Panu Kolbergowi

Niezwykły koncert – misterium – odbył się w Studio Koncertowym Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego 11 maja 2014. Na zamówienie Programu Drugiego PR, Jacek Hałas – bard i badacz rozsławiający tradycje wędrownych śpiewaków i archaiczne formy tańca i muzyki, razem z Darkiem Błaszczykiem stworzyli widowisko Orszak weselny/Żałobny rapsod dedykowane pamięci Oskara Kolberga.

Osią spektaklu stała się opowieść (zaczerpnięta z dzieł Kolberga) o niefortunnym spotkaniu orszaku weselnego z konduktem pogrzebowym, co było złą wróżbą dla nowożeńców. To zdarzenie stało się podstawą dla napisania scenariusza widowiska, w którym zderzają się ze sobą obrzędy związane z Erosem i Tanatosem – ślubu i pogrzebu. Oba zachowały się chyba tylko w nielicznych przekazach, a rytuały pogrzebowe praktycznie zostały wyparte z praktyki.

Spektakl rozpoczyna oświetlony w ciemności sceny Dziad/Przewoźnik (Jacek Hałas). Początkowo gra na drumli, której dźwięki wprowadzają widzów stopniowo w tajemniczy nastrój misterium, w trans. Następnie zaczyna śpiewać smętną pieśń, której piękno podkreśla scenografia – projekcja wycinanek obrazujących drzewa. W ten las wkraczają cztery chochoły – z bajecznie kolorowymi wysokimi czapami zrobionymi z bibułkowych kwiatów i ze wstążkami. To Brodacze ze Sławatycz – zapowiadający – jak na chochoły przystało – niezwykłe, fantastyczne zdarzenia.

Nim zejdą ze sceny, niepostrzeżenie wyłoni się z ciemności 8-osobowy zespół weselny („Tęgie chłopy”), przygrywając do tańca skoczne melodie, a za nimi ustawią się cztery kobiety w pięknych strojach regionu lubelskiego. To śpiewaczki z Kocudzy, słynny zespół „Jarzębina”.

Zaczyna się obrzęd weselny – pieśni kobiet przeplatają się z muzyką, a w tle przesuwają się białe wycinanki: domu, księżyca, słońca.

I nagle w ten sielski nastrój wdziera się wchodząca wolno z przeciwnej strony estrady orkiestra instrumentów dętych (Orkiestra Dęta ze Zdziłowic) grająca smętny marsz pogrzebowy, a za nią – niczym duchy – pojawia się zespół śpiewaków w strojach ludowych (Męski Zespół Śpiewaczy z Godziszowa). Zderzają się dwa obrzędy, towarzyszące żywym i umarłym.

Żywi nikną w ciemności, skąpe światło nakierowane jest na męski chór, który – pod przewodnictwem swojego Guślarza – śpiewa Lament więźniów jęczących – starą pieśń (chorał gregoriański) pogrzebową. Po wybrzmieniu smutnych nut, orkiestra dęta rusza w kondukcie pogrzebowym, któremu towarzyszy projekcja wycinanek (?) pokazująca krzyże różnych wyznań. Chór męski ponownie śpiewa, tym razem pieśń Czekam cię mój świecie wesoły, i znów gra orkiestra dęta, a na ścianach przewijają się obrazy czaszek, piszczeli, kościotrupów, mówiące o przemijaniu i marności tego świata.
Ale życie zwycięża – w świetle pokazują się „Tęgie chłopy” (z jedną kobietą, perkusistką) i znów mamy obrzęd weselny, który jednak – niczym post z karnawałem – przeplata się z muzyką pogrzebową. Na zmianę więc muzycy grają, śpiewaczki weselne śpiewają o wianeczku panny młodej, to znów śpiewają śpiewacy pogrzebowi (O, jak fałszywe wszystko – chorał) i przechodzi orkiestra dęta.
Tworzy się korowód, który kilkakrotnie przechodzi wokół estrady jak na owym zapisanym w anegdocie Kolberga moście – każdy ze swoją melodią. Powstaje kakofonia, wszystko się miesza – żywi z umarłymi, radość ze smutkiem, światło z ciemnością, kolor z czernią…

I nagle wszystko zamiera. W ciemności prawie Dziad/Przewoźnik śpiewa smutną dumkę, balladę – Na dunaj, Nastuś, opowiadającą o nieszczęściu dwojga młodych (to zapewne wynik tego pomieszania porządków świata na moście). Kończy ją tak, jak zaczynał całą opowieść o życiu i śmierci – grą na drumli. Ale to za mało, żeby wyjść z zaczarowanego świata wierzeń – muszą nas stąd wyprowadzić chochoły. I znów na scenę wchodzą barwni Brodacze i trwają na niej niczym strażnicy tradycji. Światło gaśnie, obrzęd się kończy, a zaczyna rzeczywistość…

Choć misterium, w którym uczestniczy 36 osób, ma wybitnie muzyczny charakter, to trudno zakwalifikować je do koncertów. Bliższe jest spektaklowi teatralnemu, zarówno z powodu konstrukcji, warstwy merytorycznej (filozoficznej), jak i reżyserii oraz scenografii.
Spektakl przede wszystkim niesie ogromny ładunek emocjonalny związany z naszą kulturą. Poza obrzędowością (pewnie nikt ze współczesnych, zwłaszcza młodych, nie podejrzewa, że mamy tak bogaty repertuar pieśni żałobnych), są tu liczne odniesienia do dramaturgii bazującej na niej.

Ujrzawszy na scenie Dziada/Przewoźnika trudno nie mieć natychmiastowych skojarzeń z Mickiewiczowskimi Dziadami. Trudno też nie ujrzeć w chochołach Wesela Wyspiańskiego czy jego słynnej pasteli pod tym tytułem.

Skojarzeń pewnie jest więcej – orszak pogrzebowy wyzwala też wspomnienia czeskiego filmu Rok diabła Petra Zelenki, nie mówiąc już o podstawowych odniesieniach antycznych – literackich, muzycznych (ale także do muzyki bałkańskiej) i tanecznych.
Ale wszystko wywodzi się przecież ze związków człowieka z przyrodą – tej praprzyczyny obrzędów towarzyszących okresom przejścia przyrody w stan spoczynku i tych, jakie towarzyszyły radości pojawienia się wiosny, nowego życia.

Twórcy spektaklu wykorzystali do pokazania tych przemian głównie folklor Lubelszczyzny (wykonywane pieśni znane są jednak także poza Lubelszczyzną): pokazują go – także w strojach regionu – artystki z Kocudzy, śpiewacy z Godziszowa, muzycy ze Zdziłowic. Wszyscy to prawie sąsiedzi, tylko chochoły ze Sławatycz nieco oddaleni, choć też z lubelskiego (w Polsce tylko tam występują takie obrzędy). Sekundują im – w mniejszości liczebnej – świętokrzyskie „Tęgie chłopy”.

To odniesienie do folkloru dopełnia scenografia – niezwykle wyszukana, wręcz wysublimowana, choć nikt pewnie nie podejrzewałby, iż projekcją białych wycinanek, haftów i ornamentów na ścianach studia można tak wiele osiągnąć. Stosownie do treści wykonywanych pieśni, pojawiały się więc motywy ze świata przyrody (drzewa, ptaki, ryby, kwiaty), związane z życiem i śmiercią człowieka (dom, koń, krzyże, nagrobki, czaszki, kościotrupy).

W sumie – Pan Kolberg pewnie byłby zadowolony, że jego dzieło życia ma takich kontynuatorów. Szkoda tylko, że widowisko zostało pokazane tylko jeden raz. Co prawda, jest zarejestrowane i dostępne w Internecie*, niemniej uczestnictwo osobiste w takim misterium to doznania nieporównywalne z tymi oglądanymi na monitorze.

Anna Leszkowska

 

„Orszak weselny/Żałobny rapsod”

scenariusz: Jacek Hałas & Darek Błaszczyk 
reżyseria: Darek Błaszczyk – także projekcje świetlne
opracowanie muzyczne: Jacek Hałas 
Występują:  zespół Jarzębina z Kocudzy, Męski Zespół Śpiewaczy z Godziszowa, zespół Tęgie chłopy ze Stanisławem Witkowskim, Orkiestra Dęta ze Zdziłowic, Brodacze ze Sławatycz, Jacek Hałas

 

*http://www.polskieradio.pl/8/194/Artykul/1113761,Niebezpieczne-spotkanie-z-pism-Kolberga-w-Studiu-Lutoslawskiego-Transmisja-trwa

Dodaj komentarz