Katecheza wg Demirskiego

„Za wysokie progi na lisie nogi…” czy może na nieopierzonego krytyka? Od tygodni słucham „ochów” i „achów” na temat politycznego serialu w koprodukcji Łaźni Nowej z Krakowa i warszawskiego teatru IMKA. Przyznam, że się gubię. Może moje zbyt skąpe doświadczenie teatralne nie pozwala mi zdjąć czapki przed wyniesionym na ołtarze duetem Strzępka – Demirski…

„Klątwa”, dzieło „emitowane” w odcinkach („odcinkach czasów beznadziei” – jak brzmi podtytuł), opowiada historię, w której jednej nocy, w niewyjaśnionych okolicznościach, giną prawie wszyscy polscy parlamentarzyści. Ludzie muszą uporać się z tą sytuacją i uporządkować życie od nowa. Na ziemię schodzi Jezus, by sądzić straszliwie.

Na scenie powódź, w wiadomościach powódź. Białe worki odgradzają nas od przesądzonego błocka. Czuję się bezpieczniej. Jestem poza jego zasięgiem. Mogę z dystansem obserwować spektakl przy ulicy Konopnickiej i przed szklanym ekranem. Jednak polityka i dziennikarze ubabrali się w tym bagnie straszliwie. Nic więc dziwnego, że Jezus zaczyna swój Sąd od nich.

Odcinek drugi „Lekcja religii” zapowiada się intrygująco. Chrystus mściwy i ostateczny grzmi, odprawiając mszę i rozliczając nas z naszych słabości. Ostrzega, że w tym odcinku do śmiechu nie będzie. Pojawia się wątek watykańskich piwnic, w których przetrzymywane są w niewiadomym celu dzieci i sam szatan. Jednak piwnice w tajemniczy sposób znikają. Znikają też klasztory i parafie. Z czasem całkowicie znika i napięcie. Jezus wysyła nieszczęśników do piekła. Księża zamieniają się w polityków, nad prezydentem odprawiane są egzorcyzmy pod przewodnictwem wiedźmy. Następuje fala dziecięcych samobójstw. Z piekła nadaje niestrudzona reporterka. Mnożą się wątki i postacie. Fabuła się rozwleka.

W zakresie desakralizacji zrobiono już wiele we wszelkich przestrzeniach eksploracji twórczej. By nie popaść w miałkość, potrzeba odrobinę więcej finezji niż tylko obiegowych, wyjałowionych żartów, przedrzeźniających obrządki mszalne, czy w typie „Najlepsza część mszy? Idźcie ofiara spełniona”. Jazdy po stereotypach, tworzących podziały. Taka dychotomia jest naprawdę płytka. I prowadzi do kolejnych katastrof. Niedawno na okoliczność powszechnej dyskusji o „kobiecie z brodą” rozgorzała dyskusja na temat pojęcia „tolerancji” . Od literata do dresiarza wylewało się łajno z dwóch przeciwległych barykad. Czy to „moher” czy liberał, język nienawiści przerażał. O przewrotności definicji wszyscy jakby zapomnieli. Powołujący się na otwartość pojęcia „tolerancji”, które nie stawia granic w jej pojmowaniu zlekceważyli konieczność tolerowania również tych „nietolerancyjnych”. A na „lekcji religii” podziały w imię analizy społecznej tworzone są wyraźnie. Klątwa trwa.

„Klątwa” to jednak przede wszystkim kpina z obecnie nam panującej klasy rządzącej.  Na fali popularności seriali politycznych nazywana polskim „House of Cards”. Jednak i w tej warstwie zawodzi. Postacie są prześmiewane, a nie inteligentnie parodiowane. Posłanka Pawłowicz, wdzięczny skąd inąd temat do żartów, ostatnio swoją fantazją zawstydzająca wszelkich parodystów, tu narysowana grubą i wyraźną kreską. To ściąga widza zawsze do piaskownicy. A przecież padają ze sceny i mocne słowa. Poważne zdawać by się mogło przesłania, nad którymi należałoby przystanąć. Katecheza wg Demirskiego. Sprowadzone zostają jednak do kpiny następnym zdaniem. Czy nie w takiej rzeczywistości żyjemy? Czy nie z takim światem twórcy chcą się rozprawić? Przecież to świat, w którym wszystko, co ważne, zastępuje się żartem. Jak na scenie… Żeby nie było zbyt poważnie? By potraktować to z przymrużeniem oka? A może by nie podlegać ocenie, na którą z góry narażone są moralitety. To czymże właściwie ma być ten serial?

Że Demirski potrafi pisać, nie mam wątpliwości, tylko czemu ucieka do banalnych skeczów, kiedy chce powiedzieć coś ważnego? Kiedy uderza w naszą hipokryzję. Kiedy chce nam zadać pokutę za nasz egoizm, pychę i hedonizm. Nie jestem fanem kabaretów. Unikam tej formy wypowiedzi scenicznej. Być może dlatego nieustający rechot widowni wyraźnie mnie męczył.

Spektakl jest nierówny, choć aktorsko trzyma poziom wysoki. Klara Bielawka jako szalona egzorcystka przyprawia o gęsią skórkę, nieszablonowy Dobromir Dymecki w roli Jezusa stanowi intrygujący zadzior, elektryzująca Anna Kłos – Kleszowska, jako dziennikarka musząca się męczyć z duszą posłanki Pawłowicz, czy świetna kreacja Krzysztofa Dracza, jako uwięzionego w ciele prezydenta zapijaczonego redaktora. Surrealistyczne sytuacje, niebanalne, czasem zabawne dialogi. Krok w krok z prostymi gagami, brakiem rozwoju akcji i dłużyznami. Efektowne sceny przeplatają się z rozłażącą się fabułą. Miejscami zaskakująco, momentami po prostu nudno.

„Nie oceniaj książki po okładce” mawiali kiedyś nauczyciele, więc wypada nauki ich w czyn przyoblec i poczekać na ostatnie brawa do części czwartej. W końcu duet Demirski – Strzępka jest naprawdę dużą nadzieją polskiego teatru.

Katarzyna Michalik – Jaworska

Klątwa. Odcinki z czasu beznadziei.

E 02: „Lekcja religii”. Reżyseria: Monika Strzępka, scenariusz: Paweł Demirski, scenografia: Michał Korchowiec, muzyka: Jan Suświłło, multimedia: Tomek Michalczewski

Obsada: Klara Bielawka, Krzysztof Dracz, Dobromir Dymecki, Anna Kłos-Kleszczewska, Radomir Rospondek, Alona Szostak, Paweł Tomaszewski

Dodaj komentarz