Być sobą

O monodramie Jestem swoją własną żoną Adama Patera w Teatrze WARSawy pisze Tomasz Miłkowski:

Monodram Douga Wrighta, nim trafił do Teatru WARSawy, odbył triumfalną drogę po scenach wszystkich kontynentów. Grany był z sukcesem nawet na Tasmanii, wszędzie zbierając świetne recenzje i nagrody. Już w rok po broadwayowskiej premierze został wyróżniony Nagrodą Pulitzera (2004).

Wright sięgnął po historię życia Charlotte von Mahlsdolf, najsławniejszego niemieckiego transwestyty, urodzonego jako Lothar Berfelde (1928-2002), który jako kilkunastolatek odkrył, że w jego męskim ciele kryje się kobieta. Od tego czasu nosił/a się jak kobieta, zmienił/a nazwisko i pozostała przy swoim wyborze wbrew wszelkim przeciwnościom losu. Przetrwała dwa systemy totalitarne. W NRD zasłynęła jako założycielka Muzeum Rzeczy Codziennych, które stało się ośrodkiem skupiającym ludzi wykluczanych ze względu na seksualne preferencje i otwarte poglądy. W muzeum gromadziła pamiątki po świecie, który bezpowrotnie przeminął.

 

Po transformacji ustrojowej Charlotte odznaczono za zasługi, ale i wyszczuto z ojczyzny – neofaszyści zaatakowali jej muzeum, pod jej adresem posypały się oskarżenia o współpracę z tajnymi służbami, na koniec musiała wyemigrować do Szwecji. Paradoksalnie, wolność przyniosła jej wykluczenie.

Tę pasjonującą historię opowiada Wright, wykorzystując autentyczne wspomnienia bohaterki i wprowadzając do monodramu inne postaci. Adam Pater staje więc przed niełatwym zadaniem błyskawicznej przemiany, szkicowania wielu postaci i budowania z nimi dialogów. Ma do dyspozycji zaledwie krzesło i włóczkę w koszyku z rozpoczętą robótką. Kluczowa pozostaje rola Charlotte. Łatwo tu bowiem o przerysowanie, ale to niebezpieczeństwo aktor omija, tworząc postać budzącą autentyczną sympatię, osobę łagodnego serca, choć nieustępliwą, a stanie desperacji groźną (wtedy zabija swego okrutnego ojca-hitlerowca, katującego matkę).

Aktor ubrany w ciemną suknię, ze skromnymi perłami na szyi, stąpając z wdziękiem na wysokich obcasach, z lekko tylko kobiecym gestem, roztacza urok starszej pani, wspominającej dawne czasy. Za tą pozorną słodyczą skrywa piekło poniżeń i cierpień, codziennej walki o przetrwanie, ale i ciepło czasu minionego. Gawędzi, odpowiada na pytania, oprowadza po swoim muzeum osobliwości, szczególnie tkliwie opisując kolekcję pierwszych płyt, woskowych cylindrów Edisona. I wraca do robienia na drutach – kończy właśnie krwistoczerwony sweter dla ukochanego.

Monodram ma swoje drugie dno – skupiając uwagę na czasach, kiedy jawne trwanie przy transwestytyzmie wymagało odwagi, rzuca światło na czające się nadal, wcale nie na marginesie życia społecznego, mroczne tęsknoty do odwetu na wszelkich odmieńcach. W ten sposób monodram Patera staje się ważnym głosem o trwających wciąż zmaganiach o uznanie prawa do wolności i tolerancji. Wybór Charlotte, aby być sobą, okazuje się gestem buntowniczym.

 

Tomasz Miłkowski

 

JESTEM SWOJĄ WŁASNĄ ŻONĄ Douga Wrighta, tłum. Bogusława Plisz-Góral, reż. Karolina Kirsz, scenografia Aleksandra Szempruch, Teatr WARSawy, premiera 28 października

Dodaj komentarz