Singer (nie tylko) dla dzieci

21 marca w Teatrze Żydowskim odbyła się premiera bajki dla dzieci i dorosłych „O karpiu, kozie i trąbce, która gasiła pożary”, w reżyserii Adama i Macieja Wojtyszków na podstawie bajek I. B. Singera.

Teatr dla dzieci, traktowany nieco po macoszemu, niestety nie ma się najlepiej. Młodego widza się lekceważy. Zupełnie niesłusznie, bo to bardzo wymagająca publiczność. Tym bardziej cieszy, gdy pojawia się coś dobrego. A najnowsza premiera Teatru Żydowskiego, to „coś” zdecydowanie wyjątkowego. To mądre i zabawne przedstawienie. Po części jest to zasługa samego Isaaca Bashevisa Singera, na podstawie opowiadań którego ono powstało. O ich wartości nie dość by pisać. Jednak spektakl w Żydowskim to także prawdziwa feeria barwnych postaci, wyraźnych charakterów, dużo humoru, sporo piosenek i zabawna choreografia. Słowem: wszystko, co w spektaklu dla dzieci być powinno. Adam i Maciej Wojtyszko, reżyserzy tego plastycznego widowiska potraktowali młodego widza z należytą powagą i szacunkiem. Zaproponowali mu prawie dwie godziny rozrywki na wysokim poziomie.

„O karpiu, kozie i trąbce, która gasiła pożary”, to bajka o ludziach z Chełma. O ludziach jak to u Singera, nieco naiwnych i zdecydowanie zbyt łatwowiernych. A jednak, ku naszemu zdumieniu, nieco w tym wszystkim mądrych. Umiejących jednak wszystko niebywale skomplikować. Szlemiel (świetny w tej roli Jerzy Walczak), członek chełmskiej społeczności żydowskiej, to miejscowy głuptas. Drwi z niego żona, drwią pozostali. Ale Szlemiel to po prostu dziecko. Nieco wyrośnięte i posiadające własne potomstwo, ale jednak dziecko. Postrzega świat w sposób prosty, naiwny, nieskomplikowany. W takiej optyce jest pewna mądrość. Dlatego mówi się, że w każdym dziecku tkwi mędrzec. Szlemiel pragnie odmienić swój los, więc rusza w świat by zrobić „interes życia”. Jego łatwowierność i ufność w ludzi sprawia, że każda z wypraw kończy się kolejnym nieszczęściem. Roztrwania niewielki posag żony za sprawą oszustów, tłumacząc się swoją wzruszającą logiką. Jak to jednak w bajkach bywa, wszystko na szczęście kończy się pomyślnie. Przyznam, że obruszona nieco na Walczaka za jego kreację w spektaklu „Noc całego życia”, tym razem siedziałam jak urzeczona, zachłannie czerpiąc przyjemność z jego plastycznej i sugestywnej gry.

Zresztą wszyscy twórcy w tym spektaklu zasługują na uznanie. Sceny zbiorowe, pełne ruchu i tańca, to prawdziwa uczta dla zmysłów. Scenografia Ewy Łanieckiej – gigantyczne puzzle udekorowane dziecięcymi rysunkami poruszają się po scenie w różnych konfiguracjach, tworząc odpowiednią do treści scenerię, animując akcję, wskazując działanie. Raz są straganem, karczmą czy domem, innym razem swoim przemieszczaniem pokazują drogę jaką Szlemiel przemierza wędrując do Lublina, Lwowa czy Warszawy. Światło (Ewa Garniec) wyciąga z nich odpowiednie efekty i buduje nastrój. Muzykę do spektaklu przygotował Piotr Moss.

Wszystko w tym spektaklu gra. Wszystko jest na swoim miejscu. Wszystko jest tak, jak być powinno. Teatr Żydowski potraktował młodych widzów z należną im powagą, a dzieci i dorośli bawili się jednakowo doskonale.

Katarzyna Michalik – Jaworska

 

Bajka dla dzieci od lat 7 i dorosłych.

O karpiu, kozie i trąbce, która gasiła pożary

Teatr Żydowski im. Estery Rachel i Idy Kamińskich

Reżyseria: Adam i Maciej Wojtyszko

Obsada: Jerzy Walczak, Dawid Szurmiej, Henryk Rajfer, Piotr Wiszniewski, Marek Węglarski, Maciej Winkler, Joanna Przybyłowska, Ewa Dąbrowska, Izabella Rzeszowska, Rafał Rutowicz, Ryszard Kluge, Ewa Greś, Joanna Rzączyńska, Gołda Tencer, Barbara Szeliga

 

Dodaj komentarz