PIOTR FRONCZEWSKI AKTOR DOSKONAŁY – ZAWSZE I WSZĘDZIE

Jest Pan ideałem młodzieży, osoby starsze uwielbiają Pana, dzieci walą jak w dym na „Akademię Pana Kleksa” (Tomasz Kuczyński).

W teatrze i w widowisku, w radiu, w filmie i w telewizji, w kabarecie Jana Pietrzaka i na estradzie, na płytach z piosenkami, recytacjami i opowieściami o Harry Potterze, w rapowym śpiewaniu i w polskich wersjach gier komputerowych.

Tak mówiono w Elogium, czyli Laudacji podczas wręczania Nagrody im. Tadeusza Żeleńskiego-Boya Panu Piotrowi Fronczewskiemu, aktorowi i reżyserowi – artyście teatru.

Nagrodę „za całokształt twórczości” przyznał Klub Krytyki Teatralnej, czyli Polska Sekcja Międzynarodowego Stowarzyszenia Krytyków Teatralnych (AICT – Association International des Critiques de Theatre// International Association of Theatre Critics).

40 lat temu w 1973 roku Pan Piotr Fronczewski otrzymał pierwsze wyróżnienie – „Złote Grona” na Letnim Festiwalu w Łagowie „dla najlepszego odtwórcy roli drugoplanowej” w filmie Edwarda Żebrowskiego Ocalenie (1972) – grał tam Lekarza, a w obsadzie byli m. in. Aleksander Bardini (Profesor), Jan Englert (Andrzej), Jerzy Kamas (Ksiądz), Marian Opania (Szczeniak), Czesław Wołłejko (Dyrektor), Zbigniew Zapasiewicz (Adam).

W 5 lat później, w 1979 roku, został obsypany nagrodami: ponownie uzyskał „Złote Grona” dla najpopularniejszego aktora sezonu 1978/1979 za rolę Freda Kampinosa vel Szpicbródka w filmie Hallo, Szpicbródka, czyli Ostatni występ króla kasiarzy w reżyserii Janusza Rzeszewskiego i Mieczysława Jahody (1978), otrzymał Nagrodę na Festiwalu Teatrów TV w Olsztynie za role w Teatrze Telewizji – Gila i Kasandra w Paradach Jana Potockiego w reżyserii Krzysztofa Zaleskiego (1978), Nagrodę Przewodniczącego Komitetu do Spraw Radia i Telewizji „Polskie Radio i Telewizja” i Nagrodę II stopnia Prezesa Rady Ministrów (za kreacje aktorskie), a Czytelnicy „Kuriera Polskiego” dali mu w plebiscycie popularności „Srebrny Gwóźdź Sezonu”.

Od tego czasu otrzymał wiele wyróżnień, nagród, odznaczeń (ponad trzydzieści) – teatralnych, telewizyjnych, radiowych, filmowych, z których szczególnie głośne były nagrody zdobyte w 1980 roku na Festiwalu Polskich Sztuk Współczesnych we Wrocławiu za rolę Szarma w Operetce Witolda Gombrowicza w Teatrze Dramatycznym w Warszawie (reżyseria Macieja Prusa) i Nagroda Dziennikarzy na IV Festiwalu Polskiej Twórczości Telewizyjnej w Olsztynie, w 1989 nagroda na Festiwalu Polskich Sztuk Współczesnych we Wrocławiu za rolę Anatola w Portrecie Sławomira Mrożka w Teatrze Polskim w Warszawie (reżyseria Kazimierza Dejmka), w 2002 roku nagroda na I Krajowym Festiwalu Teatrów Polskiego Radia i Telewizji za rolę Juliena w Podróży Geralda Auberta w reżyserii Piotra Mikuckiego, a w 2004 na Rzeszowskich Spotkaniach Teatralnych za rolę Edypa w Królu Edypie Sofoklesa w Teatrze Ateneum w Warszawie (reżyseria Gustawa Holoubka).

Otrzymywał też nagrody resortowe (Przewodniczącego Komitetu do Spraw Radia i Telewizji „Polskie Radio i Telewizja” za osiągnięcia w telewizyjnych serialach (1982), za kreacje aktorskie w programach telewizyjnych i radiowych (1984) i państwowe (Prezesa Rady Ministrów za kreacje aktorskie, 1982; za twórczość dla dzieci, 1984 ). Także odznaczenia państwowe jak Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Order Orła Białego, Srebrny Medal Zasłużony Kulturze – „Gloria Artis”…

Bywał zwycięzcą w plebiscytach czytelniczych „Kuriera Polskiego” (1980 – „Złoty Gwóźdź Sezonu”) i tygodnika „Film” (1986 – „Złota Kaczka”). Trzykrotnie otrzymał „Wiktora” (1984, 1985, 1988), a potem „Złoty Mikrofon” (1988), „Super-Wiktora” za całokształt pracy artystycznej (1997), „Feliksa Warszawskiego” (2004)…

Jak w tym samym czasie był oceniany przez dziennikarzy, krytyków, publicystów?

W Instytucie Teatralnym im. Zbigniewa Raszewskiego teczki z wycinkami na temat sztuki aktorskiej Pana Piotra Fronczewskiego, prace magisterskie i książki mają prawie metr wysokości.

Już same tytuły artykułów zawierają Jego krótkie charakterystyki i klasyfikacje jako aktora, nieustannie powtarzając superlatywy, które wypisałam sobie z datami i nazwami miejsca druku: utalentowany, wielki, wybitny… absolutny, idealny, nadzwyczajny, najlepszy, nieporównywalny, niepowtarzalny, nieprzeciętny, niezrównany, niezwykły, świadomy, świetny, wielostronny, wszechstronny, wyborny, wyjątkowy, wzorowy, znakomity, kompletny… – widać zabrakło przymiotników. Ale ani razu nie został użyty epitet najbardziej ogólnie określający umiejętności, talent, przygotowanie intelektualne i skalę możliwości, formę i inne zalety twórczości aktorskiej na najwyższym poziomie: „doskonały”. Nagroda Klubu Krytyki Teatralnej imienia Tadeusza Żeleńskiego-Boya była dla aktora – artysty teatru właśnie: „doskonałego”.

W „Słowniku języka polskiego” pod redakcją prof. dra Mieczysława Szymczaka „doskonały” ma taką definicję: „odznaczający się najwyższą jakością, mający wszelkie zalety, wolny od jakichkolwiek błędów, usterek, wad; najlepszy, wzorowy, niezrównany, wyborny, znakomity (…) zupełny, absolutny, idealny”.

Aktor doskonały Piotr Fronczewski debiutował jako nastolatek i w latach szkolnych (1957 – 1964) występował w teatrze, w Teatrze TV, w filmie. Rozpoczął od deklamacji wiersza na scenie Teatru „Syrena” podczas imprezy choinkowej. Potem występował w Polskim Radiu, Teatrze TV i na scenie – w Teatrze „Syrena” grał w komedii Pan Vincenzo jest moim ojcem E. Scarpetty u boku Adolfa Dymszy w roli Ojca (1957), w Teatrze TV rolę Kazia Mazurkiewicza w Żołnierzu królowej Madagaskaru Stanisława Dobrzańskiego u boku Ludwika Sempolińskiego (1957), w programie Szymon Chrząszcz znieważa sakrament małżeństwa Kornela Makuszyńskiego w reżyserii Janusza Strachockiego (1958) był Gazeciarzem, a w Pół godziny na stacji Mariana Brandysa w reżyserii Andrzeja Konica (1960) zagrał Chłopca. W filmie Stanisława Różewicza Wolne miasto (1958) o heroicznej, acz beznadziejnej i tragicznej obronie „Poczty Polskiej” w Gdańsku wystąpił w roli Bogusia, syna jednego z obrońców.

Konsekwencją tego (mimo niezadowolenia Ojca, zatrudnionego w administracji teatralnej w czasach przedwojennych i ponownie po wojnie), były studia w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie (1964/1965-1967/ 1968), nauka pod kierunkiem Mistrzów, a wśród nich opiekuna roku Mariana Wyrzykowskiego. Potem przedstawienia dyplomowe, w których pokazał, że nie tylko umie grać role tak dramatyczne, jak Czebutykin w Trzech siostrach Antoniego Czechowa (reżyseria Mariana Wyrzykowskiego) czy Prokurator w Wilkach w nocy Tadeusza Rittnera (w reżyserii Marii Wiercińskiej), ale także potrafi śpiewać, jak w słynnym szkolnym programie Ludwika Sempolińskiego ...W piosence rozkwita czerwień róż…

Ukończył PWST z wyróżnieniem i został zaangażowany do Teatru Narodowego przez Kazimierza Dejmka, ale grał tam (już za dyrekcji Adama Hanuszkiewicza) przeważnie „ogony” (Chłopca w Kramie z piosenkami Leona Schillera w reżyserii Barbary Fijewskiej, 1968; Rzemieślnika i Ducha w Nie-Boskiej Komedii Zygmunta Krasińskiego w reżyserii Adama Hanuszkiewicza,1969; Sir Jamesa Blounta w Ryszardzie III Williama Szekspira w reżyserii Jana Maciejowskiego, 1969) i po jednym sezonie przeszedł do Teatru Współczesnego Erwina Axera.

Spośród znanych aktorów równocześnie, lub niemal równocześnie, startowali jego rówieśnicy: Janusz Gajos, Jerzy Radziwiłowicz, Henryk Talar, Jerzy Trela.

Piotr Fronczewski okazał się aktorem bardzo pracowitym, o czym świadczy ponad 100 ról teatralnych (w poza teatrem jeszcze ponad 200), a wśród nich wiele do dziś pamiętanych i na pewno wpisanych do dziejów polskiego teatru i polskiej sztuki aktorskiej w teatrze telewizji, radiu, kabarecie i filmie. Trzeba przypomnieć niektóre z tych różnorodnych ról.

Z teatru dramatycznego na pewno Truffaldina w Królu Jeleniu Carla Gozziego w reżyserii Giorgia Pampiglione (Współczesny w Warszawie, 1972), role Gombrowiczowskie Henryka w Ślubie w reżyserii Jerzego Jarockiego (Dramatyczny w Warszawie,1974), wymienianego już Szarma w Operetce inscenizowanej przez Macieja Prusa (Dramatyczny w Warszawie, 1974), Księcia Filipa w Iwonie, księżniczce Burgunda w reżyserii Ludwika René (Dramatyczny, 1975), Błazna w Królu Lirze Williama Szekspira w reżyserii Gustawa Holoubka (Dramatyczny,1977), Mackie Majchra w Operze za trzy grosze Bertolta Brechta w reżyserii Jerzego Grzegorzewskiego („Studio”, 1986), Anatola w Portrecie Sławomira Mrożka w reżyserii Kazimierza Dejmka (Polski, 1987), Pchełkę w dramacie współczesnym Janusza Głowackiego Antygona w Nowym. Jorku w reżyserii Izabeli Cywińskiej (Ateneum, 1993), Cyrana de Bergerac Rostanda w reżyserii Krzysztofa Zaleskiego (Ateneum), Harpagona w komedii Moliera Skąpiec w reżyserii Krzysztofa Zaleskiego (Ateneum, 2001), Porfirego w adaptacji powieści Fiodora Dostojewskiego Zbrodnia i kara w reżyserii Barbary Sass (Ateneum, 2006). Nie pomijając Pierre Brochanta w Kolacji dla głupca Francisa Vebera, co pewnie przekroczy tysiąc przedstawień ( w 2012 było już 700!).

Poza teatrem stacjonarnym grał w Teatrze TV. Latami były wspominane postacie Rodriga (Niewidzialna kochanka Pedro Calderona, reż. Gustawa Holoubka, 1969), Tuzenbacha w Trzech siostrach Antoniego Czechowa (reż. Aleksandra Bardiniego, 1974), Chlestakowa w Rewizorze Mikołaja Gogola (reż. Jerzy Gruza, 1977), Barona w Na dnie Maksyma Gorkiego (reż. Gustaw Holoubek, 1994), Stroopa w Rozmowach z katem Kazimierza Moczarskiego (reż. Macieja Englerta, 2007).

Stworzył wiele postaci w serialach. Od Stańczyka w serialu Królowa Bona w reżyserii Janusza Majewskiego (1980), po Ojca rodziny Jacka Kwiatkowskiego w Rodzinie zastępczej, którego znają wszyscy – dzieci, nastolatki i dorośli.

W Teatrze Polskiego Radia był Herkulesem w staropolskiej tragedii Jana Jurkowskiego Tragedia o polskim Scylurusie w reżyserii znakomitego radiowca Zdzisława Dąbrowskiego (1973), Henrykiem Sienkiewiczem w słuchowisku Kazimierza Brauna Królowa emigrantka, rzecz o Helenie Modrzejewskiej w reżyserii Andrzeja Piszczatowskiego (2004) i Pułkownikiem w Norymberdze Wojciecha Tomczyka w reżyserii Macieja Englerta (2009).

A obok teatru, Teatru Telewizji, Teatru Polskiego Radia był jeszcze film, kabaret i estrada.

W filmie od Wolnego Miasta pamiętany jest z wielu ról – od Horna w Ziemi obiecanej wg Władysława Reymonta w reżyserii Andrzeja Wajdy (1974), poprzez Janka z Bilansu kwartalnego Krzysztofa Zanussiego (1975), Hrabiego Trestkę w Trędowatej Heleny Mniszkówny w reżyserii Jerzego Hoffmana (1976) i Dobranieckiego w Znachorze (1980, reż. Jerzego Hofmana), do Fryderyka w filmie o Hance Ordonównie Miłość ci wszystko wybaczy (1982, reż. Jana Rzeszewskiego). Nie zapominając o dwóch filmach natychmiast kojarzonych z Piotrem Fronczewskim przez publiczność różnego wieku: wymieniany już film Hallo, Szpicbródka… (1979) i Akademia pana Kleksa w reżyserii Krzysztofa Gradowskiego (1984, 1988).

Widać z tego wykazu, że „aktor doskonały” umie grać różnorodne role – postacie charakterystyczne, bohaterów tragicznych, figury komiczne. Umiejętność wczytania się w rolę i wyszukania formy dla tworzonej postaci, kreacja ukazująca indywidualność postaci scenicznej, wykształcony warsztat aktorski (dobra dykcja i interpretacja, związany z nimi nierozerwalnie gest i ruch, postawa i mimika) sprawdzają się w rozmaitych gatunkach dramatu – w tragedii i w komedii, farsie, grotesce. Równą sprawność wykazują w tragedii antycznej, w historycznym dramacie kostiumowym, w komedii dell’ arte i w sztukach współczesnych. W każdym rodzaju dramatycznym Piotr Fronczewski po mistrzowsku buduje napięcie, głównie za pomocą głosu o charakterystycznym brzmieniu i za pomocą gestu.

Występuje też z powodzeniem w różnych rodzajach teatru, jak teatr dramatyczny (od 1968 pracował w Narodowym, Współczesnym, Dramatycznym, „Studio”, od 1991, czyli przez ponad 20 lat w Ateneum). Tworzy postacie teatralne w przedstawieniach korzystających z przekaźników technicznych – w Teatrze TV i w Polskim Radiu. Swobodnie czuje się w kabarecie, na estradzie i w widowisku.

W kabarecie „Pod Egidą” opowiadał słowami Adama Kreczmara do muzyki Włodzimierza Korcza „o chłopakach z naszej ulicy i o dziewczynach czasami też” albo bezceremonialnie zwracając się do publiczności – „Hej filomatów następcy”, „Hej, Filaretów prawnuki”, kierował do niej „święte słowa” Jana Pietrzaka: Wolność i Prawda, Tolerancja i Sprawiedliwość, Miłość i Człowiek.

Zaraz potem wcielał się w zwariowanego prezentera i już był tam, gdzie Właśnie leci kabarecik Olgi Lipińskiej. Nie bał się w latach osiemdziesiątych (mówiąc enigmatycznie), firmować jakiegoś dziwnego kabaretu pod nazwą „Panowie F P” (może konspiracyjnego – kto to wie), użyczając pierwszej litery swego nazwiska dla jakiejś podejrzanej przez cenzurę i władzę – inicjatywy w kawiarni „Ewa” na Konopnickiej (oczywiście – też Jana Pietrzaka!)

Na estradzie recytował, jak nikt, wiersze Jonasza Kofty i śpiewał piosenki Władimira Wysockiego i Edwarda Stachury. Nic dziwnego, że powstała płyta Piotr Fronczewski portret muzyczny, wydana przez Polskie Radio.

Z kabaretu i estrady blisko było już Piotrowi Fronczewskiemu do widowiska, a z widowiska do rozrywki …elektronicznej, gdzie nie ma postaci bohatera, ale ważny jest głos aktora i interpretacja tekstu na najwyższym aktorskim poziomie.

Zaistniał jako hiphopowiec i raper: Franek Kimono, wymyślony w 1983 roku przez Andrzeja Korzyńskiego. Pierwszy pastiszowy singel (King Bruce Lee: Karate Mistrz i Dysk Dżokej) w

rok później stał się hitem. I tak aktor doskonały Pan Piotr Fronczewski awansował do roli pierwszego polskiego rapera spośród środowiska teatralnego – w pierwszej i drugiej edycji Franek Kimono trafił na listy przebojów i do dyskotek w całej Polsce, okazał się „Płytą Roku 1984” w plebiscycie Programu II Polskiego Radia i został wpisany na trzeciej pozycji na Nowojorskiej Liście Przebojów Dyskotekowych. Powtórzony po latach nic nie stracił ze swej popularności. A Piotr Fronczewski, wybrany przez raperów Sokoła i Pono, oddał swój głos dwójce sympatycznych chłopaków i usłyszeliśmy go w piosence W aucie (2008).

Stworzył też pierwszą aktorsko spolonizowaną grę komputerową: „Hopkins FBJ” (1998) i następne: „Little Big Planet 2”, „Twierdza 3”.

Czytał książki o Harry Potterze Joanne K. Rowling, nadając barwę i dynamikę wypowiedziom 30 postaci (21 godzin i 21 minut na mp3).

Nie ominął reklamy – choć tu widzimy nie aktora Piotra Fronczewskiego, ale po prostu pana Fronczewskiego – mógłby mieć inne nazwisko, wypowiada się nie jak polski aktor, a jak osoba prywatna.

Tak aktor doskonały zawędrował z teatru i filmu, z Teatru TV i serialu telewizyjnego, z kabaretu i estrady (pieśniarskiej i recytatorskiej!) do szeroko pojętego widowiska na bulwary kultury, gdzie rządzi komercja i popularne gusta. Ale gdzie – wbrew powszechnym mniemaniom – aktorskie umiejętności, wrażliwość, talent, wyczucie formy wiele rzeczy potrafią uszlachetnić. I co ciekawe, ta niby niewyrobiona publiczność potrafi poznać się „na Piotrze Fronczewskim”, przyjąć, docenić, zaakceptować umiejętności sztuki aktorskiej Piotra Fronczewskiego, zachwycić się profesjonalizmem i sztuką.

Z reklamy, od gier komputerowych i raperów Pan Piotr Fronczewski wrócił do teatru. I to do teatru dramatycznego na najwyższym poziomie, czego przykładem role w Teatrze Ateneum w Warszawie, a wśród nich rola w sztuce Tankreda Dorsta Ja, Feuferbach.

Coś takiego może uczynić bez szwanku tylko aktor doskonały!

Dodać jednak trzeba, że o tym decyduje nie tylko doskonałe opanowanie rzemiosła i talent, ale także doskonałość osobowości człowieka – takie cechy charakteru, jak pracowitość, takie zalety serca jak wrażliwość, i takie przymioty jak ideowość. Tak, tak – jest takie ważne słowo, choć je w XX wieku na naszych oczach wyświechtano.

W wypadku Pana Piotra Fronczewskiego objawia się ona w szacunku dla zawodu i miejsca pracy oraz obowiązkach wobec widza, poświadczonych w słowach: „Jak najbliżej człowieka” (1973 – „Film”), „Przeczytać tekst i wybrać kształt najdoskonalszy” (1982 – „Gazeta Robotnicza”), „Aktorstwo – to poszukiwanie prawdy” (1990 – „Życie Warszawy”).

Widoczna jest w zaletach obywatela i Polaka. Metaforycznie Piotr Fronczewski ujął to w rozmowie z dziennikarką „Głosu Wybrzeża”: „Piekło? Tak. Ale polskie”. A swoje przekonania nie raz poświadczał materialnie w czasach PRL: u progu kariery ryzykowną odmową współpracy z Urzędem Bezpieczeństwa, podpisaniem „Petycji 175” w obronie robotników Ursusa i Radomia, występem w programie „Artyści Warszawy – Solidarności”. Potem wzruszającą mową nad grobem Mistrza Gustawa Holoubka i krytycznym stanowiskiem wobec dzisiejszego teatru snobującego się na post-dramatyzm, odrzucenie słowa, tradycji, sensu na rzecz środków, jakimi epatował na jarmarkach średniowieczny wyuzdany mim, gdy już nie pamiętano teatru antycznego a jeszcze nie ukształtował się teatr Średniowiecza i nie powstał humanistyczny teatr Renesansu.

Wielki, wybitny, wszechstronny, utalentowany… Już nie pamiętam epitetów zapisanych przez dziennikarzy, krytyków, publicystów. Ale doskonały artysta teatru Pan Piotr Fronczewski „na ostatniej prostej”, o której mówił w jednym z wywiadów – powinien wraz z Nagrodą Boya przyjąć prasowe życzenia: dużo lat w zdrowiu i powodzeniu, pogodzie ducha, z wieloma – choć ulotnymi (jak twierdzi) – chwilami szczęścia. W teatrze i w tym zakątku, o którym mówi: „Byłem zawsze ostro cenzurowany i poddawany ostrej krytyce przez wszystkie kobiety w moim życiu, czyli dwie córki, żonę, moją Mamę. Pies też czasami dziwnie na mnie patrzył” (Piotr Fronczewski Trochę nieznośna lekkość bytu, rozmawia Maciej Kędziak, „Gala”, 2013 nr 7 s. 56) .

 

Bożena Frankowska

 

PIOTR FRONCZEWSKI O SOBIE

 

Jestem człowiekiem nieśmiałym (1979 –„Dziennik Zachodni”)

 

Artystą się bywa (1979 – „Nowa Wieś”)

 

Życie mnie niosło (1990 – „Literatura”)

 

Chcę mieć trochę czasu na przyjrzenie się sobie samemu (1983 – „Przegląd Tygodniowy”)

 

Wciąż w pogoni za tym, co niemożliwe (1989 – „Życie Literackie”)

 

Cierpnę na słowo awangarda (1990 – „Panorama”)

 

Jestem konserwatystą (1991 – „Sztandar Młodych”)

 

Jestem nieśmiały, a nawet wstydliwy (1995 – „Sztandar Młodych”)\

 

Jestem zbyt leniwy (1997 – „Il. Kurier Polski”)

 

Marzę o emeryturze (1998 – „Super Express”)”

 

Jeden arlekin w domu wystarczy (1998 – „Dziennik Polski”)

 

Ten zawód jest brutalny (1998 – „Dziennik Bałtycki”)

 

Nie czuję się gwiazdą (1999 – „Głos Pomorza”)

 

Mam w sobie dużo pokory (1999 – Kurier Szczeciński”)

 

Najlepiej czuję się w towarzystwie moich wspaniałych dziewcząt (2000 – „Imperium”)

 

Lubię hip hop (2004 – „Super Express”)

 

Składam się samych wątpliwości (2013 – „Dziennik Polski”)

 

Ja człowiek w tonacji moll (2013 – „Gazeta Wyborcza”)

 

Jestem robotnikiem teatralnym (2013 – „Rzeczpospolita”)

 

Towarzyszy mi poczucie, że jestem na ostatniej prostej (2013 – „Wprost”)

 

 

KRYTYCY O PIOTRZE FRONCZEWSKI

 

Lojalny – (…) – wobec tekstu i wobec siebie (1980 – „Życie Warszawy)

 

Aktor, który umie wszystko (1982 – „Panorama”)]

 

Pełna różnorodność aktorska (1982 – „Panorama”)

 

Aktor o stu twarzach (1990 – „Odgłosy”)

 

Jubilat w twardej skorupie (1996 – „Sztandar Młodych”)

 

Na to się chodzi – Śmiech i wzruszenie (2004 – „Rzeczpospolita”)

 

Profesjonalizm i niezależność („Kultura”)

 

Aktor kompletny („Gazeta Współczesna”)

 

Jego wciąż lubią wszyscy. Bez względu na to, czy gra mnicha w serialu, czy …

 

samego siebie w reklamie (2012 – „Tele Świat” )

Dodaj komentarz