O ZGODNYM ŻYCIU NA ZIEMI

Bożena Frankowska o premierze O raju! Czyli o tym, co było, kiedy nic nie było Maliny Prześlugi w reżyserii Zbigniewa Lisowskiego w warszawskim Guliwerze:

Niemal każde dziecko wie, że żyje na Ziemi, że ta Ziemia jest planetą, że ta planeta obraca się dookoła gwiazdy o nazwie Słońce. Wie też, że co jakiś czas budzi się dzień i na niebie świeci słońce, a po dniu zapada noc i na niebie można oglądać Księżyc i gwiazdy. Gdy podrośnie, dowiaduje się, że Ziemia, Słońce, Księżyc należy do Wszechświata (Kosmosu), który ma wiele obszarów zwanych galaktykami, a w tych galaktykach krążą planety (ze swoimi księżycami) i gwiazdy oraz znajdują się obszary zwane mgławicami.

Wtedy zadaje pytanie: skąd wziął się Wszechświat, kto stworzył Wszechświat?

I otrzymuje różne odpowiedzi.

Albo prostą – Wszechświat stworzył Pan Bóg, Stwórca i Pan Wszechrzeczy – także Ziemi, a na niej przyrody, człowieka i wszystkich ludzi a może także istot żyjących i ich otoczenia poza Ziemią.

Albo bardzo skomplikowaną – Wszechświat powstał w wyniku WIELKIEGO WYBUCHU. A to znaczy, że w PRZESTRZENI, w pewnym momencie CZASU, jakaś ENERGIA (duża – wielka SIŁA) oddziałała na znajdującą się tam MATERIĘ i dokonała tego WIELKIEGO WYBUCHU, a w jego wyniku ukształtował się WSZECHŚWIAT (KOSMOS) i jego części zwane GALAKTYKAMI, a w galaktykach – PLANETY (z księżycami), GWIAZDY i przestrzenie zwane MGŁAWICAMI.

Wtedy ponownie zadaje dwa pytania – jedno po drugim lub oba naraz: a jak to się stało? – co było najpierw? i kto to zrobił?

Wtedy wracamy do początku, bo i naukowcy, i my ludzie dorośli, wciąż niewiele wiemy na ten temat. Oprócz stwierdzenia: „Początek Wszechświata oznacza zarówno początek czasu i przestrzeni, jak materii i energii.” (Paul Davies Czas. Niedokończona rewolucja Einsteina, Prószyński i S-ka, Warszawa 2002, rozdz. 8 pt. Czas urojony, s. 207).

I razem z dziećmi wyobrażamy sobie „wszystko” „przed początkiem” – okres, gdy przestrzeń była, jak na początku przedstawienia w Teatrze „Guliwer” ciemna, pusta, bez ruchu (bezwładna). Ale z takiego wyobrażenia „wszystkiego” „przed początkiem” Wszechświata (czyli przed Wielkim Wybuchem), wybijają nas naukowcy – astronomowie i kosmolodzy: dla nich przed Wielkim Wybuchem nie istniała Energia, nie istniała Materia, ani Przestrzeń, ani Czas. Po prostu nie było ich. Nie istniały. Nie było nic.

Trudne do pojęcia. Więc możemy tylko fantazjować – snuć różne przypuszczenia i rozmaite wyciągać wnioski. Ale może warto pozostać przy korespondencji Gottfrieda Leibniza z Samuelem Clarke, dążących do pogodzenia ducha i materii, „objawienia” i „rozumu”, zwalczających ateizm i materializm: „albo Bóg niczego nie stworzył, albo stworzył świat [przestrzeń] przed czasem, co znaczy, że świat [energia i materia] jest wieczny.”

Teraz to dopiero wszystko trudne do zrozumienia. Ale te zagadnienia – trudne i skomplikowane, niepokojące wiernych, nierozstrzygnięte przez naukę, wzięła odważnie na warsztat Malina Prześluga w sztuce Nic, Dzika Mrówka, Adam i Ewa (druk w wydawnictwie Centrum Sztuki Dziecka w Poznaniu). I tekst ten pt. O raju! Czyli o tym, co było, kiedy nic nie było wyreżyserował w Teatrze „Guliwer” w Warszawie Zbigniew Lisowski, reżyser i dyrektor Teatru „Baj Pomorski” w Toruniu.

W ten sposób trafiła do Warszawy autorka mądrych i znakomicie napisanych sztuk: Najmniejszy bal świata” (wyróżnienie na Konkursie na Sztukę Teatralną dla Dzieci i Młodzieży w Poznaniu, 2009, wystawiona w T. Animacji w Poznaniu, 2010 – w reż. Janusza Ryl-Krystianowskiego i w T. „Baj Pomorski” w Toruniu, 2012 – w reż. Pawła Aignera), Pręcik (wystawiony w T. „Baj Pomorski”, 2012 – w reż. Zbigniewa Lisowskiego i w T. „Banialuka” w Bielsku-Białej, 2013 – w reż. Mariana Pecko, pt. Światełko) oraz Dziób w dziób (wystawiony w T. „Baj Pomorski”, 2013 – w reż. Zbigniewa Lisowskiego), a zarazem jedna z najciekawszych autorek pisujących obecnie sztuki teatralne dla dzieci i młodzieży.

„O raju!” – „O raju!, raju!” w popularnej mowie znaczy tyle, co: „o-je- je-jej”, więc tytuł sztuki w warszawskim Teatrze „Guliwer” Czyli o tym, co było, kiedy nic nie było? Maliny Prześlugi w reżyserii Jerzego Lisowskiego można czytać, jak dziecięce zadziwienie: „o ra-ju, ra-ju, co było, kiedy nic nie było?”.

Na scenie Teatru „Guliwer” zjawia się w pewnym momencie upostaciowane NIC, zjawia się namacalnie, ale – wbrew logice – twierdzi, że „absolutnie” n i c nie ma: nie ma nikogo, nie ma niczego. Czyli nie ma przestrzeni, nie ma czasu, nie ma energii, nie ma materii.

E, tam. To na pierwszy rzut oka widza i ucha widza jest nieprawda: bo jest C Z A S, w którym przyszliśmy do teatru, jest PRZESTRZEŃ – sceny, widowni, teatru, jest ENERGIA i MATERIA, bo my energiczni i głośno gadający do aktorów siedzimy na widowni, a na scenie też zjawiają się rzeczy „materialne” i „energiczne”: efekty techniczne (wizualne – świetlne, malarskie i akustyczne – dźwiękowe, głosowe, muzyczne) i postać teatralna nazwana NIC.

Więc to nieprawda, że nie ma nic, bo jesteśmy my i jest aktorka uosabiająca NIC swoją energią i materią, w czasie teatralnym i w przestrzeni sali Teatru „Guliwer”. I zaraz potem wgramoli się na scenę druga postać – Dzika Mrówka.

Odtąd staje się jasne, że już w momencie zjawienia się na scenie NIC wszystko już było – czas, przestrzeń, energia i materia: ŚWIAT czy WSZECHŚWIAT albo KOSMOS. Już BYŁ. Ktoś go uruchomił, powołał do życia, stworzył…

Wraz z przybyciem Adama rzecz się wyjaśnia. Adam mówi, że: „spadł z góry”: Przysłał go „taki pan”, który „Duży jest” i „tak świeci, że wszystko jasne”, a na dodatek powiedział mu, że nadał mu imię Adam, że Adam jest „pierwszy” i że ma być grzeczny.

Teraz nie mamy wątpliwości, że odtworzone i malowane skamieliny w tle dekoracji przywodzą pamięć czasów sprzed 2,7 miliardów lat. Kiedy najpewniej było już życie na Ziemi, bo tego dowodzą właśnie te skamieliny; może tylko nie było jeszcze istot nieco wyższego rzędu: gadającego Nic, gramolącej się z dołu Dzikiej Mrówki, szukającej miejsca dla urodzenia wielu, wielu dzieci wołających „Mama”, nie było też pierwszego człowieka o imieniu Adam, co spadł z góry (czyli pewnie z Nieba) i drugiego człowieka, czyli Ewy. No i nas, czyli dzieci na widowni i dorosłych a nie dorosłych do tych wielkich zagadnień, które powinniśmy jasno wytłumaczyć pociechom, sami w pełni nie rozumiejąc.

Ale twórca przedstawienia w Teatrze „Guliwer” – reżyser Zbigniew Lisowski wraz z wybranymi współpracownikami jak scenograf Pavel Hubicka, kompozytor muzyki Piotr Nazaruk i autor ruchu scenicznego Maciej Zakliczyński pozostawili te problemy (bardzo słusznie!) widzom – do samodzielnego rozstrzygnięcia: dzieciom do przemyślenia, rodzicom do odważnego podyskutowania z dziećmi.

I wszyscy ci twórcy nie poprzestali na zagadnieniach powstania Wszechświata, warunków do życia w naszej Galaktyce, pojawienia się istot żywych (te skamieniałe ślimaki kiedyś były żywe), istot rozumnych (Nic i Dzika Mrówka nie są głupie!) oraz człowieka. Podjęli drugie trudne zagadnienie – współżycia różnych istot żywych i człowieka – ich z nim, jego z nimi.

Ujawnili najpierw niechęć Nic do wszelkich zmian i innych stworzeń jak Dzika Mrówka czy pierwsi ludzie Adam i Ewa. Pokazali stare jak świat nieporozumienia między Adamem i Ewą, czyli dziewczyną i chłopakiem jak ci siedzący na widowni, między kobietą i mężczyzną, jak nasza mama i nasz tata, oraz z konflikty z otoczeniem w postaci Nic i Dzikiej Mrówki. Zwrócili uwagę na szybkie i liczebne rozmnażanie się istot żywych – na te trzy tysiące Mrówiątek, na rozczulające uczucia Dzikiej Mrówki wołającej jako mama „moje mjuwusie majeńkie! Moje niuniciuni (…) Nio jajećka, taak jajećka” i na Mrówiątka wołające na wyścigi jedno słowo: „Mama!”, ale chwytające za serce.

I jest tak na scenie, jak napisano w programie teatralnym: „Autorka w zabawny i zrozumiały dla dziecka sposób opisuje historię pierwszych ludzi i pokazuje, jak kształtują się ciepłe i dojrzałe uczucia między bohaterami.” „Bohaterowie przedstawienia mimo niechęci i wzajemnej irytacji uczą się wspólnego życia.” „Przedstawienie jest przezabawną opowieścią o tym, jak rodzi się miłość, zrozumienie i akceptacja.”

A stało się tak nie tylko dzięki świetnemu tekstowi, władczym rozkazom reżysera Zbigniewa Lisowskiego i znakomitym współpracownikom w osobach scenografa jako autora nastrojowego tła zdarzeń (Pavel Hubicka) i kompozytora jako autora sugestywnej ilustracji dźwiękowej (Piotr Nazaruk), ale przede wszystkim dzięki umiejętnościom, wysiłkowi i talentowi aktorskiego zespołu.

Widać, że był sprawnie kierowany przez reżysera, umiejącego wykorzystać w pełni sugestie autora ruchu scenicznego Macieja Zakliczyńskiego i cały arsenał środków, którymi w Teatrze „Guliwer” rządzi kierownik techniczny Paweł Jaroszewicz i wielu pracowników: od światła (Bolesław Scholl), akustyki (Wojciech Karwacki), elektroakustyki (Marta Zając-Bar), obsługi sceny (Mariusz Czyż, Tadeusz Dornowski, Marek Dracz) i inspicjentury (Krystyna Bogacka).

Aktorki i aktorzy – Joanna Borer-Dzięgiel, Izabella Kurażyńska, Anna Przygoda, Honorata Zajączkowska, Damian Kamiński, Maciej Owczarzak – wszyscy tworzą odmienne i w swojej odmienności charakterystyczne postacie, ruszają się sprawnie, żywo, lekko, elegancko, mówią z pełnym wyczuciem znaczenia słowa i jego wagi emocjonalnej. Razem tworzą zespół znakomity. Muszą to wyczuwać, bo odzewem na ich grę jest reakcja widzów – głośne sensowne uwagi i komentarze, dociekliwe i mądre pytania, żywe reakcje, radość, zainteresowanie, podniecenie, oklaski, uśmiechnięte twarze widzów niechętnie opuszczających teatr.

 

Bożena Frankowska

 

Teatr „Guliwer” w Warszawie: O raju! Czyli o tym, co było, kiedy nic nie było Maliny Prześlugi w reżyserii Zbigniewa Lisowskiego (asystent reżysera – Rafał Swaczyna). Scenografia: Pavel Hubicka. Muzyka: Piotr Nazaruk. Ruch sceniczny: Maciej Zakliczyński. Premiera: 24 maja 2014.

Dodaj komentarz