Dla mnie Bromba!

Bromba w sieci – Warszawa, Teatr 6. piętro. Powiem od razu. Brombie czas służy. Wciąż aktywna, wciąż małolata. Niezmiennie ciekawska, życzliwa, kochana. Blisko i do babci, i do wnuka. Co tam zresztą gadać. Nasze wspaniałe Brombaliństwo chwyta za serce, za uśmiech, za myśl. Po prostu Bromba i kropka. Może akurat tutaj nie kropka, lecz internet. Wszystko wymyślił, opisał, zainscenizował Maciej Wojtyszko. Dla mnie bomba. Żadnej ściemy. Cała historia rozgrywa się nie dość, że w teatrze, to jeszcze w wirtualnych labiryntach.

Tak precyzyjnie uszyty kolorowy spektakl polecam Państwu nie tylko w imieniu własnym oraz mojego ośmioletniego eksperta Witolda O. Rzecz ma bowiem daleko szerszą perspektywę, którą generuje organiczna rytmizacja. Podlegają temu wszystkie teatralne przestrzenie od żywego planu po multimedia (D. Kozłowski). Rytm wypowiedzi uzasadniając rytm gestu, niesie zmiany światła, sięga metamorfozy bohaterów. Rytmiczny porządek kształtuje i łączy języki teatru. Stąd wynika autentyczna wspólnota choreograficzno (A. Iberszer) – wokalno – dialogowych działań. Tym szlakiem wędrują muzyczne akordy (I. Blokhina), których barwa odbija się w scenograficznych projektach (M. Chojnacki).

Klarowna reżyserska robota uzasadnia melanż technik, a równocześnie chroni całość przed pułapkami składanki. Na scenie liczna młodzież aktorska, że wymienię tylko popołudniową obsadę z dnia 6 grudnia 2014 roku (M. Sosna, K. Zawiślak-Dolny, B. Garstka, M. Weber, M. Deskiewicz, K. Żabka). Bardzo im wszystkim do twarzy, do rytmu i do głosu pod batutą mistrza Wojtyszki. Są znakomicie roztańczeni, rozśpiewani, a gdy trzeba zwerbalizować sens – rozgadani. No właśnie lokalizacja sensu. Co to znaczy? Trasy Bromby zawsze krążą wokół myśli. Tym razem bohaterowie pływają w mętnych wodach wirtualnego świata. Pciucha goni Straszliwy Wirus. Malwinka szlocha, że Fikander stał się ofiarą gry Empajer – Wampajer. Babciny komputer oszalał i zmienia sen na bezsens. Masakra. ‘’ Był obrazek, ale znikł, a ty ciągle klik, klik, klik”.

Skoro w sieci buszują śmieci, Bromba z przyjacielską grupą wsparcia pędzi na ratunek i skacze do wirtualnej rzeczywistości. Niestety czeka ją tam słodko – kwaśna piguła. Głupkowaty żart Wnuczka (w ekranowym ujęciu A. Zdrójkowski) opuścił żartownisia, dokonując jako Złośliwy Programista straszliwej demolki. Lecz Bromba czuwa. Logika matematyczna również. Cyfry od nowa się liczą. Summa summarum nadchodzi Happy End. Finał wsparty refleksją o potrzebie internetowej samokontroli, o przyjaźni, która chowa się w realu.

Szczęśliwy koniec. Ale strach pomyśleć co zrobi biedny internauta, gdy go dopadnie Złośliwy Wirus, a Bromby ni widu, ni słychu. Włos się jeży. Pełna zgroza. Proszę więc o spokój. Jest nadzieja. Trzeba czym prędzej obejrzeć spektakl Macieja Wojtyszki i sięgnąć po słowa z brombowatej piosenki.

 

Obojętnie co się zdarzy,

Lepiej uśmiech mieć na twarzy,

Lękom śmiało spojrzeć w oczy,

Zło nas niczym nie zaskocz

 

Jagoda Opalińska

Dodaj komentarz