O MIŁOŚCI W ATENEUM

„Sceny niemalże małżeńskie Stefanii Grodzieńskiej” w Teatrze Ateneum rozpoczęły się małym zamieszaniem, które okazało się celowe i dało artystom możliwość przedstawienia się w dość unikatowy sposób. Dzięki temu poznaliśmy bliżej bohaterów przedstawienia – aktorkę Grażynę Barszczewską oraz Grzegorza Damięckiego, który przedstawił się jako technik dentystyczny – „twórca uśmiechu gwiazdy dzisiejszego wieczoru”. Po krótkiej prezentacji rozpoczęły się sceny „niemalże małżeńskie” pełne uszczypliwego humoru, który śmieszy widownię bez względu na wiek i płeć.

Satyryczne sytuacje okraszone ciętymi uwagami spoza sceny głosem Andrzeja Poniedzielskiego bawią, ale również skłaniają do refleksji. Wiele z przytaczanych sytuacji każdy zna bądź z własnego doświadczenia, bądź z relacji znajomych i rodziny. Czy można mieć jednak pretensję do kobiety, że chciałaby, aby jej wybranek kilka razy na dzień wyznawał jej miłość? Podobnie mężczyzna z natury ma alergię na wszelkie domowe obowiązki i zdecydowanie woli wyjść na piwo z kolegami. Przychodzi jednak w życiu każdego człowieka taki moment, że trzeba pójść na kompromis i sprostać wymaganiom partnera. Takie „przepychanki” często przypominają grę w kotka i myszkę, w której nie ma zwycięzców ani przegranych, a wspólną nagrodą jest łączące ich uczucie, które trwa aż po grób, a czasem nawet dłużej.

 

Spektakl jest skonstruowany z pojedynczych skeczy, których wspólnym mianownikiem są relacje damsko-męskie. Scenki przeplatają się z przepięknymi piosenkami Jerzego Jurandota, możemy usłyszeć między innymi „Trzy listy”, „O jednej Wiśniewskiej” czy „Nie kochać w taką noc to grzech”. Za materiał do dialogów posłużyły felietony, monologi oraz fragmenty biografii Stefanii Grodzieńskiej, pełne satyry i uroku. Humor ten nie jest też pozbawiony głębi, co sprawia, że widz może oddać się autorefleksji. Nie ważne czy pieszczotliwie nazywa swojego partnera ptaszkiem, kotkiem, serduszkiem, żabką czy nawet słoniem, może odnaleźć w opowiadanych historiach kawałek siebie. Teksty Stefanii Grodzieńskiej bawią niezmiennie od lat, zmuszając nas do refleksji nad sobą samym i nad związkiem, który tworzymy. Pokazuje, jak czasami bywamy zaślepieni zauroczeniem, nie dostrzegamy wad drugiego człowieka, jak tęsknota za bliskością kogoś, kto spojrzy na nas przychylnym okiem, wpływa na nasze relacje z innymi ludźmi. Tak naprawdę pod przykrywką błahych historyjek z życia „niemalże małżeńskiego” autorzy spektaklu przemycają uniwersalne treści, które rzutują na różne aspekty życia – od czytania gazety, przez tęsknotę, po życie pozagrobowe. Dobry tekst to podstawa, choć nie raz się przekonałam, że bywa to za mało, ale nie w tym przypadku – tutaj wszystko współgra ze sobą w idealnej harmonii humoru, kunsztu aktorskiego oraz muzyki.

Całość spektaklu zręcznie prowadzona przez dwoje aktorów (i głos spoza sceny), którzy nieustająco puszczają oczko do widowni i droczą się ze sobą, dowodząc słuszności staremu powiedzeniu – „kto się czubi ten się lubi”. Natomiast finał, poprzedzony odrobiną czarnego humoru, niesie wspaniałe przesłanie: „nie kochać w taką noc to grzech”.

Muszę przyznać, że dawno nie widziałam w Warszawie spektaklu tak przepełnionego pozytywną energią, zrobionego ze smakiem i swoistym wdziękiem. Nawet w chłodny grudniowy wieczór, wyszłam z tego spektaklu przepełniona otuchą, z przekonaniem, że można spędzić wspaniałe chwile w Teatrze Ateneum w towarzystwie gwiazd, na spektaklu prostym, niepretensjonalnym i znakomicie przygotowanym, a wykonanym po mistrzowsku.

Magdalena Tyrała

Dodaj komentarz