Peszek Jubilatem

Jan Peszek swoje 70. urodziny obchodzi Scenariusz dla nieistniejącego, ale możliwego aktora instrumentalnego Bogusława Schaeffera. Z tej okazji publikujemy tekst o tym spektaklu z przygotowywanej przez Tomasza Milkowskiego książki 121 monodramów do serii „Czarna Książeczka z Hamletem”, publikowanej przez Wrocławskie Towarzystwo Przyjaciól Teatru.

 

JAN PESZEK

(ur. 13 lutego 1944 w Szreńsku), ukończył krakowską PWST (1966) potem profesor w tej uczelni, debiutował w Teatrze Polskim we Wrocławiu, potem związany z Teatrem Nowym w Łodzi i Starym Teatrem, występował też na wielu innych scenach (m.in Studio, Narodowy), wielokrotnie nagradzany z osiągnięcia artystyczne (m.in. Nagroda im. Aleksandra Zelwerowicza, 1987). Zagrał m.in. Gonzala w Trans-Atlantyku Witolda Gombrowicza (reż. Mikołaj Grabowski, 1981), główną rolę w Śmierci Iwana Ilicza Lwa Tołstoja (reż. Jerzy Grzegorzewski,1991), Ojca w Ślubie Witolda Gombrowicza (reż. Jerzy Grzegorzewski, 1998). Wielokrotnie występował w spektaklach wg tekstów Bogusława Schaeffera (m.in. Scenariusz dla trzech aktorów). Z teatrem jednego aktora związał się właśnie dzięki Bogusławowi Schaefferowi i swemu udziałowi w działaniach krakowskiego Zespołu MEW2 (Młodzi Wykonawcy Muzyki Współczesnej) – jego znakiem rozpoznawczym stał się Scenariusz dla nieistniejącego, ale możliwego aktora instrumentalnego; w teatrze jednoosobowym zrealizował jeszcze Nareszcie koniec Petera Turriniego (reż. Zbigniew Brzoza, 1998).

 

SCENARIUSZ DLA NIEISTNIEJĄCEGO, ALE MOŻLIWEGO AKTORA INSTRUMENTALNEGO Bogusława Schaeffera

reżyseria i scenografia Jan Peszek, Zespół MW2, premiera w Biurze Wystaw Artystycznych przy ul. Wólczańskiej 31 w Krakowie, 22 października 1976 (później grany jako spektakl Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie); wersja telewizyjna w realizacji Stanisława Zajączkowskiego, emisja 20 października 1988

Nagroda za scenariusz i rolę, XX OPTMF, Szczecin 1985; Nagroda za rolę, I Festiwal Sztuk Wschodnioeuropejskich, Nowy Jork 1995; Nagroda Marszałka Województwa Dolnośląskiego XXXIX WROSTJA, Wrocław 2005

 

Tekst scenariusza powstał w roku 1963, ale autor był rzeczywiście przekonany, że aktor instrumentalny jest „niemożliwy” i dopiero po 11 latach wręczył go Janowi Peszkowi w nim właśnie widząc idealnego wykonawcę. Aktor jeszcze półtora roku zmagał się z tekstem, początkowo nie dostrzegając w nim walorów scenicznych,a wyłącznie poważny wykład o sztuce. Kiedy jednak odkrył zasadę kompozycji i możliwości przekładu zawartych w tekście myśli na działania teatralne, związał się ze Scenariuszem na trwałe – liczba wykonań przekroczyła już 2000 i nie ma żadnej przesady w stwierdzeniu, że dotarł aktor ze swym spektaklem, nieomal wszędzie. Początkowo traktował ten spektakl jak manifest i grywał go nie biorąc honorarium. Zawsze też powtarzał, że nie dąży,a wręcz brzydzi się tzw. pokazem mistrzostwa i moment, kiedy spektakl wyrodzi się w taki pokaz będzie końcem jego eksploatacji. Ale tak się nie stało. Ciągle odnajduje w Scenariuszu żywe inspiracje, a walka Schaeffera o godność sztuki jest mu bliska. „W pełni zgadzam się z przesłaniem Schaefferowskiego tekstu – wyznawał Peszek – mówiącego przecież o tym, że artysta, w każdych czasach, narażony jest na dziesiątki niebezpieczeństw, które go ograniczają i zarazem kształtują. I jeśli nie jest w stanie się im przeciwstawić, to niczego nie dokona w sztuce. Ugrzęźnie w szarej masie tzw. żyćka”.

Ale choć daleki od budowania widowiska „do podziwu” doprowadził Scenariusz do mistrzowskiego kształtu scenicznego. Przy czym – co warto podkreślić – wbrew wielu opiniom Scenariusz nie ma nic wspólnego z improwizacją, jest za każdym razem precyzyjnym wykonaniem tekstu i połączonych z nim działań.

Takie jednak powstaje wrażenie – lekkiej, od niechcenia prowadzonej, a niekiedy znów szaleńczej, niemal straceńczej improwizacji – tak odebrali Scenariusz widzowie festiwalu w Toruniu (1985) czy Wrocławiu (2005). To oczywisty dowód na to, że przez lata spektakl Peszka nic nie stracił ze swej siły, zachowując przewrotność i gorzki absurd opowieści o upadku artysty we współczesnym świecie. Istota scenicznego pomysłu na ten nieśmiertelny monodram tkwi bowiem w celowej nieprzystawalności tego, co się mówi, do tego, co się pokazuje. Peszek wypowiada fundamentalne tezy o sztuce kompozycji i filozofii sztuki na przemian ze wzniosłymi banałami o sztuce i jednocześnie paprze się w brudach (dosłownie), obmywając podłogę szmatą. Do jego wywodów wtrąca się bowiem nieobecny fizycznie na scenie Karol, dyletant i półinteligent, a nawet cham (odkryciem scenicznym Peszka było ukazanie wyobrażonego Karola, oddającego mocz podczas wywodu bohatera, za pomocą przedziurawionej puszki, z której ciurkała woda).

Peszek, zgodne z intencją autora, stał się aktorem instrumentalnym i z niezmienną energią, po tylu wykonaniach Scenariusza każde z nich traktuje jak rodzaj testu: „za każdym razem jestem ciekawy – mówił „Gazecie Wyborczej” – jak widzowie wysłuchają, co mam im do zakomunikowania. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której aktora nie obchodzi przedmiot jego roli”.

Spektakl przetrwał i mimo zmian ustrojowych nadal opowiada o realnym świecie, o związkach artysty z publicznością. Tekst się nie zmienia, ale zmieniają się okoliczności – stąd mimo ustalonego kształtu przedstawienia, aktor musi reagować na te zmiany. Nadal mówi tekst gorączkowo, zachowuje wysoką temperaturę wypowiedzi, którą usiłuje zarazić widzów, ostrzec ich, a nawet przerazić. Jan Peszek zdobył tę umiejętność wysłuchiwania widzów „wewnętrznym uchem” w stopniu niespotykanym, toteż jest czułą membraną ich lęków, tęsknot i obaw.

Jego opracowanie Scenariusza kultywuje niemiecki aktor Andre Erlen, z którym – na jego prośbę – pracował przez dwa lata, aby przekazać mu tajemnice tego spektaklu, premierę w Schauspielhaus w Düsseldorfie (2002) zagrali razem (równolegle, każdy w swojej wersji językowej), potem jeszcze kilka razy wystąpili wspólnie. Rzecz nader rzadka w tradycji teatru europejskiego.

 

Tomasz Miłkowski

 

Dodaj komentarz