PERFORMANS NA KOPERNIKA 28 , CZYLI SETNE URODZINY WARSZAWSKIEJ KAMIENICY

Dnia 4 października 2014 roku obecni i dawni Mieszkańcy, Zarząd i Rada Nadzorcza Spółdzielni Budowlano-Mieszkaniowej „Lokatorów” Kopernika 28 w Warszawie urządzili swojej Kamienicy uroczyste urodziny. Setne!

Inicjatorami była Pani Prezes Zarządu Krystyna Bukowczyk i Jej najbliżsi współpracownicy, członkowie Zarządu Pani Violetta Bogorodź i Pani Anna Brzezińska oraz członkowie Rady Nadzorczej: przewodniczący Pan Robert Łaniewski i członkowie Rady Pani Anna Biernacka, Barbara Sobańska i Pan Wojciech Drożdżyński. Ich działania wspierał Zarząd Wspólnoty Mieszkaniowej ADM Biuro Obsługi Nieruchomości przy ulicy Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego oraz sponsorzy ze strony władz Miasta Stołecznego Warszawy i Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę”.

Kamienica. Murowany miejski dom mieszkalny. Co najmniej jednopiętrowy. Warszawiacy mieszkają teraz nie w kamienicach, a na „osiedlach” i mówią – na naszym „osiedlu” jest nasz „blok”, nasz „budynek”, nasz „dom” (często jednorodzinny), albo nasza „willa”. W większości polskich słowników nie ma wyrazu „kamienica”, choć to wyraz dawny – staropolski, a ponadto typowo polski, bo w innych językach miejskie domy murowane mają jedna nazwę niezależnie od budulca. Ale chyba niedługo wyraz ten trzeba będzie wprowadzić, bo znaczenie słowa „kamienica”, które po II wojnie światowej wyszło z codziennego użycia dziś już wielu osobom, a zwłaszcza dzieciom, trzeba tłumaczyć.

Jest natomiast w polskich słownikach wyraz kamień i są jego znaczenia pokrewne: kamień polny i kamień szlachetny. I kilka wyrazów obocznych: głaz, skała, opoka, rafa.

Coś w tym jest! Kamienica nr 28 przy ulicy Kopernika w Warszawie zbudowana została na skarpie wiślanej sto lat temu. I sto lat stoi jak skała, jak głaz, jak opoka, a dla wrogów w czasie wojen była nawet jak rafa, czyli jakby niespodziewana skała podwodna, której nie zmoże nawet silne nowoczesne uzbrojenie i która może siłom wrogim nawet ostro pogrozić czy wręcz drogę zagrodzić.

Kamienicę zbudował w latach 1913-1914 Władysław Marconi (29 II 1848 – 4 VI 1915), architekt ze znanej rodziny architektów, budowniczych i konserwatorów pochodzenia włoskiego.

Ojcem Władysława Marconiego był Henryk Marconi (ur. 1 I 1792 w Rzymie, zm. 21 II 1863 w Warszawie – pochowany na Cmentarzu Powązkowskim), przybyły do Pol;ski około 1822 roku, profesor architektury i perspektywy w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych (1851-1856), członek Akademii Inżynierii i Architektury w Bolonii, Akademii Sztuk Pięknych we Florencji i Cesarskiej Szkoły Sztuk Pięknych w Petersburgu.

Władysław (ur. 29 II 1848, zm. 4 VI 1915), najmłodszy syn Henryka, po ukończeniu studiów rozpoczął pracę architekta w roku 1874. Miał w swojej działalności wiele znaczących prac – budował wraz z bratem Leandro Marconim synagogę na Tłomackiem (1875-1877), przebudowywał spalony Teatr Rozmaitości – dzisiejszy Teatr Narodowy na ulicy Wierzbowej (1884) i Pałac Potockich na Krakowskim Przedmieściu nr 15 (1897). Pełnił wiele ważnych funkcji m. in. był członkiem komitetu budowy pomnika Adama Mickiewicza na Krakowskim Przedmieściu i budowy mostu Poniatowskiego, członkiem Muzeum Rzemiosł i Sztuki Stosowanej, Towarzystwa Fotograficznego, Towarzystwa Opieki nad Zabytkami Przeszłości. Na ulicy Kopernika wybudował co najmniej cztery kamienice – Kopernika 15 (1900, dom własny), Kopernika 16 (1904 – dla H. Kołobrzeg-Kolberga), Kopernika 14 (1904 – dla J. Fruzińskiego).

Kamienicę przy ulicy Kopernika 28 wybudował dla Gustawa Gerlacha, polskiego przemysłowca pochodzenia niemieckiego. Ukończył ją jako ostatnie swoje dzieło – na rok przed śmiercią. Była czteropiętrowa. Otrzymała klasycznie skromne, choć miejscami nieco barokowe, zdobienia elewacji, tympanony ponad oknami drugiego piętra i balkony z pięknymi żelaznymi balustradami.

Do dziś pozostały w okolicy niezburzone w czasie wojny kamienice, budowane przez Władysława Marconiego: na Tamce (nr 40 – także dla Gustawa Gerlacha) i na Topiel (nr 14 i nr 16). A nieco dalej budowle w Alejach Jerozolimskich (nr 28 – dla Konstantego Platera, częściowo zburzony), w Alejach Ujazdowskich (nr 26 – dla Antoniego J. Strzałeckiego, nr 27 – dla Anny Mikulicz-Radeckiej, nr 25 – dla S. Dziewulskiego) i na Mazowieckiej (nr 7 – dla braci Lillpop). Prócz kamienic wiele ważnych budynków, często ocalałych i użytkowanych do dziś, jak hotel „Bristol”, Biblioteka Publiczna im. Kierbedziów na ulicy Koszykowej, Szkoła im. Roeslerów na ulicy Chłodnej nr 39, szkoła dla dzieci pracowników tramwajowych na ulicy Młynarskiej, Przytułek Świętego Franciszka na Solcu, fabryka Jana Fruzińskiego na Polnej. Rozbudowywał też gmach Towarzystwa Kredytowego na Czackiego (nr 21-25) i dobudował nawę w Kościele Świętego Kazimierza na Tamce. Poza Warszawą budował dwory, pałace, wille (m. in. w Konstancinie). Restaurował na Rynku Starego Miasta kamienicę Fukiera i kamienicę książąt Mazowieckich, a na Krakowskim Przedmieściu nr 25 – dawną Pocztę Saską), a w poza Warszawą Pałac w Wilanowie i Zamek w Pieskowej Skale pod Krakowem.

Kamienica Kopernika 28 podczas Powstania Warszawskiego swoją rozległością i silną budową niemal odstraszała niemieckie bomby i pociski. Służyła za punkt obserwacyjny dla Powiśla i Śródmieścia. Ochraniała domy na ulicy Konopczyńskiego, gdzie pod numerem 3, 5, 7 działał powstańczy szpital polowy i chronili się w schronie mieszkańcy okolicznych domów. Uległa dopiero wtedy, gdy nie powiodły się ataki Powstańców na Hotel Bristol i Uniwersytet Warszawski (zajęte przez Niemców) i gdy załamały się siły powstańcze, broniące Kościoła Świętego Krzyża, Krakowskiego Przedmieścia, Nowego Światu i Powiśla.

Po kapitulacji Powstania stanęły przed Kamienicą watahy podpalaczy. Jak pochodnie zapłonęło sześć klatek schodowych. Płonęły wnętrza mieszkań. Ale mury i podesty schodowe pozostały niewzruszone – jak głaz, jak kamień, jak opoka, jak naturalna skała. I kamienica wypalona, zrujnowana, otoczona gruzami – od strony ulicy Konopczyńskiego na wysokość piętra, czasem dwóch – ocalała.

Wrócili do niej Mieszkańcy i przygodni Warszawiacy. Zagnieździli się w ruinach – odnawiali wypalone pomieszczenia od czwartego piętra (piąte nadbudowano po wojnie w 1949 roku) do suteryn.

Kamienica patrzyła na zburzoną sąsiadkę u zbiegu ulicy Konopczyńskiego i Tamki, gdzie dziś parking, na ruiny domu u zbiegu Tamki, Kopernika i Ordynackiej, gdzie dziś Dom Dziennikarzy, na ruiny gmachu naprzeciwko nieistniejącej już stacji benzynowej, gdy Warszawiacy i Harcerze ze Szkoły Powszechnej na ulicy Drewnianej 8 ustawiali świeczki i znicze przy piwnicznych okienkach dla zasypanych tam na śmierć mieszkańców. I cieszyła się, gdy na Kopernika 25 otwierano sklepy, a na dzisiejszym skwerze i terenie zajętym przez Szkołę (od 1950) ożyło targowisko.

Wiele lat musiała jednak czekać, zanim rozebrano wypalone ruiny wielopiętrowej kamienicy na Nowym Świecie, zagradzające w poprzek ulicę Świętokrzyską i otwarto jej widok i przejazd właśnie w kierunku zachodnim, instalując nawet autobus. Jego końcowy przystanek był na tyłach Pałacu Staszica i przedwojennego szpitala dziecięcego – tu, gdzie teraz zatrzymują się autobusy 102 i 105. Mogła patrzeć na czekających, wsiadających, wysiadających i cieszyć się, jak poeta Władysław Broniewski z królem Zygmuntem:

„- Królu Zygmuncie, jak się macie,

Co widać z waszej kolumny?

– Widzę życie na Mariensztacie

I jestem dumny.”

Zarząd i Rada Nadzorcza Spółdzielni Mieszkaniowej oraz Administracja, dzięki pomocy Sponsorów dnia 6 września 2014 roku urządzili Kamienicy Kopernika 28 uroczystość imponującą bogactwem programu.

Aktualni i byli mieszkańcy Kamienicy, powiadomieni na wiele dni wcześniej, przybyli nadspodziewanie licznie. Powitały ich na ulicy Kopernika i na ulicy Konopczyńskiego, na frontowej klatce schodowej i w bramie wjazdowej na podwórze szczegółowe informacje i dekoracje – fotografie, kwiaty, wstążki.

Pod rozpostartymi barwnymi szpalerami wycinanek na ścianach podwórza rozpięto fotografie – Kamienicy (około trzydziestu), zdjęcia dawnych mieszkańców, często już nieżyjących (m. in. rodziny Bukowczyków, Rabczenków, Blejarskich – rodziny Tadeusza Blejarskiego, żołnierza Armii Krajowej i Powstańca Warszawy), znanej kosmetyczki Olimpii i karykaturzysty Mieczysława Bukowczyka (a także podobizny jego prac). .

O godzinie 11- tej rozpoczęła się uroczystość. Charakterystyczne studzienne podwórze Kamienicy straciło codzienny charakter. Udekorowane pięcioma rzędami barwnych łańcuchów, ozdobione fotografiami zawieszonymi na ścianach podwórka i bramy stało się jasne i barwne. Ociepliły je dzieci, małe i większe, zajęte na przemiany malowaniem, zaglądaniem do orkiestry lub poczęstunkiem.

Nad przebiegiem całości i kolejnych wydarzeń wdzięczną pieczę trzymała Pani mgr Violetta Bogorodź, nie tylko członkini Zarządu Spółdzielni, ale także Osoba mająca do aranżowania artystycznych uroczystości rzetelne przygotowanie zawodowe jako aktorka (niestroniąca od reżyserii) i absolwentka Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie-Białymstoku.

Słowny toast urodzinowy wzniosła Pani Krystyna Bukowczyk, otwierając uroczystość w słowach sympatycznych i ciepłych, ale rzeczowych. Po Niej głos zabrał Pan Marek Ciunel, przypominając dzieje Kamienicy, wyliczając ważne historyczne wydarzenia z jej dziejów, a m. in. ciekawe wspomnienia Sylwestra Brauna, powstańczego fotografa i autora historycznych zdjęć rejestrujących zburzenie najwyższego budynku Warszawy – Prudentialu, zwanego „Drapaczem Chmur” (przed II wojną światowa siedziba amerykańskiego towarzystwa ubezpieczeniowego, po wojnie i odbudowie hotel „Warszawa” – obecnie w remoncie).

Pan Ciunel przypomniał także sławnych i zasiedziałych mieszkańców Kamienicy. Do ich szeregu trzeba koniecznie dodać Józefa Szczublewskiego, aktora i historyka teatru (mieszkał na czwartym piętrze w mieszkaniu położonym między klatką schodowa „B” i „C” ), przez wiele lat dyrektora Muzeum Teatralnego przy Teatrze Wielkim w Warszawie, autora wielu książek o teatrze, a wśród nich o Teatrze Wojciecha Bogusławskiego pod dyrekcją Leona Schillera („Artyści i urzędnicy, czyli Szaleństwa Leona Schillera”, Warszawa 1961) i o Teatrze Wielkim w Warszawie w latach 1868-1890 („Wielki i smutny Teatr Warszawski”, Warszawa 1963) oraz o aktorach, jak Helena Modrzejewska, („Żywot Heleny Modrzejewskiej”, Warszawa 1975), Juliusz Osterwa („Żywot Osterwy”, Warszawa 1971) czy Alojzy Żółkowski-syn (Warszawa 1959).

Jacek Brzeszczyński, z towarzyszeniem Jacka Prokopowicza przy fortepianie, śpiewał piosenki, budząc w grubych murach Kamienicy wspomnienia z jej lat młodości – piosenką międzywojenną i wspomnienia wieku dojrzałego po wojennych przejściach piosenką z lat odbudowy Warszawy.

„Tymczasowy Zakład Fotograficzny” i indywidualni fotograficy wykonywali pamiątkowe zdjęcia do pokazania na urodzinach Kamienicy w 2114 roku!

Urodziny, nawet stuletnie, budzą optymizm. Więc po udanym performansie, czyli teatrze, widowisku, występach z dnia 6 X 2014 tego optymizmu należy życzyć wszystkim Mieszkańcom Kamienicy Kopernika 28. Przede wszystkim, żeby Im się dobrze wiodło i żeby tak dobrze mieszkało, jak Jerzemu Welmanowi, młodemu Autorowi mądrych życzeń, pięknie wykaligrafowanych. Te życzenia powiększone i oprawione powinny zawisnąć na pamiątkę u wejścia do budynku, do domu – do Kamienicy.

Bożena Frankowska

Dodaj komentarz