Wszystko jest muzyka

O Fortepianie pijanym Toma Waitsa w reż. Marcina Przybylskiego na Scenie Studio Teatru Narodowego pisze Tomasz Miłkowski

Wszystko jest poezja – pisał kiedyś Edward Stachura. Po tym spektaklu trzeba by mówić: wszystko jest muzyka. Bo grać tu można dosłownie na wszystkim: megafonie, staroświeckim młynku do kawy, wiadrze, a nawet klapie zdezelowanego kosza na śmieci, choć ton nadaje grająca na żywo kapela Andrzeja Perkmana.

 

W przedstawieniu Marcina Przybylskiego, który nadał sceniczny kształt i nowe brzmienia utworom Toma Waitsa muzyka ogarnia świat i czyni go odrobinę bardziej przyjaznym, choć przecież Waits, jak to Waits nie stroni od brutalności, zderza tony liryczne, tragiczne i komiczne, nie próbuje ludzi na siłę upiększać. A jednak na koniec zwycięża miłość, gdy w brawurowym, tytułowym Fortepianie pijanym pojawi się Karol Dziuba, a z przodu sceny, tuż nad ramą zaimprowizowanego na scenie studia tańczą w miłosnym duecie mikrofony, a z tańca tego wynurza się widomy skutek – malutki mikrofonik.

Czuły żart, tak jak czułością, choć nie sentymentalizmem tchnie ten spektakl toczący się w starym radiowym studiu, w którym maniak-radiowiec (Marcin Przybylski) zgromadził muzykujących starszawych amatorów i stworzył z nich urzekającą grupę śpiewających poetów, czekających na spotkanie z Tomem Waitsem. Czekających dlatego, że rzecz toczy się w rodzinnym miasteczku Waitsa, który na koniec przybywa (ale nierozpoznany, więc może to tylko powidok), a na pewno powracają wspomnienia i legendy, a wśród nich i ta, że sławny bard urodził się w taksówce i to od razu brodaty.

Pomysł spotkania na scenie aktorów dojrzałych a wielce doświadczonych scenicznie (Wiesława Niemyska, Jerzy Łapiński, Waldemar Kownacki), a także muzycznie (Anna Chodakowska, Jacek Różański) z utalentowaną, kipiącą energią młodzieżą aktorską, okazał się zwycięski. Wszyscy aktorzy namalowali niezapomniane postacie, pełne wewnętrznej prawdy i głębi, a razem stworzyli wibrującą atmosferę niepochwytnego święta muzyki. Kiedy Jerzy Łapiński śpiewa, melorecytuje Mały deszcz, kręcąc młynkiem, dreszcz chodzi po plecach.

Dziwny jest ten Waits, ze światem niepogodzony, niekomercyjny, a na swój sposób popularny. Ktoś, kto z ukosa bystrym okiem przygląda się świata bez misji naprawiana go na swoje kopyto. Może w tym tajemnica jego magii, którą udało się Przybylskiemu usidlić na scenie.

Tomasz Miłkowski

FORTEPIAN PIJANY Toma Waitsa w tłum. Romana Kołakowskiego, układ piosenek i reżyseria Marcin Przybylski, aranżacje muzyczne Andrzej Perkman, scenografia reż. światła Anna Skupień, Katarzyna Szczurowska, kostiumy Monika Onoszko, ruch sceniczny Anna Gryszkówna, Scena Studio Teatru Narodowego, premiera 3 października 2014

[Rozszerzona wersja rcenzji zamieszczonej w tygodniku „Prezegląd”]

Dodaj komentarz