LETNI SEN PO BAŁKAŃSKU

Jak zacząć ? Żeby nie wyjść na głupka, zawistnika, malkontenta…Leciałem jak na skrzydłach do Opery Bałtyckiej w Gdańsku na spektakl baletowy „Sen nocy letniej” według komedii Williama Szekspira. Spektakl uznany przez magazyn „Dance Europa” za najlepszą światową premierę roku 2013. Wyróżniony Nagrodą Teatralną Miasta Gdańska jako najlepszy spektakl roku 2013. Wynoszony pod artystyczne niebiosa przez recenzentów…

Zacznę od tego, że choreografka Izadora Weiss zrobiła wszystko, żeby publiczność nie zapadła w letni sen. Żadnej tam poetyckiej opowieści o miłości konwencjonalnej i wyzwolonej. Precz z romantyczną muzyką Mendelssohna, która we wszystkich inscenizacjach była głównym czynnikiem spajającym w jedno szekspirowską fantastykę, zwiewność i nierealność postaci, liryzm i erotyzm…Sceną zawładnął dynamiczny i wariacki Goran Bregowicz ! I dobrze to i źle. Dobrze – bo te dynamiczne i przebojowe kawałki, ośpiewane przez Kayę i wszystkim znane, pozwalają przetrwać i wywołują nawet piski młodzieżowej widowni. Źle – bo ten rodzaj muzyki nijak się miał do powolnego i sennego rytmu zabawnej poetyckiej narracji Szekspira. Dramatyzm, rzewliwość i emocjonalne nasycenie tej muzyki pozbawiło spektakl lekkości i komediowości. Nie ma „Snu nocy letniej” bez scenicznej zabawy, żartu, bufonady i groteski. Tutaj odtańczono siarczyście jakiś ponury dramat. Nawet w scenie z rzemieślnikami choreografka nie znalazła środków wyrazu dla jej komicznego i plebejskiego charakteru. Na „Śnie nocy letniej” publiczność ma prawo się bawić, oglądając zabawne manewry miłosne dwóch par, osła w roli kochanka, naiwny teatrzyk rzemieślników…

Scenografka Gosia Baczyńska wybrała chyba kostiumy z zaprzyjaźnionego ciuchlandu. Nie charakteryzują one poszczególnych postaci, nie przyciągają plastyką i nastrojem, nie są elementem erotyzmu, nie różnicują świata realnego od nierealnego sennego obrazu / czarodziejskie elfy w orszaku „sylwestrowej” Tytanii przyodziane są w błyszczące białe sukieneczki, Puk-czarodziej to tancerka w czerwonej krótkiej sukience z jakiejś prywatki…No i te czarne parawany na kółkach, za którymi chowają się tancerze / chociaż ich widać / Remiza ! Światło nie uplastycznia pustej przestrzeni, nie buduje klimatu, nie tworzy wrażenia współistnienia dwóch różnych światów – realności i snu. Specjalista od oświetlenia, Piotr Miszkiewicz, zaświecił równo i z góry.

Choreografia banalna i monotonna, oparta na duplikujących się pozach, ruchach i gestach / niezliczone obroty i unoszenia /, nie uwzględniająca zmiennego charakteru scen i różnych estetyk tańca. Wyprana z erotyki, a przecież cała sekwencja snu to obraz budzących się pierwotnych i podświadomych instynktów; pożądania poza społeczną konwencją i obyczajem… To erupcja naszej skrywanej natury. Próżno tego szukać w przedstawieniu zatupanym Bregowiczem. Układy sprawiają wrażenie niedopracowanych. Sporo brudu przy synchronicznym ruchu. Mało wyraziste i czytelne realistyczne gesty i próby „gry aktorskiej”… Tak chwalony przez dyrekcję zespół baletowy w nieciekawej choreografii prezentuje przeciętny poziom.

A przecież – jacyś redaktorzy z zagranicznego czasopisma o balecie ogłosili to przedstawienie za najlepsze na świecie ! Widać lichy ten światowy balet z tyloma wybitnymi choreografami. Jacyś urzędnicy z Gdańska, nakręceni tym werdyktem, uznali ten spektakl także za najlepszy… „Błogosławieni, którzy uwierzyli…” Każdy ma rację, nawet gdy nikt nie ma racji. Nagrody zalegają w rękach różnych nacji i koterii. Publika uwierzy we wszystko, co dobrze opakowane. To sprawa marketingu. Ja pozostanę przy swoim.

 

PS. Dzisiaj rano Radio Gdańsk zachęcało do odbierania 250 podwójnych zaproszeń na sobotnie przedstawienie. 500 osób za darmo wejdzie na „światowej” marki spektakl, żeby zrobić frekwencję w operze, która gra co miesiąc zaledwie 8 przedstawień ! W prawie milionowej metropolii. Nic dodać, nic ująć.

 

JÓZEF JASIELSKI

Dodaj komentarz