LIBERALNA ARKADIA

Teza, że liberalizm, pozostający na usługach współczesnego kapitalizmu dobrze służy kulturze, poszerzając medialne pola jej oddziaływania okazuje się coraz bardziej kontrowersyjna. Liczni literaturoznawcy, filozofowie, socjolodzy estetycy działania menadżerskie, medialno rynkowe w zakresie kultury skłonni są raczej oceniać, jako destrukcyjne i szkodliwe dla rozwoju kultury Ten drugi z przedstawionych punktów widzenia w postkomunistycznej Polsce nie zyskuje sobie atoli szczególniejszego aplauzu. Władze III RP stawiają na, zgodny z mechanizmami rynku, kulturalny menedżeryzm. Menedżeryzm w kulturze lansują też media: argumentują, że jest on metodą działania zdrową i pożądaną, bo zbliża kulturę do kapitalistycznych realiów. Media są za umacnianiem systemu i nie obchodzi ich wiele, jakim się odbywa to kosztem. Nagłaśniają poglądy liberałów, którzy aprobując Balcerowiczowską kurację szokową, są niewątpliwie głównymi architektami zasad i form prokapitalistycznych przekształceń w Polsce. W tym również przekształceń powodujących barbaryzację kultury.

 

Gdzie indziej niechęć przyjmowania do wiadomości destruktywnej roli wobec kultury kapitalistyczno-liberalnych reguł funkcjonowania społeczeństwa można by tłumaczyć ciągle żywą pamięcią o rzeczywistych, niebagatelnych zasługach dla rozwoju literatury, teatru i wszelkich innych dziedzin sztuki pionierów liberalizmu w okresie oświecenia czy w czasach dziewiętnastowiecznej literatury mieszczańskiej. W Polsce trudno mówić o takiej pamięci: nasze rodzime osiągnięcia w obydwu wymienionych wyżej epokach były jak wiadomo, raczej mizerne. Nasza pamięć nie sięga tak daleko. Kulturowe zasługi liberalizmu kojarzą nam się z czasami PRL, co na pierwszy rzut oka może wydawać się dziwne, ale jest przecież prawdziwe.

Socjalizm w wydaniu autorytarnym, preferujący praktyki antydemokratyczne, w liberalizmie postrzegał jednego z głównych swych przeciwników. I dlatego to właśnie paradoksalnie wytwarzał sytuację rewaloryzującą atrakcyjność liberalizmu. Formalizacja międzyludzkich stosunków porównywalna z rytualnymi rygorami średniowiecza, biurokratyczna, tłumiąca podmiotowość, centralizacja władzy, dominacja celów zbiorowych nad jednostkowymi – wszystko to razem autorytarny socjalizm kwalifikowało, jako system powielający właściwości autokratycznej feudalnej monarchii. A w tej właśnie – rozkładając konserwatywne struktury społeczne, państwowe, obyczajowe – liberalizm przeżywał okres swoich narodzin i zarazem niezaprzeczalnych sukcesów. Liberalizm – pełniący ongiś funkcję reformatorskie a nawet rewolucyjne – w sfeudalizowanych warunkach realsocjalizmu zyskiwał szansę powtórzenia swej historycznej misji. W tym samym czasie, kiedy w demokratycznych społeczeństwach Zachodu jego oddziaływanie malało, w państwach autorytarnego socjalizmu zyskiwał drugą młodość. Był tu ceniony zarówno wśród zwolenników radykalnych przekształceń ekonomicznych, jak i wśród propagatorów pluralizmu politycznego. Stanowił oparcie dla radykałów negujących system totalnie, ale zarazem znajdował admiratorów wśród całej rzeszy twórców, artystów nie aż tak bardzo zbuntowanych. W kręgach inteligencji pogląd o potrzebie liberalizacji ustroju upowszechniał się zanim jeszcze doszło do solidarnościowej rewolty. Powstawało wyobrażenie, że liberalizm, jako ideologia przełamująca systemowe skamieliny, po wejściu kraju na drogę budowy kapitalizmu, zachowa nie tylko swe ostrze antytotalitarne, lecz okaże się również krytyczny wobec form zniewolenia generowanych nowymi okolicznościami. Sytuacja rozwinęła się całkiem inaczej. Odsłoniła, że w postkomunistycznych okolicznościach liberalizm występując w roli generatora transformacji realsocjalizmu w kapitalizm zatraca cechy pasujące go na kreatora humanistycznych wymiarów kondycji człowieka. A wszystko to razem nasuwa pytanie o programową istotę liberalizmu

Filozofowie, historycy idei zgodnie stwierdzają, że nie poddaje się ona jednoznacznej wykładni. Wszyscy liberałowie bezdyskusyjnie przyjmują, że nie można być liberałem nie akceptując wolności negatywnej, ograniczającej ingerencję w życie jednostki czynników zewnętrznych, w tym głownie państwowych. Różnice pojawiają się przy definiowaniu, do jakiej sfery egzystencji człowieka koncepcja wolności negatywnej odnosi się przede wszystkim i jaką rolę w praktykowaniu liberalnej wolności winna odgrywać prywatna własność. Mówi się, zatem nie o jednym, ale o wielu liberalizmach. Dzieli się liberałów na takich, którzy rozwój wszelkich swobód jednostki traktują, jako implikowany wolnością posiadania, i na takich, dla których rdzeń liberalnej wolności określa nie tyle ekonomia, co forma ideologicznego i politycznego bytu człowieka. I to właśnie ów drugi liberalizm zyskuje pozytywne notowania w kulturze. To jego oddziaływanie i wpływy dynamizowały twórczość poetów, pisarzy, artystów.

Dziś w Polsce dominuje liberalizm „ekonomiczny”, często opatrywany przymiotnikiem: konserwatywny. Liberalizm odwołujący się do ekonomicznych teorii Hayeka. Ale bożyszcza liberalizmu polskiego posierpniowego chowu – Leszek Balcerowicz, Ernest Skalski, Janusz Lewandowski, Witold Gadomski – nie wszędzie najlepiej są notowani. Andrzej Walicki przypomina, że przez najwybitniejszych przedstawicieli liberalnej myśli dwudziestego wieku – Berlina i Rawlsa – Hayek „Był uważany (…) za myśliciela anachronicznego, wskrzeszającego standardy epoki wiktoriańskiej”. 1 / Zwraca uwagę, że przyjęcie przez ONZ Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela oznacza „ (…) prawo do godziwego zarobku, do pracy (…) – czyli koszyk praw socjalnych”, które to prawa są dyskredytowane (…) przez różnych liberałów w naszym polskim wydaniu”. 2 / Ta krytyka w ustach wybitnego polskiego historyka idei to zresztą nie nowość. Wcześniej Walicki negatywnie wypowiadał się o poglądach Hayeka w książce „Zniewolony umysł po latach”. Pisał, że Hayeka koncepcja wolności jest nazbyt uproszczona. Zarzucał, Hayekowi, że „Jako liberalny ekonomista podkreśla on przede wszystkim wolność gospodarczą i prawa własności, zapominając, że fundamentem liberalnej koncepcji wolności i własności jest self ownership Locke´a, prawo do własnej osoby a więc do własnego sumienia i umysłu”.3 / A zatem – konkludował – „wolność moralna i intelektualna powinna być uznana za podstawową, ważniejsza niż wolność ekonomiczna” a „Częściowe ograniczenie wolnej przedsiębiorczości i własności daje się pogodzić z zasadami liberalnymi.” 4 /

Walicki opowiada się za liberalizmem, w którym nie byłoby miejsca na ekspansję swobód ekonomicznych gwarantujących dobre samopoczucie przedsiębiorcom, i właścicielom, lecz jednocześnie uszczuplającym swobodę innych obywateli. Tylko taki model liberalizmu – przeciwstawny zarówno państwowemu totalitaryzmowi jak i skrajnej wolnorynkowej ekonomizacji struktur społecznych – można uznać za istotnie sprzyjający rozwojowi kultury traktowanej poważnie, rozumianej nie tylko, jako ornament zdobiący demokrację wolnej produkcji i wolnej konsumpcji, lecz również, jako dziedzinę międzyludzkich relacji sprzyjających egzystencjalnej podmiotowości duchowych przeżyć człowieka. Niestety, tenże model, teoretycznie niewątpliwie zachęcający, w praktyce powstającego w Polsce kapitalizmu – przecież nie z innych inspiracji jak liberalne – okazuje się właśnie modelem bez szans.

Dlaczego? Odpowiedź możemy znaleźć w rozważaniach innego historyka idei – Jerzego Szackiego. Jest on nieco mniej niż Walicki przywiązany do koncepcji wolności postulującej organizację społeczeństwa, która – i owszem – respektując prawo indywidualnej własności prywatnej miałaby przede wszystkim jednostce zapewniać prawo do własnej osoby i własnego sumienia. Jednak poglądowi, iż bez respektowania owego prawa kulturowa podmiotowość egzystencji człowieka staje się wielce wątpliwa – raczej nie przeczy. W pracy „Liberalizm po komunizmie” nie zapomina zaznaczyć, że właściwie – ujmując rzecz historycznie – liberalizm ekonomiczny został poprzedzony wcześniejszym pojawieniem się liberalizmu politycznego. Zauważa istnienie, odwołującego się do humanistycznych tradycji europejskiego renesansu i oświecenia, liberalizmu kulturowego. Nie tai istnienia, bliskiego temu ostatniemu, liberalizmu lewicowego. Przy tym wszystkim atoli ekonomistów przyczyniających się do stanowienia w Polsce liberalizmu ograniczonego wyłącznie do wymiaru przekształceń ekonomicznych skłonny jest brać w obronę i – mimo gromadzących się w kraju coraz jaskrawszych społeczno ekonomicznych dewiacji – rozgrzeszać.

Szacki zwraca uwagę, że jeśli – w przeszłości liberałowie odnosili propagandowe sukcesy, bo wskazywali jak dalece ( w przeciwieństwie do ewolucyjnego rozwoju kapitalizmu) komunistyczny system był narzucaniem ładu wykoncypowanego w teorii – w roku 1989, proponując budowę kapitalizmu, znaleźli się w sytuacji analogicznej. O ile na Zachodzie, podkreśla, liberalizm inicjowała klasa średnia – w postkomunistycznej Polsce, nieliczni liberałowie uzbrojeni w teorię, proponują budowę kapitalizmu bez wsparcia, jakiego mogłaby udzielać właśnie ta klasa: „chodziło – malowniczo charakteryzuje rzecz Szacki – o stworzenie kapitalizmu pod nieobecność kapitalistów i kapitału, społeczeństwa obywatelskiego, pod nieobecność klasy średniej, przedsiębiorczości bez ludzi gotowych do samodzielnego działania, instytucji liberalnych, bez nawyków do życia na wolności”. 5 / Szacki bywa dokładny: nie przeocza, że dopóki jeszcze władza znajdowała się w rękach komunistów liberalizm w Europie Wschodniej mógł się rozwijać podobnie jak ongiś na Zachodzie w okresie późnego feudalizmu, mógł stopniowo tworzyć enklawy ładu liberalnego w obcym sobie środowisku. Ale kiedy po roku 1989 otworzyły się inne możliwości uległ pokusie konstruktywistycznego przyśpieszenia.”Rozpoczął się – pisze Szacki – jedyny w swoim rodzaju eksperyment, polegający na planowym i szybkim budowaniu ustroju kapitalistycznego, którego cechą miało być to, że rozwija się żywiołowo i powoli, bez żadnych przyjętych z góry założeń. W warunkach świata postkomunistycznego kapitalizm musiał zostać najpierw pomyślany a dopiero potem wypraktykowany – odwrotnie niż w całej swej dotychczasowej historii”. 6/ Takie warunki – dowodzi Szacki – narzucały z góry określone ograniczenia: układ klasowy, w którym wstępnie brak było klasy średniej, popychał polskich znawców liberalizmu do poszukiwania sojuszników w kręgach konserwatywnych, gotowych akceptować ekonomiczne podstawy liberalizmu, lecz sprzeciwiających się jego aspiracjom w zakresie budowania społeczeństwa tolerującego współobecność i rozwój na równych prawach różnych systemów wartości, wymuszał myślenie, że po przeprowadzeniu zmian w ekonomicznej bazie liberalizmy polityczny i kulturowy w sferze nadbudowy pojawią się samoistnie

Niestety, pierwszy pojawił się w formie ograniczonej, zachowującej między innymi szczególną rozległość wpływów na życie społeczne i polityczne w Polsce kościoła katolickiego, drugi – kultywowany przecież już wcześniej w kręgach inteligencji i w środowiskach twórczych – nie tylko nie okrzepł, lecz, uległ degeneracji. Zespół przekonań uznający za istotę wolności prawo człowieka do własnej osoby i do własnego sumienia zwraca się ku kulturze, bo zakłada duchowy rozwój człowieka. I dlatego jawi się też nie tylko, jako przeciwstawny totalizmowi politycznemu, ale i totalnej ekonomizacji funkcjonowania społeczeństwa. Walicki zwraca uwagę, że pełne urzeczywistnienie wolności jednostki w kapitalizmie gwarantuje, wyłączająca pewne dziedziny życia spod panowania kapitału, socjalna polityka państwa. Ale polskie konstruktywistyczno transformacyjne przyspieszenie, wykorzystując administracyjno-państwowe instrumenty z niczym nieokiełznaną szokową energią dla kształtowania stosunków wolnorynkowych, dla transferu państwowego majątku w ręce prywatne, spowodował jej dewastację. Politykę socjalną i kulturalną wyparła, procentująca obocznie monstrualną korupcją, polityka tworzenia wszelkich możliwych udogodnień dla konstytuowania się kapitału. Ten z nuworyszowską pasją agresywnie i bez zahamowań, począł opanowywać, jako tereny możliwych zysków również te sfery życia, które tradycyjnie znajdowały się poza zasięgiem rynku.

Walickiego oburza ekonomiczny dogmatyzm naszych rzeczników liberalizmu, Szacki ograniczoność proponowanej przez nich transformacyjnej formuły, w której nie ma już miejsca na żaden liberalizm wychodzący z innych założeń niż wolnorynkowe, na motywowanie praw wolnościowych jednostki, duchowymi, a co zatem idzie i kulturowymi aspiracjami człowieka – wyrozumiale tłumaczy skrajną odmiennością warunków, jakie dotąd zawsze towarzyszyły realizacji liberalnego modelu stosunków społecznych. Ale w wyrozumiałych wyjaśnieniach Szackiego wiele się przecież niezgadza. Chodziło o budowę kapitalizmu bez kapitalistów? Prawda, ale nie budowano w izolacji. Wysiłki Polaków skwapliwie wspierał, napływający, wraz z rzeszą doradców, doświadczony kapitał zagraniczny. Nie było klasy średniej? Tez prawda, ale nie brakowało chętnych by gorliwie odgrywać jej rolę. A pozytem, odchodząc od rozważań, jaką winna być idealna pełnia liberalnych międzyludzkich stosunków, zauważmy też wreszcie, że liberalizm po polsku, z punktu widzenia teoretyków często oceniany, jako nie tylko niepełny, lecz i organicznie ułomny, z punktu widzenia praktyki jest jak najbliższy tendencji dominujących dziś w gospodarce światowej. W dewastacji socjalnej polityki, w sympatiach dla ekonomicznego globalizmu, w przyciąganiu kapitału spekulacyjnego, skłania się najwyraźniej ku neoliberalizmowi Magaret Thatcher i Ronalda Regana

Ekspansja stosunków rynkowych, historycznie rzecz biorąc, sprzyjała podmiotowości autonomicznej jednostki we wstępnej fazie rozwoju kapitalistycznych stosunków społecznych. Nie inaczej kulturowe znaczenie tej fazy oceniał największy krytyk systemowych założeń ustroju liberalno-demokratycznego – Karol Marks. W nowszych czasach opinie aprobujące tezę o sprzyjających rozwojowi indywidualizmu wczesnokapitalistycznej rzeczywistości głosili tacy socjologowie jak C. Wright Mills, Dawid Riesman, czy Max Horkheimer. Podkreślali, że kreowanej samodzielnością myślenia samodzielności ekonomicznej pionierów kapitalizmu towarzyszyła też pewna stabilność, że prowadzili oni styl życia niepozbawiony chwil kontemplacji, dający szansę wyobraźni, zainteresowaniom wartościami humanistycznymi i artystycznymi. Max Horkheimer pisze, że ciężko pracując, walcząc o przetrwanie „(…) mogli sobie wyobrazić radości mniej dynamicznego i mniej okrutnego uniwersum. W swoich wyobrażeniach o szczęśliwości lub w swoim ideale kultury, do jakiej trzeba dążyć, bierne kontemplowanie estetycznych wrażeń uznawali prawdopodobnie za wartość”, 7 /C Wright Mills porównując w „Białych kołnierzykach” dawną amerykańską klasę średnią z nową właśnie osobnikom należącym do pierwszej przyznaje cechy reprezentatywne dla silnych, skrystalizowanych i samodzielnych osobowości. Dawid Riesman w „Samotnym tłumie” pierwszych kapitalistów – podkreślając ich indywidualizm – określa mianem „ludzi wewnątrz-sterownych”.

Ale jest i druga strona medalu. W odmiennych, nasyconych technokratyzmem warunkach współczesnego kapitalizmu – według autorów „Białych kołnierzyków”, „Samotnego tłumu”, „Społecznej funkcji filozofii” – liberalny ideał twórczej mieszczańskiej osobowości ulega katastrofalnej dewaluacji. C Wright Mills stwierdza, że nowa klasa średnia to dawni samodzielni przedsiębiorcy przekształceni w najemnych urzędników. Jak nigdy korzystają oni z czasu wolnego, ale ten, opanowany przez masową rozrywkę, nie rozszerza ich myśli, nie kształci uczuć, nie rozwija dyspozycji twórczych. Dawid Riesman orzeka, iż dwudziestowieczne społeczeństwo wielkich koncernów i monopoli „człowieka wewnątrz-sterownego” zmienia w „jednostkę zewnątrz-sterowną”, konformistyczna, podatną na sygnały płynące od innych, goniąca za każdą modą. Horkheimer nowoczesny kapitalizm ocenia jako zabójczy dla indywidualizmu. W funkcjonowaniu masowej kultury podsuwającej wzory zbiorowych zachowań widzi wzmacnianie przymusów społecznych, likwidowanie osobistych historii. „Mimo, iż wszystko się zmienia – pisze – nic się nie rusza. Nie trzeba Zenona ani Cocteau, eleackiego dialektyka ani paryskiego surrealisty, by powiedzieć, co ma do powiedzenia królowa z Przygód Alicji w krainie czarów mówiąc: Trzeba biec tak szybko, jak się potrafi żeby zostać w tym samym miejscu” 8 /

W świetle realiów trudno również uwierzyć, że przesądzający o kształcie współczesnego kapitalizmu neoliberałowie nawrócą się na respektowanie – mającej izolować kulturę od ekonomicznego szantażu – polityki socjalnej. Andrzej Walicki, polemizując ze zwolennikami nieograniczonej ekspansywności wolnego rynku, powoływał się na praktykowany przez państwa zachodnie w latach powojennych społeczno-ekonomiczny interwencjonizm. Polemikę Walickiego trzeba by jednak uzupełnić przypomnieniem, że interwencjonizm, o którym mówi, powołała do życia nie tylko obca tradycjom brytyjskim, datująca się od Wielkiej Rewolucji Francuskiej, skłonność lewicującej odmiany europejskiego liberalizmu do pewnych działań konstruktywistycznych. Decydowały tu również inne czynniki: obrona praw pracowniczych przez związki zawodowe i przede wszystkim radykalizm zachodnioeuropejskiej socjaldemokracji w obronie interesów warstw najuboższych. Ale radykalizm ów topniał. SPD w 1959 roku zrezygnowała z budowy społeczeństwa socjalistycznego. Marksizm zamieniła na keynesizm, rewolucję na harmonizację interesów klasowych. Pod koniec stulecia, kiedy poparła ekonomiczną deregulacje i monetaryzm, kiedy przyjęła pogląd o zasadniczej szkodliwości wszelkich dochodowych redystrybucji – bo ogólna pomyślność społeczna rzekomo nijak się ponoć spełniać nie może jak tylko w konsekwencji pomyślnej realizacji interesów kapitalistów – stała się już tylko z nazwy partią socjaldemokratyczną.

To najnowsze przeistoczenie, dostosowując SPD do kapitalizmu w wydaniu neoliberalno globalistycznym sygnuje wyzbywanie się przez socjaldemokracje zachodnie resztek lewicowości. Ale w przypadku polskim oznacza też gruntowną przemianę funkcji społecznego konstruktywizmu. O ile na Zachodzie – w swoim czasie – konstruktywizm ów realizował się w popieraniu, respektującej zasady sprawiedliwości społecznej, polityki socjalnej, o tyle w Polsce znalazł całkiem nowe zastosowanie. Przeciwstawne. Najpierw przecież polscy liberałowie użyli go do tworzenia warunków mających sprzyjać stanowieniu kapitalizmu według zasad fundamentalistycznie rynkowych, następnie rząd SLD – preferując, na wzór liberalnie zmodernizowanych socjaldemokracji zachodnich bezwarunkową ekspansje kapitału – wbrew lewicowym tradycjom postawił na demontaż polityki socjalnej. Zastępowała ją polityka tworzenia, za pośrednictwem środków administracyjno-państwowych, udogodnień dla formowania się klasy nowobogackich, którzy bez zahamowań, jako teren możliwych zysków zaczęli opanowywać wszelkie sfery życia.

Poglądy teoretyków liberalizmu w kwestii sytuacji kultury są zróżnicowane. Ale zróżnicowanie, a nawet przeciwstawność, nie wykluczają wspólnego mianownika. W prezentowanych wypowiedziach dominuje tendencja do objaśniania kulturowego kryzysu odstępstwami od reguł, które w historii kapitalizmu zapisywały się tak tylko wówczas, gdy rzeczywistość społeczna pozostawała w pewnej zgodzie z liberalną ideologią. Nadzieja, że będą sprawdzać się w każdych, że przybliżamy się do liberalnej arkadii nie jest, przeto najbardziej uzasadniona. Pojęciowym konstrukcjom urzekającym harmonią w zakresie rozważań teoretycznych, w obszarze zastosowań praktycznych często przypada funkcja daleka od spodziewanej. Często zamiast harmonizować międzyludzkie relacje wchodzą one w rolę propagandowych środków maskowania konfliktów i napięć

 

Jerzy Niesiobędzki

 

Teks zaczerpnięty z książki Ciemniejący horyzont, która ukazała się nakładem Fundacji Światło Literatury, Gdańsk 2014

 

 

1 / Andrzej Walicki: „Gazeta Wyborcza” z 10 – 11 sierpnia 2002 .

2 / Tamże

3 / Andrzej Walicki: „Zniewolony umysł po latach” , Czytelnik 1993 .

4 / Tamże

5 / Jerzy Szacki: „Liberalizm po komunizmie”, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak” 1994

6 / Tamże

7 / Max Horkheimer „Społeczna funkcja filozofii”, Państwowy Instytut Wydawniczy 1987.

8/Tamże

 

Dodaj komentarz