NOWOPLEMIONA

Szkic Jerzego Niesiobędzkiego z tomu szkiców „Ciemniejący horyzont”, wydanego nakładem Fundacji Światło Literatury, Gdańsk 2014:

Teoretycy liberalizmu bywają zgodni co do jednego: postrzegają w liberalizmie zaporę przeciwko chętnie wchodzącym w alianse z systemami autorytarnymi – szowinizmowi i nacjonalizmowi. Warto jednak pamiętać, że – co by nie mówili teoretycy – liberalizm był zawsze ideologią mieszczaństwa, a to – zarówno w kwestii nacjonalizmu, jak i autorytaryzmu nie zajmowało stanowiska aż tak bardzo jednoznacznego. Współczesny liberalizm głosi swobodę krążenia kapitału, potępia gospodarczą autarkię, zwalcza systemy uznawane za totalitarne. Można to naturalnie kojarzyć z klasycznym modelem liberalizmu kształtującego się w Anglii i Francji. Aktywność ekonomiczna i polityczna mieszczaństwa miała decydujące znaczenie dla powstawania, znoszącego podstawowe podziały stanowe, etniczne, kastowe, nowoczesnych państw narodowych; w pierwszych działaniach transformacyjno ustrojowych tych państw można dostrzec wczesną zapowiedź globalizacyjnych procesów. Terytorium narodowo-państwowe, jako podstawowy obszar funkcjonowania kapitału, to już jednak etap miniony. Gospodarczy globalizm niweluje granice państwowe i – zdaniem liberałów – proces ów prowadzi do sytuacji utrudniającej rozwój nacjonalizmu.

Przedstawiona argumentacja robi wrażenie. Szkoda tylko, że jej przejrzystość mącą pewne okoliczności z reguły pomijane przez entuzjastów średniej klasy, jako niezłomnej, zawsze i wszędzie, ostoi wolności i demokracji. Liberalizm w Anglii i Francji kreowało niewątpliwie mieszczaństwo przypomnijmy jednak, że w renesansowej Italii Machiavelli, dla zapewnienia mieszczanom dobrobytu, domagał się ustanowienia państwa z silną władzą centralną, że bardzo podobną ideę głosił Hobbes, że mieszczaństwo francuskie, zanim dojrzało do rewolucji, długo wspierało absolutyzm, że wreszcie mieszczaństwo niemieckie dało się uwieść obietnicom i hasłom faszyzmu.

Pomyślności życiowej mieszczaństwa, jak dotąd, najskuteczniej służyły struktury nowożytnego państwa narodowego. Nie zawsze atoli najbardziej demokratycznego. Globalizm nie sprzyja takiemu państwu, uważa je za przeżytek, bo swobodne krążenie kapitału wymaga dziś uniwersum szerszego niż społeczna przestrzeń państwowa. Wyprowadzanie stąd wniosku, że globalizm kreuje sytuacje zdecydowanie ograniczającą rozwój nacjonalizmu, że współdziałając klasą średnią przekreśla możliwość kultywowania nacjonalistycznych tradycji – jest jednak zdecydowanie przedwczesne. Ekonomiczny globalizm rozsadza spoistość państw narodowych, ale destrukcja ich struktur oznacza tu często nie tyle likwidację nacjonalizmu, co tworzenie dlań nowych terenów działania. Ulegamy wrażeniu, że skoro podmiotowa rola mieszczaństwa w historii państw narodowych splata się ze stanowieniem kształtu tożsamości narodów, to wraz z rozkładem struktur państwowych klasa średnia, chcąc sprostać wymogom liberalizmu w nowym globalnym wydaniu, ryczałtowo odżegna się od swoich ambicji narodotwórczych, i jeszcze bardziej od wszelkich narodotwórczych dewiacji W praktyce rzecz wygląda inaczej. Klasa średnia, do niedawna przydatna w organizowaniu narodowo-tożsamościowej świadomości obywateli w skali makro-społecznej, teraz ma szansę wypełniania podobnej roli w skali, dezorganizujących centralizm państwa narodowego, makroregionów. Autonomizacja, uzyskiwanie politycznej suwerenności, mają swą wagę w grze danego regionu o jak najkorzystniejszy udział w nowym podziale zysków.

Zygmunt Bauman, jeden z autorytetów współczesnej socjologii, dowodzi, że „W jakimkolwiek by języku żądania suwerenności formułowano czerpią one swój impet „z niezadowolenia z aktualnego podziału łupów” 1 / Z drugiej atoli strony – zauważa Bauman – żądania te są bardzo na rękę głównym promotorom globalizacji. „Tak się dokładnie dzieje, że w epoce postmodernistycznej gospodarki suwerenność polityczna staje się głównym czynnikiem ułatwiającym nieskrępowany ruch kapitału i towarów. Im drobniejsze są organizmy polityczne słabsza jest ich siła, chwytanie i przytrzymywanie, tym mniejsza jest ich zdolność do wznoszenia barykad, stwarzania przeszkód – a więc tym samym swobodniejsze jest krążenie kapitałów. Globalizacja gospodarki i informacji oraz fragmentaryzacja suwerenności zdaje się, logicznie rzecz biorąc, pozostawać w sprzeczności nie do pogodzenia, – ale w istocie uzupełniają się” 2 /

Nie koniec na tym. Ponieważ – kontynuuje Bauman – procesy budowania tożsamości z zastosowaniem takich kryteriów jak rasa, wspólnota krwi – uległy dewaluacji, aktualni konstruktorzy tożsamościowej przestrzeni przypominają sobie o istnieniu kultury, instrumentalnie podkreślają kulturowe różnice i przestawiają je, jako fakty uzasadniające grupowy separatyzm. Tak powstają „nowoplemiona”. Ponieważ zaś, wbrew gromkim oświadczeniem „nowoplemiennych patriotów”, fundamenty nowoplemienne są chwiejne ( kultura należy do zjawisk zmiennych) wymagają zabiegów przynajmniej pozorujących stabilność i trwałość. Owocuje to stałym podgrzewaniem emocji lokalno-patriotycznych nastrojów, manipulowania tradycją. W efekcie – puentuje rzecz Bauman – otrzymujemy nowe rodzaje ksenofobii, nowe rodzaje agresywnego nacjonalizmu.

Za przykład szczególnie wymowny może tu posłużyć chociażby najnowsza historia Jugosławii: rozpad państwowej jugosłowiańskiej federacji na mniejsze organizmy nardowo-państwowe. Propagandowe media rozpad ów w pierwszym rzędzie komentowały, jako rezultat, wyprzedzającego wszystko inne, dążeń do pełnej suwerenności zamieszkujących Bałkany nacji. Zapewne był to czynnik nie bagatelny. Nie da się jednak również zaprzeczyć, że w takim właśnie rozwoju wydarzeń był równolegle zainteresowany wielki międzynarodowy kapitał..

Obserwacje Zygmunta Baumana znajdują kontynuację W eseju „Ideologie nowego imperializmu” poszerza je między innymi Przemysław Wielgosz. 3/ Odnotowując następującą, wskutek ekspansji multi-kulturalizmu, fragmentację uniwersalnej narodowej przestrzeni politycznej, stwierdza, że proces, o którym mowa „ wspomaga nową niedemokratyczną redystrybucję władzy, konieczną dla sprawnego funkcjonowania mechanizmów reprodukcji dominującego kapitału”. 4 / Zauważa, iż w ramach społeczności zorganizowanych na bazie kultur etnicznych następuje likwidacja wielu form samorządności. Reprezentanci etno-kulturalnych regionów, zastępują działalność polityczną aktywnością fundacyjno stowarzyszeniową i tym samym stają się klientami kapitału. Wspieranie podziałów etno-kulturowych – wskazuje Wielgosz – zamazuje obecne w kapitalistycznej rzeczywistości podziały klasowe, prowadzi do wypierania ze świadomości obywateli myśli o możliwościach poprawy własnego losu w drodze zorganizowanej politycznej walki. I tak anty-esencjonalność człowieka elastycznego oraz esencjonalność neo-plemienna w maskowaniu sprzeczności społecznych przebiegających według podziałów klasowych wzajemnie się dopełniają. Ich neoliberalna apoteoza ma przeciwdziałać nadmiernemu plenieniu się innego rodzaju postaw tożsamościowych – związanych z przynależnością do ruchów związkowych, robotniczych, narodowo-wyzwoleńczych ”Dla kapitału – pisze Wielgosz – „Przynależności te są rzeczywiście niebezpieczne. Tworzą się, bowiem w poprzek podziałów narzucanych przez neoliberalizm i jego neo-plemienny rewers. Jako takie zaś zadają kłam zarówno mitowi kosmopolitycznego indywiduum, zmieniającego style życia zgodnie z wzorcami podsuwanymi przez przemysł kulturowy, jak i błogiemu rozpuszczeniu indywiduum w (…) plemiennym partykularyzmie? 5 /.

 

Jerzy Niesiobędzki

 

Tekst zaczerpnięty z książki Ciemniejący horyzont, wydanej nakładem Fundacji Światło Literatury, Gdańsk 2014

 

1 / Zygmunt Bauman: „Etyka ponowoczesna”, PWN, 1986.

2 / Tamże.

3/ Przemysław Wielgosz: „Ideologie nowego imperializmu”, „Lewą nogą” nr, 2005

4/ Tamże

5 / Tamże

Dodaj komentarz