Modrzejewska wedle Żurowskiego

Dziś mija 105 rocznica śmierci Heleny Modrzejewskiej (8 kwietnia 1909). Katarzyna Michalik-Jaworska wraca do lektury książki książki Andrzeja Żurowskiego sprzed kilku lat – „MODrzeJEwSKA”.

Zdarzyło mi się kilka razy w życiu recenzować książki z mniejszym lub większym powodzeniem. Jednak zmierzyć się z Andrzejem Żurowskim niepodobna. Jak bowiem zrecenzować erudytę, badacza, niekwestionowanego znawcę Szekspira? Próbowałam w kilku podejściach. Wszystko z miernym efektem. Pozostaje mi przybliżyć książkę i zostawić ocenie czytających jej wartość poznawczą.

„MODrzeJEwSKA”, to książka – jak już zaznacza sam autor na wstępie – pisana … nożyczkami. Na temat Heleny Modrzejewskiej, dla Amerykanów – Madame Modjeskiej powstała bowiem potężna literatura przedmiotu, którą liczyć można w tysiącach. Andrzej Żurowski przemierza ocean, by godzinami ślęczeć nad niezliczonymi wycinkami, szkicami, recenzjami w The New York Public Library for the Performing Arts, weryfikować je z tymi polskimi i rozwikłać „niejasności i nieścisłości oraz doprecyzować niektóre rozmyte fragmenty ogólnego obrazu” aktorki. Nie ma jednak ambicji stworzenia kolejnego szkicu monograficznego Modrzejewskiej, który by obejmował żywot i aktorstwo. Istotą zainteresowania opasłego tomu poświęconego artystce jest jej fenomen największej gwiazdy szekspirowskiej dwóch kontynentów. Zakres zainteresowania autora dziwić nie powinien. Autor 22 książek, w tym sześciu monografii („Prehistoria polskiego Szekspira”, „Szekspiriady polskie”, „Szekspir w cieniu gwiazd”, „Szekspir – ich rówieśnik”, „Myślenie Szekspirem”, „Szekspir i Wielki Zamęt”) przedstawiających czterystuletnie dzieje teatru szekspirowskiego na polskich scenach, opętany niejako swą wielką namiętnością do Szekspira, to właśnie szekspirowskim kreacjom Modrzejewskiej poświęca swą szczególną uwagę. Udowadnia , że aby Szekspira nie odłożyć na muzealne półki, należy wydobyć z niego ideę jego geniuszu, czyli jego współczesność. A do tego trzeba właśnie aktora klasy Modrzejewskiej. Bohaterki przez nią grane, to kobiety współczesne, emanujące sposobem myślenia, przeżywania i wrażliwością właściwą czasom. „Niezrównana szekspirystka tamtych czasów – zwanych epoką gwiazd, pośród których w ogromnej mierze właśnie jako kreatorka bohaterek sztuk Szekspira, gwiazdą była o blasku olśniewającym. Blasku, który do dzisiaj trwa i przez bodaj żadną z następczyń nie został przyćmiony”. Posunę się zatem do tezy, że książka pisana jest nie tylko nożyczkami, ale zaiste – miłością.

Rusza zatem śladami zmarłej 8 kwietnia 1909 roku Heleny Modrzejewskiej i oddaje głos świadkom epoki – amerykańskim i polskim krytykom, artystom i pamiętnikarzom. Przedstawia świadectwa i dokumenty z epoki, korespondencje widzów i przyjaciół aktorki, jej autointerpretacje. „Wycinam ze źródeł prasowe ślady, cienie kreacji Modrzejewskiej/ Modjewskiej oraz usiłuję odtworzyć odbiór kreacji artystki przez widzów, dla których grała”.

Emil Orzechowski opublikował artykuł „Kłopoty z Modjeską”, w którym zawarł myśl, iż nie sądzi, by „gruba kreska nadawała się do malowania jej portretu, złożonego raczej z niezwykle skomplikowanego splotu tego, co prywatne i publiczne, głębokie i płytkie, zagrane i szczere. A wiadomo – diabeł tkwi w szczegółach”. Wczytując się w książkę Żurowskiego nie mam wątpliwości, że wziął sobie tę przestrogę głęboko do serca. Wyborów „cięcia” dokonuje nad wyraz subtelnie. I tak – rzec tak trzeba! – wyjątkowo rzetelnie. Przybliżając oceny jej współczesnych, robi to ze zrozumieniem i wyraźnym zaznaczeniem kontekstów tej oceny. Posłużę się przykładem. Przywołując oceny Feliksa Konecznego i Władysława Bogusławskiego – obu usiłujących zakreślić siły i środki sztuki aktorskiej Heleny Modrzejewskiej, zdecydowanie objaśnia nie bez znaczenia moment, w którym obu autorom przyszło je pisać. „Młodszy o pokolenie Feliks Koneczny szkicuje portret „wielkiej artystki” nieomal z natury – tuż po jej tryumfalnym rozstaniu z Krakowem. Ma jeszcze w oczach „żywą legendę”, którą ledwie przed paroma dniami podziwiał w teatrze – i wraz z całą rozentuzjazmowaną widownią żegnał nieomal twarzą w twarz ponad sceniczną rampą. Stary Bogusławski w ostatnim pokłonie pochyla się przed panią Heleną … ponad grobem. Już nieomal – ponad grobami ich obojga”.

Młodszy o pokolenie Koneczny i starszy o półtora roku od Modrzejewskiej Bogusławski mają zatem inny kontekst postrzegania i oceny aktorki. Bogusławski znał się z Modrzejewską „od zawsze”, obserwował i opisywał jej drogę na szczyt w Polsce, i mimo dostrzegania młodzieńczych wybuchów talentów, podziwu dla pewnych dokonań, chłostał ją bezlitośnie swoją krytyką. Dopiero po jej pierwszym powrocie z Ameryki dostrzegł jej „dojrzałość”, „nawrócił się na Modrzejewską” i profesjonalnie śledził jej kunszt przez długie lata. Kontekst ten jednak w żaden sposób nie stygmatyzuje, ani nie poddaje gradacji ich wypowiedzi. Wręcz przeciwnie – Żurowski twierdzi, że obie prace należy czytać jednocześnie. Właśnie dlatego, że autorów dzieli różnica całego pokolenia. Różni odmienność uwarunkowań kulturowych, tendencji artystycznych, gustów w nich się kształtujących, uznawanych i odrzucanych tradycji. W sposób oczywisty ich ogląd sztuki aktorskiej Heleny Modrzejewskiej odmiennym być musi. Tym jaskrawiej wyłania się zbieżność postrzeżeń i obserwacji mimo przepaści pokoleniowej.

Przywołany przykład służy zobrazowaniu idei dzieła „Żurowskiego”. Ilustruje on doskonale z jaką wnikliwością badacz przyglądał się artystce, jak delikatnie i subtelnie kreśli jej obraz, nie uzurpując sobie prawa do jego autorytatywności.

Żurowski pisze: „Pomiędzy brzegami czasu, ponad przepaścią pokoleń pojawia się oto szczególna kładka, czarodziejska jak iluzoryczny wymiar rzeczywistości, którym czasem jawi się teatr i którym bywa wielkie aktorstwo – kładka po której pani Helena Wielka prowadzić potrafi starych wespół z młodymi w namacalną rzeczywistość iluzji”.

W „MODrzeJEwSKIEJ” Żurowski „fastryguje” te wszystkie wycinki, by dać świadectwo szekspirowskiego kunsztu artystki. Robi to na podstawie osiemnastu ról granym przez Modrzejewską w sztukach Szekspira, które sprawiły, że podziwiano ją na całym świecie. Ukazuje przemiany jej bohaterek i udowadnia, że sztukę Modrzejewskiej charakteryzuje indywidualny, autorski styl. „Od Marii Stuart do Rosalindy, od Magdy w „Gnieździe rodzinnym” do lady Makbet jest przestrzeń olbrzymia (…) A jednak we wszystkich tych rolach jest pewien rys wspólny”. Analizuje jej sztukę aktorską i wyjaśnia, dlaczego jej bohaterki przeszły do kanonu historii teatru.

Modrzejewska grała w wielu krajach, ale dokonała najwięcej jako aktorka polska i amerykańska. Andrzej Żurowski bardzo wnikliwie przygląda się różnicom kulturowym obu kontynentów , upatrując w nich bodźców kształtujących artystkę w jej dążeniu do artystycznej prawdy. Właśnie w tym zespoleniu przez nią tradycji, konwencji i stylów starego i nowego kontynentu dostrzega aktorski fenomen Modrzejewskiej. „W aktorstwie Modrzejewskiej/ Modjeskiej „szczery realizm Ameryki podał rękę kunsztownemu idealizmowi Europy”. I pospołu zrodziły wielką gwiazdę szekspirowską obu kontynentów”. Wysnuwa tezę, że Modrzejewską uznać należy nie tylko za wielką aktorkę, ale także za wielką artystkę.

Żurowski nie zamyka jednak tą książką drzwi do poznania „Heleny Wielkiej”. Nie jest to skończony obraz. Pozostawia pewien posmak niepewności. Uzbraja nas tylko w wiedzę, zachęcając jednocześnie do samodzielnych poszukiwań. Zaszczepia w nas pragnienie odkrycia wyjaśnienia ostatecznego. Wyjaśnienia, którego przecież nie możemy zwerbalizować. Jak napisał Orzechowski, bo przecież „diabeł tkwi w szczegółach. Zatem – agape!”

Katarzyna Michalik – Jaworska

Andrzej Żurowski

MODrzeJEwSKA”

Wydawnictwo słowo/ obraz terytoria, Gdańsk 2010

Dodaj komentarz