KRÓL LEAR w śmiertelnej koszuli

Po raz trzeci Król Lear, jedna z najbardziej tajemniczych sztuk Szekspira, pojawia się na afiszu Teatru Polskiego. Pierwszy raz miało to miejsce w okresie międzywojennym, kiedy inscenizację podpisał Leon Schiller (1936), który wykorzystał klasyczny przekład Józefa Paszkowskiego. Rezultat był kontrowersyjny. Zachwycał się tym przedstawieniem tylko Kazimierz Wierzyński, pozostali recenzenci zgłaszali mniejsze lub większe zastrzeżenia. Kolejną premierę, po upływie ćwierćwiecza, w nowych okolicznościach dziejowych, w nowym, dobrym przekładzie Zofii Siwickiej przygotował Zygmunt Hübner, uważany wówczas za jednego z czołowych inscenizatorów. Hübner kierował się interpretacją Jana Kotta, ale poniósł klęskę, którą poświadczyli wszyscy recenzenci na czele z rozjuszonym Kottem. Z katastrofy ocalał tylko Bronisław Pawlik w roli Błazna. Dyrektora Andrzeja Seweryna przeszłość powinna więc odwodzić od Leara, ale na szczęście pokusa okazała się silniejsza od lęków. Jacques Lassalle skorzystał z przekładu Stanisława Barańczaka i dowiódł, że to sztuka nadal fascynująca, a więc warta nowej próby odczytania, a w duecie z Dorotą Kołodyńską stworzył inscenizację, którą będzie się dobrze pamiętać, tak jak kreację Andrzeja Seweryna.

 

Król Lear to pułapka. Zrazu wygląda na opowieść o oszalałym królu, który z własnej woli pozbywa się władzy. Dzieli swoje królestwo między córki, podział uzależniając od tego, która zadeklaruje się z większym ku niemu afektem. Niezadowolony oschłością Kordelii wydziedzicza najmłodszą córkę, a najwierniejszego sługę skazuje na banicję. Wkrótce jednak historia o porywczym a niezbyt rozgarniętym władcy skręca w innym kierunku. Okazuje się, że to nie król oszalał, ale świat, jego otoczenie, w którym roi się od wężów i jadowitych skorpionów.

Wszyscy tu walczą ze wszystkim, aby zdobyć władzę i poniżyć przeciwnika. Syn i córki przeciw ojcom, brat przeciw bratu, siostra przeciw siostrze, nie ma wyjątków. Gorzkie nauki, jakie odbierają zadufani, naiwni ojcowie mają wysoką cenę. Jedni płacą życiem, inni ranami w duszy.

Można w tym widzieć rozpad wartości, alienację władzy, upadek moralności, zanik więzi rodzinnych, Szekspir daje interpretatorom wolną ręką. Trzeba do tajemnicy Króla Leara znaleźć klucz. W spektaklu Jacquesa Lassalle’a kierunek interpretacji jest klarowny, wiedzie o zadufanego w swojej królewskości Leara w koronacyjnym płaszczu, obficie sfałdowanym, wijącym się po jego ciele, po śmiertelną koszulę w końcowych partiach spektaklu, kiedy jest wwożony na scenę na wózku, a wreszcie w finale, kiedy na plecach taszczy martwe ciało Kordelii. Oto droga ze szczytu na dno, ale i od zaniku więzi z realnym światem do podstawy, do ziemi, kiedy świat ukazuje się mu w całym swym okrucieństwie. Droga od skłamania do prawdy. Od pozoru do realności. Od sukcesu do klęski. A może inaczej: od klęski do zwycięstwa.

Tę niejednoznaczną drogę pisze swoją rolą Andrzej Seweryn, którego Lear spada z wysokości, aby oszaleć i w stanie szaleństwa spojrzeć wreszcie światu prosto w twarz. Okazuje się, że żył do góry nogami i dopiero poniżenie, szaleństwo, daje mu jasność widzenia.

Seweryn demonstruje najwyższej jakości aktorską technikę, co szczególnie widać w scenach, kiedy przechodzi ze stanu świadomości w stan zawieszenia, schizofrenicznej wyobraźni, gdy opędza się od sfory niewidocznych psów albo igra w zabawie w berka. Bywa porywczym, złorzeczącym starcem, miotającym przekleństwa, ale bywa też mędrcem głęboko zadumanym nad istotą świata. Bawi się z rozmachem, cierpi widowiskowo, marzy z iskrami nadziei w oczach o zemście i umiera jak cień. Oto człowiek.

Przedstawienie w Teatrze Polskim tchnie monumentalnością, w dużej mierze za sprawą przestrzeni, sceny obitej bejcowanymi deskami z wielkimi przesuwanymi ścianami z takich samych desek, które przestrzeń otwierają i ograniczają. W tle wielki biały ekran horyzontu zamieni się na długie chwile w obrazy szalejącej burzy, a w scenach finałowych w krwawą bitwę malowaną tylko coraz bardziej intensywną czerwoną barwą na ekranie, a potem sylwetkami maszerujących żołnierzy.

Trzydzieści osób na scenie, prawie cztery godziny akcji dramatycznej z płynnie zestrojonymi scenami zbiorowymi i wyodrębnionymi monologami głównych bohaterów, wśród których błyszczy talentem komicznym Błazen Jarosława Gajewskiego a dramatyczną skalą hrabia Kentu Piotra Cyrwusa.

Lassalle nie zaniedbał też repliki tragedii Leara, jego starciu z córkami, odpowiada zwarcie Gloucetera (Jerzy Schejbal) z synami. I ten drugi plan ma swoją siłę wyrazu, a role Krzysztofa Kwiatkowskiego (Edmund), złego syna, i Krystiana Modzelewskiego (Edgar), dobrego, którzy walczą względy ojca potwierdzają, jak niewiele dzieli prawdę od fałszu – czasem to tylko sztuka prezentacji.

 

Tomasz Miłkowski

 

KRÓL LEAR Williama Shakespeare’a, tłum. Stanisław Barańczak, reżyseria Jacques Lassalle, scenografia i kostiumy Dorota Kołodyńska, światło Mirosław Poznański, muzyka Mirosław Jastrzębski, animacje multimedialne Mikołaj Molenda, Teatr Polski im. Arnolda Szyfmana, premiera 26 kwietnia 2014

Dodaj komentarz