Ja-ty, ty-ja

„Krzysztof Majchrzak, utalentowany aktor, muzyk, kompozytor, wirtuoz, pokazał, że jest wrażliwym czytelnikiem, myślicielem, reżyserem, opiekunem młodych aktorów, słowem – kreatorem” – pisze Grażyna Korzeniowska po obejrzeniu przygotowanego pod jego kierunkiem dyplomu Ecce homo!!! w warszawskiej Akademii Teatralnej.

„To była wielce owocna sesja”, stwierdza czasem David, terapeuta, kończąc kolejne zajęcia ze swoimi podopiecznymi.

To zdanie mogą powtórzyć widzowie, którzy obejrzeli spektakl dyplomowy Ecce Homo!!! (na podstawie prozy Kuracja według Schopenhauera pióra Irvina D. Yaloma, amerykańskiego psychiatry i psychoterapeuty) IV roku Wydziału Aktorskiego stołecznej Akademii Teatralnej.

Trwające ponad cztery godziny przedstawienie, powoli krok za krokiem, także dla publiczności siedzącej w niewielkiej teatralnej salce, staje się psychoterapeutyczną sesją.

Nie tylko dlatego, że akcję Ecce Homo!!! Krzysztof Majchrzak, reżyser spektaklu i adaptator prozy Yaloma na scenę, rozgrywa pośród widzów.

Ale dlatego, że ta opowieść o kilkuosobowej grupie terapeutycznej, pracującej pod kierunkiem Davida, ich przewodnika, guru, przyjaciela, terapeuty, a przy tym człowieka śmiertelnie chorego na nowotwór, nie może pozostawić obojętnym nikogo z tych, którzy dobrowolnie w tej teatralnej „sesji” uczestniczą. Mówi bowiem o człowieku, o jego lękach, fobiach, emocjach, o ucieczkach i powrotach, także tych psychicznych; o uczuciach, o kłamstwie i prawdzie, o ograniczeniach, zaniechaniach, buntach, o relacjach z innymi ludźmi; wreszcie stawia pytania o sens życia i nieuchronność śmierci… Bo spektakl Ecce Homo!!! jest zarazem traktatem filozoficznym. Chociaż wydaje się niemożliwe skomponowanie dzieła tego pokroju i zagranie go w szkole teatralnej przez nieledwie adeptów aktorstwa… Chociaż niemożliwe wydaje się, utrzymanie uwagi widzów, przez przeszło cztery godziny(!), na niezmiennym poziomie… A jednak…

Pycha wątpiących zostaje ukarana.

Krzysztof Majchrzak, utalentowany aktor, muzyk, kompozytor, wirtuoz, pokazał, że jest wrażliwym czytelnikiem, myślicielem, reżyserem, opiekunem młodych aktorów, słowem – kreatorem.

Z żelazną logiką stworzył z prozy Yaloma spektakl, który rozwija jak taśmę filmową. Spektakl, w którym nie ma zbędnych scen, ani tanich chwytów, a o takie łatwo w opowieści o życiu i śmierci.

Więcej, Majchrzak świadomy tego zagrożenia, zastawia pułapki na banalność wyobraźni widza. Tak jest m.in. w scenie, gdy David, usatysfakcjonowany udaną sesją, radośnie sięga po czerwony karton i zaczyna wycinać z niego… Co? Serce! Dusza widza chce jęknąć: „Cóż za banał! Jaki kiepski chwyt, niemal poniżej duchowego pasa!”. Ale światło gaśnie, zanim Davidowi uda się wyciąć jedną (!) połówkę serca. Na dodatek w epilogu przedstawienia okaże się, jakie były rzeczywiste intencje wycinanki Davida.
W ten sposób reżyser pokazuje widzowi, że nie idzie na myślową łatwiznę, i tego samego wymaga od publiczności: partnerstwa, nie biernego oglądactwa.

Krzysztof Majchrzak jest artystą czułym na widza, ale i na aktora, z którym pracuje. Wybrał świetnie partnerów do tego wspólnego spektaklu, zarówno pod względem fizycznym, a co za tym idzie – psychologicznym.

Dzięki temu postaci przylegają do wykonawców jak druga skóra. Młodzi aktorzy grają żarliwie, z zaangażowaniem, aż po prawdziwe łzy, które bynajmniej nie odbierają szczerości, ani wymowy ich rolom (ponoć profesjonalista nie roni prawdziwych łez?!). A zadanie mają piekielnie trudne, bo cały spektakl grają wśród publiczności, która widzi ich najdrobniejszy gest, drżenie rąk, skurcz twarzy; słyszy nie tylko każdy szept, ale każdy oddech, niemal bicie serca.

Ci młodzi pokazali się jako ukształtowani aktorzy, profesjonaliści, świadomi siebie i celu dla którego wyszli na scenę. To też niewątpliwie zasługa reżysera, który uświadomił im, że żarty się skończyły. Bo oto wyruszają w piękną, ale trudną przygodę życia, której na imię aktorstwo, i muszą twardo walczyć o siebie.

Tę walkę wygrali. Pokochali ich widzowie, najpierw niemal bez oddechu śledzący przypadki ich bohaterów, a na koniec, nagradzający owacją na stojąco! W szkole teatralnej! Nie do wiary! A jednak…

Byliśmy świadkami jednej z najrzetelniejszych, najpełniejszych prac teatralnych, jakie udało nam się oglądać w teatrze. Podkreślamy – w teatrze!

Patrzyliśmy z radością na tych młodych aktorów, którzy stworzyli piękne role, a zarazem zgrany aktorski zespół. Są to: Sebastian Fabijański, od pierwszych chwil na scenie wzbudzający sympatię nie tylko jako David; umie skupić na sobie uwagę, emanuje takim rodzajem ciepła, że tęskni się do niego, gdy tylko znika za kulisami. Aneta Gołębiewska (Pam), drobna dziewczyna o wielkiej plastyczności, odnajdzie się zapewne w rolach dramatycznych i charakterystycznych, wyposażyła swoją postać w siłę, ale i bezradną kruchość. Małgorzata Mikołajczak (Rebeca), piękna dziewczyna, której brawurowy taniec jej bohaterki zaparł dech w piersiach całej widowni; wstrząsająco przełożyła urodę swojej bohaterki na eksplozję nienawiści. Piotr Bulcewicz (kowboj), z dołkami w policzkach, zawadiackim uśmiechem i posturą siłacza ma świetne warunki na scenę i na ekran; z fantastycznym wdziękiem zagrał swojskiego chłopka z Teksasu, prostego, acz nie prostackiego, ciekawego i siebie, i nowych wyzwań, z którego z początku trochę się kpi, lecz z czasem nabiera się do niego szacunku. Piotr Marzecki (Gill), interesująca, niebanalna aparycja, intrygujący w sposobie istnienia na scenie, poruszania się; wyposażył swojego bohatera w kruchość, która – mimo terapii – w każdej chwili może stać się jego wrogiem. Julian Świeżewski (lekarz pediatra), może zagrać dwudziestolatka i ujmującego pana w średnim wieku; początkowo, jako postać sceniczna, wycofany, zamknięty w sobie, taki, o których mówi się: poukładany; jego wybuch zaskakuje – z równą siłą – widzów, jak i jego samego, ale pomaga obu stronom. Wreszcie – Mateusz Nędza (Filip), z wyglądu anarchista, i taki jest jego bohater; aktor nie miał łatwego zadania, jego postać nie daje się lubić i niemal przez cały spektakl robi wszystko, byśmy trwali, przy tym uczuciu, dlatego trudne ma zadanie, by swoją grą za wcześnie nie ujawnić, co czeka jego bohatera, by wręcz nieoczekiwana zmiana, nie została odebrana jako fałsz, jako kolejna zagrywka Filipa.

Ładnie zagrali epizody Joanna Sokołowska (II r. WA) – dziewczynę z ulicy, i Jakub Gawlik (II r. WA) bezdomnego akordeonistę.

Patrzyliśmy na tych młodych aktorów i myśleliśmy, iż to smutne, że nie zagrają już chyba tego przedstawienia po wakacjach. Spektakle dyplomowe zwykle kończą żywot wraz z rocznikiem opuszczającym mury uczelni.

A przecież stworzyli przedstawienie, które powinno być grane jeszcze wiele, wiele razy. Może znajdzie się odważny dyrektor teatru, który zaproponuje twórcom Ecce Homo!!! miejsce (a nie trzeba go wiele) i pozwoli grać ten ważny spektakl dla widzów i dla nich – aktorów.

Spektakl, który otwiera serce, każe zajrzeć w głąb własnej duszy z namysłem. Spektakl, który przepływa wedle zasady Davida: „Ja-ty, ty-ja”.

Szkoda byłoby zatrzymać tę relację…

Grażyna Korzeniowska

________________________________

 

ECCE HOMO!!!

spektakl dyplomowy studentów Wydziału Aktorskiego

na podstawie Kuracji według Schopenhauera Irvina D. Yaloma

tłumaczenie: Anna Tanalska-Dulęba

reżyseria i adaptacja: Krzysztof Majchrzak

scenografia, kostiumy, światło: Tomek Walesiak

kierownictwo muzyczne i aranżacja: Krzysztof Majchrzak

efekty specjalne: Maciej Majchrzak

ruch: Liwia Bargieł

konsultacje językowe: Magdalena Bibrich

asystent: Mateusz Nędza

wykonanie peruki: Kinga Oszywa

 

obsada: Aneta Gołębiewska, Małgorzata Mikołajczak, Joanna Sokołowska (II r. WA), Piotr Bulcewicz, Sebastian Fabijański, Jakub Gawlik (II r. WA), Mateusz Nędza, Piotr Marzecki, Julian Świeżewski

Dodaj komentarz