główną zaletą inscenizacji Wojciecha Szelachowskiego.

A z kolei okres dyrekcji Wojciecha Kobrzyńskiego i Wojciecha Szelachowskiego w BTL wyróżniał się niezwykłą dynamiką. Ich poprzednicy, jak Piotr Sawicki, Joanna Piekarska, Krzysztof Rau, zabiegali o przetrwanie teatru, ugruntowanie jego pozycji (status sceny zawodowej 1953, upaństwowienie 1960) i zakończenie tułaczki (otwarcie, dzięki Krzysztofowi Rau, własnego budynku i sceny 19 XII 1979). Oni mogli sobie pozwolić na zebranie pełnych plonów artystycznych, choć przeszkadzał niespokojny okres transformacji ustrojowej…. Ale dzięki współpracy obu dyrektorów lata 1990-2003 stały się dla BTL nieprzerwanym pasmem sukcesów.

Wpływ na działalność teatru mieli obaj dyrektorzy. Pierwszy, spokojnej i zrównoważonej natury, służył umiejętnościami organizacyjnymi, doświadczeniem w pracy artystycznej, dokonaniami, rozwagą, mierzeniem siły nie tylko na zamiary, drugi jako były student pierwszego i utalentowany artysta rozpoczynający drogę przez teatr uzyskał nieograniczone pole do popisania się inicjatywami, inwencją, talentem i mógł liczyć na rozważną i bezstronną radę, dyskusję, pomoc przy ich realizacji.

Zgodna współpraca zaowocowała urozmaiconym repertuarem, oryginalnym stylem inscenizacji, utworzeniem jednego z najlepszych zespołów artystycznych w Polsce, licznymi udanymi występami gościnnymi, udziałem w wielu festiwalach, konkursach, przeglądach, spotkaniach w Polsce (Opole, Szczecin, Toruń, Warszawa) i za granicą (Festiwal Państw Grupy Wyszehradzkiej, Rok Polski we Francji), wielkim uznaniem publiczności i krytyki, szeregiem ważnych inicjatyw organizacyjnych.

Obaj dbali o repertuar, a Wojciech Szelachowski od początku podkreślał: „Nie mam zamiaru zdominować repertuaru realizacjami odzwierciedlającymi moje upodobania estetyczne, czy też moje sympatie dla określonego teatru. Im więcej propozycji, tym teatr ten będzie ciekawszy. Stawiam na ferment” („Nowy sezon w Białostockim teatrze: „Dwaj rycerze” i dwóch Wojciechów, „Kurier Poranny” 1992 nr 194, z 14 IX).

Było wiele nowych premier – klasycznych i współczesnych autorów polskich i obcych, ale utrzymano też w repertuarze znakomite przedstawienia poprzedniej dyrekcji – od przedstawień reżyserowanych przez poprzedniego dyrektora Krzysztofa Raua do Parad Jana Potockiego w reżyserii Wiesława Czołpińskiego, niedawnego studenta białostockiego Wydziału Lalkarskiego. Zaproszono do wznowienia swoich inscenizacji zasłużonych artystów, jak Joanna Piekarska (Baśń o dwóch nieustraszonych rycerzach” Jana Ośnicy), a sam Wojciech Szelachowski doprowadził do wznowienia słynnego przedstawienia BTL sprzed lat (1973) wg tekstu Anonima Angielskiego Nie żyje Punch!” (10 III 1995, reż. Włodzimierz Fełenczak i Wojciech Szelachowski), a 10 lat później do francuskiej premiery w Theatre de la Coupe d’ Or w Rochefort we Francji (10 XI 2004), o czym Krzysztof Rau pisał w swojej Autolustracji: „Punch po reinscenizacji (…) jest bez przerwy w repertuarze BTL (…). I zdobywa Europę, przyjmowany wszędzie entuzjastycznie (Łomża 1909, s. 45).

Systematycznie także poszerzano grono współpracowników. Zaproszono do pracy zasłużonych reżyserów jak Krzysztof Rau, Tomasz Jaworski, Włodzimierz Fełenczak. Zaproponowano współpracę znanym osobistościom świata teatru lalek jak Adam Kilian czy Jan Wilkowski. Utrzymywano żywe kontakty z Wydziałem Sztuki Lalkarskiej, kształcącym lalkarzy aktorów oraz reżyserów, i werbowano do pracy absolwentów. Powierzano reżyserię próbującym swoich sił w tym zawodzie aktorom BTL – u i dydaktykom z Wydziału Sztuki Lalkarskiej jak Piotr Damulewicz czy Andrzej Beya-Zaborski.

Nawiązano współpracę z innymi teatrami i instytucjami kulturalnymi Białegostoku i regionu jak Teatr Dramatyczny im. Aleksandra Węgierki, Teatr Lalek w Łomży, Towarzystwo Teatralne „Wierszalin” Piotra Tomaszuka z Supraśla, Teatr ¾ z Zusna Krzysztofa Raua, a także z teatrami z innych miast w Polsce (Teatr im. Hansa Christiana Andersena w Lublinie, Teatr Lalek „Pleciuga” w Szczecinie, Teatr „Lalka” w Warszawie).

Dbano o współpracę artystami i z teatrami z zagranicy jak Grodzieński Teatr Lalek z Białorusi, Teatr Lalek „Na rozdrożu” z Bańskiej Bystrzycy na Słowacji, Teatr Drak z Hradec Kralove. Efekty tych działań były widoczne w życiu codziennym teatru, na festiwalach białostockich oraz podczas kolejnych uroczystości jubileuszowych w 1993 i 2003 roku, gdy do Białegostoku przyjechały teatry z wielu krajów – z Białorusi, Hiszpanii, Izraela, Kuby, Słowacji, a ponadto artyści z Belgii, Francji, Niemiec, Węgier.

Powstały w teatrze nowe sceny: „Scena Nocna” (1993) z własnym osobnym repertuarem dla dorosłych. Ujawniła się aktywność „Sceny Inicjatyw Aktorskich” („Mały tygrys Pietrek” Hanny Januszewskiej). Otwarto przy teatrze Kawiarnię Teatralną pomyślaną jako ośrodek nocnego życia kulturalnego miasta.

Dobudowano drugą scenę i obie sale widowiskowe BTL udostępniano na występy gościnne dla ciekawych przedstawień i występów innych instytucji z Białegostoku, z Polski i zza granicy, jakby próbując zastąpić nieistniejący w Białymstoku Impresariat dla występów innych teatrów nie tylko lalkowych, ale także dramatycznych oraz indywidualnych recitali.

O teatrze pisywano wówczas w samych superlatywach: „Efekt tego zaś taki, że lata 90. dla Białostockiego Teatru Lalek to nieprzerwane pasmo sukcesów. Zasługa to aktorów, co zagrać umieją nawet zelówkę oraz dobranego tandemu, który ich prowadzi: Wojciecha Kobrzyńskiego i Wojciecha Szelachowskiego. Pierwszy BTL-owi szefuje jako naczelny, reżyserując od czasu do czasu, drugi jest dyrektorem artystycznym, przygotowującym autorskie widowiska. Obaj Panowie zaproponowali publiczności teatr nowoczesny, błyskotliwy, dowcipny i dający do myślenia. A przede wszystkim – rozśpiewany. Z równą siłą działający na dzieci, jak i dorosłych. (…) teatr piosenki, o wyjątkowym i rozpoznawalnym stylu. (…) Niewiele jest festiwali, z których lalkarze nie wracaliby z nagrodą” (Monika Żmijewska Miasto lalek, „Gazeta Wyborcza” 2002 nr 247, z 22 X).

W czasie tych licznych zatrudnień Wojciech Szelachowski dał się poznać w środowisku teatralnym, nie tylko teatru lalek, jako artysta i człowiek o sprecyzowanych poglądach. Bezpośrednie wypowiedzi w ankietach i wywiadach, twórczość artystyczna, literacka, inscenizatorska, dyrektorska, pedagogiczna, wymowa przedstawień, wyrażająca niepokoje etyczne, egzystencjalne, moralne, pedagogiczne czy psychologiczne pozwalały w przybliżeniu poznać poglądy Wojciecha Szelachowskiego na teatr i sztukę, zdania kultury i życie – prywatne i społeczne.

Nigdy nie ukrywał, że najwyżej ceni prywatność i rodzinę – ukochanych rodziców, udane małżeństwo (z małżonką Małgorzatą, dziś profesorem endokrynologii w Białostockiej Akademii Medycznej, która jest Jego pierwszą miłością od czasów szkolnych), córkę Idę, wnuki, teściów, innych bliskich, krewnych, powinowatych.

Przyznawał się do emocjonalnych związków z ludźmi, z którymi wypadło mu pracować, zwłaszcza z aktorami. „W teatrze interesują mnie ludzie teatru z ich wspaniałą metafizyczną wiarą w to, że można coś wspólnie przeżyć” – pisał w wypowiedzi dla pisma „Teatr Lalek” (1994 nr 1). Zwolnienie jednego z aktorów uważał za najtrudniejszą decyzję podczas pracy zawodowej. („Nie lubię cwaniaków”, „Kurier Poranny”, 2004, nr z 1 X).

Jest człowiekiem skromnym i nieśmiałym od dzieciństwa, zatroskanym o najbliższych. W obejściu delikatny, kulturalny, wyrozumiały dla współpracowników i studentów , potrafi być surowy, twardy, a nawet brutalny. Zwłaszcza w stresie, gdy ma nań jedyny ratunek czy sposób – jak sam powiada: „Wódka, seks i ogniska” (Tamże).

Wierzymy mu, gdy wymienia cechy, które ceni w ludziach („Empatię, wrażliwość, tolerancję, odpowiedzialność, skromność, radość życia”, Tamże) i takie, które go drażnią („Głupota, nietolerancja, pycha, zazdrość, zawiść, głupi gniew, ironia, złośliwość, nienawiść, zadęcie, samolubstwo, brak wyobraźni, kłamstwo”, Tamże). Wierzymy, nie dlatego, że wypowiada je publicznie, ale dlatego, że ten stosunek do „to lubię, tego nie lubię” potwierdzają Jego inscenizacje – ich tematyka, bohaterowie, atmosfera, klimat, nastrój, wymowa – przesłanie do widza.

Sprawy polityczne diagnozuje ostro. Podobnie jak stan umysłowy Polaków, sytuację współczesnej Polski. Na pytanie dziennikarki „Kuriera Porannego” Alicji Zielińskiej: „Jeśli myślę polityk, to…” Wojciech Szelachowski odpowiadał: „…bardzo się denerwuję. Tę kategorię życie w przyszłości na pewno zlikwiduje. Polityk politykuje, czyli inaczej cwaniaczy. A cwaniaków nie lubię. Wielce szanowany przeze mnie Jacek Kuroń poszukiwał idealnego modelu państwa i świata. Ja chyba znalazłem. Rodzina i wspólnota pierwotno-plemienna to najbardziej sprawdzone jednostki organizacyjne życia. One dość sprawnie rozdają funkcje wynikające ze zdolności, predyspozycji, wreszcie skłonności ich członków. Tam szybko i skutecznie społeczność rozpoznaje, że głupek wiejski jest głupkiem, znachor znachorem, zielarka zielarką, czarownica czarownicą, przywódca przywódcą, etc. Podobnie powinno być w państwie, funkcje pełnią ci, co się do tego najbardziej nadają. Problem w tym, że ci, którzy się do tego najbardziej nadają, wcale się do tej „zaszczytności” nie pchają. Do rozważenia pozostaje zatem dylemat, jak te osoby, w tej wielkiej ciżbie ludzkiej odnajdywać i jak ich zmuszać do pełnienia niechcianych przez nich funkcji. Nazwałbym to z angielska oczywiście „new politics” (Tamże).

Od debiutu pisano o Nim niemal w samych superlatywach. Tylko gdzieniegdzie dopuszczając uwagi krytyczne. „To nie jest kolejny zwykły reżyser z listy polskich twórców teatru. Szelachowski to osobowość. Wystarczy zobaczyć choć jeden spektakl jego autorstwa, by dostrzec jak wyjątkowy i rozpoznawalny jest jego styl. Razem z kompanią białostockich lalkarzy od lat tworzy swój własny teatr piosenki” (Miasto. Ludzie teatru: „Wojciech Szelachowski”, „Gazeta Wyborcza” 2002, nr z 28 III).

A kiedy indziej: „Tak jak mówić można o rozpoznawalnym stylu Jarzyny, Cieplaka, Warlikowskiego czy Lupy – tak mówić można o stylu Szelachowskiego”. „Scenariusze swoich przedstawień pisze sam, nasyca je muzyką (głównie autorstwa Krzysztofa Dziermy), miesza konwencje. (…) Wykorzystując techniki lalkowe, Szelachowski stworzył rodzaj wodewilu dla dzieci i dorosłych – lalkowego, formy, przedmiotu. (…) Wyobraźni i wrażliwości Szelachowski ma tyle, że mógłby obdzielić nią jeszcze kilku twórców. Krytycy podkreślają jego niezwykle wręcz porozumienie z widownią i umiejętność wsłuchiwania się w płynące zeń sygnały. (…) Nie sposób wymienić wszystkich polskich i zagranicznych festiwali, na których pokazywano te spektakle (…) i wszystkich wyróżnień, jakimi obsypano Szelachowskiego i kompanię z Białegostoku” (Teatr. Premiera w BTL: „Brzdąców plemię”, 2004, nr z 28 IX).

Istotnie, bywał artystą wielokrotnie nagradzanym – Atestami (Świadectwo Wysokiej Jakości i Poziomu Artystycznego, 2003, 2004, 2005. 2007) i nagrodami indywidualnymi (Nagroda Twórcza Wojewody Białostockiego, 1984; Nagroda Kapituły im. Aleksandra Bardiniego. 1999; Nagroda im. Jana Dormana, 2002) oraz za przedstawienia – 22 razy w latach 1984-2007! Artystą, którego przedstawienia wielokrotnie wyróżniała publiczność w plebiscytach oraz domagając się po przedstawieniach „bisów” lub śpiewając chóralne „Sto lat”.

Teatr Lalek nie powtórzył owego „Sto Lat” z okazji Jubileuszu trzydziestu lat od debiutu. Ale może będzie okazja właścicielowi Dyplomu Mistrzowskiego, przyznanego przez Kapitułę imienia Aleksandra Bardiniego („dla artysty najbardziej wyróżniającego się w teatrze muzycznym”) zaśpiewać te „Sto lat” po przedstawieniu?

Nawet gdyby nie powtórzyła się propozycja Wrocławskiego Przeglądu Piosenki Aktorskiej z 2003 roku i Wojciech Szelachowski z zespołem białostockim nie mógłby zagrać na przykład opracowywanych właśnie scenariuszy (Krótki kurs walki z bezrobociem) to właśnie zbliża się w Białymstoku kolejna premiera i okazja!

Bożena Frankowska

Dodaj komentarz