Ja, czyli kto?

Rozszerzona wersja recenzji publikowanej w „Przeglądzie”:

A co, jeśli pewnego dnia uświadamiasz sobie, że nie wiadomo, gdzie zaczyna się i kończy władztwo twojego JA. Mówią ci, że to ty zrobiłeś albo, że to ty chciałeś, a tymczasem to zrobiła twoja powieka, kiszki, które grają marsza, płuca, które oddychają, tak wiele rzeczy dzieje się z tobą pomimo twojej woli. Gdzie zatem się zaczynasz i kończysz, co od ciebie zależy, gdzie szukać tego twojego jedynego JA? Z takim odkryciem dzieli się z widzami bohater monodramu Jednocześnie.

[na zdj. Łukasz Simlat]

Można te jego rozterki łatwo wykpić, uznać za wyraz spóźnionych refleksji kogoś, kto dawno przecież osiągnął (formalną) dojrzałość, a pyta o sprawy tak oczywiste. Ale w tym szaleństwie jest metoda – wyciągając na wierzch nieuświadamiane zwykle niepokoje, dezorientacje, poczucie niepewności i rozchwiania, które towarzyszy każdemu z naszych pozornie pewnych kroków, Griszkowiec odsłania przypisaną naturze świata i człowieka wieloznaczność, śmieszność i mimo wszystko jakąś dziwną wzniosłość w marzeniu, że to wszystko da się opanować. „Chciałem, żeby było dobrze”, powiada bezradnie bohater Griszkowca i podzielamy z nim to pragnienie, podobnie, jak kibicujemy mu, kiedy śpiewa, nareszcie zdobywając się na przekroczenie linii swojej słabości, bo śpiewać nie umie i posłuży się techniką karaoke.

Nie wiemy, kim jest bohater, czym się trudni, jakie są jego marzenia, rodzina (jeśli ją ma), nic nie wiemy o poglądach politycznych czy wyznaniu. To postać, a właściwie kontury postaci, bez ankiety osobowej w świecie bez Boga i ideologii, ktoś konfrontowany jedynie ze swoim śmiesznym niedorosłym pragnieniem, by świat był bardziej zrozumiały, a przede wszystkim samemu odkryć, kim się jest. Jest dopiero na początku drogi.

Łukasz Simlat ten niepokój, ujawniany w rwanej wypowiedzi (mnóstwo tu zdań niezakończonych, nieuładzonych, poszarpanych), przedstawia wiarygodnie. Czasem włącza przeglądarkę slajdów, aby pokazać przekrój człowieka, aby zajrzeć pod skorę, gdzie dzieje się wciąż i wciąż tyle niekontrolowanych przez świadomość rzeczy albo raz jeszcze zerknąć na malarstwo flamandów. Na tylnej ścianie wisi paprotka, metalowy wieszak na ubrania i neon ze słowami mołdawskiego przeboju „Feel, touch, love”, jest jeszcze fotel i atrapa mikrofonu estradowego. Tyle, co nic.

Ubrany w w szarą bluzę z polaru i dżinsy, trochę gamoniowaty, bywa chwilami zabawny, jego bezradność, albo oczywistość banalnych pytań wywołują śmiech. Kiedy jednak podążamy za nim, oglądając, jak wywija dziecięcym mieczykiem albo ogląda swoją fotografię sprzed 15 lat, albo przebiera się za Elvisa, widzimy chłopca w mężczyźnie dobijającym średniego wieku, który upaja się deszczem baniek mydlanych. Kogoś zagubionego w świecie, którego nie może zrozumieć. Atakowany tysiącami powidoków próbuje się w tym wszystkim rozeznać. Jednocześnie.

Łukasz Simlat i Łukasz Garlicki ponownie sięgają po monodram Griszkowca (10 lat temu był to Jak zjadłem psa, zrealizowany w Akademii Teatralnej), najwyraźniej znajdując w jego tekstach pytania, które ich obchodzą. Nic dziwnego: chodzi w nich o poszukiwanie swojego miejsca w świecie, który wymyka się opisowi.

Tomasz Miłkowski

 

JEDNOCZEŚNIE Jewgienija Griszkowca, tłum. Agnieszka Lubomira Piotrowska, monodram Łukasza Simlata, reż. Łukasz Garlicki, scenografia Anna Czarnota, muz. Jacek Jędrasik, projekcje Michał Kaliński, Teatr Studio, Scena Modelatornia, premiera 24 stycznia 2014

Dodaj komentarz