Andrzej Seweryn: Boy za Szekspira

Andrzej Seweryn, tegoroczny laureat Nagrody im. Tadeusza Żeleńskiego-Boya otrzymał ją, jak głosi werdykt, za wybitne kreacje aktorskie na deskach Teatru Polskiego, ze szczególnym uwzględnieniem ról szekspirowskich. Publikujemy laudację, wygłoszoną przez Tomasza Miłkowskiego podczas uroczystego wręczenia Nagrody laureatowi na Scenie Kameralnej Teatru Polskiego im. Arnolda Szyfman (27 listopada):

Szanowni Państwo,

Nagroda przyznawana jest od roku 1957 przez Klub Krytyki Teatralnej Stowarzyszenia Dziennikarzy/ Polską sekcję Międzynarodowego Stowarzyszenie Krytyków Teatralnych.

(fot. Maciej Głowacki/ Teatr Polski)

Została ustanowiona w pierwszym roku istnienia tego stowarzyszenia, które początkowo nosiło nazwę Klub Paryski, bo w Paryżu właśnie (mieście tak bliskim tegorocznemu laureatowi) krytycy teatralni z Zachodu i Wschodu Europy (w tym Roman Szydłowski reprezentujący polskich dziennikarzy) zawiązali to stowarzyszenie, aby budować mosty porozumienia po podniesieniu żelaznej kurtyny z czasów zimnej wojny.

Imię patrona dobrano z wielką trafnością. Tadeusz Żeleński Boy uosabiał bowiem swoim dziełem ideę zbliżenia jako tłumacz i popularyzator arcydzieł literatury francuskiej i wytrwały recenzent z przypadku – drogę do fotela recenzenta utorowała mu niedyspozycja stałego współpracownika krakowskiego „Czasu”. Ponad dwadzieścia lat recenzenckiej służby złożyło się na 18 tomów Flirtów z Melpomeną, które Jan Kott nazwał „największą powieścią dwudziestolecia”.

Pierwszym laureatem tego honorowego lauru, uwaga, bo to kolejny nieprzypadkowy przypadek, był Kazimierz Dejmek, późniejszy dyrektor Teatru Polskiego za inscenizację odwilżowego Święta Winkelrida. Po latach Kazimierz Dejmek raz jeszcze otrzymał Boya za Gombrowiczowską Operetkę. Tegoroczny laureat, Andrzej Seweryn, często odwołuje się do zasad, którymi kierował się Kazimierz Dejmek jako artysta i dyrektor teatru. Spotkanie zatem w tym samym gronie obu twórców wydaje się znamienne. A grono to nieliczne, choć zacne, by wymienić tylko Tadeusza Łomnickiego. Gustawa Holoubka, Jerzego Jarockiego, Jerzego Grzegorzewskiego i Zbigniewa Zapasiewicza.

Począwszy od roku 2001 laureatami Nagrody zostali: Kazimierz Kutz (2001), Ewa Dałkowska, Elżbieta Kępińska i Joanna Żółkowska (2002), Jerzy Grzegorzewski (2003), Ignacy Gogolewski (2004), Maja Komorowska (2005), Zbigniew Zapasiewicz (2006), Anna Augustynowicz (2007), Jan Englert (2008), Janusz Wiśniewski (2009), Janusz Gajos (2010), Agnieszka Glińska (2011), Henryk Talar (2012) i Piotr Fronczewski (2013).

Dyrektor Teatru Polskiego dołączył do tego elitarnego grona za sprawą swych aktorskich kreacji, w szczególności szekspirowskich, choć pominąć nie sposób Hamma z Końcowki Becketta, Arnolfa ze Szkoły żon czy Rejenta Milczka z Zemsty. O Sewerynie jeszcze niedawno trudno było pisać, że to aktor szekspirowski – na scenie zagrał w sztuce Szekspira po raz pierwszy 13 lat temu Shylocka w Kupcu weneckim, wystawianym przez Komedię Francuską. Wcześniej można go było zobaczyć w kreacjach telewizyjnych jako Henryka V, Ryszarda III i Koriolana. To nie do wiary, ale na polskiej scenie w spektaklu opartym na tekstach Szekspira pojawił się dopiero 5 lat temu, ale było to prawdziwe wydarzenie – w spektaklu Wyobraźcie sobie (wystawianym w krakowskim Teatrze Słowackiego)

To był misternie skomponowany scenariusz, biegnący przez wiele tekstów Szekspira, przywołujący przed oczy publiczności dziesiątki postaci i wątków, od zdesperowanego Hamleta i zbrodniczego Makbeta po rubasznego Falstaffa i pokracznego Ryszarda III, od Lady Makbet po Lady Annę z Otellem i Tymonem Ateńczykiem w tle dał wyobrażenie o niewyczerpanych pokładach ich psychologicznego bogactwa. Aktor odmieniając się w jednej chwili, zrzucając maski i nakładając nowe, nawet stając bezbronnie nagi przed publicznością pokazał nie tylko swój zachwycający warsztat, ale zarazem złożył swego rodzaju deklarację: oto na oczach kilkuset widzów budował teatr spraw ludzkich, otwarty na naturę ludzką, jej odmiany, tonacje, barwy. Prawdziwy mistrz.

Po raz wtóry dokonał tej sztuki w interaktywnym spektaklu Szekspir forever, nadal granym w Teatrze Polskim, nawet przed chwilą, w którym artysta staje się przewodnikiem po świecie teatralnym twórcy Hamleta. To nie tylko przeniesienie z wielkiej sceny na kameralną, ale nowy scenariusz, w którym fragmenty z dzieł Szekspira przeplatają się z refleksjami Seweryna i jego „zaczepkami”, kierowanymi w stronę publiczności. W rezultacie udaje się artyście zainicjować coś na kształt rozmowy, a przynajmniej mapę do rozmowy, wciągnąć widzów w bieg akcji-spotkania, a jednocześnie zachować precyzyjnie cienką granicę dzielącą świat aktora przemawiającego w swoim imieniu od aktora oddanego słowu poety.

Oprócz monodramów Teatrze Polskim, który Andrzej Seweryn kieruje od roku 2011, dał dwie wielkie kreacje Prospera w Burzy i tytułowego Króla Leara. Prospero Andrzeja Seweryna nie jest tym razem władcą wyspy, na którą trafił wyzuty ze swego dziedzictwa przez żądnego władzy brata. Żadnej wyspy tu nie ma. Na scenie widzimy opuszczony, zaniedbany basen z od dawna nieużywaną skocznią, gdzie pomieszkuje kloszard ze swoją córką i podporządkowanym mu bez reszty drugim bezdomnym. Andrzej Seweryn wymodelowany na kloszarda sprawia silne wrażenie i już samym swym wyglądem buduje atmosferę tego widowiska.

Król Lear to jedna z najbardziej tajemniczych sztuk Szekspira. Ukazuje drogę od skłamania do prawdy. Od pozoru do realności. Od sukcesu do klęski. A może inaczej: od klęski do zwycięstwa. Tę niejednoznaczną drogę pisze swoją rolą Andrzej Seweryn, którego Lear spada z wysokości, aby oszaleć i w stanie szaleństwa spojrzeć wreszcie światu prosto w twarz. Okazuje się, że żył do góry nogami i dopiero poniżenie, szaleństwo, daje mu jasność widzenia.

Seweryn demonstruje najwyższej jakości aktorską technikę, co szczególnie widać w scenach, kiedy przechodzi ze stanu świadomości w stan zawieszenia, schizofrenicznej wyobraźni, gdy opędza się od sfory niewidocznych psów albo igra w zabawie w berka. Bywa porywczym, złorzeczącym starcem, miotającym przekleństwa, ale bywa też mędrcem głęboko zadumanym nad istotą świata. Bawi się z rozmachem, cierpi widowiskowo, marzy z iskrami nadziei w oczach o zemście i umiera jak cień. Oto człowiek.

O roli Leara Tadeusz Lo0mnicki mawiał, że to skala bazaltu do zdobycia. Andrzej Seweryn ją zdobywa i to w momencie, jak pisało wielu krytyków, swej kariery idealnym – kiedy osiągnął warsztatową doskonałość, a zarazem zachował pełnię fizycznej sprawności, bez której tej roli po prostu nie da się udźwignąć.

Oto garść powodów, dla których Nagroda Boya idzie w tym roku w ręce Andrzeja Seweryna.

Dodaj komentarz